Sklonują „rosyjski Pentagon”. Putin popełnia błąd Ceaușescu? [OPINIA]

Kilka lat temu powołano do życia specjalną formację o nazwie Gwardia Narodowa, zwaną Rosgwardią (fot. Stanislav Krasilnikov\TASS via Getty Images)

Kreml coraz bardziej obawia się społecznego buntu, który zmiecie obecny reżim. Władimir Putin nie ufa już swym pretorianom – Rosgwardia nieudolnie poczyna z protestami w różnych regionach kraju. Nie zostaje nic innego, jak sięgnąć po armię.

Rosja: „Marsze matczynego gniewu” w obronie zatrzymanej aktywistki

W około dziesięciu miastach Rosji, w tym Moskwie i Petersburgu, odbyły się w niedzielę demonstracje, nazwane „marszami matczynego gniewu”, w...

zobacz więcej

Ostatnia seria masowych protestów w różnych zakątkach Rosji, od Archangielska po Inguszetię, różniły, czy różnią się one od siebie, jeśli chodzi o cele i postulaty stawiane przez demonstrantów. Ingusze chcą referendum w sprawie zmiany granic ich republiki, na którą w tajemnicy zgodziły się władze – w efekcie zyskała sąsiednia Czeczenia kosztem Inguszetii. Z kolei w obwodzie archangielskim, na Dalekiej Północy, mieszkańcy protestują przeciwko budowie gigantycznego wysypiska śmieci, gdzie Moskwa planuje wywozić swoje odpadki.

W Jekaterynburgu na Uralu ludzie gwałtownie sprzeciwili się budowie nowej cerkwi na popularnym miejskim skwerze. Wszystkie te protesty łączy jedno: lokalne siły porządkowe, z policją na czele, wyraźnie nie radzą sobie z demonstrantami. W Inguszetii zapłacił za to nawet głową, tzn. dymisją, minister spraw wewnętrznych. W Archangielsku trzeba było ściągać policję z sąsiedniego obwodu Wołogdy, bo miejscowi nie chcieli użyć siły wobec mieszkańców. Do Inguszetii też musiano przerzucić mundurowych z innych regionów, a nawet federalnych siłowików.

Niewątpliwie to problem dla reżimu i samego Putina – okazuje się, że tak jak się obawiano, w razie rewolty lokalna policja nie będzie walczyła z buntownikami. Dlatego już kilka lat temu powołano do życia specjalną formację o nazwie Gwardia Narodowa (zwana Rosgwardią). Oparta została o dawne Wojska Wewnętrzne MSW oraz dwie formacje policyjnego specnazu: OMON i SOBR. Dziś Rosgwardia liczy kilkaset tysięcy ludzi, ma własne siły pancerne i lotnictwo, a na jej czele stoi gen. Wiktor Zołotow, zaufany siłowik Putina.

Rosja: Tysiące protestują przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego

Tysiące ludzi w całej Rosji uczestniczyło w niedzielę w protestach przeciwko rządowym planom podniesienia wieku emerytalnego, mimo niedawnych...

zobacz więcej

„Pentagon” w każdym regionie

Teraz jednak ból głowy Kremla okazuje się być dużo, dużo większy. Bo oto Rosgwardia, powołana jako narzędzie do likwidowania cywilnych protestów i demonstracji, okazuje się zupełnie bezskuteczna. Nie tylko nie radzi sobie z protestami społecznymi, ale nawet niektórzy jej funkcjonariusze zamieszczają w mediach społecznościowych wpisy i nagrania wideo, w których solidaryzują się z demonstrantami.

Strach zajrzał w oczy Putinowi i jego ludziom. Sytuacja w kraju pogarsza się, prezydent traci wciąż na popularności, propaganda nie jest już tak skuteczna, rośnie ryzyko szerszej społecznej rewolty. Kreml sięga więc po „ciężką artylerię”. Minister obrony Siergiej Szojgu ogłosił, że we wszystkich regionach zostaną utworzone centra koordynacji zarządzania kryzysowego i stanu wojennego. Pierwsze takie centrum zostanie otwarte w Tule.

To nie przypadek – obwodem tym zarządza od kilku lat Aleksiej Diumin, były oficer ochrony Putina, były członek kierownictwa GRU, osoba przez wielu uważana za prawdopodobnego następcę Putina. Pomysł powołania centrów, w połączeniu z coraz częstszym nominowaniem na stanowiska gubernatorów ludzi wywodzących się ze służb i wojska oznacza, że siłowicy zaczną „koordynować” regionalną politykę. Główna rola została przyznana ministerstwu obrony – to niezwyczajne jednak, by wojsko angażowało się w sprawy krajowe, na dodatek przejmowało kompetencje zwykle przypisane administracji cywilnej. Póki co, nie reguluje takiego stanu żaden prezydencki dekret.

Władimir Putin z wizytą w Narodowym Centrum Zarządzania Obroną Federacji Rosyjskiej (fot. arch. PAP/EPA/Alexey Nikolskiy/Sputnik/Kremlin Pool Mandatory Credit)

Rosja: Literaci protestują przeciw karom za fake newsy i obrazę władz

Ponad 100 rosyjskich pisarzy, dziennikarzy i obrońców praw człowieka podpisało oświadczenie, zawierające krytykę przyjmowanych w parlamencie ustaw,...

zobacz więcej

Centra będą dostarczać informację o socjalnych i ekonomicznych kwestiach, donosić o pojawieniu się kryzysowych sytuacji, informować o stanie infrastruktury. Z kolei wojsko będzie też przekazywało informacje w drugą stronę. Jak powiedział minister obrony Siergiej Szojgu, „będziemy informować lokalne organy władzy wykonawczej o zmianie sytuacji wojskowo-politycznej w regionie i przygranicznych rejonach”.

Regionalne władze nie chcą o tym mówić, w rosyjskich mediach też na ten temat niewiele. To sprawa w dużym stopniu tajna – niewiele wiadomo o szczegółach. Można się tylko domyślać i przewidywać na podstawie szczątkowych informacji płynących np. z resortu obrony. W wydanym komunikacie ministerstwo napisało, że centra koordynacji będą tworzone na wzór Narodowego Centrum Zarządzania Obroną – militarnej struktury powstałej w 2014 roku i podporządkowanej Sztabowi Generalnemu Rosyjskich Sił Zbrojnych.

Głównym zadaniem centrów ma być koordynacja przepływu informacji między strukturami wojskowymi a regionalnym władzami wykonawczymi. Narodowe Centrum Zarządzania Obroną nazywa się czasem „rosyjskim Pentagonem”. Znajduje się w Moskwie. Główne zadania: podtrzymywanie systemu scentralizowanego bojowego zarządu Rosyjskich Sił Zbrojnych w gotowości do użyciu bojowego oraz kontrola ich stanu na strategicznych kierunkach.

Centrum zapewnia ministerstwu obrony informacje o sytuacji wojskowo-politycznej na świecie oraz sytuacji społeczno-politycznej wewnątrz Rosji. Struktura koordynuje i kontroluje loty i przeloty wojskowego lotnictwa, kontroluje wypełnienie zadań przez siły morskie, ich udział w międzynarodowych operacjach.

Junta cieni?

Tajemniczość wokół tego projektu wywołała jednak alarm wśród niektórych regionalnych polityków i liderów społecznych. Michaił Matwiejew, deputowany obwodowej legislatury w Samarze, pytał: „Czyżby państwo przygotowywało wprowadzenie stanu wojennego lub dyktatury, skoro potrzebne są takie centra?”. W maju biuro ruchu Nawalnego w Tiumeniu opublikowało nagranie wideo, w którym anonimowy żołnierz specnazu mówi, że on sam, jak i jego koledzy w oddziale byli ostatnio pytani przez „ludzi z Moskwy”, czy są gotowi strzelać do rosyjskich demonstrantów. Były też pytania o poglądy polityczne.

Łapanka na opozycjonistów w Rosji. Do protestów wezwał Nawalny

Ponad 300 osób zatrzymała policja w wielu miastach Rosji podczas demonstracji, zwołanych przez opozycjonistę Aleksieja Nawalnego. Demonstracje...

zobacz więcej

Zgodnie z konstytucją, siły zbrojne, czyli regularne wojsko powinno zajmować się zagrożeniami zewnętrznymi. Tymczasem zdaniem analityka Aleksandra Goltza, Kreml buduje „równoległą wojskową władzę” w Rosji. Innym zresztą przejawem rosnącej roli wojska w życiu politycznym, krajowym Rosji, jest utworzenie i wzrost paramilitarnych organizacji młodzieżowych. Tym się różni chociażby Junarmia od sowieckich pionierów i komsomolców, że organizacje sowieckie miały charakter jedynie ideologiczny, zaś współczesne młodzieżówki są formowane na wzór wojskowy.

Tylko czy regularne wojsko może być skuteczniejsze od sił MSW czy Rosgwardii w rozpraszaniu demonstracji? Armie, szczególnie te oparte w jakimś stopniu o pobór (jak w Rosji), składają się ze zwykłych ludzi, których szkoli się i przygotowuje do walki z zagranicznym wrogiem. Inna rzecz strzelać do Amerykanów, inna do rodaków. Putin powinien pamiętać, czym skończyła się dla Nicolae Ceaușescu próba wykorzystania wojska do stłumienia protestów w 1989 roku w Rumunii.

Koń trojański

Od dawna szukano pretekstu, żeby móc wojsku dać prawo zwalczania wewnętrznej opozycji i protestów społecznych. Wymyślili to w „mózgu armii”, czyli w sztabie generalnym. Jego szef, gen. Walerij Gierasimow mówił o tym na dorocznej sesji Akademii Nauk Wojskowych. Gierasimow przedstawił koncepcję, zgodnie z którą Amerykanie planują użyć rosyjskiej opozycji jako elementu swej wojskowej strategii.

To zaś ma usprawiedliwiać użycie armii przeciwko własnym obywatelom. Generał Gierasimow mówił, że „amerykańscy stratedzy pracują nad nową strategią prowadzenia wojskowej akcji pod kryptonimem Koń Trojański”, która to strategia przewiduje „aktywne użycie potencjału protestu »piątej kolumny« dla destabilizowania przeciwników”.

Prezydent Rosji obserwuje uruchomienie kompleksu rakietowego Avangard z hipersoniczną jednostką planowania rejsu (fot. Mikhail Klimentyev\TASS via Getty Images)

„Zebranie obywateli” przed gmachem FSB. Rosjanie przeciw agresji na Ukrainie

Moskiewska policja zatrzymała w niedzielę uczestników demonstracji przed siedzibą Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) na placu Łubiańskim....

zobacz więcej

Wobec tego – argumentuje Gierasimow – wojsko jako część „strategii aktywnej obrony” musi być użyte do „neutralizacji” tego zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa. Jak argumentował szef sztabu generalnego, od 2013 roku „nie ma zasadniczych różnic między okresem otwartej wojny a czasem pokoju”. Po drugie, „konfrontacja jest prowadzona środkami nie-militarnymi, z pomocą tajnych i informacyjnych operacji”.

Biorąc pod uwagę strach Kremla przed kolorową rewolucją, było tylko kwestią czasu, aż Putin sięgnie po wojsko jako remedium na społeczne protesty. Ostatnia wersja doktryny wojskowej Rosji (2014) mówi o społecznych buntach jako „nowej formie wojskowej akcji”. Jeśli wróg może koordynować akcje protestu, demonstracje i strajki z klasycznymi działaniami militarnymi w rodzaju powietrznych nalotów, sztab generalny musi szykować plany przeciwstawienia się takiej kombinacji.

Te plany zaś przewidują m.in. użycie siły przeciwko ludziom na ulicach rosyjskich miast. Wraz z tworzeniem regionalnych centrów kryzysowych armia staje się czwartym ważnym graczem siłowym, obok FSB, Rosgwardii i MSW, na krajowym podwórku. To również wzmacnia polityczny status wojska i resortu obrony. Nawet za czasów sowieckich armia nie miała tyle do powiedzenia jak teraz popularny minister Szojgu, szef sztabu generalnego i czołowy strateg Gierasimow, wreszcie cała grupa generałów z doświadczeniem bojowym w Syrii, która obsadziła kluczowe stanowiska w siłach zbrojnych.

źródło:
Zobacz więcej