Kandydaci do europarlamentu podzieleni ws. przyjęcia przez Polskę wspólnej waluty

Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się w niedzielę, 26 maja (fot. Shutterstock/Kutlayev Dmitry)

Jedni wyrażają zdecydowany sprzeciw, inni stawiają warunki lub odkładają decyzję na niekreśloną przyszłość – tak można streścić opinie na temat przyjęcia przez Polskę euro, wyrażane dotąd przez kandydatów do europarlamentu.

„Polska w Europie, Europa dla Polski”. Kukiz’15 przedstawił hasło wyborcze

„Polska w Europie, Europa dla Polski” to hasło wyborcze Kukiz'15 w wyborach do PE. Równe szanse i równe prawa dla wszystkich państw w Europie; nie...

zobacz więcej

Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się w niedzielę, 26 maja. W Polsce ma zostać wybranych 52 europosłów, o jednego więcej niż poprzednio. Nową liczbę wybieranych w poszczególnych krajach europosłów ustalono przy założeniu, że w nowej kadencji europarlamentu nie będzie już brytyjskich posłów.

Wszystko jednak wskazuje na to, że na początku nowej kadencji europarlamentarnej Wielka Brytania wciąż będzie państwem członkowskim Wspólnoty. W związku z tym niewykluczone, że w nowym europarlamencie Polska obsadzi jednak 51 mandatów, a nie 52.

Kandydatów różni m.in. pogląd na kwestię przyjęcia przez Polskę wspólnej waluty.

„Dzięki złotemu przeszliśmy dobrze poprzednie kryzysy finansowe”

Marek Jurek (kandydat Kukiz'15) uważa, że Polska powinna zachować narodową walutę.

– Władze nie powinny składać żadnych deklaracji na temat rezygnacji. To zasadniczy instrument naszej konkurencyjności. Dzięki złotemu przeszliśmy dobrze poprzednie kryzysy finansowe, ten ostatni – grecki, ale również wcześniej – ten argentyński – powiedział Jurek.

– W sytuacjach kryzysowych słabsze gospodarki bronią się, jeżeli mają elastyczny kurs i to jest nam fundamentalnie potrzebne – tłumaczył Jurek.

– Oczywiście są względy dodatkowe – nawet w najbogatszych krajach, w których można mówić o względnych korzyściach wynikających z obecności w strefie euro, jak np. w Niemczech czy Austrii – wszędzie wprowadzenie euro oznaczało wzrost kosztów utrzymania – dodał.

Według niego polityka polska dotycząca złotego powinna wynikać z art. 227 Konstytucji (dot. NBP), a nie z osobistych nastawień. – Jeżeli ktoś ma osobiste nastawienie (...), nawet jeżeli powołuje się na Traktat Akcesyjny, to niech złoży wniosek o zmianę konstytucji – uważa europoseł.

Jego zdaniem zarówno rządy Donalda Tuska, Ewy Kopacz, jak i Beaty Szydło oraz Mateusza Morawieckiego uznawały milcząco fakt, że społeczeństwo nie chce euro, bo żaden z tych rządów nie wystąpił z inicjatywą zmiany ustawy zasadniczej w tym zakresie.

Dyrektor programowy Wiosny: Timmermans wesprze naszych kandydatów do PE

– Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans podczas swojej wizyty w Warszawie udzieli mocnego wsparcia Wiośnie i jej kandydatom do...

zobacz więcej

– To należy uszanować. Tego się domagamy (...) Dodatkowo uważamy, że Polska powinna prowadzić bliską współpracę z krajami UE, które zachowują swoją walutę narodową, takimi jak Dania, Szwecja, Czechy czy Węgry – oświadczył polityk.

„Strefa euro potrzebuje nowej jakości i zmian”

Dariusz Standerski (Wiosna) zauważył, że Polska zobowiązała się do wejścia do strefy euro, przystępując do Unii Europejskiej.

– Natomiast dzisiaj musimy poważnie zastanowić się nad przyszłością strefy euro. Poprzedni kryzys oraz wcześniejsze wydarzenia pokazały, że strefa euro potrzebuje nowej jakości i potrzebuje zmian. Już Jacques Delors mówił o zmianach, które muszą zajść w strefie euro. Dlatego stoimy na stanowisku, że najpierw strefa euro powinna rozszerzyć swoją działalność np. o elementy wspólnej polityki fiskalnej, powinna zwiększyć demokratyczną kontrolę nad strefą euro, np. włączając parlamenty krajowe do współdecydowania o przyszłości strefy – wyjaśnił Standerski.

– Dopiero wtedy, gdy strefa się uporządkuje, polską racją stanu będzie dołączenie do strefy euro. Więc warunkujemy wejście Polski do strefy euro właśnie tymi zmianami, bo też musimy wiedzieć, do jakiej strefy euro będziemy wchodzić – uważa przedstawiciel Wiosny.

– Musimy pamiętać, że do wejścia do strefy euro potrzebujemy większości konstytucyjnej, której w tym parlamencie nie mamy. Nie wiadomo też, czy będziemy ją mieć w przyszłym parlamencie. Musimy więc odbyć poważną dyskusję w Polsce, żeby zdecydować o wejściu, terminie i zasadach, na jakich miałoby to nastąpić – dodał.

„Kiedy płace Polaków będą na poziomie Europy Zachodniej i Północnej”

Czarnecki: „20 plus” dla PiS w eurowyborach

Prawo i Sprawiedliwość uzyska w wyborach do Parlamentu Europejskiego wynik „20 plus”; poprawi obecną liczbę swoich eurodeputowanych – stwierdził w...

zobacz więcej

Według Ryszarda Czarneckiego (Zjednoczona Prawica), wejście do strefy euro „na pewno nie teraz, nie jutro, nie w najbliższych kilku latach, a nawet dekadzie”.

– Poczekajmy aż płace Polaków będą na poziomie Europy Zachodniej i Północnej. Wyciągnijmy doświadczenia z krajów Europy Południowej, które wpakowały się w wieloletni kryzys gospodarczy w związku ze strefą euro. Pamiętajmy o bolesnym doświadczeniu Francji, która straciła na strefie euro 4 biliony euro, czy o Włoszech, które straciły 3 mld 600 mld – przez 20 lat oczywiście – radzi Czarnecki.

– W związku z tym nie przez najbliższą dekadę. A potem, jeżeli płace Polaków będą zrównane z płacami naszych zachodnich sąsiadów, to powinniśmy zrobić referendum, żeby Polacy zdecydowali, czy wchodzić teraz, czy kiedyś w przyszłości – zaznaczył.

„Nigdy, wcale”

Zdecydowanym przeciwnikiem przyjęcia wspólnej waluty jest Krzysztof Bosak (Konfederacja).

– Nigdy, wcale. Posiadanie własnej waluty to przede wszystkim kwestia suwerennej polityki monetarnej. Po drugie, polityka monetarna wiąże się w każdym państwie z nadzorem nad sektorem finansowym. Nadzór państwowy nad sektorem finansowym jest kolejnym elementem bezpieczeństwa narodowego w kwestii suwerenności w zakresie prowadzenia polityki gospodarczej i finansowej. Nie ma ani argumentów politycznych, ani argumentów ekonomicznych za tym, aby rezygnować z tych wszystkich elementów polityki państwowej – powiedział Bosak.

– Poza tym strefa euro, jako projekt gospodarczy nie zdała egzaminu, kryzys strefy euro pokazał, że ona jest źle skonstruowana. Co więcej, od czasu kryzysu w strefie euro nie usunięto jej fundamentalnych wad, a jedynie zasypano problemy furą pieniędzy, na którą zrzuciły się wszystkie państwa członkowskie. Projekt euro jest wadliwy, natomiast posiadanie własnej waluty daje szereg przewag w polityce finansowej i gospodarczej – dodał.

Zwrócił jednocześnie uwagę na rozwój rynków finansowych, różnego rodzaju elektronicznych usług finansowych i pełną informatyzację finansów międzybankowych.

– Konieczność przeliczania kursów walut nie jest już właściwe żadnym problemem ograniczającym międzynarodową wymianę handlową – podkreślił.

Szefernaker: Schetyna obiecał europejskim elitom wejście Polski do eurostrefy

„Co innego Grzegorz Schetyna pisze dziś na Twitterze, a co innego obiecał europejskim elitom” – ocenia we wpisie Paweł Szefernaker. Sekretarz stanu...

zobacz więcej

„Przyjęcie euro byłoby dla Polski korzystne i opłacalne”

Dariusz Rosati (Koalicja Europejska) podkreśla, że tematem wspólnej waluty zajmuje się zawodowo. Kandydat KE uważa, że „przyjęcie euro byłoby dla Polski korzystne i opłacalne, czego dowodzą wszystkie poważne opracowania naukowe, włączając w to dwa duże raporty Narodowego Banku Polskiego”.

Skalę korzyści Rosati ocenił na 30-40 mld złotych rocznie. Jego zdaniem wynikałoby to z obniżenia stóp procentowych, likwidacji kosztów transakcyjnych i kosztów zabezpieczania się przed ryzykiem kursowym, z poprawy ratingu międzynarodowego Polski.

– Nie ma zagrożenia podwyżką cen; takie podwyżki nie występowały w innych krajach, co wynika ze statystyk krajowych urzędów statystycznych. Cała ta propaganda anyeuro prowadzona przez naszych oponentów politycznych jest po prostu oszukiwaniem Polaków. Wszystkie dane oficjalne nie potwierdzają, że wprowadzenie euro wiąże się ze wzrostem cen – powiedział Rosati.

Zastrzegł, że na razie nie ma planów wprowadzenia euro w naszym kraju.

– Polska nie spełnia wszystkich kryteriów. Poza tym, aby wejść do strefy euro, trzeba by zmienić konstytucję – a takiej możliwości nie ma. Co najważniejsze, najpierw do tego trzeba przekonać Polaków – oświadczył. Jego zdaniem w tej chwili Polacy są zmanipulowani kłamliwym przekazem partii rządzącej i dlatego na razie w większości nie chcą euro w Polsce.

W jego ocenie, świadectwem hipokryzji wielu polityków jest m.in. to, że w tym samym czasie, kiedy tak krytykują euro, sami trzymają oszczędności w tej walucie.

Z przeprowadzonego na początku kwietnia br. sondażu Instytutu Badań Pollsterdla dla „Super Expressu” wynika, że 65 proc. Polaków nie chce wprowadzenia euro. „Za” opowiedziało się 35 proc. badanych. Głównym powodem nieufności wobec wspólnej waluty są obawy dotyczące spodziewanego wzrostu cen. Na pytanie, czy wprowadzenie w Polsce euro wpłynie na ceny towarów, zdecydowana większość ankietowanych odpowiedziało twierdząco (85 proc. respondentów). 13 proc. uznało, że sytuacja nie ulegnie zmianie, natomiast według 2 proc. ceny spadną. Polacy obawiają się także wpływu euro na zarobki. 42 proc. ankietowanych uważa, że po wprowadzeniu euro w Polsce mogą zarobić mniej niż dotąd.

Natomiast z ankiety, którą w kwietniu br. przeprowadziła Konfederacja Lewiatan wynika, że 54 proc. przedsiębiorców jest zwolennikami przystąpienia Polski do strefy euro, 14 proc. jest temu przeciwna, a 32 proc. nie ma zdania w tej sprawie. Wśród zwolenników euro dominują głosy, że wspólna waluta powinna zostać przyjęta w ciągu pięciu lat - uważa tak 70 proc. z nich, zaś według nieco ponad 27 proc. powinno to mieć miejsce za 5-10 lat. Jednocześnie prawie 9 na 10 firm zrzeszonych w organizacji opowiada się za ściślejszą integracją państw członkowskich UE we wszystkich dziedzinach.

źródło:

Zobacz więcej