TW „Carex” i misja w USA. „Pojedzie do Brukseli, chyba że potrąci rowerzystkę w Hajnówce”

Włodzimierz Cimoszewicz (fot. arch. PAP/Teodor Walczak)

„Wśród dziesięciu założycieli/sygnatariuszy Koalicji Europejskiej połowa to byli członkowie partii komunistycznej i jej przybudówek (PZPR, SD i ZSL)” – pisze w felietonie dla „Rzeczpospolitej” publicystka Irena Lasota. Nawiązuje do warszawskiej „jedynki” z list KE Włodzimierza Cimoszewicza, który „o przynależności do PZPR nie specjalnie wspomina”.

Cimoszewicz o obronie przed ustawą 447: To kompromituje nasz kraj

– To jest coś, co kompromituje nasz kraj po raz kolejny: za cnotę uważa się obronę tego, żeby nie zwrócić tego, co się komuś należy, tylko dlatego,...

zobacz więcej

Publicystka wskazuje, że Cimoszewicz w swoim politycznym życiorysie z rezerwą wypowiada się o swojej przeszłości, związanej z PZPR. „W tym natłoku służby publicznej, działalności naukowej i sukcesów politycznych pojawia się też skromna na pozór informacja, że »od 1980 do 1981 był stypendystą Fundacji Fulbrighta na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku«.

Lasota zaznacza, że w tamtych latach „byle kto na takie stypendia nie wyjeżdżał”. Wskazuje też, że przed tym wyjazdem Cimoszewicz został zarejestrowany jako tajny współpracownik SB „Carex” o numerze ewidencyjnym 13613. To właśnie wtedy – opisuje Lasota – przyszły premier Polski miał odbyć dwie „rozmowy pozyskaniowe" w Domu Chłopa i Pod Retmanem.

Lasota przytacza słowa kapitana Janusza Zielińskiego, który miał stwierdzić, że Cimoszewicz „bez wahania wyraził zgodę na współpracę".

„W Nowym Jorku, już jako »Carex«, skontaktował się z agentem rezydentury PRL »Żaltisem«, który potwierdził, że Cimoszewicz będzie realizował powierzone mu jeszcze w Polsce zadanie »podjęcia prób nawiązania kontaktu z czołową przedstawicielką najnowszej emigracji politycznej, Ireną Lasotą-Zabłudowską (pion »E«, sprawa krypt. »Saba«), by w ten sposób uzyskać możliwości rozpoznania przejawów działalności wrogiej emigracji wobec Polski w kontekście obecnej sytuacji w Polsce” – czytamy w publikacji.

Cimoszewicz potrącił 70-latkę i zbiegł? Prokuratura: Niewykluczone, że pojawi się taki wątek

Białostocka prokuratura może postawić zarzut ucieczki z miejsca wypadku byłemu premierowi Włodzimierzowi Cimoszewiczowi, który kilka dni temu...

zobacz więcej

Dalej autorka stwierdza, że Cimoszewicz „nie sprawdził się na misji w Nowym Jorku”. „Wypadł jako mało energiczna ciamajda, i to w dodatku obserwowana przez FBI. Ja nie pamiętam żadnych z nim kontaktów, nie pamiętam ani twarzy, ani imienia, ani nazwiska, ale ci, którzy mnie znają, wiedzą, że to o niczym nie świadczy” – wskazuje.

Lasota pisze też, że „kilka miesięcy po powrocie Cimoszewicza do Polski” skontaktowała się z nią „bardzo miła pani z FBI, Susan”, która powiedziała, „że po powstaniu Solidarności jakaś liczba pracowników konsulatu PRL uciekła czy też poprosiła o azyl, a może po prostu przekazywała dokumenty, i że z nich wynikało, iż jestem na liście osób, którymi interesuje się wywiad PRL”.

„Nie było jednak na mój temat raportów, z wyjątkiem jednego. Agent, niezidentyfikowany jeszcze wówczas przez FBI, doniósł, że na jakimś przyjęciu mówiłam, iż Józef Światło, pracownik UB, który uciekł na Zachód w 1953 r., mieszka w Brooklynie i pod zmienionym nazwiskiem prowadzi tam pralnię albo delikatesy” – stwierdza autorka felietonu.

W kolejnej części artykułu Lasota przywołuje rok 2001, kiedy to „sąd uznał za prawdziwe oświadczenie Cimoszewicza, że nie był tajnym współpracownikiem”.

„W 2019 r. na spotkaniu wyborczym Cimoszewicz opowiadał, jak było miło w latach 70., bo można było pojechać na Zachód, i jak to on, nie wspominając, że był pierwszym sekretarzem PZPR na UW, zacząć podróżować” – dodaje.

Na koniec autorka ocenia, że „teraz ten sam Cimoszewicz pojedzie do Brukseli, chyba że przejedzie na białych pasach – parafrazując jego kolegę Adama Michnika – rowerzystkę w Hajnówce”.

źródło:
Zobacz więcej