PO, czyli kawiorowa lewica [OPINIA]

W zorganizowanym przez Koalicję Europejską „Marszu dla Europy” wziął udział Donald Tusk (fot. Attila Husejnow/SOPA Images/LightRocket/Getty Images)

Prawo i Sprawiedliwość nie popełniło zwyczajowych błędów rządzących partii III RP – nie zapomniało o swoich obietnicach dzień po wygranych wyborach. Z kolei Platforma Obywatelska i jej alianci szamocą się w sprzecznościach – najlepiej pokazuje to flirt z aktywistami/aktywistkami ruchu LGBTQ+.

Wsparcie dla niepełnosprawnych: pół miliona beneficjentów, koszt to 3 mld zł

Wsparcie w wysokości 500 zł miesięcznie trafi do około pół miliona osób niepełnosprawnych z orzeczeniem o znacznej niepełnosprawności, które...

zobacz więcej

Polskie społeczeństwo w ostatnich latach zobaczyło, że można w polityce spełniać obietnice wobec zwykłych ludzi. I nawet jeśli pewne zmiany zachodzą wolniej niż chcieliby potrzebujący, to jednak mają one miejsce.

Najlepszym przykładem jest złożona niedawno przez premiera Mateusza Morawieckiego oferta 500 Plus dla osób z niepełnosprawnościami, wymagających stałej opieki i całkowicie niezdolnych do pracy. Oczywiście, opozycja błyskawicznie zaczęła marudzić, że to przedwyborczy ruch, że rozdawnictwo.

Wszystkich przelicytowała pani Iwona Hartwich, która wraz z Kubą Hartwichem mocno weszła w ostatnim roku w politykę. Pani Hartwich stwierdziła, że oferta premiera to „policzek dla jej środowiska”. W odróżnieniu od wielu publicystów prawicy nie zamierzam jej potępiać za jej wybory polityczne i szerzej – za zeszłoroczny protest w Sejmie.

Był on, niestety, gorzką koniecznością. Ale nie sądzę, żeby wypowiadając takie opinie pani Hartwich była ambasadorem całego środowiska RON (rodziców osób niepełnosprawnych). Uważnie śledzę profile rodziców i opiekunek osób z niepełnosprawnościami i widzę, że wielu z nich ucieszyła zapowiedź premiera. Dla części z nich pani Hartwich przestała być aktywistką społeczną – stała się jeszcze jednym politykiem opozycji. I to tej zdecydowanie liberalnej.

Saryusz-Wolski: W gronie Koalicji Obywatelskiej są ci, którzy bronili Układu Warszawskiego

– To jest wielkie kłamstwo. To są ludzie, którzy stali po stornie wyboru wschodniego. A w momencie, w którym okazało się, że to jest niemożliwe,...

zobacz więcej

Idźmy dalej. Wiele wskazuje na to, że Polacy i Polki nie chcą już wykonywać dorywczej, sezonowej, marnie opłacanej, a z reguły związanej z harówką pracy. Ubożsi Polacy i Polki nie chcą już zbierać szparagów w Niemczech, nie chcą harować na farmach indyków w Polsce, nad czym ubolewała „Gazeta Wyborcza”. Nie, wcale nie oznacza to, że ludzie stają się leniwi. Po prostu zaczynają się szanować. I wolą spędzać czas z rodzinami, odpoczywać.

Nie ma w tym nic złego – jesteśmy jednym z najbardziej zapracowanych społeczeństw Europy, a wskaźniki dotyczące zdrowia wskazują, że cierpimy na wiele schorzeń związanych właśnie z wieczną harówką.

Szczególnie dotyczy to ludzi pracujących fizycznie, właśnie tych uboższych Polek i Polaków z prowincji, którymi establishment III RP nie interesował się właściwie nigdy, którzy nie byli interesujący również dla opiniotwórczych, liberalnych mediów głównego nurtu. A jeśli już ich ktoś zauważał, mówił o nich ze strachem i niechęcią.

PiS odrobił zatem lekcję, która właściwie była poza horyzontem wyobrażeń establishmentu III RP. Bo między innymi to dało mu poparcie społeczne, niewiarygodnie wręcz stabilne jak na realia ciągłej medialnej nagonki ze strony liberalno-lewicowej opozycji i środków masowego przekazu.

Po drugiej stronie mamy Platformę Obywatelską. Największa opozycyjna formacja uwikłała się w sojusz z postkomunistami. To drażni przynajmniej część starego posolidarnościowego zaplecza partii Grzegorza Schetyny. Na tym nie koniec. Szeroka formuła Koalicji Europejskiej sprawiła, że Platforma, dodatkowo mocno zależna od liberalno-lewicowych ugrupowań z zachodniej Europy, próbuje się dziś dogadać ze środowiskami LGBTQ+, które przedstawiają kolejne propozycje zmian w polskim prawie.

„Widać było nerwowość Tuska. Taką samą, kiedy przegrał wybory prezydenckie”

– Ja znam Donalda Tuska bardzo długo. Wczoraj podczas jego przemówienia widziałam tę samą nerwowość, jak wtedy, kiedy przegrał wybory prezydenckie....

zobacz więcej

Z jednej strony PO próbuje wchodzić w buty kawiorowej lewicy, aktywnej w kwestiach obyczajowych i tylko od święta przypominającej sobie o kwestiach społecznych. Z drugiej – wciąż zbiera reprymendy od aktywistów/aktywistek takich organizacji jak Kampania Przeciw Homofobii. Przepychanki między Wiosną a Koalicją Europejską wskazują zresztą, że idzie przede wszystkim o wielkomiejski lewicowy obyczajowo i raczej liberalny gospodarczo elektorat – socjalkonserwatywny elektorat Polski B jednych i drugich ominie szerokim łukiem.

Kawiorowa lewica istniała w Polsce dotąd jedynie jako siła publicystyczna, a politycznie jest jedynie klientem liberałów lub antagonistą o sile mrówki atakującej słonia. Zresztą, na podobnej zasadzie funkcjonuje cała polska lewica. Niewykluczone jednak, że na naszych oczach decydenci Platformy Obywatelskiej przeistaczają się właśnie w kawiorową lewicę.

Jak to może wyglądać? Będą ściśle pilnować interesów wielkomiejskich elit, międzynarodowych grup ekonomicznego nacisku, ignorować potrzeby socjalne Polski B i promować idee LGBTQ+ w polityce. A aktywistki i aktywiści tych środowisk będą bacznie pilnować ideologicznego kręgosłupa platformerskiej wierchuszki. I, gdy trzeba – piętnować brak gorliwości i stanowczości.

To wszystko wiąże się z kwestią pokoleniową i „polityczną geografią”. Widać, że młodsze pokolenie polityków PO jest bardziej skłonne zawierać sojusze z obyczajową lewicą. Starsze zabiera się za to jak za jeża – najprawdopodobniej jest im to światopoglądowo zupełnie obce, ale niekorzystna sytuacja polityczna wymusza najbardziej nawet egzotyczne sojusze.

Również na prowincji ludzie Platformy ewidentnie nie zamierzają obnosić się z poparciem dla nowolewicowych doktryn - Rafał Grupiński dobrze pokazał strategię partyjną w tym względzie. Gdyby PO wygrała wybory do Sejmu, musiałaby przeforsować korzystne dla środowisk LGBTQ+ rozwiązania ponad głowami niemałej części swojego elektoratu. Ale to akurat świetnie pasuje do strategii kawiorowej lewicy. Czy można się zatem dziwić, że polska prowincja woli PiS?

źródło:
Zobacz więcej