Wątpliwości zamiast prognoz [OPINIA]

Wybory europejskie mają swoją specyfikę, która sprawia, że trudno jest przewidzieć, kto je wygra (fot. arch.PAP)

Wybory europejskie mają swoją specyfikę, która sprawia, że trudno jest przewidzieć, kto je wygra. Ba, nawet po wyborach może być to trudne, zawsze bowiem możliwe są remisy i remisy ze wskazaniem. Mamy twarde liczby i setki porównań, a każdy przegrany będzie w stanie się zapewne jakoś pocieszyć. Na razie jednak możemy obserwować trendy, sondaże i to, co dzieje się w mediach społecznościowych i na wyborczych imprezach.

„Platformie nie spodobały się nasze transparenty”; „baner zwińcie, bo chcemy wygrać wybory”

„Platformie nie bardzo się spodobały nasze transparenty – zwłaszcza »Małżeństwa, adopcje, prawa LGBT+«” – informuje jedna z grup, działających na...

zobacz więcej

Sobotni tekst dla portalu TVP Info zatytułowałem „Koalicja Europejska: Więcej znaczy weselej?” i okazało się, że była to, zupełnie z mojej strony niezamierzona, złośliwość pod adresem zjednoczonej opozycji. Oto bowiem marsz, na który obecność Donalda Tuska przyciągnąć miał minimum 50 tys. osób, nie spełnił swoich oczekiwań.

Konkurencyjna stacja musiała ratować się ujęciami z bliższym planie, zdjęcia organizatorów pokazywały dziwnie oddalone od siebie pomniki i inne elementy architektury miejskiej, a TVP Info o mało co nie zostało wyrzucone z imprezy za uparte pokazywanie ujęć z lotu ptaka. Ptak bowiem oczekiwanych tłumów nie widział, zarejestrował za to mocno rozciągnięty, lecz bardzo luźny spacer i plac wypełniony w niewielkiej tylko części. Zresztą i to byłoby w polskich warunkach sukcesem organizacyjnym, gdyby nie uparte podkręcanie atmosfery zapowiedziami, później zaś próbującymi je doścignąć obliczeniami ratusza, mocno różniącymi się od danych policyjnych.

Cóż, nie tak dawno niektórym marzyły się wielkie imprezy z udziałem Tuska i kilkuset tysięcy statystów, życie jednak mocno te wizje weryfikuje. Przy czym nie należy też przekładać tego miłego na pewno dla sympatyków rządu widoku na przyszły wynik wyborczy, mobilizacja wyborcza od tej wyjazdowo-spacerowej może znacznie odbiec, robiąc niektórym przyjemną lub nieprzyjemną niespodziankę. Politycy Prawa i Sprawiedliwości zresztą dobrze o tym wiedzą, apelując o jak najszerszy udział w głosowaniu, dotąd często przez elektorat tej partii lekceważonym. Czy będą to apele skuteczne, to jeden z czynników, które zadecydują o wyniku wyborów.

„Jeden naród, jedno państwo, jedna religia, jeden wódz”. Tusk straszy PiS-em na marszu KE

– Europa to różnorodność; Koalicja Europejska jest trochę jak Europa – łączy ją wyższe dobro - bezpieczna Polska w silnej i zjednoczonej Europie;...

zobacz więcej

Drugi, a właściwie drugi i trzeci, to przepływy wyborców. Na to, co dzieje się na linii Wiosna – Koalicja Obywatelska, PiS nie ma właściwie wpływu. Trudno bowiem uznać, że przekazywane chętnie przez prawicowe media informacje o rozmaitych kłopotach partii Biedronia, czy to z mobbingiem, czy finansowaniem, miały wpływ na jego wyborców. Jeśli przekazują je sympatycy partii Razem, być może odzyskują pojedyncze głosy dla własnej koalicji, która jednak raczej nie odegra w tym rozdaniu żadnej roli. Ważniejsze jest, czy w dniu wyborów elektorat Biedronia uzna, że kluczowe jest wsparcie nowej siły, czy wygrana z PiS, nawet kosztem swojej ostatniej politycznej sympatii.

Pamiętajmy, że podobny mechanizm wystąpił wcześniej w wyborach samorządowych w Warszawie. Żaden z kandydatów ruchów miejskich nie zdobył na tyle znaczącego poparcia, by Rafałowi Trzaskowskiemu zabrakło kilku procent do wygranej w pierwszej turze. Głosy, na które liczyli zapewne miejscy aktywiści od razu i właściwie za darmo (nie licząc stanowiska dla Justyny Glusman, która szybko weszła w buty aroganckiej miejskiej urzędniczki), przeszły do silniejszego gracza.

Tyle że to inne wybory. Transfery mają jednak miejsce również po prawej stronie sceny politycznej. Konfederacja, pomimo dość specyficznej retoryki i miejscami niespójnego przekazu (spójrzmy choćby na parę Kaja Godek – Janusz Korwin-Mikke), krzykliwymi hasłami i odwołaniem się do obaw, wobec których część prawicowych wyborców czuje się bezbronna, sondażowo wydaje się przeganiać i zastępować Kukiz’15, i podbierać co radykalniejszych wyborców PiS.

Szydło: Wybierzmy tych, którzy gwarantują, że polskie sprawy będą stawiali na pierwszym miejscu

W wyborach do PE trzeba wybierać ludzi, którzy będą gwarantowali, że polskie sprawy będą stawiali na pierwszym miejscu i dotrzymają słowa, a także...

zobacz więcej

Nie od dziś wiadomo, że sondaże przedwyborcze mają za zadanie kreować, nie zaś opisywać rzeczywistość. Czasem nawet im się to zresztą udaje, bo często stoją za nimi fachowcy, którzy wiedzą co nieco o psychologii tłumu i technikach manipulacji dużymi grupami społecznymi.

Taką też rolę miał sondaż opublikowany niedawno przez Tomasza Lisa, pokazujący dużą przewagę KE nad PiS. Po lekturze takiego badania czytelnik odnosi wrażenie, że warto zastanowić się nad zmianą wyborczych preferencji, ponieważ inni, dysponując tymi samymi informacjami, być może mają podobne wątpliwości (a przecież lubimy myśleć, że inni myślą tak jak my).

Sondaż wskazywał na dwie tendencje, obie, zupełnie przypadkiem, niekorzystne dla Prawa i Sprawiedliwości. Mówiąc w skrócie – monolit po lewej i rozdrobnienie po prawej stronie sceny politycznej. Sytuacja dla zamawiającego wręcz wymarzona. Czy będzie to samospełniająca się przepowiednia, czy też PiS swoją kampanią potrafi, jak cztery lata temu, neutralizować przekazy medialnej opozycji, przekonamy się już za kilka dni.

źródło:
Zobacz więcej