SERWIS

Tokio 2020: wyniki, starty i medale

„Za Polskę i dla Polski”. Gorzki smak zwycięstwa na Monte Cassino

Patrol ppor. Kazimierza Gurbiela jako pierwszy zajął ruiny klasztoru na Monte Cassino (fot. Wiki/Imperial War Museums/FB/RokZolnierzyTulaczy)
Patrol ppor. Kazimierza Gurbiela jako pierwszy zajął ruiny klasztoru na Monte Cassino (fot. Wiki/Imperial War Museums/FB/RokZolnierzyTulaczy)

75 lat temu, po niezwykle ciężkich walkach, polscy żołnierze zajęli klasztor benedyktynów na Monte Cassino. To jedno z najważniejszych zwycięstw Polaków w II wojnie światowej. Miało wpływ na przebieg całego konfliktu. Nie wszystkim bohaterom los pozwolił wrócić do ojczyzny. Wielu spoczęło na włoskiej ziemi, część została skazana na emigrację i tułaczkę...

Sowieci twierdzili, że nie chcemy bić Niemców. 75 lat temu ruszyło natarcie na Monte Cassino

„Wykonanie tego zadania mogło mieć duże znaczenie dla sprawy polskiej. Byłoby najlepszą odpowiedzią na propagandę sowiecką, która twierdziła, że...

zobacz więcej

Bitwa o Monte Cassino stała się synonimem męstwa i poświęcenia polskich żołnierzy. Myśląc o niej, widzimy zbombardowany klasztor, słynne zdjęcie, które przedstawia bitwę na granaty na wzgórzu 593, czy niedźwiedzia Wojtka niosącego pocisk. Nie dopasujemy do niej jednak żadnej twarzy, jak w przypadku Westerplatte i mjr. Henryka Sucharskiego czy Bredy i gen. Stanisława Maczka.

Bitwa, o której brytyjski historyk Matthew Parker napisał, że „była najcięższą i najkrwawszą z walk zachodnich aliantów z niemieckim Wehrmachtem na wszystkich frontach drugiej wojny światowej”, zasługuje na swój symbol. W tym przypadku pojawia się jednak problem, polskich bohaterów, walczących i ginących na tym skrawku włoskiej ziemi, było bowiem co niemiara.

Oto choćby sierż. Marian Czapliński, który podczas niemieckiego kontrataku na San Angelo, gdy polskie linie zaczęły się załamywać, zaintonował hymn. Gdy rozbrzmiały słowa „Jeszcze Polska nie zginęła”, w naszych żołnierzy wstąpiły nowe siły i utrzymali strategiczne pozycje. Albo umierający mjr Jan Żychoń z 13. Wileńskiego Batalionu Strzelców, szepczący ostatkiem sił: „Za Polskę i dla Polski”.

Hejnał na murach

Warto też wyobrazić sobie plut. Emila Czecha, który w południe 18 maja odegrał hejnał mariacki pod biało-czerwoną flagą na ruinach zdobytego właśnie klasztoru benedyktynów. Symbolem powinien być także ppor. Kazimierz Gurbiel, który jako pierwszy zatknął na murach polską flagę.

Biorąc pod uwagę losy Gurbiela wydaje się, że to on w znacznej mierze zasługuje na bycie symbolem polskiego wysiłku pod Monte Cassino, ale i powojennej tułaczki. Żołnierze, którzy za ojczyznę przelewali krew na wielu frontach, nie mogli do niej wrócić.

Zbombardowanie klasztoru ułatwiło Niemcom obronę (fot. Wiki/Imperial War Museums)
Zbombardowanie klasztoru ułatwiło Niemcom obronę (fot. Wiki/Imperial War Museums)

Uczestnik bitwy o Monte Cassino, prof. Wojciech Narębski, mianowany na podpułkownika

Jeden z ostatnich żyjących żołnierzy walczących pod Monte Cassino, prof. Wojciech Narębski, otrzymał w poniedziałek akt mianowania na stopień...

zobacz więcej

Znaczenie kampanii włoskiej jest często bagatelizowane w kontekście ogółu zmagań w Europie podczas wojny. Front zachodni jest uważany za wojnę zachodnich aliantów, nawet jeżeli po załamaniu niemieckiej ofensywy w Ardenach, przez ostatnie miesiące wojny, działania ograniczały się przede wszystkim do brania do niewoli poddających się niemieckich żołnierzy, którzy nie chcieli wpaść w ręce Rosjan.

Jeżeli chodzi o liczbę ofiar, nic nie może się z kolei równać ze zmaganiami na froncie wschodnim, z pięcioma milionami poległych Niemców i ich sojuszników oraz dziesięcioma milionami Rosjan i ich sprzymierzeńców. Kampania włoska nie pociągnęła za sobą tylu ofiar, ale miała ogromne znaczenie, pozwalała bowiem związać znaczne niemieckie siły i odciągnąć je od udziału w walkach na pozostałych frontach, ułatwiając aliantom osiągnięcie zwycięstwa. Mimo to nie zasłużyła na miano „frontu”...

Podrzucili trupa

Kampania włoska miała cztery kluczowe momenty, przy czym we wszystkich znaczącą rolę odgrywali Polacy. Pierwszym było lądowanie na Sycylii, które miało miejsce 9 lipca 1943 roku. Operację Husky poprzedziła jedna z najciekawszych akcji szpiegowskich II wojny światowej. Dzięki podrzuceniu Niemcom zwłok rzekomego oficera brytyjskiego z planami inwazji na Bałkany, Niemcy byli przekonani, że właśnie tam nastąpi atak i nie byli odpowiednio przygotowani do odparcia lądowania na Sycylii.

Po zajęciu wyspy nastąpiła Operacja Avalanche, czyli desant w okolicach miasta Salerno leżącego na południe od Neapolu oraz dodatkowe ataki w innych rejonach. Kolejnym etapem było posuwanie się na północ w kierunku Rzymu. Zadanie było szalenie trudne, Niemcy przygotowali bowiem silnie umocnione linie obronne – Bernhardta, Sengera i Gustawa. W dodatku górzysty teren utrudniał posuwanie się alianckich wojsk. Elementem Linii Gustawa był również klasztor na Monte Cassino, którego zdobycie otwierało drogę na Rzym.

Atak na stolicę Włoch, wówczas już okupowanych przez III Rzeszę po kapitulacji kraju będącego sprzymierzeńcem Niemiec, poprzedziło także nie do końca udane lądowanie pod Anzio, próba generalna przed inwazją na Normandię. Uprzedzając fakty, należy wskazać, że czwartą kluczową operacją był atak na północne Włochy, już po wyzwoleniu Rzymu. W tym przypadku kluczowym było zajęcie Linii Gotów, która osłaniała dolinę Padu. Także podczas tych walk odznaczyli się żołnierze 2. Korpusu Polskiego.

„Miś zwany Wojtkiem”. Powstanie animacja o niedźwiedziu z armii Andersa

Brytyjski animator Iain Harvey pracuje nad krótkometrażowym filmem animowanym o losach syryjskiego niedźwiedzia brunatnego o imieniu Wojtek, który...

zobacz więcej

Najbardziej zacięte walki toczyły się podczas operacji zajęcia Monte Cassino z klasztorem górującym nad okolicą. Opracowując Linię Gustawa niemieccy stratedzy słusznie zauważyli, że „ten, kto ma masyw Monte Cassino, jest panem!”. Wiedzieli to też alianci i od 17 stycznia 1944 roku próbowali zdobyć ten silnie umocniony rejon. Kolejne ataki kończyły się jednak gigantycznymi stratami, wobec czego trzeba było wycofać aż pięć dywizji.

Błędna decyzja

Drugie uderzenie, do którego wyznaczono korpus nowozelandzki oraz jednostki hinduskie, nieszczycące się wybitnymi zdolnościami bojowymi, rozpoczęto 15 lutego. Poprzedziło je bombardowanie wzgórza klasztornego z udziałem 256 nadlatujących falami alianckich bombowców, m.in. B-17. Zrzucono 576 ton bomb. Skutek był odwrotny od zamierzonego. Grube mury i liczne pomieszczenia poniżej poziomu gruntu nie zostały zniszczone, za to stały się dogodnymi punktami do obrony dla świetnie wyszkolonych niemieckich fallschirmjäger.

Bombardowanie miało negatywny skutek nie tylko militarny, ale i propagandowy. Zniszczenie klasztoru o ogromnym znaczeniu historycznym i kulturowym odebrano jako szczyt głupoty i barbarzyństwa. Brytyjski generał John Frederick Charles Fuller nazwał bombardowanie „aktem czystej głupoty”.

Niemcy zdołali odeprzeć drugi i trzeci atak. Brytyjski generał Harold Alexander, naczelny dowódca sił alianckich we Włoszech, doszedł do wniosku, że Monte Cassino nie da się zdobyć atakami pojedynczych brygad, a potrzebna jest szeroko zakrojona wieloelementowa ofensywa, która pozwoli przełamać Linię Gustawa. Czwarty atak na wzgórze zaproponowano dowódcy 2. Korpusu Polskiego gen. Andersowi.

„Zdawałem sobie sprawę, że Korpus i na innym odcinku miałby duże straty. Natomiast wykonanie tego zadania ze względu na rozgłos, jaki Monte Cassino zyskało wówczas w świecie mogło mieć duże znaczenie dla sprawy polskiej. Byłoby najlepszą odpowiedzią na propagandę sowiecką, która twierdziła, że Polacy nie chcą się bić z Niemcami. Podtrzymywałoby na duchu opór walczącego Kraju. Przyniosłoby dużą chwałę orężowi polskiemu” – tłumaczył powody w wydanych już po wojnie wspomnieniach zatytułowanych „Bez ostatniego rozdziału”.

Zdjęcie - symbol. Żołnierze 2 Korpusu Polskiego walczą o wzgórze 593 (fot. Wiki)
Zdjęcie - symbol. Żołnierze 2 Korpusu Polskiego walczą o wzgórze 593 (fot. Wiki)

Towarzyszył żołnierzom Andersa. Niezwykły obraz przejdzie konserwację

Obraz Matki Boskiej Tatiszczewskiej, towarzyszący żołnierzom armii gen. Władysława Andersa od opuszczenia Rosji po kampanię we Włoszech, będzie...

zobacz więcej

Doniosła chwila

„Była to dla mnie chwila doniosła. Rozumiałem całą trudność przyszłego zadania Korpusu. Zaciekłość walk w mieście Cassino i na wzgórzu klasztornym były już wówczas dobrze znane. Mimo że klasztor Monte Cassino był bombardowany, mimo że oddziały i czołgi sojusznicze dochodziły przejściowo na sąsiednie wzgórza, mimo że z miasta Cassino zostały tylko gruzy, Niemcy utrzymali ten punkt oporu i nadal zamykali drogę do Rzymu” – zwrócił uwagę Anders.

„Oceniałem ryzyko podjęcia tej walki, nieuniknione straty oraz moją pełną odpowiedzialność w razie niepowodzenia. Po krótkim namyśle oświadczyłem, że podejmuję się tego trudnego zadania” – wspominał generał, któremu wielu miało potem za złe, że nie skonsultował decyzji o frontalnym ataku z polskimi władzami wojskowymi.

7 kwietnia Anders dokonał rozpoznania masywu Monte Cassino z pokładu samolotu. Ze swoim sztabem studiował mapy i zdjęcia lotnicze. 11 maja, w przededniu zaplanowanego natarcia, odczytano żołnierzom rozkaz generała. „Żołnierze! Kochani moi Bracia i Dzieci. Nadeszła chwila bitwy. Długo czekaliśmy na tę chwilę odwetu i zemsty nad odwiecznym naszym wrogiem. Obok nas walczyć będą dywizje brytyjskie, amerykańskie, kanadyjskie, nowozelandzkie, walczyć będą Francuzi, Włosi oraz dywizje hinduskie. Zadanie, które nam przypadło, rozsławi na cały świat imię żołnierza polskiego. W chwilach tych będą z nami myśli i serca całego Narodu, podtrzymywać nas będą duchy poległych naszych towarzyszy broni. Niech lew mieszka w Waszym sercu” – apelował. Zamieszkał.

„Żołnierze – za bandycką napaść Niemców na Polskę, za rozbiór Polski wraz z bolszewikami, za tysiące zrujnowanych miast i wsi, za morderstwa i katowanie setek tysięcy naszych sióstr i braci, za miliony wywiezionych Polaków jako niewolników do Niemiec, za niedolę i nieszczęście Kraju, za nasze cierpienia i tułaczkę – z wiarą w sprawiedliwość Opatrzności Boskiej idziemy naprzód ze świętym hasłem w sercach naszych Bóg, Honor i Ojczyzna” – wzywał Anders.

O godz. 23 rozpoczęło się dwugodzinne przygotowanie artyleryjskie w wykonaniu ponad tysiąca dział, po którym polscy żołnierze ruszyli do ataku. Misja była niemal samobójcza – Polacy szli nocą na oślep pod niemieckim ostrzałem po obszarze zaminowanym i prawie nieosłoniętym, na którym roiło się od zasieków i innych przeszkód. Do tego posuwali się po nieznanym terenie, gdyż dowódca brytyjskiej 8. Armii gen. Oliver Leese zabronił 2. Korpusowi wysyłania zwiadu na ziemię niczyją, żeby Niemcy nie zorientowali się, że mają przeciwko sobie Polaków. To sprawiło, że straty były jeszcze większe.

Powstańcze Monte Cassino

Po latach przemilczania powstanie warszawskie już na stałe weszło do kanonu narodowej mitologii. Niewyobrażalne bohaterstwo walczących Polaków i...

zobacz więcej

Rozpoczęły się także zacięte walki o strategiczne wzgórza oznaczone numerami 593, 569, 575 oraz „Widmo” i „San Angelo”. O ich zaciętości świadczy fakt, że do końca dnia tylko na tym pierwszym wzgórzu 2. Batalion Strzelców Karpackich odparł aż cztery niemieckie kontrataki. Mimo ogromnego poświęcenia polskich żołnierzy, ataki załamały się. Były jednak korzyści, przede wszystkim poznano niemieckie punkty ogniowe. Jeńcy zeznali też, że w ich szeregach są ogromne straty, zaś morale coraz słabsze. Do tego wiadomo było, że obrońcy mieli kłopoty z zaopatrzeniem.

Nastąpiła kilkudniowa przerwa w walkach, podczas której rozpoznane pozycje Niemców atakowało lotnictwo i artyleria, żeby zmusić ich do ciągłego zaangażowania. Gen. Leese zdecydował, że ostateczny szturm nastąpi 17 maja, ale już dzień wcześniej, wieczorem 16. Lwowski Batalion Strzelców przeprowadził wypad i zajął strategicznie ważne wzgórze „Widmo”. Polacy musieli zdobywać oddzielnie każdy silnie broniony bunkier i odpierać kontrataki.

Przejęli meldunek

Niemcy wiedzieli, że bitwa jest przegrana, ale nawet podczas odwrotu stanowili śmiertelne zagrożenie dla aliantów. W nocy z 17 na 18 maja dowództwo 1. Dywizji Spadochronowej, na wyraźny rozkaz dowódcy naczelnego wojsk niemieckich we Włoszech feldmarszałka Alberta Kesselringa, rozpoczęło wycofywanie oddziałów ze wzgórza klasztornego, obawiając się okrążenia. Polakom udało się przechwycić ten meldunek, dzięki czemu artyleria mogła ostrzeliwać drogi odwrotu Niemców.

Nad ranem 18 maja nad klasztorem powiewała biała flaga. Na miejsce wysłano patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich, wchodzącego w skład 3. Dywizji Strzelców Karpackich pod dowództwem ppor. Kazimierza Gurbiela. Znak kapitulacji nie oznaczał, że misja była łatwa. Patrol musiał pokonać pole minowe o rozmiarze sześciu boisk piłkarskich, co udało się wykonać bez strat.

18 maja 1944 roku w południe plut. Emil Czech odegrał hejnał mariacki w ruinach klasztoru (fot. Wiki)
18 maja 1944 roku w południe plut. Emil Czech odegrał hejnał mariacki w ruinach klasztoru (fot. Wiki)

„Przechodniu, powiedz Polsce...”. 74. rocznica bitwy o Monte Cassino

74 lata temu, 18 maja 1944 r., po niezwykle zaciętych walkach 2 Korpus Polski dowodzony przez gen. Władysława Andersa zdobył wzgórze Monte Cassino...

zobacz więcej

Żołnierze wzięli do niewoli szesnastu rannych żołnierzy niemieckich, którzy byli pod opieką trzech sanitariuszy. Na murach zatknięto improwizowany proporzec 12. Pułku Ułanów, uszyty naprędce przez plut. Jana Donocika na rozkaz por. Leona Hrynkiewicza. Donocik przed wojną był w Przemyślu mistrzem krawieckim i jako szanujący się krawiec zawsze miał w swoim ekwipunku m.in. igłę, nożyczki i nici. Proporzec powstał z fragmentu flagi Czerwonego Krzyża i kawałka bandaża.

Wkrótce na murach zawisł również biało-czerwony sztandar. W samo południe z klasztoru rozległ się hejnał mariacki odegrany, jak wspomniano, przez plut. Emila Czecha, ogłaszający zwycięstwo. Dopiero po kilku godzinach od zajęcia klasztoru benedyktynów, na wyraźne polecenie Andersa, obok polskiej flagi została wywieszona flaga brytyjska.

W czwartej bitwie o Monte Cassino zginęło 923 polskich żołnierzy, 2931 zostało rannych, zaś za zaginionych uznano 345, z których 251 powróciło do oddziałów po zakończeniu walk. Po dwóch tygodniach Amerykanie spili śmietankę – zajęli Rzym. Wówczas 2. Korpus toczył kolejne walki o przełamanie Linii Gotów.

W wolnej Polsce

Wróćmy do ppor. Kazimierza Gurbiela, dowódcy patrolu ułanów, który jako pierwszy obwieścił zajęcie klasztoru. Był wówczas niespełna 26-letnim oficerem. Urodził się w Moskwie w rodzinie carskiego oficera, do szkół poszedł już jednak w niepodległej Polsce, w Przemyślu. Po zdaniu matury w I LO im. J. Słowackiego w 1937 roku wstąpił do Szkoły Podchorążych Rezerwy Kawalerii, uzyskując przydział do 10. Pułku Strzelców Konnych.

.

zobacz więcej

Walczył w kampanii wrześniowej i dostał się do niewoli sowieckiej. Trafił do łagru. Po kilkunastu miesiącach został objęty „amnestią” na mocy układu Sikorski–Majski, gdy Brytyjczycy chcieli rozszerzyć skład koalicji antyhitlerowskiej. W dokumencie znalazł się zapis o „amnestii”, choć uwolnieni w wyniku dekretu nie popełnili przestępstw w świetle prawa polskiego i międzynarodowego, a do tego nie podlegali jurysdykcji ZSRR jako obywatele obcego państwa...

Gurbiel trafił do wojsk gen. Andersa, z którymi przeszedł cały szlak bojowy – przez Rosję, Bliski Wschód i Włochy. Po zapisaniu się w historii polskiego oręża pod Monte Cassino został ciężko ranny 7 lipca 1944 roku w bitwie pod Capella San Ignazio, gdzie stracił nogę.

Po wojnie, podobnie jak tysiące innych żołnierzy, bał się wracać do opanowanej przez komunistów Polski. Pobyt w łagrze sprawił, że nazbyt dobrze poznał, jakimi ludźmi są sowieci. Wybrał tułaczkę. Po ślubie zamieszkał w szkockim Glasgow, gdzie otworzył sklep z galanterią skórzaną i gdzie urodziła się jego córka Grażyna.

Tułaczka

Po 18 latach w Wielkiej Brytanii wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował fizycznie m.in. jako śmieciarz fabryczny, operator maszyn dziewiarskich. Do Polski wrócił na stałe po 35 latach tułaczki, w 1975 roku, po kilku odwiedzinach. Ponownie zamieszkał w Przemyślu, gdzie zaangażował się w krzewienie pamięci o polskich żołnierzach walczących pod Monte Cassino.

Musiał również zmierzyć się oszczerstwami rozpowszechnianymi w niemieckich mediach. W 1983 roku oskarżono go o bestialski mord na jeńcach, którego mieli rzekomo dokonać dowodzeni przez niego żołnierze po zdobyciu klasztoru benedyktynów. Kłamstwo sprostował oburzony insynuacjami wzięty do niewoli jeden z niemieckich spadochroniarzy, Robert Frettlohr. Wydał oświadczenie, w którym zdementował te oszczerstwa i zapewnił, że jeńcy byli dobrze traktowani przez Polaków.

Polski Cmentarz Wojenny na Monte Cassino zbudowali żołnierze, uczestnicy bitwy (fot. Wiki/Ra Boe)
Polski Cmentarz Wojenny na Monte Cassino zbudowali żołnierze, uczestnicy bitwy (fot. Wiki/Ra Boe)

.

zobacz więcej

Gurbiel spotkał się wkrótce z Frettlohrem we Frankfurcie nad Menem i zawiązała się między nimi dozgonna przyjaźń. Spotkali się m.in. na Monte Cassino podczas obchodów 45. rocznicy stoczenia decydującej bitwy. Kazimierz Gurbiel dożył wolnej Polski, o którą walczył. Zmarł 27 stycznia 1992 roku w Przemyślu w wieku 73 lat. Tuż przed śmiercią został awansowany do stopnia kapitana.

Opluwanie bohaterów

Oficer nie był jedynym opluwanym za swoje bohaterstwo pod Monte Cassino. Spotkało to wielu polskich żołnierzy, a co jeszcze bardziej bulwersuje – również w Polsce. Po wojnie komunistyczna propaganda umniejszała znaczenie bitwy i wkład Polaków. Samego Andersa oskarżano o próbę wywołania III wojny światowej i chęć powrotu „na białym koniu”. Generał oraz wielu innych dowódców Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie zostało bezprawnie pozbawionych polskiego obywatelstwa.

Ocenzurowano także reportaże Melchiora Wańkowicza „Bitwa o Monte Cassino” i „Szkice spod Monte Cassino”. Cenzura starała się gdzie tylko mogła nie wymieniać nazwiska gen. Andersa. Wybitnemu reportażyście zarzucano także m.in. nadmierną gloryfikację żołnierskich czynów, jakby to było coś złego. Z takim podejściem rozprawił się prof. Norman Davies. „Zbyt często, w imię poszukiwania tak zwanej prawdy obiektywnej, historycy odzierają historię ludzkości z uczuć, emocji i moralnego wymiaru. Monte Cassino odarte z męstwa, rozpaczy, patriotyzmu, bólu i uniesienia nie byłoby Monte Cassino” – stwierdził.

PRL-owska propaganda, co ciekawe idąca zaskakująco zgodnie ramię w ramię z zachodnioniemieckim rewanżyzmem, nie zdołała zamazać obrazu bitwy pod Monte Cassino. Znaczenie starcia i rolę Polaków doskonale spuentował św. Jan Paweł II podczas obchodów 40. rocznicy bitwy: „Żołnierz polski walczył i umierał, wierząc, że przez swoją ofiarę kładzie podwaliny pod budowę lepszego świata, świata bardziej ludzkiego”.

źródło:
Zobacz więcej