Niemcy pozbywają się węgla i atomu – i lądują w ramionach Kremla [OPINIA]

Elektrownia atomowa Biblis koło Frankfurtu (fot. REUTERS/Ralph Orlowski)

Niemcy – odchodząc od węgla i zamykając w tym samym czasie elektrownie atomowe – mogą mieć nie lada kłopoty. Rząd w Berlinie stara się jak najszybciej wybudować wraz z Rosją Nord Stream 2, żeby możliwie szybko wypełnić powiększającą się lukę energetyczną. Współpraca ta rozbija unijną solidarność i negatywnie wpływa na bezpieczeństwo naszego regionu. Swój głos w sprawie zabierają też polscy naukowcy i ekolodzy, którzy przekonują w petycji do władz w Berlinie, że zbyt szybkie zamykanie elektrowni atomowych jest groźne dla klimatu na Ziemi.

Przyspiesza budowa Nord Stream 2. Trwa energetyczny wyścig z czasem [OPINIA]

Kreml rozpoczął budowę gazociągu Nord Stream 2 na rosyjskich wodach terytorialnych. W ciągu pierwszego miesiąca ma powstać 100 kilometrów nitki...

zobacz więcej

Nowa polityka energetyczna naszych sąsiadów za Odrą opiera się na rezygnacji z węgla do 2038 r. i likwidacji elektrowni atomowych do 2022 r. Aby pokryć wynikające z tego straty energetyczne, władze w Berlinie planują rozbudowę OZE i zwiększenie dostaw gazu, przede wszystkich z Rosji. Niemcy – obserwując sukces naszego terminala LNG w Świnoujściu – planują budowę podobnego u siebie, dzięki temu mogliby ściągać gaz skroplony z USA. Zanim jednak do tego dojdzie, połączą się z Rosją gazociągiem, który zagraża Europie Środkowo-Wschodniej, osłabia Ukrainę i wzbogaca reżim na Kremlu.

Rezygnacja przez Niemców z „czarnego złota” implikuje poważne problemy dla tamtejszej gospodarki. Na początku tego roku tamtejsza Komisja ds. Węgla zaleciła redukcję mocy pozyskiwanej z węgla z 43 gigawatów (w 2017 r.) do 30 gigawatów (w 2022 r.). Całkowita dekarbonizacja Niemiec ma mieć miejsce w 2038 r. Dziś energia uzyskiwana z węgla i atomu to prawie połowa miksu energetycznego Niemiec – podaje Forsal. Jest to odpowiedź na zapisy porozumienia klimatycznego z Paryża, gdzie największe europejskie gospodarki zobowiązały się do ograniczenia do 2030 r. stopnia zanieczyszczenia powietrza o 55 proc. (w porównaniu do bazowego poziomu z 1990 r.). W 2020 r. Niemcy osiągną 32-proc. redukcję.

Plany Berlina, by wypełnić wciąż powiększającą się lukę energetyczną, wywołaną realizacją tych zobowiązań, za pomocą odnawialnych źródeł energii (OZE) i gazu ziemnego, mogą okazać się niewystarczające. Poziom inwestycji na rynku OZE spadł w zeszłym roku prawie o jedną trzecią w porównaniu do poprzedniego roku. Niemcy liczą na swoje elektrownie wiatrakowe, znajdujące się w północnej części kraju, ale muszą tak przebudować energetyczną infrastrukturę, by mogła dostarcza energię do głównych południowych gospodarczych ośrodków.

Dania wstrzymuje Nord Stream 2. Gazprom straszy pozwem

Rosyjski dziennik „Kommiersant" poinformował, że koncern Gazprom przygotowuje bazę do działań prawnych wobec Danii. Ma to być reakcja na...

zobacz więcej

Przeciwko zbyt szybkiemu zamykaniu elektrowni jądrowych w Niemczech protestują polscy naukowcy i ekolodzy, którzy uważają, że powinno do tego dojść po tym, jak najpierw dojdzie do dekarbonizacji kraju i wdrożenia wydajnych, nowoczesnych technologii magazynowania energii pozyskiwanej z odnawialnych źródeł. Swojemu apelowi do rządu w Berlinie nadali formę petycji, w której ostrzegają, że jego plany będą wpływać na wzrost tzw. ocieplenia klimatycznego.

„Rezygnacja z niskoemisyjnej energii jądrowej przed całkowitym odejściem od spalania węgla kamiennego i brunatnego powoduje w krótkiej perspektywie bardzo trudne do przezwyciężenia problemy techniczne i technologiczne i prowadzi do konieczności posługiwania się innymi paliwami kopalnymi, z gazem ziemnym na czele. To z kolei nie daje oczekiwanych rezultatów w postaci skutecznej i szybkiej dekarbonizacji” – przekonują autorzy petycji.

Odejście przez Niemcy od energetyki jądrowej do 2022 r. powoduje, że kraj ten, wbrew stanowisku wielu państw unijnych, postawił na swoim i realizuje wraz z Rosją projekt gazociągu Nord Stream 2. Zarówno niemieccy socjaliści, jak i chadecy, są pod tym względem zgodni – gospodarka ich kraju potrzebuje energii, a tą może jej zapewnić Kreml. Berlin nie obawia się tego, czego w kontaktach z Moskwą lękają się państwa Europy Środkowo-Wschodniej, czyli wykorzystywania swojej pozycji dostawcy energii do nacisków politycznych i już liczą zyski z redystrybucji dostaw.

Gazprom rozpoczął układanie Nord Stream 2 w rosyjskich wodach

Koncern Gazprom rozpoczął budowę gazociągu Nord Stream 2 w rosyjskich wodach terytorialnych i planuje ułożenie 100 km pierwszej nitki magistrali w...

zobacz więcej

Rosjanom Niemcom zależy na czasie, dlatego Berlin wykorzystując swoje wpływy w UE wymusił realizowanie tego projektu, chociaż nawet kanclerz Angela Merkel ostatecznie przyznała, że nie jest to jedynie projekt ekonomiczny, mimo że takiej wersji trzymała się przez długi czas. Niemieckie władze zapewniają jednak, że projekt ten nie uderzy w kraje regionu Europy Środkowo-Wschodniej i przekonują Ukrainę, że nie zmniejszy to jej bezpieczeństwa energetycznego. Słowa te jednak mijają się z rzeczywistymi planami i ruchami już wykonanymi przez Kreml.

Prezydent Władimir Putin oficjalnie zapowiedział, że gdy tylko uda się wybudować omijające Ukrainę gazociągi Nord Stream 2 i TurkStream, Rosja nie będzie wysyłała surowca przez jej terytorium. To oznacza nie tylko ogromne straty dla budżetu w Kijowie z tytułu jego redystrybucji na Zachód, ale także problemy z pozyskiwaniem energii. To zaś osłabia pozycję tego kraju w relacjach z Rosją.

O tym, że odpowiedzialność za tę sytuację spada przede wszystkim na Berlin, świadczą również wydatki na samą inwestycję: Rosja pokryje połowę wydatków na budowę NS2, szacowanych na 8,4 mld euro, a resztę biorą na siebie niemieckie spółki Uniper i Wintershall, holendersko-brytyjski Shell, austriacki OMV i francuska spółka Engie.

Przypomnijmy, że dzieje się to w czasie, gdy UE i przede wszystkim USA nakładają coraz mocniejsze sankcje na reżim w Moskwie za prowadzenie agresywnej polityki wobec Ukrainy. Rosja wciąż anektuje ukraiński Krym, a także wspiera prorosyjskich separatystów w Donbasie. Moskwa jest odpowiedzialna również za liczne cyberataki i prowadzi kampanie w sieci i w mediach w celu manipulowania sceną polityczną w krajach unijnych. Kraj ten w wielu miejscach na świecie podgrzewa konflikty, by realizować swoją neoimperialną politykę.

W USA o Nord Stream 2: to zagrożenie bezpieczeństwa w Europie

Gazociąg Nord Stream 2 stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Europy. Taką opinię wyrazili uczestnicy waszyngtońskiej konferencji...

zobacz więcej

Niemieckie władze są gotowe nawet na pogorszenie swoich relacji z USA, byleby jak najszybciej zakończyć budowę rosyjskiej rury. Amerykanie krytykują bowiem Berlin za to, że pozwalają w ten sposób umacniać Rosji swoją pozycję dostawcy energii w Europie i czerpać nowe zyski.

Sytuacja jest na tyle poważna, że Waszyngton ostrzegł europejskie firmy przed zastosowaniem wobec nich sankcji. Ostrzeżenia te zapewne nie zostaną jedna zrealizowane, gdyż Amerykanie liczą, że Niemcy otworzą się na dostarczany przez nich do Europy gaz skroplony.

Podczas pierwszego unijno-amerykańskiego forum energetycznego w Brukseli zachęcał do tego minister energetyki USA Rick Perry. Wiele wskazuje na to, że Niemcy, obserwując sukces osiągnięty przez Polskę, która wybudowała terminal LNG w Świnoujściu, będą chciały pójść naszymi śladami i ciągać gaz skroplony z USA.

Władze w Warszawie od samego początku zabiegają o uniezależnienie się od rosyjskich dostaw energii i przeprowadzeniem szerokiej dywersyfikacji. W ostatnich dniach rząd poinformował o rozbudowie o 50 proc. możliwości terminala LNG w Świnoujściu, co ma zapewnić mu zdolność do przyjmowania 7,5 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Z kolei gazociąg Baltic Pipe ma docelowo osiągnąć przepustowość 10 mld metrów sześciennych gazu. Polskie władze planują również uruchomienie pływającego terminala do odbioru gazu skroplonego w Gdańsku w latach 2024-25. Miałby on moc regazyfikacyjną ok. 4 mld metrów sześciennych rocznie, z możliwością dwukrotnego powiększenia w następnym okresie.

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej