RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Stutthof to była igraszka”. Cień Pileckiego cudem nie podzielił jego losu

Tadeusz Ludwik Płużański spedził ponad dwa miesiące w celi śmierci (fot. Fundacja Łączka/IPN)
Tadeusz Ludwik Płużański spedził ponad dwa miesiące w celi śmierci (fot. Fundacja Łączka/IPN)

Kampania wrześniowa, konspiracja, nazistowski obóz koncentracyjny, cudowne ocalenie, aresztowanie przez komunistyczną bezpiekę, brutalne śledztwo, nielegalny proces i wyrok śmierci – taki straszliwy los spotkał rtm. Witolda Pileckiego. Równie ponure fatum doświadczyło jego współpracownika Tadeusza Płużańskiego, w stosunku do którego los się jednak ostatecznie uśmiechnął. Choć spędził w celi śmierci ponad dwa miesiące, komuniści zdecydowali się go oszczędzić...

Mordercy w togach. Za śmierć rtm. Pileckiego nie odpowiedział nikt

Oświęcim to była igraszka – powiedział podczas ostatniego widzenia z żoną Marią rtm. Witold Pilecki. Były więzień niemieckiego obozu wiedział już,...

zobacz więcej

Nazwisko Pileckiego po latach przestało być anonimowe. Niezłomny patriota stał się symbolem ofiary złożonej przez polski naród w walce z dwoma najbardziej zbrodniczymi reżimami – nazizmem i komunizmem. Wybitny brytyjski historyk prof. Michael Foot zaliczył go do grona sześciu najodważniejszych ludzi ruchu oporu II wojny światowej.

Faktycznie, trudno wyobrazić sobie większe poświęcenie niż dobrowolne zgłoszenie się do KL Auschwitz-Birkenau, gdzie w każdej chwili grozi śmierć. Pilecki zorganizował w obozie koncentracyjnym ruchu oporu, a następnie przeprowadził brawurową ucieczkę, by przekazać aliantom informacje na temat niemieckich zbrodni. „Znalazłem w sobie radość wynikającą ze świadomości, że chcę walczyć” – odnotował po ucieczce z piekła.

Walka trwa

Walczył dalej. Choć został awansowany do stopnia porucznika, w powstaniu warszawskim początkowo służył jako zwykły strzelec w kompanii „Warszawianka”, później dowodził jednym z oddziałów zgrupowania Chrobry II, w tzw. Reducie Witolda. Po stłumieniu powstania ponownie trafił do niemieckiej niewoli. Przebywał w stalagu 344 Lamsdorf w Łambinowicach oraz osławionym oflagu VII A w Murnau.

Po wyzwoleniu obozu nie zrezygnował z walki. Na prośbę gen. Władysława Andersa wrócił do okupowanej już przez sowietów Polski gdzie miał realizować zadania wywiadowcze dla Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj. Jego ściśle zakonspirowana grupa zbierała informacje o powojennej sytuacji politycznej w Polsce oraz zajmowała się infiltracją Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego oraz resortów obrony i spraw zagranicznych.

Mimo środków bezpieczeństwa, komórka została zinfiltrowna przez bezpiekę i Pilecki wraz ze swymi ludźmi wpadł w komunistyczne sidła. „Oświęcim to była igraszka” – powiedział podczas ostatniego widzenia z żoną Marią tuż przed egzekucją przeprowadzoną 25 maja 1948 r. w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie. Na sprawiedliwość i należyte miejsce w historii czekał ponad 40 lat. Razem z rotmistrzem sąd skazał na śmierć Płużańskiego. Jemu w cudowny sposób udało się uratować z rąk komunistycznych oprawców.

76 lat temu rtm. Witold Pilecki uciekł z niemieckiego obozu Auschwitz

Nocą z 26 na 27 kwietnia 1943 r. z niemieckiego obozu Auschwitz uciekł rtm. Witold Pilecki. Wraz z nim zbiegli więźniowie Janusz Redzej i Edward...

zobacz więcej

Tadeusz Ludwik Płużański był o całe pokolenie młodszy od Pileckiego. Urodził się w Miechowie w Małopolsce 15 sierpnia 1920 r. Data znamienna, dokładnie tego samego dnia doszło do Cudu nad Wisłą. Odwodowe 10 Dywizja generała Lucjana Żeligowskiego i 1 Dywizja Litewsko-Białoruska generała Jana Rządkowskiego odbiły wówczas Radzymin i odrzuciły siły sowieckie od Warszawy, co stanowiło punkt zwrotny Bitwy Warszawskiej.

Bóg, Honor, Ojczyzna

Płużański spędził dzieciństwo w Wilnie. – Podobnie jak w przypadku Miechowa, zdecydował o tym fakt, że byli dziadkowie nauczycielami i zostali tam skierowani – tłumaczy w rozmowie z portalem tvp.info Tadeusz M. Płużański, historyk, publicysta i syn bohatera. – Był harcerzem wychowywanym w kulcie odrodzonego państwa polskiego i wartościach: Bóg, Honor, Ojczyzna – podkreślił. Późniejszy więzień stalinowski ukończył w maju 1939 r. liceum im. Tadeusza Czackiego w Warszawie, które także wtedy było jednym z najlepszym w kraju. W tym czasie nad Polską wisiało już widmo kolejnej wojny, do której dążył inny totalitarny reżim – nazistowska III Rzesza.

Po niemieckiej agresji zgłosił się na ochotnika do 77. Pułku Piechoty, który wchodził w skład 19 Dywizji Piechoty walczącej w ramach Armii Prusy. 20 września został ciężko ranny w bitwie pod Janowem Lubelskim. Po klęsce Polski w wojnie obronnej już w grudniu 1939 r. przeszedł do konspiracji. Najpierw działał w Polskiej Ludowej Akcji Niepodległościowej, organizacji założonej przez lewicowo nastawionych studentów, którą współtworzyli, choć szybko się z niej wypisali, m.in. Tadeusz Zawadzki „Zośka”, Jan Bytnar „Rudy” i Aleksy Dawidowski „Alek” – bohaterowie książki „Kamienie na szaniec” Aleksandra Kamińskiego.

Płużański również odszedł z PLAN-u i dołączył do Tajnej Armii Polskiej, innej organizacji niepodległościowej związanej ze środowiskiem studenckim, które nie miało już silnego politycznego podłoża. Jednym z jej koordynatorów był zresztą Pilecki. Tajna Armia Polska stała się później jedną ze składowych Armii Krajowej, ale Płużański już do AK nie dołączył. Został aresztowany przez Gestapo w sprawie tajnej organizacji niepodległościowej „Gryf Pomorski”.

„Zostałem aresztowany 11 listopada 1940 roku. Siedziałem na Gestapo w alei Szucha, potem w Grudziądzu, dopiero w marcu 1941 roku trafiłem do obozu koncentracyjnego w Stutthof. Tzw. Zugang, czyli ci, którzy przyszli świeżo do obozu, trafiali do karnej kompanii. Najgorsza praca. Na przykład 16 ludzi ciągnęło czterokonny wóz załadowany pniami drzew, które były wykorzystywane do budowy nowego obozu. Ta praca miała w założeniu zniszczenie nas. W ciągu trzech miesięcy powinniśmy zginąć” – wspominał więzień Konzentrationslager Stutthof nr 10525.

Płużański został ciężko ranny w bitwie pod Janowem Lubelskim we wrześniu 1939 roku (fot. CAW)
Płużański został ciężko ranny w bitwie pod Janowem Lubelskim we wrześniu 1939 roku (fot. CAW)

71 lat temu rozpoczął się proces rotmistrza Witolda Pileckiego

71 lat temu, 3 marca 1948 roku, rozpoczął się proces Witolda Pileckiego, rotmistrza kawalerii Wojska Polskiego, żołnierza Armii Krajowej, jednego z...

zobacz więcej

W sidłach Gestapo

Zanim trafił na Szucha, Niemcy doprowadzili do śmierci jego ojca, Wacława Płużańskiego. Dyrektor Publicznej Szkoły Powszechnej nr 93 został aresztowany przez Gestapo za zorganizowanie w kilku stołecznych szkołach obchodów święta 3 Maja w 1940 r. Zmarł 16 maja podczas kolejnego pobytu na Pawiaku. Oficjalnie na serce w więziennym szpitalu. Jego towarzysze trafili do Auschwitz. Niemcy byli przekonani, że terror powstrzyma polskich nauczycieli przed nauczaniem dzieci patriotyzmu, ale przeliczyli się – to tragiczne wydarzenie zapoczątkowało tajne nauczanie...

Wróćmy do Tadeusza Płużańskiego. Obóz Stuffhof, do którego trafił, był nastawiony na eksterminację więźniów przez wykańczającą pracę. Mimo to młodemu mężczyźnie udało się przeżyć. Zawdzięczał to m.in. temu, że przez dłuższy czas pracował w stolarni, a potem w kuchni. Wiele ryzykował. Życie zawdzięczało mu wielu więźniów, gdyż pracując w kuchni nielegalnie dostarczał im dodatkowe porcje żywności. Za to w każdej chwili groziła egzekucja.

Został zresztą skazany na śmierć i to wyjątkowo okrutną. Niemcy kazali go utopić w korycie za kradzież grochu. Życie uratował mu ks. Sylwester Niewiadomy, który do obozu koncentracyjnego trafił za konspiracyjną działalność duszpasterską. Duchowny przeciągnął więźnia na inny blok i dał kurtkę z nowym numerem obozowym.

„Po czterech latach pobytu w Stutthof spotkałem na Lagerstrasse, czyli ulicy obozowej, komendanta obozu (wówczas był nim SS-Obersturmbannführer Paul Werner Hoppe, który po wojnie otrzymał symboliczny wyrok 9 lat więzienia – przyp. red.). Spojrzał na mnie, mieliśmy na piersi numery, i pyta: »Und du lebst noch?« (jak długo tu jesteś?). »Cztery lata«. »Ty żyjesz jeszcze?«. Wprawiłem go w osłupienie, że ten doprowadzony do perfekcji aparat śmierci, ludobójstwa, nagle w moim przypadku zawiódł” – wspominał.

Płużański miał zresztą znacznie więcej szczęścia. Uniknął choćby udziału w marszu śmierci. O ile nie zginąłby po drodze, mógł ponieść śmierć w wodach Zatoki Lubeckiej, gdzie Niemcy ewakuowali więźniów (także z obozu Neuegamme) i stłoczyli ich na barkach „Cap Arcona”, „Thielbeck” i „Athen”. Cumujące statki zostały omyłkowo zbombardowane przez brytyjskie lotnictwo, w wyniku czego zginęło około 7 tys. więźniów.

Dzieci rtm. Pileckiego odsłoniły nieznany portret bohatera

Dzieci Witolda Pileckiego - Zofia i Andrzej - razem z wiceministrem sprawiedliwości Patrykiem Jakim odsłoniły nieznany dotąd portret rotmistrza....

zobacz więcej

Tadeusz Płużański opuścił obóz dopiero z chwilą zakończenia wojny, 9 maja 1945 r. Doczekał wyzwolenia przez żołnierzy Armii Czerwonej. Był jednym z najdłużej przebywających w KL. Po uwolnieniu pojechał do Warszawy, żeby rozpocząć to, czego los mu poskąpił w 1939 r. – pójść na studia. Historyczna zawierucha nie pozwoliła mu jednak na to. Ponownie dołączył do konspiracji, tym razem wymierzoną w komunistycznych zaborców.

„Przyszła druga konspiracja, z rotmistrzem Pileckim. Nie musiałem go nawet szukać. Gdy wróciłem ze Stutthof do Warszawy, znajomy przekazał mnie Pileckiemu. Ten nie dekonspirował się, nie wiedziałem więc, że Witold to ów bohater narodowy z Oświęcimia” – wspominał. Ich wspólnym znajomym był Makary Sieradzki, w mieszkaniu którego przy Pańskiej 85 lokal numer 6 zaczęli się spotykać. Wszyscy mieli za sobą przeszłość w Tajnej Armii Polskiej.

Sytuacja w kraju, w którym komuniści zaczęli narzucać swoje rządy, siłą zaczęła przerastać Płużańskiego. Chciał wyjechać z Polski. Pilecki zamierzał mu to umożliwić. Młody oficer otrzymał zadanie wywiezienia meldunku do ppłk Stanisława Kijaka, oficera 2 Korpusu Polskiego i zwierzchnika rotmistrza, który planował zorganizowanie siatki wywiadowczej w powstałej wówczas Polsce Ludowej.

Głupia wpadka

Niestety, misja nie przebiegła tak, jak by sobie życzył. „Pojechałem do Włoch jako jego emisariusz. Przechodziliśmy zimą przez granicę czechosłowacką. Wpadliśmy w najgłupszy sposób. Amerykanie w Pilznie (wojskowa misja) wydali nas czeskiej policji politycznej. Po odsiedzeniu w Pradze aresztu za nielegalne przekroczenie granicy, udanej ucieczce z obozu nad Wełtawą, przez granicę do Niemiec szmuglowali nas swoimi szlakami przerzutowymi, jako niemieckich uciekinierów, Niemcy sudeccy” – odnotował.

Zgodnie z konspiracyjnymi zasadami na posterunku policji zniszczył meldunek Pileckiego. Po ucieczce z obozu dla internowanych, o której wspomniał, dotarł do 2 Korpusu i raport przekazał ustnie. Po udowodnieniu, że zna rtm. „Witolda” został przyjęty jako podporucznik tej formacji. Wkrótce otrzymał rozkaz powrotu do Polski, ponownie z tajną misją kurierską. Przywiózł 4,1 tys. dolarów na prowadzenie działalności konspiracyjnej – wówczas majątek – oraz klisze z pisemnym pełnomocnictwem podpisanym przez generała Andersa, tekst instrukcji rządu.

Za działalność konspiracyjną Płużański trafił do KL Stutthof (fot. Wiki/Ludwig Schneider)
Za działalność konspiracyjną Płużański trafił do KL Stutthof (fot. Wiki/Ludwig Schneider)

Dał się schwytać Niemcom. Rocznica aresztowania rotmistrza Pileckiego

8 maja 1947 r. został aresztowany przez UB rotmistrz Witold Pilecki, bohaterski „ochotnik do Auschwitz”, który dał się schwytać Niemcom w ulicznej...

zobacz więcej

Po powrocie do Polski ponownie został członkiem grupy konspiracyjnej Pileckiego oraz jego kurierem działającym pod pseudonimem „Tadeusz Radwan”. We wrześniu 1946 r. nieświadomie sprowadził na organizację zagładę. Do upadku doprowadził Leszek Kuchciński, konfident bezpieki rozpracowujący poakowskie podziemie. Nic nie wskazywało, że jest wtyczką.

Z Płużańskim znał się z wczesnego okresu konspiracji. Działali w Tajnej Armii Polskiej. Sam Kuchciński od czasów gimnazjalnych był aktywnym działaczem Obozu Narodowo-Radykalnego. Od wiosny 1945 r. był członkiem siatki wywiadowczej – najpierw Obszaru Centralnego Delegatury Sił Zbrojnych, następnie szefem Oddziału Bezpieczeństwa i Służb Politycznych w ramach komórki wywiadowczej Obszaru Centralnego Zrzeszenia WiN. Były to organizacje zrzeszające patriotów gotowych poświęcić życie dla ojczyzny.

Prowokacja bezpieki

Kuchciński, posługujący się pseudonimami m.in. „Leszek”, „Oset” i „Brzeszczot”, mieszkał nawet przez kilka miesięcy z Płużańskim w podwarszawskim Piastowie. Okazało się, że nie decydowały o tym kłopoty mieszkaniowe w będącej w ruinie stolicy, a zlecenie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, by agent mógł jak najskuteczniej rozpracowywać grupę Pileckiego. „Brzeszczot” przekazał rotmistrzowi spreparowany raport zawierający opis struktury organizacyjnej MBP i charakterystykę jego władz. Konfident zawarł w nim sugestię o konieczności przeprowadzenia „likwidacji mózgów MBP”, czyli osób należących do ścisłego kierownictwa resortu.

Pilecki zwlekał z odpowiedzią, czy jego komórka przeprowadzi serię zamachów. Zapewne nie miał zamiaru wcielać tego pomysłu w życie, gdyż widział, że jego głównym zadaniem jest prowadzenie działalności wywiadowczej. Bezpieka zdecydowała się uderzyć wcześniej, żeby mimo wszystko pomysł opracowany przez Kuchcińskiego faktycznie nie został wcielony w życie. Komunistom zależało przede wszystkim na dowodach, że grupa zaangażowała się w działalność stricte terrorystyczną, co miało dodatkowo zohydzić ją w oczach społeczeństwa.

W grupę „Witolda” uderzono w pierwszych dniach maja 1947 r. Płużański wpadł w „kotle”, jaki urządzono w mieszkaniu Makarego Sieradzkich przy ulicy Pańskiej. Dwa dni później zatrzymano tam Pileckiego, który przyszedł do lokalu kontaktowego, nie wiedząc o aresztowaniu jego właścicieli oraz „Radwana”.

Gdzie ukryto zwłoki rtm. Pileckiego? IPN bada trzy hipotezy

– IPN bada trzy hipotezy dotyczące miejsca ukrycia zwłok rtm. Witolda Pileckiego – powiedział wiceprezes IPN Krzysztof Szwagrzyk. – Najbardziej...

zobacz więcej

Rozpoczęło się okrutne śledztwo. Przesłuchania polegające na torturach fizycznych i psychicznych prowadził osławiony Józef Różański, sadystyczny oficer NKWD i MBP, jeden z największych zbrodniarzy komunistycznej bezpieki. Szefowi departamentu śledczego UB pomagali inni czołowi oprawcy resortu – Eugeniusz Chimczak i Adam Humer. Śledztwo nie kończyło się na przesłuchaniach. Na Płużańskiego donosili także kapusie siedzący z nim w jednej celi.

Konfidenci spod celi

„Jeśli udało im się zdobyć zaufanie więźnia – znakomicie ułatwiali przesłuchującym funkcjonariuszom ich pracę. W materiałach operacyjnych zachowały się tzw. wyciągi ze streszczenia, czyli anonimowe donosy kapusiów z cel Płużańskiego i Szelągowskiej (Maria Szelągowska – żołnierz AK i uczestniczka powstania warszawskiego – przyp. red.). »Wyciąg« z 3 czerwca informuje, że Płużański zna nazwisko Pileckiego, ale ponieważ temu zaprzeczył, nie chce dalej tego ujawniać. »Serafiński« (jeden z pseudonimów Pileckiego – przyp. red.) ma być jednym z najzdolniejszych oficerów wywiadu Andersa i Płużański przypuszcza, że też został aresztowany. Konfident donosił, iż obserwowany współwięzień jest bardzo zaniepokojony faktem, iż długo nie był wzywany na przesłuchanie i obawia się aresztowania »Jadwigi«, która mogłaby go obciążyć” – wskazał Wiesław Jan Wysocki w książce „Rotmistrz Pilecki”.

– Witold Pilecki powiedział, że wobec komunistycznej bezpieki „Oświęcim to była igraszka”. Ojciec podzielał ten pogląd i parafrazując słowa rotmistrza mówił, że „Stutthof to była igraszka”. Opowiadał, że tam działy się rzeczy straszne, na granicy życia i śmierci, natomiast dla niego więzienie przy Rakowieckiej było jeszcze gorsze – powiedział portalowi tvp.info Tadeusz M. Płużański.

– Wobec taty Niemcy stosowali ostry przymus fizyczny, natomiast bezpieka komunistyczna dokładała do tego jeszcze bardzo silny przymus psychiczny. Straszono go, że jeśli się nie przyzna, jego miejsce zajmie ktoś z rodziny. U Niemców była brutalna przemoc jako cel sam w sobie, natomiast bezpieka chciała złamać człowieka. Jednym z przesłuchujących ojca był Eugeniusz Chimczak, który nawet przez kolegów był nazywany brutalem – zwrócił uwagę syn bohatera.

„Prowadzący śledztwo płk Różański powiedział mi kiedyś wprost: »Ciebie nic nie uratuje. Masz u mnie dwa wyroki śmierci. Przyjdą, wyprowadzą, pieprzną ci w łeb i to będzie taka zwykła, ludzka śmierć«. Nawet moja obrończyni »z urzędu« Alicja Pintarowa wykonywała instrukcje Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Jej obrona polegała na stwierdzeniu, że wprawdzie jej klient jest przestępcą, ale należy wziąć pod uwagę jego młody wiek, zasługi w walce Niemcami, itd. Jedyne, co naprawdę miała mi do zaoferowania, to współpraca z władzami bezpieczeństwa” – wspominał współpracownik Pileckiego.

Płużański nawiązał współpracę konspiracyjną z Witoldem Pileckin (fot. Wiki)
Płużański nawiązał współpracę konspiracyjną z Witoldem Pileckin (fot. Wiki)

Komandosi w spódnicy. Wojenna epopeja oddziału „Dysk”

„Zośka”, „Parasol”, „Kiliński”, „Radosław” – o tych oddziałach Armii Krajowej dzielnie walczących w Powstaniu Warszawskim słyszał w zasadzie każdy....

zobacz więcej

Dekonspiracja kapusia

Bardzo gorzkie było uświadomienie sobie, że to właśnie on nieświadomie doprowadził do dekonspiracji. „Skąd ta niebywała dokładność inwigilacji? Kto mógł wiedzieć o szczegółach znanych tylko mnie i najbliższym. Skąd oni mają dane o urządzeniu mieszkania pod Warszawą... Kto mógł wiedzieć, co ja robię wieczorami, co czytam? Czyżby to był Leszek? To niewiarygodne, znam go przecież od dawna. Byliśmy razem w TAP-ie. Czas jakiś był moim szefem w kolportażu. Potem spotkałem go w 1945 r. Działał wówczas w konspiracji w AK, potem WiN-u. (...) Prosił mnie o pomoc, bo czuł się zagrożony... (...) Wziąłem go jak starego kumpla do siebie... On jeden wiedział odtąd o mnie wszystko... A ja, stary idiota, dałem się nabrać! (...) aktywnie kierował moją inwigilacją. Było mu łatwo, bo mieszkaliśmy razem. (...) Tak, to nikt inny, tylko Leszek! Tym razem bezpieka przesadziła z dokładnością obserwacji i mimowolnie zdekonspirowała swego informatora” – stwierdził.

Również Pilecki podczas śledztwa doszedł do wniosku, że właśnie Kuchciński był konfidentem bezpieki. Kończąc wątek „wtyczki” należy odnotować, że nie wiadomo dokładnie, co się z nim stało. Pintarowa twierdziła, że „poszedł do piachu”, co oznacza, że został zlikwidowany. W aktach IPN faktycznie znajduje się notatka o pozbawieniu Kuchcińskiego życia w maju 1947 r., ale dokument może być sfałszowany. „Poległ rzekomo w trakcie likwidacji przez resort bezpieczeństwa siatki rtm. Witolda Pileckiego w maju 1947 r., co wydaje się mało prawdopodobne, informację tę należy traktować raczej jako tzw. przykrycie agentury” – ocenił historyk IPN dr Mariusz Bechta.

Wiadomo, jaki los spotkał grupę „Witolda”. Oprócz Pileckiego 15 marca 1948 r. po procesie pokazowym (nielegalnym, gdyż na rozprawie był tylko jeden ławnik zamiast przepisowych dwóch) na śmierć skazano także Płużańskiego i Marię Szelągowską. Pozostali członkowie zostali skazani na wieloletnie więzienie, przy czym Makary Sieradzki – późniejszy Sprawiedliwy wśród Narodów Świata – na dożywocie, ostatecznie odsiedział dziewięć lat. W przypadku Szelągowskiej, w tajnej opinii skład sędziowski zasugerował możliwość zamiany kary śmierci na dożywocie „jedynie ze względu na płeć”. Prezydent Bolesław Bierut skorzystał z prawa łaski i zmienił jej karę zgodnie z tą opinią. W więzieniu przebywała do 1956 r.

Czekanie na egzekucję

Zamiana kary śmierci w przypadku mężczyzn nie była powszechnym zjawiskiem. Płużański wiedział, że w każdej chwili może zostać poddany egzekucji, tym bardziej, że tak jak oznajmił mu Różański, otrzymał dwa wyroki śmierci z różnych paragrafów. W celi śmierci 24-letni młody człowiek spędził dwa miesiące...

– Opowiedział o tym tylko na tyle, na ile był w stanie we wspomnieniach i w wierszach. To było niemal codzienne oczekiwanie na to, czy wykonają, czy nie wykonają na nim wyroku śmierci. Dodatkowo dochodziło do tego zachowanie dręczących go strażników, którzy mieli ubaw z tego powodu, że mogli podręczyć człowieka w celi śmierci. To z pewnością było niezwykle intensywnie przykre doświadczenie – stwierdził Tadeusz M. Płużański.

„Szliśmy jak huragan”. Krwawa zemsta AK za Rzeź Ochoty

Powstanie warszawskie, największy zryw ludności cywilnej w okupowanej Europie, nie ograniczał się tylko do Warszawy. Choć po decyzji Józefa Stalina...

zobacz więcej

Nieoczekiwanie został ułaskawiony, ale otrzymał nowy wyrok – dożywocia. Więzienie opuścił po ośmiu latach, 10 czerwca 1956 r. w wieku 35 lat. Utknięcie w trybach zbrodniczych systemów trwało w jego przypadku 17 lat, niemal połowę życia...

– Dziwnym trafem o doświadczeniach z Niemcami ojciec opowiadał, natomiast o więzieniu stalinowskim to były tylko jakieś strzępy relacji, nigdy nie był w stanie opowiedzieć tego ze szczegółami. Aż taka to była trauma. Wyjaśnił, że musi spuścić kurtynę milczenia, żeby nie skończyć tak jak większość więźniów. Wielu jego kolegów ze środowisk kombatanckich żyło do końca tylko tymi przeżyciami, nie byli w stanie się z tego wyrwać. Ojciec, żeby cokolwiek zrobić w życiu, musiał spróbować o tym zapomnieć – wyjaśnił prezes Fundacji „Łączka”.

W poszukiwaniu straconego czasu

Po opuszczeniu zakładu karnego we Wronkach przez rok z konieczności pracował jako ślusarz, tego zawodu wyuczył się będąc więźniem. Szybko zaczął nadrabiać stracony czas i podjął studia, o czym marzył od 1939 r. Najpierw studiował eksternistycznie ekonomię polityczną w Wyższej Szkole Handlowej w Poznaniu, a w 1957 r. rozpoczął studia na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, które ukończył w 1961 r.

Nie zamierzał na tym poprzestać – doktorat zrobił już w 1964 r., habilitował się w 1969 r., zaś w 1979 r. otrzymał tytuł profesora. Przed uzyskaniem profesury udało mu się doprowadzić do zatarcia śladów skazania przez resort sprawiedliwości PRL. Fakt bycia skazanym za próbę obalenia systemu „powszechnej szczęśliwości” mógł uniemożliwić mu dalszą działalność naukową. A tę prowadził bardzo intensywnie.

Współpracował z najważniejszymi ośrodkami naukowymi w Polsce – Uniwersytetem Warszawskim, Uniwersytetem Jagiellońskim, Polską Akademią Nauk, a także m.in. ze Szkołą Główną Handlową. Był jednym z pierwszych w Polsce i całym Bloku Wschodnim autorów badań nad społeczeństwem obywatelskim, a także cenionym historykiem filozofii, do tego był pisarzem, poetą i pedagogiem lubianym przez studentów.

Pokazowy proces grupy „Witolda” był z formalnego punktu widzenia nielegalny (fot. IPN)
Pokazowy proces grupy „Witolda” był z formalnego punktu widzenia nielegalny (fot. IPN)

Powstańcze Monte Cassino

Po latach przemilczania powstanie warszawskie już na stałe weszło do kanonu narodowej mitologii. Niewyobrażalne bohaterstwo walczących Polaków i...

zobacz więcej

– Studia filozoficzne były dla ojca próbą odpowiedzi na pytanie, dlaczego los tak go doświadcza. Będąc więźniem Stutthofu stracił wiarę, próbował swoje człowieczeństwo ratować inaczej. W filozofii starał się odnaleźć odpowiedzi na pytania zasadnicze, takie jak sens życia, sens cierpienia – wyjaśnił syn Płużańskiego. – Nauczanie innych było natomiast kwestią głęboko zakorzenionej tradycji rodzinnej, ale również hołdem dla ojca, udręczonego przez Gestapo.

Triumf po latach

Po upadku PRL były więzień Rakowieckiej i Wronek w końcu odniósł triumf nad komunistyczną „sprawiedliwością”. W 1990 r. Naczelna Prokuratura Wojskowa podjęła rewizję procesu grupy Pileckiego. Pierwotnie wniosek przewidywał rehabilitację, jednak prof. Płużański wywalczył anulowanie wyroków. – O ułaskawienie i rehabilitację może się zwracać ktoś, kto ma poczucie winy, a ja i moi współtowarzysze nigdy jej nie mieliśmy – argumentował. W tym zdaniu pobrzmiewało echo słów Hieronima Dekutowskiego „Zapory”: „Amnestia jest dla bandytów, my jesteśmy Wojsko Polskie!”.

Unieważnienie wyroku w sprawie Pileckiego oraz pozostałych zasądzonych wraz z nim w 1948 r. oskarżonych nastąpiło 1 października 1990 r. Wojskowy Sąd Najwyższy uwolnił skazanych od stawianych im przez stalinowskich prokuratorów zarzutów, podkreślając niesprawiedliwy charakter wydanych wyroków, które zapadły z naruszeniem prawa. Sąd Najwyższy podkreślił także patriotyczną postawę niesłusznie skazanych.

10 listopada 1994 r. prof. Tadeusz Płużański został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi na rzecz niepodległości i suwerenności Polski oraz działalność społeczną w organizacjach kombatanckich. Zmarł dzień po swoich 82. urodzinach, 16 sierpnia 2002 r. w Warszawie, tym samym mieście, gdzie nie niepokojeni już przez nikogo żyją jeszcze komunistyczni zbrodniarze odpowiedzialni za jego cierpienie oraz śmierć rtm. Witolda Pileckiego.

źródło:
Zobacz więcej