Przyspiesza budowa Nord Stream 2. Trwa energetyczny wyścig z czasem [OPINIA]

Rosjanie chcą wybudować Nord Stream 2 do końca tego roku (fot. Sean Gallup/Getty Images)

Kreml rozpoczął budowę gazociągu Nord Stream 2 na rosyjskich wodach terytorialnych. W ciągu pierwszego miesiąca ma powstać 100 kilometrów nitki magistrali. Polska zapowiada kontrolowanie rosyjskiej rury za pomocą dyrektywy gazowej, a także walczy o swoją niezależność energetyczną poprzez zwiększenie dostaw LNG i budowę Baltic Pipe. Mamy w tym wsparcie USA, które są zainteresowane eksportem swojego gazu skroplonego i niwelowaniem wpływów Moskwy w Europie.

Dania wstrzymuje Nord Stream 2. Gazprom straszy pozwem

Rosyjski dziennik „Kommiersant" poinformował, że koncern Gazprom przygotowuje bazę do działań prawnych wobec Danii. Ma to być reakcja na...

zobacz więcej

Gazprom zapowiada, że prace nad budową odcinka NS2 na rosyjskich wodach terytorialnych (wynoszących w sumie 114 kilometrów) mają trwać bez przerwy, całą dobę, siedem dni w tygodniu. Jest to możliwe dzięki przystąpieniu do prac specjalistycznego statku inżynieryjnego Solitaire, którego właścicielem jest szwajcarska firma Allseas. Należy on do największych jednostek na świecie - mierzy 300 m długości i 41 m szerokości).

Do spółki należy też jeszcze większy statek (382 m długości i 124 m szerokości) Pioneering Spirit, który jest również zaangażowany w budowę Nord Stream 2. Jednostka ta została ostatnio wykorzystana do budowy gazociągu Tureckiego Potoku (Turk Stream) przez Morze Czarne, a obecnie kładzie rury w szwedzkiej wyłącznej strefie ekonomicznej na Bałtyku. Prace przy NS2 realizowane są już na terenach rosyjskich i niemieckich, gdzie znajdują się punkty wejścia i wyjścia przyszłego gazociągu do oraz z morza.

Budowę gazociągu na terenie Rosji próbowali zablokować ekolodzy, którzy nie zgadzają się na jego przebieg przez Rezerwat Kurgalski. Uważają oni, że ułożenie gazociągu na tym obszarze chronionym jest nielegalne i niebezpieczne dla środowiska, i podkreślają, że zgody na budowę zostały udzielone z naruszeniem prawa i procedur. Niestety, jak widać, rosyjscy ekolodzy otrzymali zbyt słabe wsparcie od swoich zachodnich kolegów, którzy w innych przypadkach potrafią się wykazać dużo większą determinacją.

Rosyjska rura biec będzie przez wody Rosji, Finlandii, Szwecji, Danii i Niemiec. Moskwa ma jednak wciąż problem z Kopenhagą, która nadal nie wydała zezwolenia na ułożenie rury na swych wodach. To zaś może opóźnić ukończenie budowy gazociągu w tym roku. Kreml reaguje na to groźbami i wykorzystuje swoje wpływy w zachodniej Europie, by naciskać na duńskie władze. Jak podaje portal BiznesAlert, Rosjanie prowadzą kampanię na rzecz wsparcia projektu i obiecują, że jeżeli NS2 zostanie ukończony w terminie, to ceny paliwa spadną o 13 procent i tym samym europejscy odbiorcy gazu zaoszczędzą 8 mld euro.

Nawet jednak bardzo prawdopodobne opóźnienie w realizacji inicjatywy i wynikające z niego straty nie zniechęcają państw zachodnich do współfinansowania tej inicjatywy. Według rosyjskiej spółki w marcu od europejskich partnerów Nord Stream 2 AG pozyskała 220 mln euro kredytów. Oficjalnie Rosja pokrywa połowę wydatków na budowę NS2, resztę zaś niemieckie spółki Uniper i Wintershall, holendersko-brytyjski Shell, austriacki OMV oraz francuska spółka Engie. To zaś pokazuje, jak mocno część krajów zachodniej Europy jest zaangażowana w budowę tego zagrażającego bezpieczeństwu Starego Kontynentu projektu.

Rosjanie kilka dni temu oficjalnie odwołali się do Duńskiej Rady Odwoławczej ds. Energii od decyzji Duńskiej Agencji Energetycznej, która zwróciła się do spółki budującej NS2 o zbadanie możliwości wytyczenia całkowicie nowej trasy gazociągu, biegnącej wzdłuż duńskiej wyspy Bornholm. Obecna trasa gazociągu jest bowiem trudna do zaakceptowania dla Duńczyków ze względu na niedogodności środowiskowe i komunikacyjne dla ruchu statków. Kiedy strona rosyjska przedstawi władzom w Kopenhadze ocenę oddziaływania na środowisko, będzie ona musiała przejść przez normalną procedurę związaną z wysłuchaniami publicznymi itd. Na mocy konwencji z Espoo, taka procedura uwzględnia m.in. konsultację z innymi krajami, w tym z Polską. Na początku marca minister spraw zagranicznych Danii Anders Samuelsen zasugerował, że dalsza agresja Moskwy na Ukrainie zmniejsza szanse na wydanie zgody.

Gazprom rozpoczął układanie Nord Stream 2 w rosyjskich wodach

Koncern Gazprom rozpoczął budowę gazociągu Nord Stream 2 w rosyjskich wodach terytorialnych i planuje ułożenie 100 km pierwszej nitki magistrali w...

zobacz więcej

Kreml wciąż nie zmienia jednak swojej agresywnej polityki wobec tego kraju. Po tym jak odebrał mu Krym i w dalszym ciągu podsyca konflikt w jego wschodniej części, nadal stara się groźbami i naciskami wymusić na nim pozostanie w swojej strefie wpływów. Służyć mają do tego również sprawy związane z dostarczaniem energii. Rosyjski prezydent Władimir Putin, wbrew obietnicom składanym m.in. kanclerz Angeli Merkel, zapowiedział ostatnio, że na Ukrainę nie będzie wysyłany gaz, gdy nie będzie już potrzeby, by przez jej terytorium transportować go na Zachód.

Gdy Rosji uda się wybudować Nord Stream i Turecki Potok - zapowiedź Putina będzie mogła zostać zrealizowana. Opóźnienia w realizacji NS2, wynikające głównie z postawy Danii i aktywnej polityki Polski na arenie międzynarodowej, która jest jednym z największych przeciwników tego projektu, powodują, że plany Kremla mogą jednak natrafić na duże przeszkody. W efekcie może to zmusi Gazprom do zgody na znacznie większy tranzyt gazu przez Ukrainę, niż początkowo planowano, by wypełnić w ten sposób zobowiązania wobec Zachodu. To zaś wzmacnia pozycję negocjacyjną Kijowa.

Ukraina wykorzystuje sytuację i stara się spór z Rosją przenieść na arenę międzynarodową. Tamtejszy państwowy koncern paliwowy Naftohaz złożył w poniedziałek skargę do Komisji Europejskiej w związku ze sprzecznymi z zasadami konkurencji działaniami Gazpromu. Dyrektor wykonawczy Naftohazu Jurij Witrenko poinformował przy tym, że rezygnacja Rosji z tranzytu gazu przez ukraińskie rurociągi będzie oznaczała stratę 4 procent PKB Ukrainy i spadek gospodarczy już w przyszłym roku. Według Kijowa, Gazprom nadużywa swojej dominującej pozycji i ogranicza swobodną konkurencję zarówno poprzez budowę Nord Stream 2, jak także poprzez blokowanie wirtualnego rewersu gazu oraz kontrole nad firmami na europejskim rynku gazu.

Kilka dni wcześniej szef Naftohazu Andrij Kobolew oświadczył, w kontekście planowanych w maju rozmów gazowych między Kijowem, Moskwą i KE, że Ukraina będzie kupowała gaz od dostawców, którzy zaproponują jej niższe stawki. Poinformował również, że cena, za którą Rosja chce sprzedawać Ukrainie gaz, jest wyższa od oferowanej przez dostawców z krajów unijnych, a także o 47 proc. wyższa od zaproponowanej przez sztokholmski trybunał arbitrażowy.

Zdecydowany sprzeciw Polski, która zgrupowała wokół siebie szereg państw przeciwnych budowie NS2, i powoływanie się na unijne prawo i europejską solidarność nie wystarczyły do powstrzymania budowy rosyjskiej rury. Udało się jednak wymusić przede wszystkim na Berlinie, który jest największym rzecznikiem zrealizowania projektu, zgodę na objęcie NS2 unijną dyrektywą gazową. Jej zapisy po opublikowaniu w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej weszły w życie 3 maja. Kraje unijne będą teraz miały 9 miesięcy na ich wdrożenie.

Ambasador USA ponawia ostrzeżenie pod adresem niemieckich firm

Ambasador USA w RFN Richard Grenell w rozmowie z magazynem „Focus” ponowił ostrzeżenie o sankcjach pod adresem niemieckich firm biorących udział w...

zobacz więcej

Zapisy dyrektywy wprowadzają utrudnienia przy realizacji tego projektu, opóźniają jego budowę i podnoszą jego koszty. Jednak przyjęcie przepisów w złagodzonej formie powoduje, że stosowanie unijnych przepisów, dotyczących przejrzystości cen, rozdziału właścicielskiego i zgody na dostęp innych firm do rury, będzie ograniczone tylko do wód terytorialnych Niemiec. Na pozostałej części gazociągu, regulacje, które ją obejmą, zostaną uzgodnione w negocjacjach Berlina z Moskwą. Zadanie czuwania nad tym, by prawo unijne było przestrzegane, spoczywa na KE. Polskie władze już zapowiedziały, że będą się temu bacznie przyglądać. Sytuacja ta pokazuje, jak ważne będą także w kontekście przyszłości NS2 i energetyki w UE zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego.

Warszawa może w sprawie hamowania rosyjskich wpływów, także energetycznych, liczyć przede wszystkim na USA. Waszyngton jest bowiem zainteresowany zwiększaniem eksportu swojego gazu skroplonego LNG do Europy. Polska, dzięki rozbudowie terminala LNG w Świnoujściu, stawia na rozwój współpracy z Amerykanami. To zaś jest zauważalne w Stanach Zjednoczonych, które postrzegają nasz kraj jako sojusznika nie tylko w kwestiach militarnych i współpracy w ramach NATO, ale także w energetycznych. Mówił o tym na początku maja, podczas pierwszego unijno-amerykańskiego forum energetycznego minister energetyki USA Rick Perry, który postawił Polskę jako wzór prowadzenia mądrej polityki dywersyfikującej źródła pozyskiwania energii. Ostrzegał przy tym kraje unijne przed realizacją projektu NS2, który uzależniać ją będzie od rosyjskiego gazu, a co za tym idzie zwiększać wpływy Kremla na Starym Kontynencie.

Radę tę, także w kontekście groźby nałożenia amerykańskich sankcji na firmy współpracujące z Gazpromem, powtórzył ostatnio także ambasador USA w RFN Richard Grenell. W rozmowie z niemieckim magazynem „Focus” skrytykował on zachodnią Europę za ustępliwość wobec Kremla. - Kilkadziesiąt lat temu byłoby nie do pomyślenia, żeby Europa puściła płazem zajęcie Krymu, zestrzelenie samolotu, wpływanie na wybory czy zastosowanie broni chemicznej. Dzisiaj wiemy, że właśnie to się dzieje - mówił Grenell.

W Europie ma miejsce energetyczna rewolucja, która daje Polsce szansę na uniezależnienie się od dostaw gazu z Rosji. Warszawa nie tylko stawia na dostawy LNG transportowcami, ale także realizuje kluczowy projekt Baltic Pipe. Po 2022 roku ma on umożliwić przesył gazu z Morza Północnego na rynek polski, a następnie do krajów nadbałtyckich: Litwy, Łotwy i Estonii, i do użytkowników końcowych w krajach sąsiednich. Do tego roku obowiązuje też umowa na dostawy gazu z Gazpromem, której polski rząd nie ma zamiaru przedłużać. Zbieżność interesów naszego kraju z USA sprawia, że w najbliższych latach będziemy mogli wzmacniać swoją pozycję w Europie, a przy tym niwelować niebezpieczne wpływy rosyjskie. Wzrost siły i znaczenia Polski oznacza też wzmocnienie podmiotowości regionu Europy Środkowo-Wschodniej, także w relacjach z Berlinem i Paryżem.

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej