Terapia genowa dała siłę mięśni chłopcom od urodzenia przykutym do łóżka i wentylatora

Genetyczny lek – uzdrowione dziecko (fot. Shutterstock/Maria Sbytova)

Wrodzone miopatie to uwarunkowane genetycznie i najczęściej przejawiające się od wczesnego dzieciństwa choroby mięśni. Mali pacjenci doświadczają najczęściej zwiotczenia mięśni szkieletowych, a to oznacza, że nie poruszają się, nie będą mówić, a mogą mieć poważne problemy z tak podstawową czynnością jak oddychanie. Wymagają zatem wspomagania respiratorem. Jest ich 6 na 100 tys. żywo urodzonych dzieci. Wydaje się niewiele, dopóki nie jest się rodzicem jednego z nich.

Nawet bliźnięta jednojajowe wymagają odrębnej terapii. Medycyna „szyta na miarę”

Indywidualnie dobrane terapie nadchodzą wielkimi krokami. Dlaczego? Bo istnieje niewyczerpywalny, na razie liczący sześć miliardów pacjentów rynek....

zobacz więcej

Jedną z takich chorób jest miopatia miotubularna, zwana też centronuklearną. W obrazie mikroskopowym bowiem chore komórki mięśniowe mają jądra komórkowe umieszczone centralnie, a nie na obrzeżach. Tak zbudowane mięśnie nie mogą pracować, czyli prawidłowo się kurczyć. Do klasycznych objawów dołącza tu także skafocefalia, czyli nieprawidłowe uformowanie czaszki wywołane zbyt szybkim zrastaniem się szwu strzałkowego. Jest to nieuleczalna choroba genetyczna.

W jednym ze swych wariantów związana z płcią. Chorują chłopcy, nosicielkami – u których brak jest jakichkolwiek objawów choroby – są ich matki, gen znajduje się na chromosomie X. Dla dziewczynek, które odziedziczyłyby obie zmutowane formy genu (mało prawdopodobne, ich ojciec bowiem musiałby być osobą cierpiącą na tę chorobę) posiadanie dwóch zmutowanych genów jest letalne przed urodzeniem. Dwie pozostałe znane formy tego schorzenia są niezmiernie rzadkie i powodujące je geny znajdują się na chromosomach innych niż X.

Wielkim zaskoczeniem i aplauzem zakończyła się zatem prezentacja naukowców związanych z Audentes Therapeutics, firmą z San Francisco w Kalifornii, zajmującą się opracowywaniem i wdrażaniem terapii genowych. Przedstawiony film ilustrował terapię eksperymentalną 9 chłopców w wieku od 8 miesięcy do 6 lat cierpiących na miopatię miotubularną związaną z chromosomem X. Pokazał dzieci niezdolne do najmniejszych ruchów ciała, które zaczynają siadać, czy nawet wstawać o własnych siłach oraz przestają wymagać wentylacji. Filmy te, wraz z naukowym wyjaśnieniem zasad zastosowanej terapii, zaprezentowano na zakończonej właśnie dorocznej konferencji American Society of Gene & Cell Therapy w Waszyngtonie.

Dzieciom tym w ramach owej eksperymentalnej terapii podano dożylnie w formie zawiesiny miliardy cząsteczek niegroźnego dla zdrowia wirusa (adenowirusa), który w tym wypadku był jedynie opakowaniem. Zawierał zaś w sobie dobrą, pozbawioną mutacji kopię genu MTM1. To ten gen, w zmutowanej formie niezdolnej dostarczyć niezbędnego dla ich mięśni białka, chłopcy odziedziczyli od matek.

Naukowcy stworzyli całkowicie sztuczne komórki, które potrafią ze sobą współpracować

Czym się sztuczny różni od naprawdę żywego? To trudne pytanie. Czy komórka rośliny, która, pod wpływem celowych działań inżynierii genetycznej,...

zobacz więcej

Podany „genetyczny zastrzyk” wystarczył, by prawidłowy gen dostał się do komórek mięśniowych w formie swobodnego DNA, a tam już zajęła się nim wewnątrzkomórkowa „fabryka białek” małych pacjentów. Ich własne prawidłowe enzymy przepisujące DNA na RNA i ich własne rybosomy i enzymy niezbędne do powstawania protein. W tym brakującej miotubulariny. Ta z kolei, gdy powstała, podjęła właściwe sobie enzymatyczne działanie. I nastąpiła znacząca poprawa stanu chorych.

Czy efekt jest trwały? Niekoniecznie, małe są bowiem szanse, że któryś ze swobodnie pływających w cytoplazmie kawałków DNA wbuduje się dzieciom do genomu (w tym celu należałoby zastosować inne wirusy, a to z kolei byłoby samo w sobie znacznie bardziej niebezpieczne). Życiodajne dla tych dzieci i lecznicze iniekcje wyładowane genami trzeba zatem będzie powtarzać. Ale: dojrzałe komórki mięśniowe już się nie dzielą, a miotubularina jest białkiem dość trwałym.

Kolejny zastrzyk mógłby więc zatem być teoretycznie niezbędny dopiero za kilka lat. Co więcej, u trzech z 9 chłopców pojawiły się stany zapalne prawdopodobnie związane z zastosowaną terapią, ale wszystkie konwencjonalnie uleczalne. Zatem… ile innych drastycznych metod po prostu podtrzymujących życie jest ich udziałem najczęściej od urodzenia, ile już przeszli infekcji związanych z „życiem na respiratorze”, by się zawahać? Na samą terapeutyczną poprawę trzeba poczekać kilkadziesiąt tygodni od wprowadzenia genu do organizmu, im wyższa dawka, tym krócej – wystarczy nawet pół roku. Trzeba też poddawać dzieci rehabilitacji. Ich mięśnie bowiem na ogół nigdy dotąd nie pracowały i trzeba je tego uczyć. Ale na końcu procesu jest dziecko, które sięga po zabawkę i ją chwyta – po raz pierwszy w życiu samodzielnie.

Wykorzystanie adenowirusa jako opakowania dla terapeutycznych genów to stary, liczący sobie ponad ćwierć wieku, ale wciąż jary pomysł. Taki prosty, a jednak zagwarantował leczonym eksperymentalnie chłopcom produkcję miotubulariny aż do 85 proc. normy stężenia w komórkach mięśniowych. Ich włókna mięśniowe wreszcie zaczęły rosnąć. Urząd ds. Żywności i Leków, który odpowiada w USA także za zatwierdzanie do masowego stosowania w lecznictwie nowych terapii, jeszcze nie dostał wniosku firmy Audentes Therapeutics.


Potrzeba najpierw kolejnych eksperymentalnych badań, kolejnych wyleczonych dzieci. Trzeba ocenić podstawy ekonomiczne projektu – choroba jest rzadka, i jak to bywa w takich sytuacjach – niekoniecznie opłaca się ją leczyć w ramach systemu, ubezpieczalnie zaś nie są zainteresowane refundacją leczenia.

Trzeba jednak przyznać, że uzyskane wyniki medyczne są po prostu imponujące. I dające mnóstwo nadziei, choć tak nielicznym, nieuleczalnie chorym małym pacjentom.

źródło:
Zobacz więcej