RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Kilka dni temu dostałam list od BB

Marcello Mastroianni deklarował jej dozgonną miłość, a David Niven powiedział, że jest najlepszą wizytówka Włoch poza spaghetti – Claudia Cardinale gościła w TVP Info; rozmawiała z nią Magdalena Michalak.

Przyjechała Pani na Festiwal Filmowy Philips Cinema Mundi im. Zygmunta Kałużyńskiego, gdzie pokazywane są filmy nieanglojęzyczne. Czy dla prawdziwych miłośników kina to obowiązek być tutaj?

Claudia Cardinale: Jestem bardzo szczęśliwa, że tu jestem. To jest pierwszy taki festiwal. Reprezentowane są tutaj filmy bardzo wyraziste, bardzo mocne – ja to lubię.

Kiedyś mówiono, że tak naprawdę tylko produkcje hollywoodzkie mają od razu zagwarantowane miejsce na najwyższym podium, że tylko ktoś, kto produkuje albo gra w Hollywood zrobi karierę. Czy Pani zdaniem Hollywood schodzi na boczny tor?

W Hollywood trzeba mieć naprawdę dużo pieniędzy. Ja zrobiłam tam dużo znaczących filmów. Gdy pytano mnie, dlaczego tam nie zostałam, odpowiadam: „ja czuję się Europejką”, no i wolę żyć tutaj w Europie.

Pracowałam wszędzie na świecie: zrobiłam dużo filmów w Ameryce, grałam też w Australii, Rosji, Anglii – wszędzie. Lubię być niezależna. Lubię pracować z młodymi zdolnymi ludźmi. Lubię podróżować.

Lata 60. były bardziej fascynujące do tworzenia kina niż lata współczesne?

W latach 60. kino włoskie na przykład było absolutnie fascynujące. W jednym roku grałam wtedy w czterech produkcjach najwspanialszych reżyserów, jak np. Copolla, Martin Scorsese, Woody Allen. Dla nich kino włoskie było bardzo ważne. Jestem bardzo szczęśliwa, że byłam tam.



Nazwiska twórców z którymi pani pracowała: Marcello Mastroianni Luchino Visconti, Pasquale Squitieri, Ennio Morricone, Alain Delon, Federico Fellini, Alfred Hitchcock – może się od nich zakręcić w głowie…

Dla mnie oni wszyscy są naprawdę bardzo ważni, bo reżyser jest absolutnie najważniejszą osobą. Oczywiście równie ważny jest scenariusz, ale jeśli mi się nie podoba, to zamykam i mówię: „nie”.

Jestem szczęśliwa, że mogłam pracować z największymi. Z Fellinim, Viscontim zrobiłam dużo filmów. Pasquale Squitieri, Mauro Bolognini – to są naprawdę wspaniałe nazwiska. Pracowałam dużo i jeszcze raz powiem: „reżyser jest najważniejszy”. A z aktorów… Alain jest moim dobrym przyjacielem. Widzimy się bardzo często. Jean-Paul Belmondo, Rock Hudson był moim największym przyjacielem, Steve McQueen, Burt Lancaster – spotkałam wielu wspaniałych artystów. Jest mi trudno powiedzieć, który jest mi najbliższy.

Wspominała Pani w wywiadach, że tajemniczość w kinie jest bardzo ważna, że nie można się obnażać, że kino to jedno, a życie codzienne to drugie…

Zawsze oddzielałam życie prywatne od pracy. Chciałam być cudowna w filmach. Plotki, skandale – ja tego nie lubię.

Pytałam o aktorów, teraz zapytam, o aktorki. Czy spotkała się Pani z rywalizacją na planie? Czy nawiązały się jakieś przyjaźnie?

Brigitte Bardot – ona jest fantastyczna. Uwielbiam ją. Była naprawdę najpiękniejszą kobietą. Kiedy razem grałyśmy w filmie, to było naprawdę śmiesznie, bo paparazzi koniecznie chcieli zobaczyć tę naszą walkę – BB przeciw CC. Blondynka przeciwko brunetce. Ale zostałyśmy bliskimi przyjaciółkami. Kilka dni temu dostałam od niej list.

Czy żałuje Pani, że nie skorzystała z propozycji jakiejś roli?

Nie, nie. To jest przeznaczenie. Jeżeli czegoś nie zrobiłam, to znaczy, że tak nie miało być. Ja w to wierzę.

15 kwietnia to data Pani urodzin. Jak będzie je Pani celebrować?

Ja nie dbam o urodziny.

fot.
Tak wielka aktorka wyglądała w słynnym 8½ Federico Felliniego (fot. PAP/DPA)

Zobacz więcej