Kartki z PRL. Talony na życie

Warszawa 26.03.1981. Klienci tłoczą się w kolejce do sklepu mięsnego przy ul. Foksal, żeby zarejestrować wprowadzone 28 lutego kartki na mięso (fot. arch. PAP/Cezary Langda/Andrzej Rybczyński)

Przez blisko połowę istnienia PRL Polacy mogli być „szczęśliwymi” nabywcami podstawowych produktów jedynie w granicach określonych przez kartki żywnościowe i talony. W 1981 roku, w przeddzień pochodów 1-majowych do listy kartkowych „frykasów” dołączyły masło, kasza i ryż. W tym czasie ciężarówkom z mięsem nieraz przyznawano ochronę w obawie przed napadem na transport.

Kartki na mięso w ramach wypłaty. Kierowcy autobusów dostają niższe pensje

Homelski Kombinat Mięsny nie jest w stanie spłacić zaległości tamtejszemu miejskiemu przedsiębiorstwu transportowemu. Firma znalazła sposób i już...

zobacz więcej

Z reglamentacją towarów, ozdoby pustych półek, obywatele musieli się męczyć do końca dni władzy ludowej. Początki takiej sytuacji były jeszcze zrozumiałe. Zniszczenia wojenne wymusiły wprowadzenie reglamentacji podstawowych produktów w całej Europie, nawet w takich krajach, jak Szwajcaria czy Szwecja, które bezpośrednio wojny nie prowadziły. Historyk ekonomii, dr Andrzej Zawistowski, pisze m.in., że w Polsce w drugiej połowie lat 40. na kartki można było kupić chleb, mąkę, kaszę, warzywa, naftę, zapałki, mięso, masło, tłuszcze, cukier, słodycze, kawę, herbatę, opał, sól, wyroby dziewiarskie i ocet. Jednak w krajach Zachodu w ciągu kilku lat reglamentację zastąpiono tradycyjnymi mechanizmami rynkowymi. Z kolei w niektórych krajach obozu socjalistycznego do kartek wracano jeszcze długo po wojnie, a PRL był w tej kategorii prymusem.

„Kacapskie folksdojcze”

Pierwszy etap kartkowej sprzedaży zakończył się w 1951 roku, by odżyć kilka miesięcy później. Wówczas jednak kartki miały znaczenie swoistej nobilitacji. Mogli się nimi posługiwać uprzywilejowani pracownicy ponad 1360 zakładów pracy i to nie we wszystkich województwach. To oczywiście budziło wrogość ludności nieuprzywilejowanej. Jak pisze dr Zawistowski, SB odnotowało określenie „kacapskie folksdojcze”, stosowane wobec posiadaczy kartek.

W roku 1953 reglamentacja została usunięta z handlu. Nie poprawiło to wprawdzie zaopatrzenia w sklepach, ale pozwoliło propagandowo pokazać, że u nas też Europa i, podobnie jak na Zachodzie, kartek nie ma.

Talony, bilety czy kartki powróciły jednak w latach, gdy Zachód mógł o nich przeczytać jedynie w książkach historycznych. W sierpniu 1976 roku wprowadzono kartki na cukier. Przyczyn trzeba szukać na początku lat 70., w krwawo stłumionych zamieszkach na wybrzeżu oraz strajku włókniarek w Łodzi. Wówczas nowy sekretarz KC PZPR Edward Gierek, unieważnił wcześniej wprowadzone podwyżki, które doprowadziły do tak gwałtownych protestów. Zaczęły się lata socjalistycznego dolce vita, zwiększania płac i zamrażania cen. Początkowo, m.in. dzięki kredytom z Zachodu i importowi, jakoś się udawało, jednak w połowie lat 70. pieniędzy na rynku było już znacznie więcej niż towaru na półkach.

Śmierć sekretarza Grudnia. Dlaczego Jaruzelski uwięził swoich towarzyszy?

13 grudnia do obozów dla internowanych trafiło m.in. kilkudziesięciu byłych partyjnych dygnitarzy PRL. Akta oskarżenia dla wszechmogących dotąd...

zobacz więcej

Produkty nie drożały, ale znikały z półek. Ludzie, niepewni jutra, nakręcali się nawzajem. Scenę obrazującą takie zjawisko widzimy np. w filmie „Poszukiwany, Poszukiwana” Stanisława Barei. Główny bohater(ka) kupuje pięć kilogramów cukru, koniecznych do naukowych badań zawartości cukru w cukrze. Stojąca w kolejce kobieta natychmiast reaguje prosząc o pięć, a nawet sześć kilogramów, a był to rok 1972.

Cukier to produkt, który się właściwie nie psuje, mógł leżeć długo w kredensie lub wersalce i służyć do wyrobu zarówno ciasta, jaki i bimbru. Słowem - towar strategiczny. Stąd władze złożyły propozycje i rozpoczęły tzw. konsultacje społeczne na temat podwyżek cen właśnie na cukier. Jednak „konsultacje wypadły niejednorodnie” - takim eufemizmem władza określiła zamieszki w Radomiu i Ursusie w czerwcu 1976 r. Ostatecznie w sierpniu zdecydowano się na przywrócenie reglamentacji cukru. Kilogram na kartki kosztował 10,50, ale można też było kupować bez ograniczeń, tyle, że za 26 zł.

Kartki to wstyd dla socjalistycznej gospodarki

Z roku na rok gierkowski „raj” na kredyt podupadał, podobnie zresztą jak inne demoludy. Jednak w Polsce nadszedł sierpień '80 . Wśród postulatów strajkowych Solidarności znalazł się i ten, by znieść tzw. sklepy komercyjne, gdzie można było dużo drożej kupić mięso, i objąć ten towar reglamentacją. Dla władzy nie był to ani łatwy, ani miły zabieg. System kartkowy rozszerzany na coraz większą liczbę produktów był skomplikowany. Nikt z ówczesnych ekonomistów nie wiedział dokładnie, jak go wdrożyć w życie. Według dr. Zawistowskiego ściągano nawet emerytowanych specjalistów aktywnych w latach 50., którzy sprawnie posługiwali się reglamentacją w Polsce, by wyjaśnili, jak to ma działać. Poza tym nie było to nic miłego ze względów wizerunkowych. Nie dało się przecież ukryć, że „niezawodna” socjalistyczna gospodarka doprowadziła w końcu do biedy kojarzonej z wojną lub latami zaraz po niej następującymi.

Lista produktów na kartki lub talony wydłużała się dynamicznie, z każdym miesiącem. Reglamentowane były nie tylko produkty pierwszej potrzeby. Pomijając limity w handlu cukrem i mięsem, obywatel PRL miał swój określony przydział na towary począwszy od mleka dla dzieci, kaszy i masła poprzez wódkę i papierosy oraz benzynę, a skończywszy na talonach na książki, buty i obrączki ślubne.

Stan wojenny: prześladowani potrzebni od zaraz

Stan wojenny oceniamy od 36 lat i co roku zastanawiamy się, jaka będzie nasza przeszłość podczas kolejnej rocznicy. Niektórzy mają jednak kłopot z...

zobacz więcej

Ile danego produktu przypadało na głowę obywatela, ustalano najpierw przez wiele miesięcy w oparciu o regionalne potrzeby i możliwości. Mieszkańcy Śląska, na przykład, dostawali więcej alkoholu. Na Śląsk i do Krakowa trafiało też więcej środków czyszczących, bo władze, słusznie zresztą, zauważyły, że jest tam brudniej niż gdzie indziej.

Oczywiście szybko rozpowszechnił się handel wymienny kartkami. Wielu nie potrzebowało akurat czekolady dla dziecka, ale nie potrafiło wyobrazić sobie życia bez codziennego palenia papierosów powszechnie znanych peerelowskich marek, takich jak „Popularne” czy „Radomskie”, potocznie zwanych „schabowymi”. Kartki na wódkę można było wymienić na kartki na środki czystości, albo odwrotnie – jak kto wolał. Kombinacji było bez liku.

Prawdziwy dramat zaczynał się w przypadku zagubienia kartek. Wówczas niedzielne obiady z „wkładką mięsną” pozostawały dla wielu marzeniem.

Był jeszcze jeden powód, dla którego władza ludowa wzbraniała się przed systemem kartkowym. Była to umowa ze społeczeństwem, oparta na twardych warunkach: może i jest wszystkiego mniej, ale to ilość gwarantowana, należna każdemu jak psu buda. Tymczasem i tej umowy socjalistyczne państwo nie było w stanie wypełnić. Pokrycie produktów w kartkach było odmienne w różnych województwach i miastach.

Szczególnymi względami cieszyła się Warszawa. W stolicy było nawet więcej towaru niż przewidywały racje kartkowe. Gorzej na prowincji, gdzie zaopatrzenie nadążało za kartkami w 70 procentach, a były miejsca, w których ten wskaźnik nie sięgał nawet 50 proc. Stąd wojewodowie walczyli jak lwy o przydziały na swoich terenach. Starali się, by towary wyprodukowane w danym regionie nie wyjeżdżały poza województwo. Dochodziło do tego, że ciężarówki przewożące mięso, były konwojowane przez milicję w obawie przed napadem na transport.

Wciąż bez wyroku w procesie o odszkodowanie za tortury w czasach PRL

Wbrew wcześniejszym planom Sąd Okręgowy w Częstochowie nie ogłosił w czwartek wyroku w sprawie Włodzimierza Szlezyngiera. Domaga się on ponad...

zobacz więcej

„Żebrząc wciąż o benzynę...”

Był to dodatkowy wysiłek, bo przecież benzynę też objęto reglamentacją. Wprawdzie tradycyjne kartki na ten towar weszły dopiero w połowie lat 80., ale wcześniej władze radziły sobie w inny sposób. Obowiązywał na przykład system, w którym kierowca mógł zatankować do pełna tylko trzy razy w miesiącu. O terminie tankowania decydował numer rejestracji. Na przykład, jeżeli zaczynał się on od trójki, to można było zatankować trzeciego, trzynastego i dwudziestego trzeciego dnia każdego miesiąca. Może dlatego wszystkim kierowcom wydawał się tak bliski tekst hitu Budki Suflera „Jolka, Jolka pamiętasz”, w którym Felicjan Andrzejczak śpiewał: „Żebrząc wciąż o benzynę, gnałem przez noc. Silnik rzęził ostatkiem sił...”

System kartkowy zakończył ostatni komunistyczny rząd pod wodzą premiera Mieczysława Rakowskiego, pod koniec lipca 1989 r. Reglamentację usuwano stopniowo. Jako ostatnie wyszły z użycia kartki na mięso. Wprawdzie ukazały się jeszcze kartki datowane na sierpień, ale pozostały już tylko ciekawostką historyczną bez siły nabywczej. Pół roku później dotychczasowa „przewodnia siła narodu” - Polska Zjednoczona Partia Robotnicza - symbolicznie wyprowadziła swój sztandar i w ślad za kartkami odeszła w niebyt.

źródło:
Zobacz więcej