RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Samuel Pereira: Wzmocnienie po strajku ZNP. Co jeszcze czeka Mateusza Morawieckiego

(fot. arch. PAP/Radek Pietruszka)
(fot. arch. PAP/Radek Pietruszka)

„Zmobilizowanie wielu środowisk, których opór może sparaliżować funkcjonowanie państwa; w szczególności ZNP”. Gdy latem 2017 r. Bartosz Kramek wydał taką instrukcję, wydawała się ona pewnym przepisem na destabilizację państwa. Strategia i skutki działań premiera wobec groźnego strajku nauczycieli upewniły jednak obywateli, że polskie państwo rzeczywiście „zdaje egzamin”. To wynikające z tego faktu poczucie bezpieczeństwa jest główną przyczyną sondażowej premii dla obozu rządzącego.

ZNP i FZZ: Nie ma możliwości legalnego strajku w poniedziałek

Obowiązkiem nauczycieli należących do Związku Nauczycielstwa Polskiego jest dostosować się do decyzji o zawieszeniu strajku – powiedział szef ZNP...

zobacz więcej

Gdy prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego ogłaszał bezterminowy strajk, wydawało się, że rosnące napięcie i negatywne emocje związkowców doprowadzą do niebezpiecznego zwarcia i związanych z tym dla uczniów, ich rodziców i szerzej dla polskiego państwa tragicznych skutków. Po jednej stronie mieliśmy stronę rządową nie tylko z propozycją podwyżek, ale też dodatkowych bonifikat dla nauczycieli i skrócenia ścieżki awansu zawodowego. Po drugiej coraz bardziej agresywnych i zagrzewanych do boju przez tzw. totalną opozycję liderów ZNP. Związkowa barykada nie chciała negocjacji, podwyżki uznała za zbyt niskie, a o jakimkolwiek reformowaniu edukacji nie chciano rozmawiać.

Politycy Koalicji Europejskiej poczuli „krew”. W zaciszach gabinetu cieni Grzegorz Schetyna uznał, że strajk nie tylko pozwoli skutecznie zaszkodzić rządowi, a więc politycznej konkurencji, w przeddzień wyborów europejskich, ale też skonsoliduje KE, targaną negatywnymi emocjami związanymi z układaniem list wyborczych i coraz częściej pojawiającymi się pogłoskami o Donaldzie Tusku, który wróci i obali Schetynę wraz z jego zausznikami. Idealny moment, idealne hasła (dobro edukacji leży przecież na sercu wszystkim). Czy coś mogło pójść nie tak? Okazało się że tak.

Szkoły mogą stracić część dotacji z UE. Przyczyną strajk nauczycieli

Szkoły nierealizujące w związku ze strajkiem nauczycieli zajęć dofinansowanych przez UE być może będą musiały zwracać część otrzymanych środków....

zobacz więcej

Nauczyciele przez strajkujących podzieleni

Protest ZNP był polityczny nie tylko samym Sławomirem Broniarzem i jego związkami z liderami „totalnej opozycji”. Polityczność protestu narzucili wśród samych strajkujących nauczycieli ci z nich, którzy tak szczerze, niezależnie od strajku, nienawidzą obecnej władzy. Nie oznacza to, że wszyscy strajkujący nauczyciele są wrogami PiS-u, ale faktycznie ci niezaangażowani politycznie pozwolili głośniejszym narzucić ton i nakreślić linię podziału: dobrzy nauczyciele to ci antyrządowi, a kto nie z nimi, ten „pisior”.

Trudno spodziewać się skutecznej walki jakiejś grupy zawodowej o swoje interesy (szczególnie gdy żądania są zaporowe), gdy sami strajkujący i wspierający ich politycy oraz media ją podzielili. Najbardziej wymownym symbolem takiego dzielenia była satysfakcja „Gazety Wyborczej” z utworzonego w jednej z sosnowieckich szkół szpaleru, który z pogardą „witał” nauczycieli umożliwiających swoim uczniom zdanie egzaminów gimnazjalnych. Nazywanie łamistrajkami, szczucie na tych, co zgodnie z powołaniem stanęli po stronie podopiecznych… brakowało tylko wciśnięcia im opasek albo zamienienia szpaleru w „ścieżkę zdrowia”, znaną z czasów peerelowskich represji.

W tej sytuacji głupkowate protest songi oparte na fake newsowym przekazie, że rząd nie może dać więcej pieniędzy nauczycielom, bo daje je krowom i świniom - były tylko wisienką na tym zgniłym torcie. Podsumowując błędy strajkujących: sami się podzielili, stanęli przeciwko niestrajkującym kolegom, własnym uczniom i ich rodzicom, obniżyli poziom zaufania podopiecznych, a wygłupami publikowanymi w Internecie odebrali sobie samym resztkę powagi i autorytetu.

Gdy do tego próbowali utrudniać zdawanie egzaminu gimnazjalistom, ósmoklasistom i zaplanowali zablokowanie matur – miarka się przebrała. Stało się jasne, że wsparcia rodziców już mieć nie będą, chociaż nie wszyscy byli w stanie to pojąć. Skalę niezrozumienia tego stanu rzeczy najlepiej obrazuje to, co działo się w najbardziej politycznie zaangażowanej w tej sprawie telewizji, TVN24. W relacji na żywo pokazywano nauczycieli zastanawiających się, jak jeszcze mogą zaszkodzić uczniom, a w jednej ze szkół zbiorowo skandowano „strajkuję! nie klasyfikuję!” z uśmiechem na ustach.

Dyrektor CKE: Matury nie są zagrożone, zaczynają się 6 maja

Matury są niezagrożone, zaczynają się 6 maja egzaminem z języka polskiego o godz. 9.00. Arkusze są przygotowane i czekają na wysyłkę – zapewnił w...

zobacz więcej

Na strajkowy szantaż – polityczny spokój

W kontrze do takiej postawy spokój i opanowanie strony rządowej reprezentowanej przez Beatę Szydło i Mateusza Morawieckiego było coraz bardziej przekonujące. Solidarność podpisała porozumienie zapewniające podwyżki wszystkim nauczycielom, co później skutecznie w mediach komunikował minister od zadań specjalnych Michał Dworczyk.

Z dnia na dzień nasilały się nastroje społeczne przeciwko strajkującym, a przyczyny były dwie. Jedną z nich było niezrozumienie, dlaczego przez trzy lata rządów PO-PSL zamrożenie pensji nauczycieli nie przeszkadzało ZNP, a teraz, gdy dostali podwyżki - paraliżują szkoły. Drugą, główną przyczyną malejącego poparcia dla strajku było uświadomienie sobie przez obywateli, że nauczyciele naprawdę nie chcą dopuścić swoich podopiecznych do egzaminów. Obraz porywaczy, którzy targują się finansowo, mając uczniów za zakładników, zaszkodził wizerunkowi całej grupy zawodowej na lata.

Premier Morawiecki, podkreślając szacunek do nauczycieli, przedstawił im konkretne propozycje, pokazując się jednocześnie jako obrońca interesów uczniów, a więc również ich rodzin. Egzaminy gimnazjalne i ósmoklasistów odbyły się płynnie, a wobec zagrożenia, że nie zostaną przeprowadzone matury, została wdrożona specjalna ustawa, która uspokoiła uczniów i ich rodziców.

Gdy politycy „totalnej opozycji” i wspierający ją dziennikarze zastanawiali się nad politycznymi skutkami, dla zwykłych obywateli najważniejsze było to, że państwo obroniło się przed zagrożeniem destabilizacji. A nie od dziś wiadomo, że w politycznych wyborach Polaków poczucie bezpieczeństwa jest niezwykle istotnym czynnikiem wyborczej oceny. ZNP został zmuszony do zawieszenia strajku, kryzys został zażegnany, a porażkę Broniarza spotęgował fakt, że za swoją decyzję został zaatakowany przez część strajkujących.

Ten strajk się opłacał. Szkoda, że nie nauczycielom [OPINIA]

Nie ma się co dziwić, że Sławomir Broniarz zawiesił strajk. W końcu niczego nie osiągnął, a jak sam powiedział, jest już w połowie drogi. Za...

zobacz więcej

W końcowej fazie strajku z jednej strony mieliśmy przekaz totalnej anarchii, nienawiści i chaosu ZNP i politycznych stronników, z drugiej opanowanie, konkretne rozwiązania i chęć dialogu. To ostatnie kontynuowane było w ramach okrągłego stołu, co zresztą po raz kolejny obnażyło niestabilność poglądów głównej partii opozycyjnej. Najpierw politycy PO w osobie szefa klubu parlamentarnego Sławomira Neumanna przyjęli zaproszenie, żeby później się wycofać i próbować wykpić całą inicjatywę.

Skończyło się poważną debatą o stanie edukacji w Polsce i potrzebie zmian, z której „totalna opozycja” na własne życzenie się wypisała. Sam ZNP nie tylko nie usiadł do rozmów, ale nie zaproponował rządowi i opinii publicznej żadnej koncepcji merytorycznych zmian, żadnych pomysłów. Zostało suche „chcemy kasy” i nic więcej. W tej sytuacji dla żadnego rozsądnego obserwatora nie ma wątpliwości, jak ocenią to wyborcy, czemu zresztą dają wyraz w ostatnich sondażach.

Jak w każdej dużej firmie, tak samo w rządzie i w polityce siłę lidera weryfikują nie okresy spokoju, ale kryzysy i to, jak się z nich wychodzi. Każdy kolejny kryzys jest dla Mateusza Morawieckiego zagrożeniem, ale i wyzwaniem, z którego może wyjść mocniejszy. Jest to dla premiera istotne zarówno w związku z trwającą kampanią wyborczą, jak i z punktu widzenia pozycji wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości.

Sposób, w jaki Morawiecki zmierzył się ze strajkiem ZNP i wyszedł z niego zwycięsko, obserwowany był nie tylko przez zwykłych obywateli, ale również przez kolegów partyjnych premiera. Dbałość o wewnętrzną spójność w partii widać również w tym, jak Mateusz Morawiecki wspiera bezpośrednio kandydatów, których wejście do Parlamentu Europejskiego jest strategicznie ważne dla władz PiS, czyli Joachima Brudzińskiego, Annę Fotygę, Zdzisława Krasnodębskiego i Elżbietę Kruk.

Wystawienie do rozmów z nauczycielami Beaty Szydło również przyczyniło się do wzmocnienia jej pozycji i tym samym zwiększenia jej szans na dobry wynik wyborczy. A cele są ambitne, bo nieoficjalnie mówi się, że była premier liczy na pół miliona głosów.

„Termin strajku wybrali tacy jak pan Broniarz. Część nauczycieli cynicznie wykorzystana”

– Trzeba jasno powiedzieć: tego terminu (strajku - red.) nie wybrali nauczyciele. Ten termin wybrali związkowcy i to są takie osoby jak pan...

zobacz więcej

Do tego, jak postrzegany jest premier Morawiecki, dochodzi też ogromne tempo jego pracy. Po powrocie z USA swoje sejmowe wystąpienie zakończył o godz. 3 w nocy, a pięć godzin później był już w Świdniku. Tak jak w kampanii 2011 r. Donald Tusk i jego objazd po kraju był główną przyczyną wyborczego zwycięstwa, tak teraz równie istotna dla wygranej PiS w ostatnich wyborach samorządowych była aktywność kampanijna Morawieckiego.

Punktowe, tematyczne wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, połączone z ciężką pracą sztabu wyborczego i premiera mogą przynieść tak pożądane zwycięstwo w wyborach majowych, a to otworzy drogę do utrzymania władzy parlamentarnej i prezydenckiej w drugiej kadencji. Przy zachowaniu obecnego tempa, spokoju i merytorycznego przekazu, ale też jedności w ramach rządzącego obozu (a wewnętrznych sporów jest niemało), potrójna wygrana wyborcza jest realna.

źródło:
Zobacz więcej