„Tam, gdzie padał deszcz, tam dochodziło do skażenia”. Obraz Białorusi 33 lata po Czarnobylu

26 kwietnia 1986 r. o godzinie 1.23 w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej doszło do największej katastrofy w dziejach energetyki jądrowej (fot. Vladimir Shtanko/Anadolu Agency/Getty Images)

– Tam, gdzie padał deszcz, tam dochodziło do skażenia. Miejsca skażone znajdują się nawet setki kilometrów od Czarnobyla – opowiada w rozmowie z portalem tvp.info reporter i pisarz Tomasz Grzywaczewski. Jak ocenia, po 33 latach od katastrofy Czarnobyl jest czymś „żywym i dotykającym przeciętnego człowieka i cały czas powodującym strach”.

32 lata od katastrofy w Czarnobylu. „Niezagojona rana w sercu naszego kraju”

W 32. rocznicę wybuchu w elektrowni atomowej w Czarnobylu najwyższe władze Ukrainy złożyły hołd ratownikom, którzy likwidowali następstwa...

zobacz więcej

Do katastrofy w Czarnobylu doszło 26 kwietnia 1986 r. Po wybuchu reaktora położonego w granicach Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej na terytoria białoruskie spadło ok. 70 proc. opadu radioaktywnego, a skażeniu uległo 23 proc. kraju, głównie tereny na południowym wschodzie, zamieszkane przez 1,8 mln ludzi. Po 1986 roku z mapy zniknęło ponad 430 miejscowości. Za strefę katastrofy ekologicznej władze Białorusi uznały ten obszar dopiero w 1990 r.

W rozmowie z portalem tvp.info reporter i pisarz Tomasz Grzywaczewski opowiada o tym, jak 33 lata po największej w dziejach katastrofie elektrowni atomowej funkcjonują mieszkańcy Białorusi i jak wspominają tamte wydarzenia. – Kiedy mówimy o Czarnobylu, to kojarzy się nam z Ukrainą. Myślę, że Czarnobyl i tzw. Zona stała się pewnego rodzaju mitem czy towarem popkultury. Powstają gry komputerowe, filmy, książki – mówi nam reporter.

Jak stwierdza, sama Zona po stronie ukraińskiej jest obecnie „jedną z większych atrakcji turystycznych w regionie. – 60 tys. ludzi odwiedziło w zeszłym roku Czarnobyl. Kwitnie turystyka czarnobylska na Ukrainie do tego stopnia, że firmy zaczynają organizować wyjazdy integracyjne dla swoich pracowników – mówi.

– Z jednej strony mamy atrakcję turystyczną, towar konsumpcyjny, a z drugiej strony okazuje się, że najbardziej w wyniku katastrofy ucierpiała nie Ukraina, tylko Białoruś. 70 proc. opadów radioaktywnych trafiło na terytorium Białorusi. To wynikało m.in. z tego, że Rosjanie specjalnie - jest to już potwierdzone - rozpylali w powietrzu substancje, które miały zatrzymać chmury idące na Moskwę, co doprowadzić miało do opadów na terytorium Białorusi – opowiada Grzywaczewski.

Dziennikarz ocenia, że to spowodowało, że „praktycznie cała wschodnia Białoruś pokryła się radioaktywnymi plamami”. – Tam, gdzie padał deszcz, tam dochodziło do skażenia. Po stronie białoruskiej istnieje też zona - Poleski Rezerwat Radiacyjno-Ekologiczny - z której wysiedlono tysiące ludzi. Ale to nie jest jedyny obszar skażony. Miejsca skażone znajdują się setki kilometrów od Czarnobyla – mówi.

– To często losowa sytuacja, jedna wioska jest dziś zamieszkana, a ta obok jest wymarła, bo tu padało, a tam nie padało – stwierdza.

– Białoruś jest społeczeństwem dosłownie chorym - w sensie stanu zdrowia. Tam chorują na różnego rodzaju schorzenia. I jeśli mówimy o chorobach popromiennych, to nie mówimy o sytuacjach, gdzie dzieci rodzą się z różnego rodzaju deformacjami. Tymczasem większość chorób to rzeczy przyziemne: choroby kardiologiczne, zawały serca, nowotwory, choroby stawów. Choroby na Białorusi występują w nieproporcjonalnie dużej ilości. Chorują ludzie młodzi, ok. 30-ego roku życia, oni byli dziećmi w momencie katastrofy. Najbardziej promieniowaniem zostały obciążone właśnie dzieci, dorośli lepiej je znosili – mówi.

Katastrofa w Czarnobylu. Polacy dowiedzieli się o wybuchu dwa dni później

26 kwietnia 1986 o godzinie 1.23 w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej doszło do największej katastrofy w dziejach energetyki jądrowej. Doprowadziła...

zobacz więcej

Grzywaczewski odwiedził jeden z cmentarzy przy białoruskiej zonie. – Tam, jak patrzy się na groby, jest bardzo dużo 30-latków. Naukowcy mówią jednoznacznie, że nie można w sposób precyzyjny powiązać liczby zachorowań z efektami Czarnobyla. Ludzie jednak wiedzą swoje. Mają krewnych i przyjaciół, którzy przechowują wspomnienia, że związane to było z tamtymi wydarzeniami – wyjaśnia.

W jego ocenie po 33 latach od katastrofy Czarnobyl jest czymś „żywym i dotykającym przeciętnego człowieka i cały czas powodującym strach”.

– W wielu ludziach ta katastrofa zniszczyła resztki zaufania wobec władzy. Władza była postrzegana jako ta, która oszukała swoich obywateli. Tam niemal całymi tygodniami nie informowano ludzi o Czarnobylu, opóźniano ewakuację. Władza świadomie dla realizacji swoich celów politycznych naraziła tysiące ludzi na promieniowanie – mówi.

– Mój rówieśnik, który urodził się trzy miesiące po Czarnobylu, w wieku kilku lat zachorował poważnie na oczy. Było pewne, że straci wzrok. Jego uratowała operacja przeprowadzona w Niemczech. I on mi powiedział, że w głowie ma dwa najsilniejsze obrazy: „to są Sowieci, przez których mógłbym stracić wzrok, i Europa, która mi ten wzrok oddała. Gdyby nie Europa, byłbym człowiekiem na wpół niewidomym”. On jest teraz fotoreporterem i pracuje oczami. On mówi, że pokolenie Czarnobyla patrzy na wschód, na Rosję i widzi tam bezduszną władzę, która potraktowała ich jak zwierzęta, jak przedmioty. I widzi Europę, która może ich ocalić – dodaje. Grzywaczewski stwierdza, że dla „nich Zachód to punkt odniesienia cywilizacyjnego”.

źródło:
Zobacz więcej