Ten strajk się opłacał. Szkoda, że nie nauczycielom [OPINIA]

Sławomir Broniarz zawiesił strajk dzień po zgłoszeniu przez premiera zmian w prawie oświatowym (fot. PAP/Grzegorz Michałowski)

Nie ma się co dziwić, że Sławomir Broniarz zawiesił strajk. W końcu niczego nie osiągnął, a jak sam powiedział, jest już w połowie drogi. Za jakiekolwiek podwyżki nauczyciele muszą podziękować konkurencji z Solidarności. Nawet polityczni promotorzy lidera ZNP zrobili pewnie wewnętrzne sondaże i dali mu do zrozumienia, by dał sobie spokój. Niewykluczone, że ten protest się opłacał, na pewno jednak nie nauczycielom.

„Termin strajku wybrali tacy jak pan Broniarz. Część nauczycieli cynicznie wykorzystana”

– Trzeba jasno powiedzieć: tego terminu (strajku - red.) nie wybrali nauczyciele. Ten termin wybrali związkowcy i to są takie osoby jak pan...

zobacz więcej

Środowe wystąpienie premiera skutecznie ugasiło maturalny pożar, a co za tym idzie strajk ZNP. Gdy dzień później Sławomir Broniarz ogłaszał zawieszenie protestu, wyglądał żałośnie. To jakby ktoś, kto liczył już sekundy do odpalenia zainstalowanej przez siebie bomby, właśnie dostał informację od sapera, że pocisk udało się rozbroić. Konstruktorowi bomby pozostało więc tylko powiedzieć: - No dobra, nie odpalę tej bomby, bo nie dalibyście sobie rady z efektami wybuchu i jeszcze ktoś mógłby ucierpieć.

Podobnie szczerze brzmiało zapewnienie, że decyzja o zawieszeniu strajku jest podyktowana troską szefa ZNP o dobro maturzystów i odpowiedzialnością za rząd.

Właściwie ze strajku prawie wszyscy mogą być zadowoleni. Rząd, bo kolejny raz udało mu się opanować sytuację. Premier Morawiecki, który w ostatniej chwili rzuca koło ratunkowe maturzystom i ich rodzicom, pewnie złapie kilka punktów.

Strajkujący nauczyciele z Łodzi: W większości szkół nie odbędą się klasyfikacje maturzystów

W większości szkół ponadgimnazjalnych w Łodzi nie odbędą się rady klasyfikacyjne maturzystów – poinformowali przedstawiciele rad pedagogicznych...

zobacz więcej

Zadowolona może być opozycja. W końcu przez kilkanaście dni trzymała w szachu rząd i PiS. Pokazywała, jak pochyla się nad pokrzywdzoną grupą społeczną. Z pewnością jeszcze nie raz odniesie się do tego zrywu w kampaniach wyborczych. W koszta wrzuci się żałosną retorykę Broniarza zawieszającego protest, ale przecież przed wyborami przypudruje się go trochę i będzie jak nowy. Jeśli nie on, to jego następca.

Cel polityczny był jednak jasny i w dużej mierze został osiągnięty. Brak realnego efektu był wliczony w ryzyko. W końcu musieli wiedzieć, że żądań ZNP nie da się spełnić w środku roku budżetowego, a i zaplanowanie takiego wydatku to skok na główkę do płytkiej wody.

I tutaj może być kolejny problem. Pół biedy, jeśli dyrektor bezwzględnie wspierał strajk. Wówczas przynajmniej teoretycznie będzie szukał sposobu na wypłatę tych pieniędzy. Nie wchodźmy już w szczegóły, kiedy to zrobi.

Gorzej, jeśli szkołą zarządza dyrektor, który musiał błagać nauczycieli, by ci nie zawalili uczniom takich czy innych egzaminów. Pamiętajmy, że ten strajk nie upłynął na zgodnym śpiewaniu protest songów o krowach i świniach. Nauczyciele mają za sobą traumatyczne kłótnie z dyrekcją i między sobą. Zdarzało się, że konieczna była interwencja pogotowia ratunkowego, które po podobnych awanturach musiało zabierać omdlałych z emocji pedagogów.

Wróblewski: Strajk wymknął się spod kontroli związków

– Strajk wymknął się spod kontroli ZNP oraz FZZ. Zakładnikami stali się uczniowie, a nie tylko nauczyciele. Do tego opinia publiczna odwróciła się...

zobacz więcej

Wielu nauczycieli przyznaje, że praca w ich szkołach nigdy już nie będzie taka sama, bo powstałych konfliktów nie da się prędko zapomnieć. Czy dyrektor po takich przejściach ochoczo wypłaci ekwiwalent za strajk? A może uwzględni jednak inne palące potrzeby szkoły? A jeśli nawet wypłaci, to kto powiedział, że w takim samym czasie, jak obciążenia wynikające ze strajku?

Protest nauczycieli ciągle się tli. Dopiero co nauczycielka z Łodzi nadrabiała entuzjazmem, mówiąc do kamery: strajkuję, nie klasyfikuję. Odeszła z dumą, wspierana skandowaniem: Łódź strajkuje, nie klasyfikuje! Ale, gdy pedagodzy wyjdą z ciasnej sali lub ze swoich baniek facebookowych, wcale nie trafią na równie rozanielonych rodziców maturzystów. Inni również coraz częściej patrzą na nich z rezerwą.

A przecież ZNP mógł ten strajk nawet wygrać. Przynajmniej wizerunkowo. Gdyby zawiesił protest na czas egzaminów, może zyskałby autentyczne poparcie rodziców i uczniów. Nie musielibyśmy wówczas oglądać smutnego widoku zapłakanej maturzystki z Opola, która mówi, że rozumie i popiera strajk, ale prosi, by ona i jej koledzy mogli przystąpić do matury. Wreszcie nie musielibyśmy słuchać lidera ZNP Sławomira Broniarza, który w ostatnich dniach kilka razy w zdaniu powtarzał, że najważniejsze są dzieci.

źródło:
Zobacz więcej