Mnóstwo kijów i kilka marchewek. Putin już zaczął testowanie Zełenskiego [OPINIA]

Kreml liczy, że będzie mógł manipulować nowym ukraińskim prezydentem (fot. REUTERS/Alexander Zemlianichenko/Valentyn Ogirenko)

Dekret Władimira Putina o uproszczonym trybie uzyskiwania obywatelstwa Rosji przez mieszkańców tzw. republik ludowych powołanych w Donbasie oznacza, że Kreml od samego początku zamierza pokazać nowemu prezydentowi Ukrainy, kto tu rządzi. Rosja ma przygotowany cały arsenał prowokacji, gróźb i nacisków, które będzie wykorzystywać do wpływania na sytuację w tym kraju i osiągania swoich celów.

Putin uprościł uzyskiwanie obywatelstwa przez mieszkańców Donbasu

Prezydent Władimir Putin podpisał dekret o uproszczonym trybie uzyskiwania obywatelstwa Rosji przez mieszkańców tzw. republik ludowych w ukraińskim...

zobacz więcej

Rosyjski prezydent po podpisaniu dokumentu przekonywał, że jest to działanie podyktowane kwestią humanitarną i że nie można tolerować sytuacji, „w której ludzie mieszkający na terytoriach republik donieckiej i ługańskiej są w ogóle pozbawieni jakichkolwiek praw obywatelskich”. Uważany za architekta polityki Rosji wobec Ukrainy doradca Putina Władisław Surkow podkreślił zaś, że jest to powinność Rosji wobec „ludzi mówiących i myślących po rosyjsku, którzy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji z powodu represyjnych działań reżimu w Kijowie".

Decyzja Kremla nie przez przypadek zbiegła się z zakończeniem na Ukrainie wyborów prezydenckich, które zdecydowanie wygrał showman Wołodymyr Zełenski, pokonując obecnego prezydenta Petro Poroszenkę.

Tak jak można było przewidzieć, dekret ten spotkał się ze zdecydowanym potępieniem ze strony ukraińskich władz i państw zachodnich. Zełenski i jego doradcy ocenili, że decyzja Kremla to przyznanie się Moskwy do odpowiedzialności za okupację tych terytoriów. „Te działania to kolejne naoczne potwierdzenie dla światowej społeczności prawdziwej roli Rosji jako państwa agresora, które prowadzi przeciwko Ukrainie wojnę” – podkreślono w oświadczeniu. Wyrażono również nadzieję na zwiększenie międzynarodowych nacisków na Rosję i sankcji.

Petro Poroszenko ocenił zaś, że Kreml powtarza scenariusz zastosowany w Osetii Południowej i Abchazji i chce w ten sposób legitymizować wojskową obecność Rosji na okupowanym terytorium Donbasu. Minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkin napisał zaś na Twitterze, że jest to „nowy, paszportowy etap okupacji Donbasu”. „Apeluję do obywateli ukraińskich na terytoriach okupowanych przez Rosję, by nie przyjmowali rosyjskich paszportów. Rosja pozbawiła was teraźniejszości, a teraz sięga po waszą przyszłość” – podkreślił szef ukraińskiej dyplomacji.

Stały przedstawiciel Ukrainy przy ONZ Wołodymyr Jelczenko poinformował zaś, że Kijów zwrócił się w tej sprawie do Rady Bezpieczeństwa ONZ. Możliwe, że zostanie ona zwołana już w czwartek.

Dekret został też ostro skrytykowany przez amerykański resort spraw zagranicznych, który uznał dokument za „skrajnie prowokacyjną akcję Rosji”, której celem jest zwiększenie ataków na suwerenność i terytorialną integralność Ukrainy i która może przeszkodzić w realizacji porozumień mińskich.

Specjalny przedstawiciel USA ds. Ukrainy Kurt Volker oświadczył zaś, że „Donbas jest ukraiński i żyjący tam ludzie – niezależnie od języka, który preferują – są Ukraińcami”. „Decyzja Rosji o wydawaniu paszportów jest wysoce prowokacyjna (…) i podważa wysiłki na rzecz implementacji porozumień mińskich oraz powrotu Donbasu pod kontrolę Ukrainy” – napisał Volker na Facebooku.

Sługa narodu czy oligarchy? Ukraińcy wybrali w ciemno [OPINIA]

Telewizyjne seriale potrafią podbić serca widzów. Zdecydowana większość Ukraińców dała się uwieść Hołoborodce – bohaterowi serii „Sługa Narodu” -...

zobacz więcej

Postawa Kremla świadczy o tym, że zdecydował się on od razu uderzyć w nowego prezydenta Ukrainy, wykorzystując jego brak doświadczenia w polityce, także międzynarodowej, i chcąc przetestować granice, na jakie może sobie pozwolić w kontekście działań podważających integralność tego kraju. Po ogłoszeniu wyników ukraińskich wyborów rzecznik prezydenta Putina Dmitrij Pieskow powiedział, że rosyjskie władze będą oceniać nowego prezydenta „po konkretnych krokach”, a premier Dmitrij Miedwiediew zasugerował zaś, że „istnieją szanse na lepszą współpracę z naszym krajem”.

W domyśle zaś przedstawiciele rosyjskich władz wysyłają Ukraińcom jeden komunikat – że istnieje szansa na naprawienie relacji, jeśli odrzucą oni politykę prowadzoną wobec Rosji i Zachodu przez Poroszenkę i zaakceptują wpływy Moskwy w regionie. W skrócie – będzie spokój, jeśli wrócimy do sytuacji sprzed Majdanu.

O tym, że Rosja stawia konkretne wymagania władzom w Kijowie, świadczył wywiad, jakiego w dniu wyborów na Ukrainie udzielił szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Podkreślił on w nim, że jeśli władze w Kijowie chcą zakończenia walk na wschodzie kraju, to powinny prowadzić bezpośrednie negocjacje z przywódcami republik separatystycznych w Donbasie – będących w rzeczywistości marionetkami Kremla – i muszą nadać Donbasowi specjalny status. Już wcześniej Moskwa zasugerowała, że centralne władze ukraińskie powinny przejąć koszty utrzymania Donbasu poprzez stworzenie tam infrastruktury do wypłaty emerytur i świadczeń, a także znieść bariery w relacjach handlowych i połączeniach infrastrukturalnych. Kreml domaga się także zakończenia nałożonych przez Zachód sankcji.

Zwycięstwo Zełenskiego zostało pozytywnie przyjęte przez rosyjskie władze, gdyż liczą one na to, że będą potrafiły wywrzeć na nowego prezydenta na tyle silną presję, że zmuszą go do ustępstw. W analizie Ośrodka Studiów Wschodnich czytamy, że Kreml będzie dążył do narzucenia Kijowowi swoich interpretacji zapisów porozumień mińskich, czego efektem ma być doprowadzenie do federalizacji Ukrainy na takich warunkach, które pozwolą Rosji kontrolować kurs ukraińskiej polityki zagranicznej i blokować zbliżenie z Zachodem.

„W sytuacji braku ustępstw ze strony Kijowa Rosja będzie zainteresowana podsycaniem podziałów politycznych na Ukrainie i osłabianiem jej wizerunku na Zachodzie. Moskwa będzie przy tym czekała na rezultaty kluczowych jesiennych wyborów na Ukrainie. Kreml liczy bowiem, że siłom prorosyjskim uda się uzyskać znaczącą reprezentację w Radzie Najwyższej, która będzie mogła wpływać na politykę ukraińską oraz podejmować działania na rzecz odbudowy stronnictwa prorosyjskiego w ukraińskiej polityce” – podkreśla OSW.

Ekspert OSW: Zwycięstwo Zełenskiego to symboliczne zwycięstwo postpolityki

Zwycięstwo Wołodymyra Zełenskiego w wyborach na prezydenta Ukrainy „to symboliczne zwycięstwo postpolityki” i wielkiej tęsknoty za zmianą – ocenił...

zobacz więcej

Kreml będzie zapewne oferował Zełenskiemu perspektywę „nagród”, jeśli wyrazi on gotowość do ustępstw, jak np. zwolnienie ukraińskich jeńców, w tym marynarzy, a także znalezienie rozwiązania kompromisowego dotyczącego dostaw i tranzytu rosyjskich surowców energetycznych.

Po pięciu latach konfliktu w Donbasie Kreml nie ma zbyt wielu instrumentów wpływu na nastroje społeczne i wyniki wyborów w tym kraju, gdyż tamtejsze społeczeństwo w dużej części negatywnie odnosi się do Rosji. Dlatego też Moskwie zależy na osłabianiu Ukrainy poprzez pokazywanie jej jako państwa skompromitowanego, chaotycznego, pełnego napięć i skonfliktowanego z sąsiadami. Rosyjskie media i tamtejsi politycy skupiały się po ukraińskim głosowaniu na analizowaniu porażki Poroszenki, tłumacząc ją zmęczeniem Ukraińców jego antyrosyjską polityką. Można się spodziewać, że w okresie dzielącym nas od jesiennych wyborów kraj ten będzie się znajdował pod jeszcze większą rosyjską presją niż do tej pory. Kreml posiada pełen arsenał środków, które będzie wykorzystywał do wzmacniania zarówno lęku Ukraińców przed rosyjską agresją, wspieraniu stronnictw prorosyjskich w tym kraju i osłabianiu Ukrainy na arenie międzynarodowej.

Co prawda Zełenski zapewnia, że będzie kontynuował współpracę z NATO oraz reformy w armii i przemyśle obronnym, ale nie jest pewne, czy zdaje sobie sprawę, jak bardzo Rosja będzie chciała zniechęcić go do kontynuowania kierunku prozachodniego obranego po Majdanie przez Ukraińców. Wiele w tej kwestii zależy również od postawy Polski, gdyż zarówno Niemcy, jak i Francja z coraz większym zniecierpliwieniem oczekują na „normalizację” relacji z Moskwą, chociaż ta w żaden sposób nie wycofuje się z prowadzenia agresywnej polityki w stosunku do Zachodu i państw regionu.

Słabnące sondaże Władimira Putina i coraz większe problemy gospodarcze Rosji sprawiają, że Kreml może w najbliższym czasie wzmocnić swoją militarystyczną, neoimperialną retorykę i decydować się na agresywne posunięcia.

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej