RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Uciec z Sham Shui Po. Jak major Monro oszukał śmierć

Mjr John Monro służył w Królewskiej Artylerii podczas II wojny światowej (fot. Imperial War Museums/TT)
Mjr John Monro służył w Królewskiej Artylerii podczas II wojny światowej (fot. Imperial War Museums/TT)

Ucieczka jest jednym z najciekawszych toposów. To niewyczerpane źródło inspiracji – biblijny Exodus, „Gwiezdne wojny”, żeby wymienić tylko pierwsze, które przychodzą do głowy. Zresztą samo życie zdaje się pławić w tym motywie, o czym świadczą brawurowe ucieczki ze Stalagu Luft III pod Żaganiem, Auschwitz, Sobiboru. Wspaniałe historie potrafią też wypłynąć przypadkiem. Tak córki brytyjskiego majora Johna Monro dowiedziały się, że uciekł on z japońskiego obozu jenieckiego podczas II wojny światowej i pokonał w obcym kraju ponad 2 tys. km...

Brawurowa ucieczka z Alcatraz jednak się powiodła? Jest dowód...

„Nazywam się John Anglin. Uciekłem z Alcatraz w czerwcu 1962 roku z moim bratem Clarence'em i Frankiem Morrisem. Mam 83 lata...” – tak zaczyna się...

zobacz więcej

Od fascynującej i niebezpiecznej podróży przez okupowane Chiny nie mniej ciekawa zdaje się być powojenna postawa oficera. Monro mieszkał na farmie w hrabstwie Shropshire, hodował konie, oglądał telewizję. Żył normalnym życiem. Nie obnosił się ze swoją wojenną historią, trzeba przyznać, że wyjątkowo heroiczną. Rodzinie nie opowiadał o swoich przeżyciach, o swojej służbie w Królewskim Regimencie Artylerii, wojennych doświadczeniach, ucieczce z japońskiego obozu jenieckiego...

Rodzinę mogła dziwić kartka świąteczna przysyłana co roku z Chin, ale Monro nie chciał wyjaśnić, jakie relacje łączyły go z nadawcą. Nie można jednak w tym przypadku mówić o mechanizmie wyparcia, naturalnym w przypadku tak traumatycznych przeżyć jak doświadczenia II wojny światowej. Oficer nie pozbył się dowodów swoich przygód, nie wymazał historii. Po prostu zamknął ją w bańce ciszy. Oraz szufladzie biurka. Tam trzymał swój wyjątkowy dziennik i dokumenty.

Karierę wojskową John Monro rozpoczął w 1932 roku. 18-latek został przyjęty do armii jako „gentleman cadet”, czyli słuchacz kursu oficerskiego, żaden tam trep. Oficerem został w 1932 roku, 5 lat później wysłano go do Hongkongu. Nad Europą zbierały się wówczas ciemne chmury, Japonia również była ustawiona na kurs militarystyczny, ale Hongkong był wtedy spokojną kolonią należącą do imperium, nad którym nigdy nie zachodzi słońce.

Wir historii

Monro został oficerem w 8. Pułku Ciężkiej Artylerii i objął rozkazem chiński oddział. Z czasem stało się jasne, że brytyjskie wojsko służące w Hongkongu nie zdoła uciec przed wirem historii. Rozkręciły go wydarzenia mające miejsce kilka tysięcy kilometrów dalej. Klęska w początkowym okresie II wojny światowej Francji i Holandii, mających swoje bogate kolonie w Azji Wschodniej, zwiększyła imperialne ambicje cesarstwa Japonii.

Jesienią 1941 roku nowy premier gen. Hideki Tojo ocenił, że nadarza się dobra okazja do w miarę łatwego osiągnięcia pokaźnych zdobyczy terytorialnych. Indie Holenderskie Wschodnie, Indochiny, posiadłości brytyjskie, jak Malaje, Singapur czy Hongkong, wydawały się być na wyciągnięcie ręki i Tojo nie zamierzał się przed tym wzbraniać.

Zabić kajzera. Ściśle tajna misja RAF-u

Ten atak miał zmienić bieg I wojny światowej i oszczędzić setki tysięcy ludzkich istnień. Dzięki francuskim materiałom wywiadowczym Anglicy...

zobacz więcej

Wzorem Adolfa Hitlera Japończycy prowadzili negocjacje taktyką wysuwania kolejnych żądań. Pod koniec listopada 1941 roku Amerykanie, którzy dysponowali kodem umożliwiającym czytanie japońskich depesz dyplomatycznych, wiedzieli już, że cesarstwo szykuje się do agresji. Niestety, wiedza ta nie udaremniła choćby ataku na Pearl Harbor.

8 grudnia, dzień po ataku na Pearl Harbor, Japończycy zaatakowali Hongkong siłami liczącej 20 tysięcy żołnierzy 23. Armii gen. Takashiego Sakai wspieranej przez 2. Chińską Flotę Ekspedycyjną podległą Cesarskiej Marynarce Wojennej. Siły brytyjskie były znacznie słabsze – nieco ponad 11 tysięcy żołnierzy China Command, na czele których stał gen. mjr Christopher Maltby. Do dyspozycji broniący mieli zaledwie 65 dział i jeden niszczyciel.

Skazani na porażkę

Atak był zaskoczeniem dla Brytyjczyków. Sam Monro odnotował jeszcze w listopadzie 1941 roku, że nie spodziewa się wojny. Do tego znaczenie militarne Hongkongu podważał – w prywatnych zapiskach – gen. Gordon Grimsdale, brytyjski attaché wojskowy w Chongqingu. „W 1934 roku rozpocząłem kampanię mającą przekonać ludzi, że Hongkongu nie warto bronić. Rozwój sił powietrznych sprawił, że baza morska w Hongkongu jest całkiem bezużyteczna” – oceniał.

„Biorąc pod uwagę niewielką przestrzeń, jest niemożliwością stworzenie wystarczająco dużej bazy lotniczej, na której stacjonowałaby jednostka na tyle silna, by odeprzeć atak wrogich sił korzystających z baz w pobliskich Chinach. Co najwyżej Hongkong może być przystanią dla marynarki wojennej. »Ale« – dowodzili moi oponenci – »pomyśl o prestiżu, który byśmy utracili«” – odnotował. Argument o politycznej i moralnej konieczności utrzymania kolonii będącej wrotami do Chin, przedkładany nad racjonalną strategię, zdawał się zwyciężać.

Mistrz dyplomatycznej taktyki premier Winston Churchill miał jednak swoją własną kalkulację. Liczył się z tym, że cenna kolonia zostanie zaatakowana przez Japończyków, ale przeczuwał, że to i tak lepiej, niż gdyby półwysep wraz z okolicznymi wysepkami wpadł w ręce Chińczyków. Oceniał, że władza Japonii byłaby co najwyżej przejściowa i kolonię udałoby się odzyskać, zaś w przypadku chińskiej agresji szansa na to byłaby iluzoryczna.

Świadectwo oficera wypłynęło dopiero pół wieku po wojnie (fot. YT/Mary Monro)
Świadectwo oficera wypłynęło dopiero pół wieku po wojnie (fot. YT/Mary Monro)

Słynny baron narkotykowy znów uciekł z więzienia. Wsiąkł w łaźni

Jeden z najgroźniejszych przestępców świata znów jest na wolności. Meksykański baron narkotykowy Joaquin „El Chapo” Guzman uciekł z pilnie...

zobacz więcej

„Jeżeli Japonia przystąpi do wojny, nie ma najmniejszej szansy na utrzymanie Hongkongu” – pisał w styczniu 1941 roku. „Jest wysoce niemądre zwiększanie naszych ewentualnych strat, które tu poniesiemy. Zamiast zwiększyć garnizon, powinien być on zredukowany. Przede wszystkim Japonia musi przemyśleć, czy w ogóle atakować imperium brytyjskie, a to, czy w Hongkongu będą służyły dwa czy sześć batalionów, nie robi żadnej różnicy. Chciałbym, żeby służyło tam mniej żołnierzy, ale wywożenie części zostałoby zauważone i byłoby niebezpieczne” – uważał Churchill.

Na łaskę i niełaskę Japończyków

Tak więc Hongkong został zdany na łaskę i niełaskę Japończyków. Brytyjczycy od początku byli w trudnym położeniu. Musieli bronić obszaru o długości 18 km. W normalnych warunkach linie obronne powinny być obsadzone przez żołnierzy dwóch dywizji piechoty, a nie trzech batalionów.

Starcia były niezwykle zacięte. Przewaga liczebna była po stronie Japończyków, ale bohaterstwo i poświęcenie Brytyjczyków nieco niwelowały różnice. Dopiero po dwóch dniach walk atakujący zdołali przełamać główną linię obrony i zająć port Shing Mun. Wyparci z półwyspu Koulun Brytyjczycy po tygodniu przenieśli się na wyspę Hongkong.

Już 13 grudnia gen. Sakai zaproponował kapitulację, ale została ona odrzucona. „Około godz. 9 rano Japończycy wysłali okręt z białą flagą, domagając się naszego poddania się. Widziałem dokument, który nam wkrótce dostarczyli. Był to zapisany zwój szerokości jednej stopy (około 30 cm – przyp. red.) i długości około 10 stóp. Pracowali nad nim tłumacze oraz trzej nasi oficerowie wywiadu” – zapisał w swoim dzienniku mjr Monro.

Wobec odrzucenia żądania kapitulacji Japończycy rozpoczęli naloty na miasto i ponownie zaproponowali załodze, by się poddała, ale i tym razem spotkali się z odmową. Atakujący przeprowadzili więc desant i dokonali wyłomu w liniach obronnych Brytyjczyków.

Komandosi w spódnicy. Wojenna epopeja oddziału „Dysk”

„Zośka”, „Parasol”, „Kiliński”, „Radosław” – o tych oddziałach Armii Krajowej dzielnie walczących w Powstaniu Warszawskim słyszał w zasadzie każdy....

zobacz więcej

Poddanie się albo śmierć

„Środa, 24 grudnia 1941 r. Zastrzeliłem Buzza (swojego psa – przyp. red.). Dotąd bombardowania tylko go intrygowały i zaskakiwały. Nigdy ich się nie bał, ale wczoraj był przerażony po każdej eksplozji. Buzzowi będzie teraz lepiej, choć nie spodziewam się, że kiedykolwiek będę miał równie dobrego psa” – napisał niezwykle szczerze i bez większego sentymentu w swoim dzienniku Monro. „Stało się jasne, że wkrótce wszyscy będziemy martwi albo się poddamy” – ocenił.

Gdy okazało się, że dalsza obrona nie ma sensu, 25 grudnia, w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, brytyjski gubernator Mark Young podpisał akt kapitulacji w Peninsula Hotel na Koulunie. Straty były zbyt poważne. Zginęło około 4,4 tysiąca żołnierzy brytyjskich, 2,3 tysiąca było rannych, a 7448 dostało się do niewoli. Japończycy stracili 1996 żołnierzy zabitych i około 6 tysięcy rannych.

Rozpoczęła się niewola. Około 6 tysięcy Brytyjczyków trafiło do obozu jenieckiego Sham Shui Po w kontynentalnej części Chin. Wśród nich znalazł się Monro, dzięki któremu mamy wgląd w panujące tam warunki i relacje. 7 stycznia 1942 roku oficer wraz z gen. bryg. Torquilem MacLeodem, dowódcą oddziałów artylerii, wziął udział w kolacji z japońskim generałem Kitajimą, który odwiedził obóz. Zaszczyt go dostąpił, gdyż płynnie mówił po francusku, a tym językiem posługiwali się także Kitajima i gospodarz, mjr Nakazawa.

Naturalnie na co dzień w Sham Shui Po nie było miejsca na dyplomatyczny język, figury retoryczne i salonowe gry. Warunki były straszliwe. Odpowiedzialny za funkcjonowanie obozu płk Tokunaga Isao był sadystą. Za niewielkie nawet przewinienia skazywał jeńców na śmierć, zaś egzekucję przeprowadzano poprzez publiczne ścięcie głowy. Bicie było na porządku dziennym. Więźniowie mieli do wyboru pozostanie w niewoli w takich warunkach przez nieokreślony czas albo próbę ucieczki.

Skala trudności tego drugiego rozwiązania była ogromna. Uciekać bowiem nie było gdzie, do tego teren był patrolowany przez Japończyków i zamieszkały przez Chińczyków, którzy za Brytyjczykami, delikatnie mówiąc, nie przepadali i gotowi byli zdradzać japońskim okupantom miejsce pobytu ukrywających się alianckich żołnierzy. Do tego dochodziła bariera językowa i nieznajomość ogromnego kraju.
Brytyjczycy zostali zmuszeni do kapitulacji (fot. Mainichi Newpaper/public domain/Wiki)
Brytyjczycy zostali zmuszeni do kapitulacji (fot. Mainichi Newpaper/public domain/Wiki)

Rycerze niebios. Jak niemiecki as uratował Latającą Fortecę

II wojna światowa nie miała sobie równych pod względem okrucieństwa. Z jednej strony nazistowskie obozy zagłady, z drugiej – sowieci nieliczący się...

zobacz więcej

Starsi stopniem brytyjscy oficerowie ustalili, że ucieczki nie będą organizowane ani autoryzowane. Biorąc pod uwagę ograniczenia, zdecydował również argument przedstawiony przez pułkownika Tokunagę, który oświadczył, że w przypadku ucieczek konsekwencje spotkają także żołnierzy pozostających w obozie Sham Shui Po. Mimo to w umyśle wielu jeńców rodził się plan ucieczki. Jednym z tych, którzy wcielili go w życie, był mjr Monro.

Znikome szanse

Oficer przyznał, że nie była to łatwa decyzja, biorąc pod uwagę straszliwe konsekwencje w przypadku złapania. „Wiedziałem, że porywam się na ucieczkę z niewoli Japończyków bez broni, bez pieniędzy i bez znajomości choćby słowa w języku chińskim. Nie dawałem sobie najmniejszej szansy” – odnotował w swoim dzienniku, który znalazła niemal 30 lat po jego śmierci córka Mary i który stał się podstawą książki „Stranger in my heart”, wydanej niedawno w Wielkiej Brytanii.

„Pomysł, by podróżować po takim kraju, w trudnym do określenia przedziale czasowym, do niesprecyzowanego celu, bez mapy, bez przyjaciół, przerażał mnie” – przyznał. Mimo to zdecydował się na ucieczkę. Plan musiał być idealny, najmniejsza niedoskonałość groziła dekonspiracją, czy to jeszcze w obozie, czy już w Chinach, i niechybną śmiercią.

Oficer przekonał do ucieczki dwóch innych oficerów – Normana Baugha oraz kapitana I.B. Trevora. Ten drugi mówił po kantońsku; przed wojną pracował dla linii kolejowej Kowloon-Canton Railway. Żołnierze zorganizowali trochę jedzenia, ubrań, lekarstw i gotówki. Mieli też kompas. Celem był odległy o tysiąc kilometrów Chongqing, gdzie mieściła się brytyjska misja wojskowa.

Monro, Baugh i Trevor uciekli w nocy 1 lutego 1942 roku, wykorzystując pełnię księżyca, która ułatwiała widoczność. Przepłynęli zatokę, ciągnąc zapasy na skonstruowanej przez siebie tratwie. „Policzyliśmy, że odległość od Hongkongu do granicy z Chinami to około 70-80 mil (około 120-130 km – przyp. red.). Postanowiliśmy unikać kontaktu z ludźmi. Chodziliśmy nocą, zaś w ciągu dnia leżeliśmy w głębokiej trawie bądź w krzakach, oszczędzając żywność. W ciągu dziesięciu dni chcieliśmy dojść do granicznego Huizhou” – odnotował Monro.

Poszedł na pierwszy ogień. Gnyś pierwszym zwycięzcą II wojny światowej

To była niemal samobójcza misja. Ociężały górnopłat stanął do walki z nowoczesnymi niemieckimi maszynami. Władysław Gnyś wiedział, że nie ma szans....

zobacz więcej

Po pięciu dniach uciekinierzy wpadli w ręce niezależnych chińskich powstańców, którzy walczyli zarówno z Japończykami, jak i Brytyjczykami. Spotkanie z tego typu bandami w najlepszym przypadku kończyło się rabunkiem. Trójkę zaprowadzono do stodoły, mogły to być ostatnie chwile życia żołnierzy.

Cień śmierci

„Po kilku godzinach przyszło do nas dwóch Chińczyków, jeden był w parszywym nastroju, to był dowódca. Drugi mówił po angielsku, jak się okazało, służył jako steward na brytyjskim statku handlowym i znał Liverpool. Nie chcieli wierzyć, że jesteśmy uciekinierami z japońskiego obozu, uważali, że jesteśmy japońskimi szpiegami. Ich podejrzenia budziły nasze ubrania, a szczególnie zegarki. Japończycy okradali Chińczyków, nierzadko zabijali dla kosztowności, dlatego tym dwóm nie chciało się wierzyć, że tak po prostu mamy nasze zegarki” – odnotował.

Rebelianci mieli więcej podejrzeń. „Nie wierzyli, że wypłynęliśmy z obozu. »Jak to jest, że płynęliście, a wasze paczki są suche?« – dopytywali. Wyjaśniliśmy, że użyliśmy tratwy. Nie chcieli wierzyć, że mogliśmy coś takiego zbudować pod okiem Japończyków. Przekonało ich dopiero to, że nasze szorty w pakunkach nadal były mokre i smakowały solą” – wspominał Monro.

Chińczycy w końcu wypuścili dziwnych Brytyjczyków i ci wkrótce natrafili na regularne chińskie wojsko. Tym razem otrzymali pomoc, m.in. zapewniono im kwaterunek i żywność. Do Huizhou dotarli 12 lutego, czyli w chiński Nowy Rok. Uciekinierzy dostali się na pokład starych barek płynących na północ do Longchuan. „Mniejszą, około 16-metrową, podróżowało około 30 osób, większą, 20-metrową - 70. Byliśmy dosłownie upchnięci jak sardynki” – zanotował oficer.

Podróż barkami na węgiel długo nie trwała. Jednostki szybko się zepsuły i zastąpiły je tradycyjne sampany, rozwijające oszałamiającą prędkość 3 węzłów. Podróż do Chongqingu mogła trwać w nieskończoność. Na szczęście z Longchuanu do Shaoguanu pojechali już ciężarówką, z której skorzystali dzięki uprzejmości lokalnych chińskich władz. Trzęsło jak diabli i było jeszcze ciaśniej niż w barkach, na pace upchnięto bowiem aż 34 osoby. „Żeby było nam jeszcze bardziej komfortowo, połowa naszych współpasażerów cierpiała na chorobę lokomocyjną...” – stwierdził Monro.

Po wojnie Monro zajął się pracą na farmie i hodowlą koni (fot. YT/Mary Monro)
Po wojnie Monro zajął się pracą na farmie i hodowlą koni (fot. YT/Mary Monro)

Plaga ucieczek z berlińskiego więzienia. Dyrektor placówki dowiedział się o zajściu… z prasy

Z więzienia Ploetzensee w Berlinie uciekło kolejnych dwóch więźniów. W zeszłym tygodniu z tego samego zakładu zbiegło czterech przestępców, których...

zobacz więcej

Medal za odwagę

Wkrótce warunki się poprawiły, ale droga wciąż była daleka i niebezpieczna. W Shaoguanie uciekinierzy złapali pociąg, który zabrał ich do Kweilinu przez Hengyang. Tam ponownie szczęście się do nich uśmiechnęło. Dowódca chińskiej armii wystawił im przepustkę do samego Chongqingu. Tu największymi problemami były już tylko zepsuta pompa paliwa w ciężarówce czy budowane mosty, a więc tyle co nic. 31 marca oficerowie zameldowali się w brytyjskiej misji wojskowej, dwa miesiące po ucieczce z obozu Sham Shui Po. W nagrodę za odwagę każdy z nich otrzymał Military Cross.

Los, który połączył oficerów, wkrótce ich rozdzielił. Baugh zginął podczas walk w Burmie w lipcu 1944 roku. Trevor po zakończeniu wojny wrócił do pracy w Kowloon-Canton Railway. Najciekawsze był losy Monro. Najpierw został wysłany do Indii na operację wycięcia ślepej kiszki i po rekonwalescencji wrócił w sierpniu 1942 roku do Chongqingu, gdzie służył jako zastępca attaché wojskowego. Na początku 1945 roku wrócił do Wielkiej Brytanii. Służbę zakończył w stopniu podpułkownika.

Doświadczenia wojenne sprawiły, że jeszcze przez pewien czas po wojnie potrzebował adrenaliny. W 1946 roku wyjechał do Indii, gdzie wziął udział w wyprawie na Bandarpunch (6316 m n.p.m.) w Himalajach Zachodnich. Gdyby się powiodło, byłoby to pierwsze w historii zdobycie tego szczytu, niestety wyprawa zakończyła się niepowodzeniem.

Monro osiadł na farmie w hrabstwie Shropshire, pomiędzy Bayston Hill i Dorrington. Farma leżąca między sielskimi wzgórzami zresztą do dziś znajduje się w rękach jego rodziny. Bliskim nie opowiadał o swoich wojennych przeżyciach. Ba, nawet się nie chwalił, że służył w wojsku. Angażował się w życie lokalnej społeczności, udzielał charytatywnie. Wiódł spokojne życie. Zmarł 25 lipca 1981 roku w wieku 67 lat.

Jego dzieci dopiero po latach odkryły historię. – W 2007 roku podczas 80. urodzin mojej matki przyjaciel rodziny powiedział mi, że mój ojciec „był jednym z wielkich XX wieku”. Nie rozumiałam. Farmer, który zasypiał przed telewizorem? — dziwiła się Mary Monro, córka bohatera, która w chwili śmierci ojca miała 18 lat. – Spytałam matkę, co to oznacza. Dała mi dokumenty taty, setki listów, notatek. Po zapoznaniu się z tymi materiałami zrozumiałam, że to, co zrobił, było więcej niż niesamowite – wspominała.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej