Sługa narodu czy oligarchy? Ukraińcy wybrali w ciemno [OPINIA]

Wołodymyr Zełenski zwyciężył w II turze wyborów prezydenckich na Ukrainie (STR/NurPhoto/Getty Images)

Telewizyjne seriale potrafią podbić serca widzów. Zdecydowana większość Ukraińców dała się uwieść Hołoborodce – bohaterowi serii „Sługa Narodu” - nauczycielowi, który został prezydentem. Prawie jak w polskim „Ranczo”. Choć Zełenski, inaczej niż Żak, przeniósł telewizyjną rolę do „realu”. Został właśnie prezydentem. I obiecuje dużo. Tyle że polityka to nie film.

Ukraina ma nowego prezydenta. Miażdżąca przewaga wygranego

Po podliczeniu 95 procent protokołów z głosowania w II turze wyborów prezydenckich na Ukrainie Centralna Komisja Wyborcza w Kijowie poinformowała w...

zobacz więcej

Jeśli wybory prezydenckie w kraju toczącym wojnę z potężnym sąsiadem, kraju, któremu odebrano niemałą część terytorium, wygrywa zdecydowanie facet, o którym wiadomo niewiele, który dostaje głosy nie za program, nie za to, jaki jest naprawdę, ale za swoją rolę telewizyjną – to jak to świadczy o rywalach?

Jak bardzo rządząca od 2014 roku elita (powiedzmy od razu wprost – żadni nuworysze, ale starzy wyjadacze) musiała się skompromitować i jak bardzo zawieść nadzieje wszystkich tych, którzy wyszli na Majdan, a później przelewali krew w Donbasie i musieli przełknąć niesłychanie upokorzenie, jakim była utrata Krymu?

To nie Wołodymyr Zełenski wygrał. To przegrał Petro Poroszenko. Przegrał obóz rządzący po 2014 roku, obóz który myślał, że po pewnych kosmetycznych zmianach i udawanych reformach przekona Ukraińców, że jest po nowemu, choć naprawdę jest tak jak było. Ukraina była i wciąż jest republiką. Ale nie parlamentarno-prezydencką, jak stoi oficjalnie w dokumentach. Jest republiką oligarchiczną.

Oligarchowie, tzw. grupy przemysłowo-kapitałowe, parlament podzielony nie według formalnych frakcji, a według tego, na czyjej liście płac są deputowani. Frakcja Poroszenki, frakcja Achmetowa, Firtasza, Kołomojskiego.

Z tym obiecał skończyć Zełenski. Może nie wprost z oligarchicznymi rządami. Ale jeśli chce wykorzenić korupcję (to było głównym motywem kampanii) – to sprowadza się do tego samego. Choć od początku było wiadomo, że Zełenskiemu blisko do jednego z oligarchów (Ihor Kołomojski), Ukraińcy uwierzyli.

Ciekawe, czy znów się rozczarują. Tak jak po „rewolucji pomarańczowej”. Tak jak po Euromajdanie. Zapewne wielu z tych, co oddali głos na Zełenskiego, zdaje sobie nawet z tego sprawę. A jednak oddali głos na „komika”. Desperacki krzyk protestu przeciwko korupcji i beznadziei?

Zapewne tak. Problem w tym, że jak i tym razem nie wyjdzie, cierpliwość się skończy, limit błędów wyczerpie. Przebije się – suflowany zza wschodniej granicy – głos mówiący: Po co wam te eksperymenty? Na co destabilizacja i kompromitacja? Wybijcie sobie, Ukraińcy z głowy nadzieje na prawdziwe zmiany. Na faktyczną demokrację. Na ograniczenie korupcji. Deoligarchizację życia publicznego. Nie należycie do Zachodu i nigdy tam nie będziecie pasować. Jesteście krew z krwi postsowieci. Więc lepiej zostańcie z nami…

Ekspert OSW: Zwycięstwo Zełenskiego to symboliczne zwycięstwo postpolityki

Zwycięstwo Wołodymyra Zełenskiego w wyborach na prezydenta Ukrainy „to symboliczne zwycięstwo postpolityki” i wielkiej tęsknoty za zmianą – ocenił...

zobacz więcej

Trzeba powiedzieć wprost: jeśli prezydentura Zełenskiego zakończy się kompromitacją i kolejnym wielkim rozczarowaniem Ukraińców, jeśli okaże się, że nic się nie zmieniło prócz tego, że głównym beneficjentem systemu nie jest Poroszenko, a Kołomojski, to będzie to katastrofa dla Ukrainy. Cóż bowiem pozostanie, skoro nawet telewizyjny superman nie dał rady…

Na temat Zełenskiego napisano mnóstwo analiz i komentarzy. Prześwietlono przeszłość, wzięto pod lupę współpracowników. Różne można z tego wyciągać wnioski i kreować prognozy. Jednak chyba w żadnym innym wypadku nie pasuje tak bardzo, jak tu, powiedzenie „po czynach go poznacie”.

Zełenski wygrał w dużym stopniu dlatego, że jego rywal i poprzednik nie spełnił dwóch ważnych obietnic: zakończenia wojny w Donbasie i skutecznego ograniczenia korupcji. No więc, w przypadku polityki krajowej takim dobrym testem intencji, uczciwości i możliwości prezydenta-elekta będzie jego stosunek do Ihora Kołomojskiego, czyli oligarchy o bycie którego marionetką oskarżano Zełenskiego. W przypadku polityki zagranicznej klucz oczywiście to relacje z Rosją.

Czy Zełenski da się wciągnąć w pułapkę i „zakończy wojnę” w Donbasie – co oznacza układ z Kremlem?

(TV) show must go on

Kołomojski i Zełenski mogą do woli zaprzeczać, że nie łączy ich nic ponad biznes telewizyjny, ale fakty – i to ustalone nie przez ludzi Poroszenki, a niezależnych dziennikarzy spoza Ukrainy – są takie, że cała kampania aktora była ustawiona w porozumieniu z oligarchą. Więcej nawet, sam pomysł startu Zełenskiego w wyborach był autorstwa Kołomojskiego.

Jak więc teraz, gdy plan się udało zrealizować, figurant miałby nie spełnić oczekiwań patrona? Teraz tak naprawdę zaczyna się to, co dla oligarchy najważniejsze.

Jak prezydent-elekt sobie ułoży relacje z Kołomojskim, jeśli wyborcy na niego głosujący mają prawo oczekiwać tego, co obiecał: że oczyści on kraj z korupcji i starych elit. Kołomojski to wręcz symbol tego zła.

Andrzej Duda pogratulował Wołodymyrowi Zełenskiemu i zaprosił go do Polski

„Polska jest gotowa do dalszej wszechstronnej pomocy Ukrainie w sferze bezpieczeństwa i – reform państwowych; może Pan liczyć na moje osobiste...

zobacz więcej

Pochodzący z Dnipropietrowska miliarder jest głównym oponentem Petra Poroszenki i dąży do rewanżu. W niedawnym wywiadzie dla BBC oświadczył, że oczekuje, iż po wyborach prezydenckich i przegranej Poroszenki uzyska odszkodowanie – 2 mld dolarów - za znacjonalizowany przez władze Ukrainy w 2016 r. należący do niego największy komercyjny bank w tym kraju, Prywatbank.

A przecież za rządów Poroszenki Kołomojski stracił nie tylko Prywatbank, ale też m.in. pakiet kontrolny w największym naftowym koncernie Ukrnafta. Nie wspominając o stanowisku gubernatora Dnipropietrowska (obecnie Dnipro). 18 kwietnia sąd administracyjny w Kijowie uznała, że nacjonalizacja Pryvatbanku była nielegalna. Kołomojski będzie też chciał zmienić prawo, które ograniczyło jego kontrolę nad Ukrnaftą w 2015 r. Sądowa batalia ws. Prywatbanku będzie się toczyła zapewne nadal – choć ostatni werdykt pokazuje, że klimat się zmienił i Kołomojski może liczyć na większą przychylność sądów.

Kluczowy doradca Zełenskiego, Dmitrij Razumkow wspominał coś o ręcznym sterowaniu Narodowym Bankiem Ukrainy. Wpływ prezydent ma także na sądownictwo. Podobnie jak na inne instytucje kluczowe w walce z korupcją. Choćby Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) – już 3 kwietnia z jego szefem, w imieniu Zełenskiego, spotkał się główny prawnik jego sztabu, Andrij Bohdan. Tak się składa, że wcześniej bliski współpracownik… Kołomojskiego. Teraz wydaje się główny łącznik obu panów i towarzysz Zełenskiego w licznych podróżach do oligarchy.

Wiadomo, że od 2017 roku Zełenski latał co najmniej 13 razy do Genewy i Tel Awiwu, czyli aktualnych miejsc pobytu Kołomojskiego.

Czy Zełenski może jednak postawić się oligarsze i realizować swe obietnice, także te dotyczące walki z korupcją? Walki nie selektywnej (z podziałem na złych i dobrych oligarchów)? Mało prawdopodobne.

Bez wsparcia Kołomojskiego ciężko będzie nuworyszowi politycznemu zbudować obóz choćby w parlamencie. Dlatego wiele o faktycznych relacjach na linii Zełenski-Kołomojski powie nam skład list wyborczych partii Sługa Narodu w głosowaniu do nowej Rady Najwyższej.

Tradycyjnie na Ukrainie listy są formowane nie według kryterium ideologicznego czy programowego, a według potrzeb poszczególnych oligarchów. Wielki biznes finansuje kampanie i wprowadza do parlamentu swoich ludzi, którzy pilnują interesów konkretnych oligarchów. Sprzyja temu ordynacja, w której połowa deputowanych wchodzi z list partyjnych, a druga połowa z okręgów jednomandatowych.

Poroszenko oburzony słowami Zełenskiego o „powstańcach z Donbasu”

Kandydat na prezydenta Ukrainy, gwiazdor telewizyjny Wołodymyr Zełenski, nazwał „powstańcami” prorosyjskich separatystów, którzy od pięciu lat z...

zobacz więcej

Budowa zaplecza w parlamencie to normalna rzecz w przypadku wielkich ukraińskich biznesmenów. Podobnie jak wykorzystywanie wpływów w urzędach (choćby prezydenckim) do uzyskiwania korzystnych rozstrzygnięć odnośnie biznesowych interesów.

W przypadku Kołomojskiego – aby ocenić postawę Zełenskiego – trzeba uważnie obserwować koleje spraw Prywatbanku, Ukrnafty oraz kampanię parlamentarną. Poroszenko zarzucał Zełenskiemu to, że jest marionetką Kołomojskiego i że zarazem de facto realizuje cele Moskwy.

Oczywiście Kołomojski nie chce zwiększania wpływów rosyjskich na Ukrainie. Jak zdecydowana większość ukraińskich oligarchów i teraz, i w przeszłości. Trzeba by było się dzielić z rosyjskimi oligarchami, a i inaczej działa się w politycznych warunkach współczesnej Ukrainy, a inaczej by było z rosyjskim reżimem.

Zagrożenie tkwi w czym innym. Kołomojski jest pragmatykiem stuprocentowym. Jeśli okaże się, że jego interesy i zysk wymagają jakichś ustępstw Ukrainy wobec Rosji, to zrobi wszystko by się tak stało. A jeśli okaże się, że Zełenski to faktycznie tylko jego marionetka, to znaczy że prezydent będzie ustępował Moskwie.

Donbas on my mind

Zełenski będzie musiał, niczym Trump swego czasu (oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji), udowadniać, że nie jest „agentem Moskwy”. A zaliczył na tym polu kilka wpadek.

Gdy w trakcie stadionowej debaty Poroszenko zasugerował, że Zełenski to prorosyjski kandydat i kontaktował się z Putinem, aktor odrzekł, że nigdy nie rozmawiał z Putinem i że nie był w Rosji od początku wojny. Problem w tym, że się okazało, że był: w maju i czerwcu 2014 roku w Moskwie, cztery razy.

Druga wpadka w czasie stadionowej debaty: Zełenski nazwał prorosyjskich rebeliantów w Donbasie „powstańcami”. Poroszenko szybko go wypunktował, podkreślając, że „termin powstańcy oznacza, że nie ma agresji Rosji, że Ukraińcy walczą sami ze sobą, że Doniecka Republika Ludowa posiada legalny status i że na Ukrainie toczy się wojna domowa”. Krótko mówiąc, zgodnie z narracją Kremla.

Mniejsza o takie wpadki prezydenta-elekta. Mogły wynikać z niedoświadczenia politycznego, zwykłej ignorancji czy językowych braków (rosyjskojęzyczny Zełenski dopiero intensywnie poprawia znajomość ukraińskiego).

Zagrożenie wynika bardziej ze strony Moskwy. W ostatnim czasie widać było wyraźnie, że Rosjanie preferują zwycięstwo Zełenskiego. I chcą wykorzystać jego brak doświadczenia. Stąd podbijanie stawki tuż przed II turą wyborów na Ukrainie.

Rząd Rosji wprowadził 18 kwietnia zakaz eksportu na Ukrainę rosyjskiej ropy naftowej i produktów naftowych. Ma być rozszerzony zakaz importu szeregu ukraińskich towarów, a Moskwa zaczęła też przygotowania do przyspieszonego rozdawania paszportów rosyjskich w Donbasie. Jednocześnie rzecznik Kremla sugeruje możliwość uwolnienia ukraińskich marynarzy porwanych do Moskwy po tzw. incydencie kerczeńskim w listopadzie ub.r.

Mówiąc krótko: metoda kija i marchewki. Kreml mówi prezydentowi-elektowi: wojować z nami się nie opłaca, za to możemy wykonać gesty, które dobrze zostaną odebrane w zmęczonym wojną ukraińskim społeczeństwie. A przecież jest jeszcze kwestia negocjacji ws. tranzytu gazu. Poroszenko i szef Naftohazu Koboliew byli w tej kwestii bardzo stanowczy. I nie zamierzali ustępować Rosjanom, walcząc choćby z Gazpromem w międzynarodowych arbitrażach.

Zmiana władzy w Kijowie z punktu widzenia Kremla stwarza możliwość nowego otwarcia w stosunkach z Ukrainą.

Nowy prezydent może przywrócić kontrolę nad wschodnią częścią kraju w ciągu paru miesięcy, dostać też tani gaz oraz duże inwestycje z Rosji – jeśli będzie umiał się dogadać z Moskwą. Tak tuż przed II turą wyborów Wiktor Medwedczuk przedstawił perspektywy rozwoju relacji rosyjsko-ukraińskich w wywiadzie dla Reutera.

„W Moskwie nie ma żadnych oczekiwań. Chcą popatrzeć, co będzie dalej, kto się pojawi w otoczeniu Zełenskiego, co będzie on robił i z kim” - mówi kum Putina, główny przedstawiciel rosyjskich interesów w ukraińskiej polityce. Zdaniem Medwedczuka, porozumienie ws. Donbasu można osiągnąć „w ciągu paru miesięcy”, a na jej realizację trzeba „od sześciu do ośmiu miesięcy”. Jego zdaniem rokowania powinny się toczyć między Kijowem, Moskwą, Donieckiem i Ługańskiem.

Wyraźnie więc mamy do czynienia z manewrem rosyjskim, który ma na celu legalizację separatystów. Do tej pory władze Ukrainy traktowały ich jak terrorystów i przedstawicieli obcej okupacji. Moskwa liczy, że Zełenski, realizując postulat trwałego zakończenia wojny, zgodzi się rozmawiać. A warunek wstępny Kremla brzmi: Kijów uzna marionetkowych przywódców „republik ludowych” w Donbasie.

Rosja zakaże eksportu ropy i produktów naftowych na Ukrainę

Rosja wprowadzi zakaz eksportu ropy i produktów naftowych na Ukrainę oraz, „w odpowiedzi na nieprzyjazne działania Ukrainy”, rozszerzy embargo na...

zobacz więcej

Kreml będzie chciał dobić targu z Zełenskim, który niby byłby korzystny dla obu stron. Zełenski mógłby ogłosić, że zrobił to, czego nie udało się osiągnąć poprzednikowi: zakończyć wojnę i przywrócić zwierzchnictwo Kijowa nad Donbasem. Sęk w tym, że to odpowiadałoby jeszcze bardziej Moskwie.

Stary już plan Władisława Surkowa, doradcy kremlowskiego, przewiduje, że obecna okupowana część Donbasu wraca do Ukrainy, ale z szeroką autonomią. Autonomia ta oznacza, że terenami tymi realnie rządzą ludzie Moskwy. W ten sposób Rosja zrzuca ciężar utrzymania (i odbudowy) Donbasu na Kijów, zachowując władzę w regionie, ale formalnie kończąc konflikt. Za tym idzie zdjęcie części zachodnich sankcji. A co więcej, Moskwa zyskuje narzędzie wpływu na politykę całej Ukrainy: poprzez deputowanych z Donbasu w parlamencie ukraińskim i poprzez prorosyjski elektorat w Donbasie.

Elektorat który może się okazać języczkiem u wagi w razie wymyślonego przez Zełenskiego referendum nad wejściem Ukrainy do NATO. Zełenski robi krok wstecz, jeśli mowa o dążeniu Ukrainy do NATO. Tak należy oceniać pomysł referendum w sytuacji, gdy 7 lutego, wysiłkiem Poroszenki, zamiar starania się o członkostwo w Sojuszu i UE Ukrainy wpisano do jej konstytucji.

Jak duża jest naiwność (niewiedza?) Zełenskiego w kwestiach relacji z Rosją i ogólnie międzynarodowych świadczy pomysł dotyczący negocjacji ws. Donbasu. Zełenski mówi o rozszerzeniu formatu normandzkiego o Wielką Brytanię i USA – co jest nierealne bez zgody Rosji. A ta takiej nie wyrazi. Zresztą i Niemcy oraz Francja nie są tego zwolennikami, a USA wolą bezpośrednie negocjacje z Rosją w formacie Volker-Surkow.

Jeśli wypowiedzi Zełenskiego na temat konfliktu z Rosją i problemu Donbasu potraktować zupełnie serio, to by znaczyło, że prezydent-elekt albo populistycznie gra nastrojami części wyborców, albo kompletnie nie rozumie rosyjskiej polityki i celów, jakie Kreml sobie postawił względem Ukrainy.

W starciu z tak groźnym dyplomatycznym przeciwnikiem, jak Rosja, nie wygląda to zbyt optymistycznie dla ukraińskich interesów. Choć nie da się wykluczyć i innego scenariusza. Być może Rosjanie mocno się przeliczą i Zełenski okaże się twardym orzechem do zgryzienia. Obserwując reakcje Twittera – także polskiego – na wynik wyborów na Ukrainie aż trudno uniknąć skojarzeń z listopadem 2016 roku i wyborami w USA. Wtedy też pełno było słów o strzelających korkach od szampana na Kremlu.

źródło:
Zobacz więcej