Łukaszenka o demontażu krzyży w Kuropatach: Zażądano ode mnie, żeby zrobić tam porządek

W ostatnich tygodniach władze zdemontowały w Kuropatach kilkadziesiąt krzyży i zaczęły budowę ogrodzenia (fot. YouTube/BIEŁSAT PO POLSKU)

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka porządkowaniem terenu tłumaczył demontaż krzyży w miejscu kaźni ofiar represji w Kuropatach. Według szefa państwa nie wiadomo do końca, kto tam jest pochowany; on sam jest przeciwnikiem ekshumacji.

Białoruś: W Kuropatach demontowane są krzyże

Robotnicy na koparkach demontują krzyże w Kuropatach na obrzeżach Mińska, gdzie spoczywają ofiary represji stalinowskich – poinformowała w czwartek...

zobacz więcej

– Skąd pretensje do mnie? Zostałem poproszony, zażądano ode mnie, żeby zrobić tam porządek. (...) Ludzie, którym to zostało zlecone, „z duszą” oczyszczali teren, otoczyli go lekkim ogrodzeniem – mówił Łukaszenka dziennikarzom podczas sobotniego czynu społecznego na linii historycznych umocnień pod Mińskiem, tzw. Linii Stalina.

– Prace jeszcze nie zostały ukończone. Na ogrodzeniu powiesimy kwiaty (...). Zrobimy bramę – dodał białoruski lider cytowany przez agencję BiełTA.

W ostatnich tygodniach władze zdemontowały w Kuropatach kilkadziesiąt krzyży i zaczęły budowę ogrodzenia. Twierdzą, że krzyże, postawione tam przez aktywistów opozycji, to „nielegalne konstrukcje”, a usunięto je w ramach „porządkowania terenu”.

Według Łukaszenki jest to konieczne, ponieważ różni ludzie, w tym aktywiści, „załatwiali tam swoje potrzeby fizjologiczne”, a inni, jak twierdził, wyprowadzali tam psy, które „chodziły po głowach ludzi, którzy tam leżą”.

– Myślałem, że już nikt nie będzie tego tematu upolityczniać, ale – nie... – powiedział Łukaszenka, którego zdaniem „na Kuropatach wyrosło wielu opozycyjnych polityków”.

– Powbijali tych krzyży więcej niż drzew – ocenił ponadto Łukaszenka, stwierdzając, że ci, którzy to robili, nie myśleli, czy „wbijają krzyż w głowę, czy w ciało zmarłego człowieka”. Jego zdaniem wysokie krzyże, które ustawiono na obrzeżach uroczyska, to „demonstracja, polityka”.

Białoruś wymazuje pamięć o ofiarach NKWD. W Kuropatach usuwane są kolejne krzyże

Kilka dni po usunięciu drewnianych krzyży otaczających miejsce masowych kaźni i pochówków ofiar NKWD w Kuropatach, białoruskie służby ponownie...

zobacz więcej

Łukaszenka powiedział, że spoczywający tam ludzie potrzebują spokoju, a „my co roku, upolityczniając problem, chodzimy po ich głowach”. – Może jakiś inny prezydent przyjdzie i, szukając konsensusu, zacznie rozkopywać te groby. Póki ja jestem prezydentem – tego nie będzie – zapewnił.

Do Kuropat można będzie wejść, ale będą tam działać „określone zasady i porządek”. – By uszanować tych, którzy byli rozstrzelani w latach 30., 40. XX wieku, jeszcze w innych. Dzisiaj nawet nie wiemy, czy to tylko ofiary represji stalinowskich, czy jest tam ktoś jeszcze, czy to faszyści rozstrzeliwali tam ludzi. Przecież tego nie wiemy. I ja nie jestem zwolennikiem, żeby tam rozkopywać i szukać w archiwach, dzielić ich na Żydów, Ukraińców, Rosjan, Polaków czy Białorusinów. To są nasi ludzie (...), trzeba ich uszanować – argumentował Łukaszenka.

Według internetowej gazety „Nasza Niwa” Łukaszenka powiedział również, że „katolicy zaczęli się oburzać – Świątek i jeszcze inni”, zapewne myląc nazwisko obecnego zwierzchnika białoruskich katolików Tadeusza Kondrusiewicza z jego poprzednikiem kardynałem Kazimierzem Świątkiem. Abp Kondrusiewicz kilkukrotnie wypowiadał się przeciwko demontażowi krzyży w Kuropatach, co nazwał „świętokradztwem” i „zniewagą krzyża”.

Na terenie lasu w Kuropatach stalinowskie NKWD rozstrzeliwało represjonowanych. Według różnych szacunków w tamtejszych dołach śmierci spoczywa od kilkudziesięciu tysięcy do 250 tys. ofiar, wśród nich także Polacy.

Na terenie uroczyska w ciągu ostatnich 30 lat powstawał ludowy memoriał, złożony z krzyży stawianych przez aktywistów i obywateli. W sumie jest ich tam ponad tysiąc. Dopiero w 2018 r. z inicjatywy władz umieszczono tam pomnik upamiętniający ofiary.

źródło:

Zobacz więcej