„Chodziło o to, żeby nie dać się wywieźć, nie umrzeć w upodleniu”

By nie umrzeć w upodleniu, lecz z bronią w ręku (fot. REUTERS/Gonzalo Fuentes)

Powstańcy w getcie warszawskim podjęli walkę, by jak mówił Marek Edelman, nie umrzeć w upodleniu, lecz umrzeć z bronią w ręku. Dr Mikołaj Mirowski podkreśla w rozmowie z portalem tvp.info, że zryw ten był kolejnym polskim powstaniem, nawiązaniem do romantycznego paradygmatu powstańczego.

„Broniliśmy godności i człowieczeństwa” 76. rocznica powstania w getcie warszawskim

76 lat temu, 19 kwietnia 1943 r., bojownicy z Żydowskiego Związku Wojskowego i Żydowskiej Organizacji Bojowej stawili zbrojny opór oddziałom...

zobacz więcej

Jakie siły powstańcy w getcie wystawili przeciw Niemcom?

19 kwietnia 1943 r. przeciw Niemcom wystąpiło około 600 członków Żydowskiej Organizacji Bojowej, którą kierował Mordechaj Anielewicz i 250 Żydowskiego Związku Wojskowego, na czele którego stał Paweł Frenkel. Organizacje te różniły się politycznie. W skład ŻOB-u wchodzili członkowie i sympatycy socjalistycznego Bundu i lewicy syjonistycznej. ŻZW to syjoniści i betarowcy.

Jednak powstanie w getcie kojarzy się głównie z tą pierwszą organizacją, z postacią jej znanego członka Marka Edelmana. O Żydowskim Związku Wojskowym mówi się niewiele, a przynajmniej do niedawna mówiło się niewiele.


Ale przez ostatnie lata wiele się w tej kwestii zmieniło. Wiemy coraz więcej, są na ten temat publikowane książki, powstały dwa dokumenty Roberta Kaczmarka: „Betar” oraz „Tora i miecz”. Zwłaszcza ten drugi w szeroko naświetla działalność ŻZW i walkę podczas powstania w getcie.

Organizacja ta z pewnością była nieobecna w historiografii PRL. Działo się tak z powodów politycznych: mówiono tylko o Żydowskiej Organizacji Bojowej i o Bundzie, bo to była lewica, a poza tym w szeregach ŻOB-u walczyli też komuniści. Oni byli eksponowani. Ale to się zmienia i wydaje się że obecnie mówimy równorzędnie o dwóch organizacjach, które walczyły w powstaniu w getcie warszawskim: o Żydowskiej Organizacji Bojowej i o Żydowskim Związku Wojskowym.

Czasem można się spotkać z opiniami o niedostatecznym wsparciu żydowskich bojowców przez polskie Państwo Podziemne.

Organizacje żydowskie utrzymywały oczywiście kontakty z polskim podziemiem, wiedziało ono, że powstanie ma wybuchnąć, były podejmowane, czy to przez Armię Krajową, czy przez Gwardię Ludową, próby udzielania pomocy żydowskim bojowcom, ale trzeba pamiętać że getto było szczelnie przez Niemców otoczone.

Premier: Powstańcy z getta warszawskiego walczyli przede wszystkim o godność

Powstańcy z getta warszawskiego walczyli nie tylko o swoje życie, ale przede wszystkim o godność, z której Niemcy chcieli ich brutalnie odrzeć –...

zobacz więcej

I oczywiście strona „aryjska” dostarczała broń do getta, natomiast z przyczyn, o których wspomniałem te dostawy były niezwykle trudne. Również zresztą późniejsza ewakuacja resztek bojowców nie była łatwa, o czym choćby mówił Kazik Ratajzer. W ogóle warto zaznaczyć, że specyfika walk w mieście czyni z nich operacje bardzo wymagające.

Zatem ja bym żadnego zarzutu w tej kwestii nie stawał. Na pewno lepiej uzbrojony był ŻZW. ŻOB w zasadzie tylko dysponował pistoletami, więc obiektywnie rzecz biorąc ta broń faktycznie była bardzo uboga.

Sytuacja strategiczna żydowskich bojowców rzeczywiście była wyjątkowo niekorzystna. Nie jest to lato 1944, gdy front jest względnie blisko i przynajmniej na tym można opierać jakieś rachuby.

Nie o chodziło w tym powstaniu o pokonanie Niemców. Chodziło o rodzaj śmierci, chodziło o to, żeby nie dać się wywieźć, nie umrzeć w upodleniu, lecz umrzeć z bronią w ręku, tak jak przedstawiał to zresztą choćby Marek Edelman. Choć po tym zdaniu ostatni dowódca w getcie warszawskim słusznie dodawał, że ludzie ginący w komorach gazowych, to tacy sami heroiczni bohaterowie. Nie można tego różnicować.

W stolicy uczczono 76. rocznicę powstania w getcie warszawskim

Dźwiękiem syren, składaniem wieńców w miejscach pamięci oraz kadiszem – modlitwą za zmarłych uczczono w piątek w Warszawie 76. rocznicę wybuchu...

zobacz więcej

W tym kontekście warto przypomnieć, że powstańcy byli Żydami spolonizowanymi. Świetnie znali polską kulturę i literaturę romantyczną. Wiedzieli, co pisał Mickiewicz. I ich czyn absolutnie stanowi nawiązanie do polskiego paradygmatu powstańczego.

Zryw w getcie stanowił więc kolejne polskie powstanie. To XIX-wieczna tradycja insurekcyjna. Później dopiero jego mit został wpisany w politykę historyczną państwa Izrael, jako – między innymi – „Warszawska Masada”, co jest zresztą zupełnie naturalne. Nowo powstające państwo potrzebuje takiego układu odniesienia.

Dziękuję za rozmowę.




Dr Mikołaj Mirowski jest historykiem, współtwórcą projektu „Warszawa – miasto dwóch powstań” realizowanego w Muzeum Powstania Warszawskiego, który symbolicznie ma upamiętnić oba zrywy powstańcze okupowanej Warszawy, jako przejaw wspólnej walki z Niemcami, a jednocześnie stanowić próbę podjęcia polsko-żydowskiej opowieści o przyszłości, łączącej oba narody.

źródło:
Zobacz więcej