Schetyna odpala protokół [OPINIA]

Po pierwszych, niezłych sondażach dla KE pojawiły się kolejne, wskazujące już raczej na nieznaczną przegraną, w najlepszym razie remis z PiS (fot. Christopher Furlong/Getty Images)

Komentujący poczynania Janusza Korwin-Mikkego lubią określenie „odpalić protokół 1%”. Używają go wtedy, gdy dające pewne nadzieje na mocniejsze wejście do polityki sondażowe wyniki aktualnego ugrupowania Korwina barwny lider postanawia medialnie wzmocnić wypowiedzią na któryś ze swoich ulubionych tematów. Trzeba jednak spytać, jaki protokół odpalił Grzegorz Schetyna?

ZNP traci kontrolę nad strajkiem. Kto ją teraz przejmie? [OPINIA]

Jeśli rozpoczynające się egzaminy ósmoklasistów przebiegną bez większych zakłóceń, rząd będzie mógł powiedzieć, że ugasił kolejny pożar. Długo...

zobacz więcej

W sondażach dotyczących Parlamentu Europejskiego Koalicja od momentu swojego powstania, a nawet jeszcze dłużej, odkąd stała się marzeniem dziennikarzy i sondażowych magików, ze Zjednoczoną Prawicą idzie łeb w łeb. Specyfika wyborów do PE (większa mobilizacja zwolenników głębszej integracji europejskiej, a także elektoratu wielkomiejskiego) daje jej nawet szanse na wygraną, o wiele większą niż w przypadku wyboru posłów. I choć po wyborach politycy KE podzielą się na co najmniej dwie frakcje (chadeków i socjalistów, a jeśli uda się wejść komuś z Nowoczesnej, również liberałów), ważny jest efekt medialny.

Ten zaś pozwoliłby Grzegorzowi Schetynie wykreować poczucie odwrócenia się złej karty i zdobycia wygranej w ważnej bitwie z PiS. Przekaz ten na pewno zostałby powielony przez większość mediów i miałby nawet pewne szanse się przyjąć, zwłaszcza tam, gdzie nikt nie porównywałby wyników sprzed pięciu lat i tegorocznych, bo w porównaniu takim widać dużą stratę ugrupowań, tworzących Koalicję Europejską.

Cóż, wybory w odczuciu społecznym wygrywa ten, kto jako zwycięzca pojawia się w pierwszych exit polls, w złożone tabelki patrzą fanatycy statystyki, eksperci i politycy, szukający pocieszenia. Jednak sytuacja dla KE szybko okazała się mniej różowa, ponieważ po pierwszych, niezłych sondażach, pojawiły się kolejne, wskazujące już raczej na nieznaczną przegraną, w najlepszym razie remis z PiS.

Tajne plany Sławomira Broniarza [OPINIA]

Z butów Sławomira Broniarza wychynął nagle pełen wiecheć słomy. Wtedy uświadomiłem sobie, że jest to żywcem przeniesiony wzór typowy dla postawy...

zobacz więcej

W sytuacji obiecującej, lecz niepewnej, najlepsze dla Schetyny byłoby granie tymi kartami, które pozwoliły wygrać wybory samorządowe w miastach i mieć uzasadnione nadzieje, że w związku ze wspomnianą wyżej specyfiką wyborczą, tym razem pozwoli to na pierwsze miejsce w skali kraju. Ot, ogólnikowe hasła o „polexicie” i zagrożeniach dla demokracji, oskarżenia przeciwnika o nietolerancję i wszystkie rytualne tańce, jakie znamy już z wcześniejszych kampanii i konwencji, a które wciąż są atrakcyjne dla lubiącej straszenie i odwołanie do kompleksów części inteligencji.

Z drugiej strony dla PiS kluczem do poprawy sytuacji w nadchodzących wyborach było zmobilizowanie elektoratu, który, choć na ogół popiera Zjednoczoną Prawicę, to głosowanie na ogół sobie odpuszcza. I wygląda na to, że Grzegorz Schetyna postanowił przyjść rządzącym z pomocą.

Wielokrotnie zwracałem już uwagę na fakt, że nauczyciele wybrali zbyt ryzykowną wizerunkowo formę i moment strajku, co obróci się przeciwko nim. Możemy właśnie obserwować, jak scenariusz ten sprawdza się na naszych oczach. Utrudnienia dla młodzieży, zapowiedź dalszych działań, na których ucierpią kolejne roczniki, zakrawające o mobbing, fatalne podejście do niestrajkujących kolegów, dopuszczenie do upolitycznienia i ideologizacji protestu – to wszystko obraca się przeciwko nauczycielom, czego efekty słychać w rozmowach, a widać przy lekturze setek internetowych komentarzy. Na te ostatnie zaś jedyną odpowiedzią jest oskarżanie każdego krytyka o sponsorowany przez władze trolling. I tak kółko się zamyka.

Skoro jednak sam protest traci poparcie wszędzie tam, gdzie jego poparcie nie jest politycznym być albo nie być dla najbardziej zaangażowanych emocjonalnie zwolenników opozycji, to i opozycja traci na jego bezwarunkowym i bardzo intensywnym poparciu. Kiedy zdenerwowani rodzice czytają deklaracje kolejnych posłów i samorządowców, czynią ich współwinnymi (całkiem zresztą słusznie) trudnej sytuacji, w jakiej znaleźli się wraz ze swoimi dziećmi. „Mój środkowy syn pisze już egzamin. A razem wspieramy nauczycieli w 8 dniu strajku” – pisze Joanna Scheuring-Wielgus. I naprawdę trudno znaleźć chociaż jedną życzliwą reakcję na koncie twitterowym posłanki.

Korwin-Mikke: Broniarza aresztować, ZNP rozwiązać, szkoły sprywatyzować

Prezes ZNP Sławomir Broniarz powinien zostać aresztowany, wtedy będzie zaprowadzony porządek; należy też rozwiązać ZNP – uważa jeden z liderów...

zobacz więcej

Wygląda na to, że szkolne zamieszanie, które miało być kluczem do zwiększenia przewagi nad PiS w nadchodzących wyborach, staje się wzmocnieniem dla tej partii, utrwalając korzystniejsze dla niej tendencje sondażowe.

Tymczasem nie jest to jedyny temat, jakim Grzegorz Schetyna wraz z kolegami postanowił sobie zaszkodzić. Powraca bowiem również temat wprowadzenia w Polsce euro. I choć na użytek wewnętrzny lider Platformy jest ostrożniejszy, to już wobec kolegów z Europejskiej Partii Ludowej jego zapowiedzi są bardziej zdecydowane. Gdy wygramy – wprowadzimy, tak można streścić ten przekaz, tymczasem wspólna waluta budzi w Polakach zdecydowanie mniej entuzjazmu niż Unia jako taka.

Kto lubi głębsze ekonomiczne analizy, może porównać sobie losy Polski i Grecji w czasie europejskiego kryzysu. Jeżeli, chociaż niechętnie, przyznać, że pod pewnymi względami udało nam się być wówczas czymś w rodzaju „zielonej wyspy” (a mówią dziś tak nawet niektórzy politycy PiS), zawdzięczamy to właśnie zachowaniu własnej waluty, więc i autonomicznych instrumentów finansowych. Grecja zaś zapłaciła za przyjęcie euro, podobnie jak wszystkie inne kraje Europy. Oczywiście oprócz Niemiec, jedynego prawdziwego zwycięzcy na tym rynku.


Kto jednak nie chce grzebać się w danych i analizach, może po prostu popatrzeć, jak na euro wychodzą nasi pozostali sąsiedzi, którzy zdecydowali się na jego przyjęcie. Ruch, na który, pomimo zapowiedzi, nie zdecydował się nawet Donald Tusk. Jeśli więc Platforma daje dziś PiS do ręki argument obrony złotówki, a więc w odczuciu większości ludzi co najmniej stabilnej sytuacji gospodarczej, wygląda na to, że i Schetyna odpalił z kolegami jakiś protokół. Protokół, który jeszcze nie ma nazwy.

źródło:
Zobacz więcej