Rodzice, szkoła, liberalne media. Słabe punkty strajku nauczycieli [OPINIA]

(fot. PAP/Grzegorz Michałowski)

Część środowiska nauczycielskiego najwyraźniej uwierzyła, że z TVN-em i „Gazetą Wyborczą” wygra dla siebie strajk w oczach opinii publicznej. Ale dziś w Polsce awersja wobec liberalnych mediów jest zbyt duża, żeby mogło to tak prosto zadziałać.

Nie mają z kim zostawić dzieci, nie wiedzą, co z maturami. Rodzice piszą skargi na strajk

Do kuratoriów oświaty wpływają skargi od rodziców w związku ze strajkiem nauczycieli. Rodzice najczęściej zgłaszają brak możliwości zapewnienia...

zobacz więcej

Kraków, wiosna-lato 2006 roku. Na Rynku Głównym sporo demonstrujących, młodzi ludzie są wniebowzięci – kamery TVN kierują się wprost na nich, gdy krzyczą „Giertych do wora, wór do jeziora”. Młodzi reprezentują małą efemeryczną organizację anarchistyczną, Inicjatywę Uczniowską. Nie przetrwa kilku miesięcy, ale wtedy niosła ją fala: wszystkie opiniotwórcze liberalne media raptem zainteresowały się niszowymi lewackimi organizacjami. Skąd ten nagły napad życzliwości? Trwały właśnie protesty przeciw pierwszemu rządowi Prawa i Sprawiedliwości. Roman Giertych jako szef MEN z nadania PiS był wrogiem publicznym numer jeden.

Wówczas medialna dysproporcja była wyraźna: liberalny mainstream niemal niepodzielnie rządził dyskusją publiczną, media społecznościowe były w powijakach i nie miały nawet jednej dziesiątej tej siły oddziaływania i „dywersyfikacji” przekazu, jaki mają obecnie. Mechanizm działał dość prosto, ale skutecznie: zaczynało się od pikiety jakiejś niszowej grupki z radykalnymi hasłami, która – gdyby rządziła partia inna niż PiS – nie przyciągnęłaby wozów transmisyjnych dużych stacji. Chwilę później znani publicyści wspominali o tym w swoich tekstach i w radiu i rzecz nabierała rozgłosu.

A wówczas rzecz cała przyciągała kolejnych uczestników, bo współczesne protesty społeczne to mają do siebie, że zyskują na atrakcyjności, gdy z dużą częstotliwością i odpowiednio pozytywnym komentarzem pokazują je opiniotwórcze media. Gdy liberalna inteligencja zobaczy, że jakiś protest dobrze widzą media, które ogląda, rzecz hula już dalej bez większych kłopotów. Na marginesie: podziękowania dla TVN pisane w ostatnich dniach kredą na tablicach przez niektórych strajkujących belfrów są wymownym symbolem tej symbiozy.

ZNP traci kontrolę nad strajkiem. Kto ją teraz przejmie? [OPINIA]

Jeśli rozpoczynające się egzaminy ósmoklasistów przebiegną bez większych zakłóceń, rząd będzie mógł powiedzieć, że ugasił kolejny pożar. Długo...

zobacz więcej

Skupmy się właśnie na chwili obecnej: gdyby debata publiczna funkcjonowała na takich jak wówczas zasadach, słupki poparcia dla PiS spadłyby dość szybko i mocno. Przekaz medialny działa jak wzmacniacz: nawet dość wątły na wejściu sygnał, jeśli dostanie dobry czas antenowy, urośnie do rangi wydarzenia dnia, tygodnia, miesiąca. A co dopiero gdy mamy do czynienia z ogólnopolskim wydarzeniem zorganizowanym przez jedną z najsilniejszych dziś w Polsce organizacji związkowych (inna rzecz, że związki zawodowe są u nas znacznie słabsze niż w krajach zachodnich).

Sukces wydawał się bezsporny: ze względu na rok wyborczy i całą gamę różnych ważnych egzaminów. Narracja, że zły rząd przez swój opór utrudni dzieciom przejście przez kolejne edukacyjne stopnie, mogła się udać.

To jednak nie wyszło. Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, edukacyjne realia są dziś tak skomplikowane, a rodzice tak dobrze znają współczesną szkołę, że nawet osoby sympatyzujące z postulatami nauczycieli nie łapią się na przekaz pana Broniarza i liberalnych mediów. W mediach społecznościowych w ostatnich dniach widać było, że nawet pod postami wspierającymi strajk nauczycieli pojawia się sporo dyskusji i wątpliwości. Często dotyczyły one postaw nauczycieli wobec uczniów, jakości nauczania, przeładowania programu, infantylizmu współczesnego grona pedagogicznego, nieumiejętności wzajemnej komunikacji między szkołą a rodzicami itp.

Skłonny jestem z dystansem podchodzić do częstych żalów rodziców wobec nauczycieli, bo jak wiadomo, jako Polacy znamy się na wszystkim najlepiej, a niestety wiele wskazuje też na to, że niektórzy współcześni rodzice wobec nauczycieli bywają więcej niż aroganccy i niegrzeczni. I sądzą, że ich pociechy są na miarę Einsteina lub Mickiewicza, choć zasługują co najwyżej na trójkę z minusem. Ale i tak problemów z edukacją w Polsce jest znacznie więcej, niż powie nam o tym pan Broniarz – i część to właśnie „grzechy własne” kadry nauczycielskiej, związane zresztą z tym, jak jest ona kształcona na studiach. W takich sprawach zresztą zawsze długoletnie błędy systemowe mszczą się na jednostkach i poszczególnych grupach zawodowych/społecznych.

Nauczycielka nie popierała strajku. Koledzy zajęli się jej biurkiem

Nauczycielka z Opola spotkała się z szykanami i ostracyzmem ze strony członków Związku Nauczycielstwa Polskiego i osób biorących udział w...

zobacz więcej

Dodajmy do tego inną rzecz: rodzice świetnie też wiedzą, że współczesny system edukacji stoi na korepetycjach. I to jest właściwie temat tabu, o którym nikt nie chce mówić. Cały system jest skonstruowany tak, że majętni rodzice płacą więcej za dobre „korki”. Mniej majętni też płacą, choćby trzeba się zapożyczyć. Edukacja oficjalna idzie zatem swoją drogą, edukacja, do której się dopłaca, żeby zdać egzaminy i dostać się na studia gwarantujące lepszą przyszłość – swoją drogą. System już dawno się rozjechał, ale nikt o tym specjalnie nie chce dyskutować – przecież na korepetycjach dorabiają właśnie nauczyciele.

Ministerstwa nie obchodzi, co robią uczniowie, żeby przejść przez kolejne sita egzaminacyjne z ich zabijającą myślenie i wyobraźnię logiką odpowiedzi pod klucz. Rodzice płaczą i płacą. A dzieciaki? Są po prostu przemęczone i wszyscy to świetnie wiemy, ale że wyścig szczurów zaczyna się dziś szybko, to odwracamy głowę od problemu. Wszak chodzi o lepszą przyszłość dzieci.


Ale ona nie nadejdzie, jeśli już na starcie młodzi mają coraz częściej problemy z samymi sobą. Stąd wcale się nie dziwię uczniom, którzy akurat nie zdają żadnych egzaminów, że cieszą się z tego strajku. Dostali ekstra wolne. Mam nadzieję, że choć część z nich przeczyta dzięki temu tych kilka dobrych książek. Wypadałoby też wspomnieć o tym, że cały system edukacji właściwie nie wyklucza masowego ściągania, a także kupowania prac. Ale jeśli strajk potrwa – o tym w felietonie następnym razem.

Do tego wszystkiego Prawo i Sprawiedliwość ma za sobą sporą część Polaków, którzy – nawet jeśli widzą także wady obecnie rządzącej partii – to jeszcze bardziej nie życzą sobie recydywy Platformy Obywatelskiej. I nie ufają liberalnym mediom z ich entuzjastycznym poparciem dla protestów społecznych. Im bardziej zatem strajk nauczycieli będzie jawił się jako protest na rzecz opozycji, tym większe prawdopodobieństwo, że zniknie sympatia wobec niego niemałej części rodziców.

źródło:
Zobacz więcej