Ekspert o wyborach w Izraelu: opozycja wytyka Netanjahu oskarżenia o korupcję

Przed wyborami parlamentarnymi w Izraelu opozycja wybija kwestie oskarżeń korupcyjnych wobec premiera Netanjahu (C) (fot. REUTERS/Tomer Appelbaum)

Przed wyborami parlamentarnymi w Izraelu opozycja mocno wybija kwestie oskarżeń korupcyjnych wobec premiera Benjamina Netanjahu. Ten zapewne utrzyma stan posiadania w Knesecie i znów będzie potrzebował koalicjantów, by stworzyć rząd – mówi Michał Wojnarowicz z PISM.

„Boty promują premiera Izraela”, „kombinacja narracji Likudu i atakowania opozycji”

Niezależna izraelska organizacja Big Bots Project poinformowała, że znalazła sieć botów mediów społecznościowych, rozpowszechniających wiadomości...

zobacz więcej

Pod koniec lutego br. prokurator generalny Izraela Awichaj Mandelblit ogłosił, że ma zamiar postawić Netanjahu w stan oskarżenia w sprawach dotyczących korupcji, nadużycia władzy i defraudacji. Mandelblit oznajmił, że przyjął wytyczne policji, która zarekomendowała postawienie szefowi rządu zarzutów w związku z trzema toczącymi się śledztwami. To, czy ostatecznie prokurator generalny oskarży premiera, zależeć będzie od ostatniego przesłuchania Netanjahu.

– Spodziewano się, że premier zostanie oskarżony przez prokuratora generalnego. (Po tej zapowiedzi) tąpnięcie w sondażach było niewielkie i Likud może liczyć na utrzymanie swojego status quo 30 mandatów w liczącym 120 miejsc Knesecie. Można więc powiedzieć, że sprawa oskarżeń korupcyjnych nie zrobiła aż takiego wrażenia na wyborcach, że elektorat jest skonsolidowany wokół swojego przywódcy – powiedział analityk ds. Izraela w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. – Oczywiście wewnątrz partii mogą być głosy opozycji, ale póki co Likud stoi za swoim liderem, który prowadzi ją do wielce prawdopodobnego zwycięstwa wyborczego – dodał.

Netanjahu odrzuca wszelkie oskarżenia, a postępowanie przeciwko sobie nazywa politycznie motywowanym „bezprecedensowym polowaniem na czarownice”; rekomendacje prokuratora generalnego określił jako „zagrożenie dla demokracji”. Według premiera chodzi o kampanię polityczną, która ma na celu wpłynięcie na wynik wyborów 9 kwietnia.

Spytany o to, które partie będą liczyły się w przyszłej koalicji rządowej w wariancie, kiedy Likud wygrywa, Wojnarowicz wskazał, że najpewniej w zależności od wyniku wyborczego dojdzie do koalicji z partiami, które teraz ją tworzą. Mówi się o bardziej centrowej partii Kulanu (My Wszyscy) Mosze Kahlona czy świeckiej Nasz Dom Izrael ultranacjonalisty Awigdora Liebermana, znanego zwolennika bezkompromisowego stanowiska wobec Palestyńczyków.

Po wyborach w 2015 r. koalicję rządową w Izraelu tworzą Likud (30 mandatów), Kulanu (10), prawicowy ortodoksyjny Żydowski Dom (5) oraz partie religijne – Safardyjska Partia Strażników Tory (Szas – 7) i Zjednoczony Judaizm Tory (6). W grudniu 2018 r. nowo powstałe ugrupowanie Nowa Prawica (3) zostało partnerem koalicyjnym po oddzieleniu się od Żydowskiego Domu. Z kolei w listopadzie minister obrony Lieberman podał się do dymisji, protestując przeciw rozejmowi z palestyńskimi ugrupowaniami ze Strefy Gazy, a jego ugrupowanie, Nasz Dom Izrael, opuściło koalicję rządową, co również wpłynęło na decyzję o wcześniejszych wyborach.

Skrajna prawica będzie mogła wystartować w wyborach w Izraelu

Izraelska komisja wyborcza zezwoliła na start w kwietniowych wyborach parlamentarnych przywódcom ultranacjonalistycznej żydowskiej partii Siła dla...

zobacz więcej

Wojnarowicz wskazuje, że „w interesie Netanjahu leży, aby pula prawicowych koalicjantów w nowym rządzie była jak najszersza, bo wtedy można łatwo wybierać i nie będzie się uzależnionym od każdej mniejszej partii”. Ekspert zastrzega, że jest to „układ dwustronny: Netanjahu potrzebuje ich, oni potrzebują jego, żeby móc reprezentować swój elektorat, swoje interesy. Bez niego te pomniejsze partie nie miałyby takiego przebicia”.

Izraelska scena polityczna jest bardzo rozdrobniona. Wojnarowicz dodaje, że w nowej koalicji „z pewnością znalazłyby się partie religijne, czyli Szas i sojusz partii ortodoksyjnych o nazwie Zjednoczony Judaizm Tory”. – Do tej pory Netanjahu był dobrym partnerem dla partii religijnych, więc one na pewno wejdą do jego rządu – mówi.

Ekspert PISM wskazuje, że do koalicji z Likudem może też wejść Nowa Prawica - nowa partia ministra ds. diaspory i oświaty Naftalego Bennetta i minister sprawiedliwości Ajelet Szaked. – Nie ma co ukrywać, Bennett widzi się jako przyszły premier i jako przyszły lider Likudu. Nowa Prawica jest próbą rozszerzenia elektoratu Żydowskiego Domu – nie tylko chce zerwać z wizerunkiem rzeczników osadników żydowskich, ale dotrzeć do szerszego segmentu izraelskiego społeczeństwa. W ostatnich sondażach dołuje, ale raczej wejdzie do Knesetu – tłumaczy rozmówca PAP. I dodaje, że jeśli Bennett miałby wejść do rządu, „będzie miał szczególne żądania, np. teki ministra obrony, której odmówiono mu w listopadzie”.

Korupcja, nadużycia władzy, defraudacja. Prokuratura chce oskarżyć Netanjahu

Prokurator generalny Izraela Awichaj Mandelblit oświadczył, że ma zamiar postawić premiera Benjamina Netanjahu w stan oskarżenia w sprawach...

zobacz więcej

Wojnarowicz zauważa, że do koalicji mogą jeszcze wejść partie radykalnej prawicy, czyli sojusz partii osadniczych o nazwie Unia Partii Prawicowych (Żydowski Dom, Zjednoczenie Narodowe i antyarabska partia Otzma Jehudit (Siła Żydowska, dawn. Otzma Le Israel – Siła dla Izraela). „Dzięki temu, że doszło do ich zjednoczenia, prawdopodobnie wejdą do Knesetu. Netanjahu mocno działał na rzecz tego zjednoczenia, żeby jak najmniej głosów prawicy przepadło w wyborach, więc obiecał części liderów miejsca ministerialne (…). Oczywiście nie ma gwarancji, że partie te utrzymają się jako wspólna frakcja parlamentarna (…), co nie zmienia faktu, że są to potencjalni koalicjanci Likudu – wyjaśnił. Unia może zdobyć 5-7 mandatów.

Ekspert PISM zwraca także uwagę na – jak mówi – „czarnego konia” wyborów, partię Zehut (Tożsamość), byłego członka Likudu Mosze Feiglina, która jest libertariańska, promuje w swoim programie wolny rynek czy legalizację marihuany. Jednocześnie Zehut jest zwolennikiem mocnej separacji między ludnością żydowską i arabską; może zdobyć 4-6 mandatów.

Według Wojanarowicza „Netanjahu może skorzystać z tych wszystkich partii prawicowych, przez co ograniczy sobie pole manewru, ale zapewni stabilną koalicję około 64 mandatów”.

Niedawno prezydent Reuwen Riwlin zarzucił Netanjahu po jego słowach o izraelskich Arabach – że Izrael „nie jest państwem wszystkich swoich obywateli”. Prezydent zaznaczył, że „nie ma i nie będzie obywateli czy wyborców drugiej kategorii”, że „wszyscy w Izraelu są równi”, w tym Żydzi i Arabowie.

Przyspieszone wybory w Izraelu. „Jednomyślna decyzja koalicji”

Przyspieszone wybory w Izraelu odbędą się w kwietniu – poinformował na Twitterze w poniedziałek rzecznik premiera Benjamina Netanjahu. Głosowanie w...

zobacz więcej

Ekspert pytany, czy wypowiedź nie była skierowana do wyborców skrajnej prawicy, odparł: „Netanjahu stabilnie trzyma się w sondażach i nie chce mocno osłabiać swoich przyszłych prawicowych koalicjantów. Może mógłby obiecać wszystko wszystkim, zabrać głosy wszystkim (potencjalnym) koalicjantom i zdobyć 40 kilka mandatów, ale nie będzie miał wtedy z kim dalej tworzyć rządu”. Wojnarowicz podkreślił, że Riwlin jest człowiekiem Likudu i choć upomniał Netanjahu, to nie znaczy, że go nie popiera – nie postąpiłby wbrew interesowi, wbrew wyborcom Likudu.

Premier ostrzega regularnie, że ewentualna porażka jego partii w wyborach może spowodować wejście do nowej koalicji rządowej partii arabskich. Same te ugrupowania wykluczają jednak taki krok; konkurująca z premierem centrolewica utrzymuje z kolei, że nie będzie potrzebowała ich wsparcia w tworzeniu rządu.

Rywalizacja w kampanii wyborczej na rozdrobnionej izraelskiej scenie politycznej jest w tym roku szczególnie zacięta. Sondaże prognozują zwycięstwo Likudu i zdobycie przez to ugrupowanie ok. 30 mandatów w Knesecie. Poważnie zagrozić Likudowi mogą jednak partie dwóch największych rywali Netanjahu: Moc Izraela byłego szefa sztabu generalnego Benny'ego Gantza i Jest Przyszłość Jaira Lapida, które połączyły siły w centrolewicowym sojuszu Niebiesko-Białych.

Wybory odbędą się 9 kwietnia.

źródło:

Zobacz więcej