RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Kurdowie odebrali Erdoganowi zwycięstwo

Turcja we wszystkich ratingach wolności klasyfikowana jest już jako kraj, w którym wolności nie ma (fot. PAP/EPA/ERDEM SAHIN)
Turcja we wszystkich ratingach wolności klasyfikowana jest już jako kraj, w którym wolności nie ma (fot. PAP/EPA/ERDEM SAHIN)

Tureckie wybory lokalne zakończyły się dla Erdogana porażką. Stało się tak jednak nie dlatego, że znacząco spadło poparcie dla partii rządzącej i wzrosło dla opozycji. Kierowana przez Erdogana Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) straciła kontrolę nad największymi miastami dzięki temu, że Kurdowie zamiast wystawić własnych kandydatów poparli tam opozycję.

Wybory w Turcji. Opozycja przejmuje stolicę

Po niedzielnych wyborach samorządowych rządząca w Turcji Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) kontroluje 16 z 30 najważniejszych miast –...

zobacz więcej

W Turcji wybory lokalne, w tym wybory burmistrzów, odbywają się w jednej turze i wygrywa ten, kto zdobędzie więcej głosów bez względu na to, czy jest to ponad połowa oddanych głosów czy też nie. Dlatego kurdyjska Ludowa Partia Demokratyczna (HDP) postanowiła w tych wyborach wystawić kandydatów tylko tam, gdzie miała realne szanse na wygraną, czyli w Kurdystanie tureckim. Duże skupiska Kurdów znajdują się jednak również w wielkich tureckich metropoliach, w tym w Stambule. Jest to wynik przymusowych lub wymuszonych przesiedleń dokonywanych przez władze Turcji.

W noc wyborczą turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan oczywiście odtrąbił zwycięstwo, ale wszyscy wiedzieli, że w tych wyborach nie chodziło o to, czy AKP zdobędzie najwięcej głosów, ale przede wszystkim o utrzymanie władzy w największych metropoliach. To było oczywiste zważywszy na to, że wybory wcale nie były wolne i demokratyczne.

Turcja we wszystkich ratingach wolności klasyfikowana jest już jako kraj, w którym wolności po prostu nie ma. Jest to państwo, w którego więzieniach znajduje się największa na świecie liczba dziennikarzy. W latach 2014-2017 media tureckie zostały całkowicie przejęte przez władze i nie ma w nich miejsca na żadną krytykę Erdogana i jego partii. W czasie kampanii wyborczej opozycja miała niewielkie możliwości zaistnienia w środkach masowego przekazu.

To jednak nie wszystko. W ciągu ostatnich pięciu lat władze tureckie dokonywały masowych aresztowań wybranych burmistrzów i radnych z HDP, oskarżając ich o szerzenie tzw. „propagandy terrorystycznej” (to bardzo pojemne pojęcie, w którym można zmieścić praktycznie wszystko).

Erdogan chce przekształcić Hagia Sofię w meczet. „To odpowiedź na słowa Trumpa” 

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan stwierdził, że przekształcenie Hagii Sofii w meczet będzie odpowiedzią na słowa Donalda Trumpa o Wzgórzach...

zobacz więcej

W czasie kampanii wyborczej Erdogan, który w nią się bardzo mocno zaangażował, groził, że znów powsadza do więzień wybranych radnych z HDP. Co więcej, sugerował też, że do więzienia może trafić Mansur Yavas, czyli kandydat CHP na burmistrza stołecznej Ankary. Wtedy to Erdogan wyznaczyłby tam zarządcę komisarycznego, więc wybory wyborami, a rezultat i tak byłby zgodny z oczekiwaniami władzy.

Taka „demokracja po turecku” została już przecież przetestowana w miastach Kurdystanu tureckiego. Niemniej, Kurdystan jest od dawna zmilitaryzowany, a etnicznych Turków nie bardzo obchodzi terror siany tam przez wojsko, żandarmerię i policję. Ankara czy Stambuł to jednak co innego.

Bitwa o Stambuł

Stwierdzenie, że 15-milionowy Stambuł jest największym miastem w Turcji nie oddaje w pełni znaczenia metropolii. Jej populacja stanowi 18 proc. całej ludności kraju. Stambuł jest odpowiedzialny za około 30 proc. tureckiego PKB. Ponadto to tutaj rozpoczynał swoją karierę polityczną sam Erdogan.

W 1994 roku został wybrany na burmistrza Stambułu z ramienia islamistycznej Partii Dobrobytu. Kiedy w 1998 r. został usunięty ze stanowiska za nawoływanie do nienawiści religijnej i osadzony na 4 miesiące w więzieniu, miasto zostało utrzymane przez sukcesorkę zdelegalizowanej za islamizm Partii Dobrobytu tj. Partię Cnoty, a po zdelegalizowaniu i tej partii – przez nowo utworzone ugrupowanie dawnych członków Partii Dobrobytu i Partii Cnoty czyli właśnie AKP. Partia ta rządziła więc Stambułem od ćwierćwiecza, a w 2009 r. z kandydatem AKP przegrał tu lider opozycyjnej CHP Kemal Kilicdaroglu.

W tych wyborach Erdogan postanowił wystawić na burmistrza Stambułu byłego premiera Binali Yidirima, typowego BMW (biernego, miernego ale wiernego). Stanął on na czele tureckiego rządu w 2016 r., kiedy Erdogan postanowił ostatecznie oczyścić władze z osób zdradzających choćby minimalny stopień niezależności.

Erdogan otworzył nowe lotnisko. Ma być największe na świecie

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan otworzył nowe, gigantyczne lotnisko w Stambule. W tym tygodniu zaplanowano jedynie pojedyncze loty; docelowo...

zobacz więcej

W 2018 r., po wejściu w życie konstytucji likwidującej funkcję premiera, otrzymał na pocieszenie stanowisko przewodniczącego parlamentu, które opuścił, gdy zaczęła się kampania wyborcza w tych wyborach. Jego główny konkurent, kandydat CHP Ekrem Imamoglu, jest natomiast nowicjuszem na scenie politycznej, wcześniej zajmował się bowiem biznesem.

Sprytny manewr Kurdów

To, co odróżniało obecne wybory w Stambule od poprzednich, to brak kandydatów z innych głównych partiach. Obecnie w tureckim parlamencie jest ich pięć – poza wspomnianymi AKP, CHP i HDP, są to również dwa nacjonalistyczne ugrupowania: MHP (Nacjonalistyczna Partia Działania) oraz IP (Dobra Partia), przy czym MHP tworzy z AKP koalicję o nazwie Sojusz Ludu, a IP z CHP o nazwie Sojusz Narodu. Dlatego w tych wyborach przeważnie partie będące w danym sojuszu nie wystawiały przeciwko sobie kandydatów.

CHP nie jest przy tym jakoś szczególnie prokurdyjska, a kemalistowska spuścizna tej partii jest bardzo antykurdyjska, jednak nie miało to w tym wypadku znaczenia. Faktem jest natomiast to, że gdyby HDP wystawiła swojego kandydata, to Ekrem Imamoglu, który już teraz jest kreowany na lidera opozycji i mógłby odebrać Erdoganowi władzę w Turcji w 2023 r., nie zostałby wybrany i jego kariera polityczna skończyłaby się zanim się zaczęła.

„Nikt nie ma prawa pouczać Turcji!” [OPINIA]

W Turcji jest około 18 mln Kurdów. Jest to prawie 25 proc. tamtejszej populacji, choć niektórzy twierdzą, że nawet co trzeci turecki obywatel ma...

zobacz więcej

Erdogan bardzo mocno zaangażował się w kampanię wyborczą i w Stambule zapowiadał m.in. przekształcenie muzeum Hagia Sophia w meczet. Otworzył też nowe, gigantyczne lotnisko, choć tu istnieją wątpliwości, czy w istocie jest to sukces. A tuż przed wyborami rozstawiono namioty z tanimi owocami i warzywami (w odpowiedzi na szalejącą w Turcji drożyznę). Nie pomogło. W porównaniu do wyborów w 2014 r. straciła tylko 0,59 proc. głosów (w zasadzie to ok. 2,5 proc., jeśli liczyć z MHP), ale ze względu na decyzje HDP to wystarczyło by Imamoglu uzyskał minimalną przewagę w wysokości 0,28 pkt proc.

Dylemat Erdogana – sfałszować, czy nie

Ogłaszanie wyników wyborów w Stambule przypominało thriller. Jak zwykle pierwsze wyniki, oparte na danych z kilku procent lokali, pokazywały znaczną przewagę Yildirima. Stopniowo malała ona jednak, choć po przeliczeniu 64 proc. wciąż wynosiła prawie 4 punkty procentowe, a po przeliczeniu 88 proc. – niespełna 2 pkty. Wtedy Yildirim poszedł va bank i ogłosił się zwycięzcą. Tymczasem po przeliczeniu 98,78 proc. przewaga Yildirima spadła do 0,06 pktu procentowego.

Wtedy AKP wpadła w panikę i kazała komisji wyborczej zawiesić dalsze liczenie. Gdy chwilę później Erdogan wystąpił z mową powyborczą, nic o Stambule nie wspomniał. Tymczasem zaczęły krążyć już dane pokazujące, że Imamoglu wygrał. Oficjalne wznowienie liczenia nastąpiło jednak dopiero w poniedziałek około południa i potwierdziło zwycięstwo kandydata opozycji.

Zwolennicy AKP zaczęli jednak sugerować, że opozycja dopuściła się oszustwa wyborczego i zapowiadać skierowanie sprawy do sądu. Póki co, trudno jednak stwierdzić, czy do tego dojdzie, czy jest to tylko sposób na wybrnięcie z twarzą przed własnymi wyborcami, gdy sprawa jest gorąca. Erdogan wie bowiem, że próba odebrania Imamoglu zwycięstwa w Stambule skończyłaby się zamieszkami w tym mieście na masową skalę i mógłby oznaczać jego własny koniec. Turecki przywódca po prostu przestraszył się konsekwencji sfałszowania wyborów w tym gigantycznym mieście.

Turcja: Nakaz aresztowania ponad 1,1 tys. osób za powiązania z islamskim kaznodzieją

Władze Turcji nakazały aresztowanie 1112 osób podejrzewanych o powiązania z islamskim kaznodzieją Fethullahem Gulenem, którego Ankara oskarża o...

zobacz więcej

Kto wygrał, kto przegrał?

W 2014 r. CHP wygrała tylko w jednym z 10 największych miast Turcji, tj. w Izmirze, AKP – w 7, a MHP w dwóch. Obecnie AKP utrzymała się tylko w czterech, a MHP w żadnym. Wszystkie te miasta wzięła CHP i w żadnym z nich HDP nie wystawiła swoich kandydatów. W rezultacie, o ile po wyborach w 2014 r. AKP kontrolowało miasta wytwarzające ponad 75 proc. PKB, to teraz jest to już tylko ok. 30 proc.

Erdogan w swoim przemówieniu powyborczym skoncentrował się więc na tych aspektach wyników, które są dla niego korzystne. Chodzi przede wszystkim o to, że Sojusz Ludu (AKP + MHP) zdobył łącznie 51,62 proc. głosów. Tyle że jest to o ponad 9 punktów procentowych mniej niż obie te partie zdobyły w 2014 r., a sama AKP straciła 1,2 punktu procentowego. Straty AKP byłyby znacznie większe, gdyby nie głosy otrzymane w całkowicie zmilitaryzowanym i sterroryzowanym przez wojsko i policję Kurdystanie tureckim.

Skalę manipulacji na tych terenach najlepiej odzwierciedlają wyniki w mieście Sirnak, w którym wygrał kandydat AKP, chociaż tereny te znane są jako kurdyjski bastion sympatyzujący z antyturecką partyzantką PKK.


Tajemnica „cudu nad urną” polegała jednak na masowym dowożeniu do lokali żołnierzy, którzy głosowali za mieszkańców. Ponadto HDP notorycznie uniemożliwiano prowadzenie kampanii wyborczej. Mimo tych wszystkich przeszkód, partia ta zdołała jednak utrzymać swoją dominującą rolę w Kurdystanie tureckim, wygrywając w 9 prowincjach kurdyjskich i zdobywając stanowiska burmistrzów w 8 prowincjonalnych centrach administracyjnych, w tym w nieformalnej stolicy Kurdystanu tureckiego – Diyarbakir.

Turcja zbliża się do Rosji. Amerykanie wstrzymują dostawy sprzętu wojskowego

USA wstrzymały dostawy do Turcji części zamiennych i wyposażenia dodatkowego do myśliwców F-35. To odpowiedź na decyzję rządu w Ankarze zakupu...

zobacz więcej

W mieście tym, którego stara dzielnica Sur została poważnie zniszczona w 2015 r. przez turecką armię pacyfikującą tamtejsze powstanie, poparcie dla HDP wzrosło z 55 do 63 proc. Niespodzianką jest też zwycięstwo kandydata HDP Ayhana Bilgena w Karsie, który dotąd był rządzony przez tureckich nacjonalistów. Być może jednak jego zwycięstwo skończy się tym, że zostanie aresztowany, tak jak to wcześniej zapowiadał Erdogan.

Czarna przyszłość Turcji

Sytuacja gospodarcza w Turcji jest obecnie katastrofalna. Szaleje inflacja, lira spada na łeb na szyję, panuje recesja i rośnie bezrobocie. Dotąd odpowiedzią Erdogana na wszystkie problemy było granie na nastrojach islamistycznych i nacjonalistycznych, jednak ta strategia pogłębia tylko kłopoty Turcji, która coraz bardziej oddala się od dotychczasowych sojuszników – USA i Europy.

Media tureckie oznajmiły w poniedziałek, że do Erdogana zaczęły spływać gratulacje od światowych przywódców w związku z „sukcesem wyborczym”, tyle że poza Putinem i prezydentem Pakistanu nie było tam znaczących liderów państw. Taki kurs będzie tylko pogłębiał podziały w tureckim społeczeństwie i kłopoty ekonomiczne, bo gospodarka turecka jest mocno zależna od relacji z Europą, choć pogłębia się ostatnio również jej uzależnienie od Rosji. Erdogan nie ma jednak odwrotu z obranego kursu, gdyż wtedy mogliby go roznieść jego dotychczasowi islamistyczni i nacjonalistyczni zwolennicy.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej