Rachoń: Dzisiejsza TVP przełamała w Polsce monopol informacyjny

Dziennikarze Kamil Durczok i Tomasz Lis (fot. Getty Images Poland/Gallo Images Poland/Maciej Gillert/Mateusz Wlodarczyk/NurPhoto)

– Tomasz Lis publicznie powiedział studentom, że jest wystarczająco inteligentny, żeby robić telewizję, ale zbyt inteligentny, żeby ją oglądać. Te słowa dobrze oddają stosunek medialnych elit III RP do widzów i odbiorców. A widz jest mądry, jest w stanie ocenić, porównać to, co widzi, z innymi dostępnymi dla niego źródłami informacji – mówi w wywiadzie z „DGP” dziennikarz TVP Michał Rachoń. – Media naprawdę ze sobą konkurują, a nie udają rywalizację – dodaje.

„Afera marszałkowa”: Aleksander Lichocki z WSI chce uniknąć kary

Sąd Rejonowy Warszawa–Wola rozpatrzy w czwartek wniosek o wstrzymanie wykonania kary dla Aleksandra Lichockiego, który był skazany w tzw. „aferze...

zobacz więcej

Michał Rachoń odniósł się m.in. do sprawy tzw. afery marszałkowej, nazwanej tak od ówczesnej funkcji Bronisława Komorowskiego, czyli wydarzeń z lat 2007–08, dotyczących rzekomego oferowania sprzedaży aneksu do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

Dziennikarz Wojciech Sumliński i Aleksander L. – emerytowany pułkownik WSI – zostali oskarżeni przez warszawską prokuraturę apelacyjną o powoływanie się od grudnia 2006 r. do stycznia 2007 r. na wpływy w Komisji Weryfikacyjnej WSI i podjęcie się – w zamian za 200 tys. zł – załatwienia pozytywnej weryfikacji oficera WSI płk. Leszka T.

Zeznania w tej sprawie w grudniu 2014 r. składał urzędujący prezydent Bronisław Komorowski. Pełen zapis jego zeznań dotarł do opinii publicznej tylko dzięki relacji live dziennikarza (wtedy Telewizji Republika) Michała Rachonia. Z prywatnych stacji zeznania ówczesnego prezydenta przez chwilę transmitował Polsat News. 

W grudniu 2015 r., Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli uniewinnił Sumlińskiego oraz skazał na cztery lata więzienia i ponad 54 tys. zł grzywny Aleksandra L. Wyrok ten został we wrześniu 2016 r. utrzymany przez warszawski Sąd Okręgowy.

Michał Rachoń pytany, czy „były lata, kiedy TVP była zdecydowanie bardziej bezstronna niż jest teraz”, odwołał się właśnie do wydarzeń z afery marszałkowej.

Afera marszałkowa: Były oficer WSI nie stawił się w więzieniu. Szuka go policja

Aleksander L., były pułkownik Wojskowych Służb Informacyjnych, nie stawił się do odbycia kary w więzieniu. W związku z tym w środę wystawiono...

zobacz więcej

– Przeprowadzając telefonem komórkowym dla mojej ówczesnej stacji transmisję z zeznań prezydenta Bronisława Komorowskiego w czasach tej bezstronnej pani zdaniem telewizji, miałem inne wrażenie – mówił Rachoń i stwierdził, że to „nie tylko TVP za rządów PO postanowiła zataić te zeznania przed Polakami”.

– Zrobiły to również TVN, Polsat i inne stacje, choć miały na sali ekipy. I jeszcze taki drobiazg, ale jakże wymowny. Można godzinami wymieniać przykłady jawnego łamania rzetelności i elementarnej uczciwości w mediach publicznych przed 2016 r. Fałszowano nawet zestawienia obrazujące czas antenowy przeznaczany poszczególnym partiom. I tak np. rzeczniczka prezydenta Komorowskiego liczona była jako głos niezależnego eksperta – stwierdził dziennikarz.

– Uważam, że dzisiejsza TVP przełamała w Polsce monopol informacyjny. Dziś taka sytuacja jest niemożliwa. Media naprawdę ze sobą konkurują, a nie udają rywalizację – dodał Rachoń. 

W wywiadzie rozmówcy wypomnieli mu happening z września 2009 r., gdy Donald Tusk zaprosił Władimira Putina do Polski. Rachoń stanął przed Grand Hotelem (tam kwaterował przywódca Rosji) w przebraniu penisa z napisem „Putin”.

– Zaprotestowałem razem z grupą młodych ludzi przeciwko wizycie w Polsce Władimira Putina. Człowieka odpowiedzialnego za opisywane szeroko i obficie w mediach całego świata zbrodnie polityczne, ale przede wszystkim ludobójcze – mówi dziennikarz. Jak zauważa, dziennikarka zadaje mu pytanie tak, „by forma manifestacji przykrywała jej treść, by ośmieszyć to wydarzenie w oczach nieznającego sprawy czytelnika”.

- Kiedy ja protestowałem, Putin z Tuskiem przechadzali się po molo i ustalali szczegóły wizyty w Katyniu, która skończyła się tragedią w Smoleńsku. Jeśli komuś nasz ówczesny protest wydawał się śmieszny, to po tym, co się zdarzyło w Smoleńsku, każdy przyzwoity człowiek musi przyznać nam rację – zauważa Rachoń.

źródło:
Zobacz więcej