„Totalna demolka. Cimoszewicz zostawił ruinę w dzierżawionej leśniczówce”

„Gazeta Polska” dotarła do wyników kontroli posesji, którą dzierżawił Włodzimierz Cimoszewicz, były premier rządu SLD i kandydat Koalicji Europejskiej w nadchodzących eurowyborach. Zdjęte framugi w drzwiach, powyrywane gniazdka, a nawet zerwana boazeria – to obraz, który miał zostawić po sobie polityk.

Cimoszewicz jak Schetyna. Też chce likwidacji IPN

Były premier Włodzimierz Cimoszewicz uzależnił przyszłość Instytutu Pamięci Narodowej od rządów PiS. Na antenie TVN24 dowodził, że gdy dojdzie do...

zobacz więcej

Jak podaje gazeta, przez 17 lat użytkowania leśniczówki Cimoszewicz robił w niej, co mu się żywnie podobało. Bez jakiejkolwiek zgody postawił na działce garaże samochodowe i zbiornik na płynny gaz LNG. W przypadku tego ostatniego sytuacja jest szczególnie problematyczna, gdyż stawianie takich zbiorników jest niebezpieczne. Przepisy wymagają, by w takim przypadku m.in. zgłosić budowę w starostwie powiatu, wykonać mapę geodezyjną z naniesioną lokalizacją zbiornika, a w trakcie eksploatacji zamawiać okresowe kontrole UTD.

Cimoszewicz miał również wydzielić sobie swój fragment puszczy, płacąc tylko za nieco ponad połowę tego terenu. Lasy Państwowe naliczyły już politykowi karę za użytkowanie terenu przez 17 lat – wyniosła ona trochę ponad 800 zł.

Wyprowadzając się z leśniczówki, były premier miał zabrać z niej m.in. meble i piec. Jak podaje pismo, z budynku powyrywano gniazdka i instalację elektryczną, zabrano drzwi i parapety, zerwano boazerię. „To, co zrobiono, to totalna demolka. Widać to po ganku, który wycięto, aby wynieść część większych rzeczy. Zapiekłość była tak wielka, że zerwano nawet elewację z budynku gospodarczego” – komentuje „Gazeta Polska”.

źródło:
Zobacz więcej