RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Putin traci w sondażach. Pachnie kolejną wojną [OPINIA]

Prezydent Rosji Władimir Putin (fot. REUTERS/Maxim Shemetov/Pool)
Prezydent Rosji Władimir Putin (fot. REUTERS/Maxim Shemetov/Pool)

Coraz mniej Rosjan deklaruje zaufanie i poparcie dla Władimira Putina. Ten negatywny dla niego trend zauważalny był już w zeszłym roku i nie udało się mu go odwrócić. Jego popularność spadła do poziomu sprzed 5 lat, gdy Rosja anektowała Krym. Oznacza to, że „paliwo”, które pozwalało władcy Kremla utrzymać notowania, wyczerpało się. To zaś sprawia, że Rosja znów może postawić na agresję.

Netanjahu u Putina. Tajna mapa, chytre zaproszenie, przedwczesny wyjazd [OPINIA]

Petentem był oczywiście premier Izraela – musiał włożyć wiele wysiłku, by w końcu doszło do oficjalnego dwustronnego spotkania z prezydentem Rosji....

zobacz więcej

Rosjanie są coraz bardziej niezadowoleni zarówno z sytuacji wewnętrznej kraju, jak i prowadzonej przez Władimira Putina polityki zagranicznej. Jest to dla niego podwójnie zła wiadomość, gdyż do tej pory to właśnie agresywna dyplomacja, groźby, wywoływanie lub podsycanie konfliktów w różnych regionach świata pomagały mu w utrzymaniu społeczeństwa w przekonaniu, że Rosja jest wciąż potęgą, mocarstwem, że każdy musi się z nią liczyć.

Coraz biedniejsze społeczeństwo rosyjskie nie cieszy się już jak wcześniej mniej lub bardziej prawdziwymi oznakami militarnej siły. Decyzja władz choćby o podniesieniu wieku emerytalnego, przeciwko której opowiadało się 90 procent obywateli, czy odczuwanie skutków sankcji nałożonych na Rosję przez Zachód, w połączeniu z chroniczną niewydolnością tamtejszej gospodarki i korupcją, to wybuchowa mieszanka.

Stąd coraz częstsze protesty, zwłaszcza o podłożu ekonomiczno-socjalnym i zauważalny w sondażach wzrost niezadowolenia z całej klasy politycznej. A że od lat społeczeństwo to jest przyzwyczajone, że Rosja to Putin, więc i w jego stronę kierują swoje pretensje.

Władca Kremla co prawda nadal cieszy się około 60-procentowym poparciem, ale w ostatnim czasie zanotował on drastyczny spadek nawet o około 20 procent. Warto przypomnieć, że rekordowym poparciem – 89 procent - prezydent Rosji cieszył się właśnie w związku z podbiciem Krymu. W realiach rosyjskich obecne straty popularności to gwałtowne tąpnięcie. I na razie nie uda się poprawić tej negatywnej tendencji.

W analizie Ośrodka Studiów Wschodnich czytamy, że w Rosji już piąty rok postępuje spadek realnych (z uwzględnieniem inflacji) dochodów obywateli – od grudnia 2014 do grudnia 2018 roku ich poziom spadł o około 12 procent.

Admirał Mike Mullen: Putin to najgroźniejszy człowiek na świecie

Prezydent Rosji Władimir Putin to najgroźniejszy człowiek na świecie – ocenił w rozmowie z telewizją Fox Business były przewodniczący kolegium...

zobacz więcej

„Spadku dochodów nie niwelują podwyżki oficjalnych wynagrodzeń. Wyraźnie wzrosły opłaty komunalne, zdrożały usługi transportowe i artykuły rolno-spożywcze. Spadają dochody czerpane z działalności biznesowej i wynajmu nieruchomości. Państwo starało się również oszczędzać na emerytach, zwłaszcza tych pracujących, indeksując świadczenia poniżej poziomu inflacji” – podkreśla w analizie „Rysa na szkle. Putin traci zaufanie Rosjan” Jadwiga Rogoża.

To zaś sprawia, że Rosjanie stają się coraz ubożsi. W raporcie Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej przy Prezydencie zwrócono uwagę, iż poniżej granicy ubóstwa żyje dziś 22 procent obywateli.

Władze zauważają tę negatywną tendencję i starają się jej przeciwdziałać. Podczas tegorocznego orędzia, które miało miejsce 20 lutego, Putin porzucił swój typowy antyzachodni, militarystyczny styl i skupił się na sprawach socjalnych i obietnicy poprawy jakości życia obywateli. Wbrew nadziejom Kremla społeczeństwo jednak powściągliwie zareagowało na ten program. Sondaże się nie poprawiły, nie widać oznak wiary w to, że postulaty władz zostaną zrealizowane.

Putin będzie zapewne zmuszony zrealizować część obietnic socjalnych, na tyle, na ile wystarczy mu środków z budżetu. Ma jeszcze możliwość stosowania większych represji, które do tej pory rezerwowane były raczej jedynie do najbardziej zagorzałych opozycjonistów. To jednak broń obosieczna. Władca Kremla wolałby wciąż utrzymywać społeczeństwo w politycznej apatii i bezalternatywności.

Wzmocnienie nacisków na rosyjskie społeczeństwo może nie przynieść pożądanych efektów i przy okazji może doprowadzić do wzmocnienia protestów. Aby temu przeciwdziałać, rosyjskie władze ograniczają wolność słowa w rosyjskim segmencie internetu – Runecie. W dniach 7-13 marca tamtejszy parlament przyjął dwie ustawy, które zakazują rozpowszechniania tzw. fejków, czyli „nieprawdziwych informacji”, a także informacji obrażających władze. W myśl nowego prawa wystarczy sama decyzja prokuratora, a nie sądu, by zablokować dane medium. Przewidziano też surowe kary finansowe lub areszt administracyjny.

Putin podpisał ustawy o karach za fake newsy i obrazę władz

Prezydent Rosji Władimir Putin podpisał krytykowane przez obrońców praw człowieka ustawy, przewidujące kary za rozpowszechnianie w internecie...

zobacz więcej

Rosyjskie władze mają też zamiar odizolować Runet od globalnej sieci, co uzasadniane jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa cybernetycznego państwa. W ten sposób władze znalazły kolejny sposób na cenzurowanie wolności słowa – można się domyślić, jakie informacje będą uznawane za „fake newsy”. Każda krytyczna opinia wobec władz centralnych czy lokalnych może zostać uznana za obrazę.

Paranoiczny strach Putina przed kolorową rewolucją, do której mogłoby dojść w jego włościach, zostanie w tej sposób na jakiś czas osłabiony. Nowe prawo nie leczy przecież jednak objawów choroby, tylko odsuwa ją w czasie. Cenzurowanie internetu może jednak doprowadzić do zradykalizowania się grup – przede wszystkim młodzieży – dla których sieć była do tej pory katalizatorem dla ich gniewu i rozczarowania rosyjską rzeczywistością.

Putinowi pozostaje oczywiście jeszcze „stara”, wysłużona już metoda przekonywania do siebie społeczeństwa, wielokrotnie przez niego stosowana w przeszłości - agresywna postawa na arenie międzynarodowej. Czeczenia, Gruzja, Ukraina, Syria – każda z tych „akcji” władcy Kremla przyniosła mu popularność i szacunek wśród społeczeństwa, a co za tym idzie wzrost poparcia. Zbrojenia, chwalenie się produkcją nowoczesnych rakiet, groźby wobec NATO, krajów „bliskiej zagranicy”, mocowanie się z USA w różnych rejonach świata, hakerskie ataki czy spektakularne eliminowanie szpiegów – to wszystko napawa Rosjan dumą z tego, że wciąż się liczą, że są potęgą, chociaż w portfelu i w lodówce ubywa.

Najnowsze ruchy Kremla potwierdzają, że w najbliższym czasie znów może dojść do jakiejś rosyjskiej „akcji”. Trwają przygotowania rosyjskie do nowej ofensywy w Syrii, Moskwa wysłała żołnierzy do Caracas i daje do zrozumienia, że będzie twardo bronić reżimu Nicolasa Maduro. Moskwa coraz bardziej umacnia swoją wojskową obecność na Krymie, wciąż utrzymuje stan zamrożonego konfliktu w Doniecku i zagraża przeprowadzeniu wolnych wyborów na Ukrainie.

Rosja ponownie próbowała ingerować w wybory w USA? „Putin jest wyraźnie opornym uczniem”

Szef Pentagonu Jim Mattis oskarżył Władimira Putina o próby ponownej ingerencji w amerykańskie wybory. Tym razem minister obrony USA miał na myśli...

zobacz więcej

Nie wiadomo też, jaka będzie jej odpowiedź na NATO-wskie ambicje Gruzji, która zbliża się do osiągnięcia członkostwa w Sojuszu. Rosja może też w każdym momencie sprokurować incydent w którymś z krajów bałtyckich.

Agresywna postawa Rosji, w szczególności jej działania na Ukrainie, wpłynęły jednak na aktywizację NATO i zmianę świadomości w Unii Europejskiej. Za rządów Donalda Trumpa widać, że USA, w przeciwieństwie do czasów Baracka Obamy, będą wobec niej prowadzić zdecydowaną politykę.

W analizie portalu eksperckiego Defence24 czytamy, że chociaż aneksja Krymu i wciąż niezakończony konflikt w Doniecku świadczą o słabości Zachodu, to jednak poczynił on wiele kroków obronnych.

„Wzmocnienie wschodniej flanki stało się faktem i militarna obecność sił NATO w Polsce, Bułgarii czy krajach bałtyckich spowodowała realne przesunięcie sojuszu na wschód. Natomiast kraje takie jak Finlandia, Szwecja czy Norwegia ponownie zaczęły wzmacniać swoje siły zbrojne w kontekście zagrożenia ze wschodu” – podkreśla w analizie „Pół dekady okupacji Krymu i wojny w Donbasie” Juliusz Sabak.

Bosfor zapchany rosyjskimi okrętami. Putin znów idzie na wojnę

Sytuacja geopolityczna i wewnętrzna spędzają sen z powiek przywódcy Rosji. Jak przerwać złą passę? W takich sytuacjach Władimir Putin zwykł...

zobacz więcej

O tym, jak wysoko jest w stanie zagrać Putin, by udowodnić swoim rodakom, ale i całemu światu, że wciąż jest rosyjskim carem, będziemy mieli zapewne okazję się przekonać w kontekście Wenezueli. Wysłanie tam rosyjskich żołnierzy zostało ostro skrytykowane przez USA. Rosja jednak udaje, że jest to normalna sprawa, gdyż łączy ją z tym krajem sojusz militarny. Biały Dom jednak nie ustąpi w sprawie Wenezueli, jak wycofał się z Syrii.

– Rosja musi się wynieść – powiedział prezydent Donald Trump dziennikarzom, przyjmując w Białym Domu żonę przywódcy opozycji wenezuelskiej Juana Guaido, Fabianę Rosales. Zapytany, w jaki sposób ma to się stać, amerykański prezydent powiedział, że „wszystkie opcje są możliwe”. W środę zaś sekretarz stanu USA Mike Pompeo wyraził nadzieję, że wraz z sojusznikami NATO, którzy przybędą do Waszyngtonu w przyszłym tygodniu, ogłosi dodatkowe sankcje dla Rosji w związku z jej agresją na Ukrainie.

Putin ma nie lada orzech do zgryzienia. Musi pokazać oligarchom, że wciąż kontroluje sytuację i umie zapewnić im dochody i wpływy, musi obłaskawić społeczeństwo, by wciąż widziało w nim dobrego batiuszkę, musi także pokazać innym „światowym gangsterom” pokroju Asada czy Maduro, że warto poprosić go o pomoc, gdy zagrażają im Stany Zjednoczone.

W przeszłości władca Kremla wielokrotnie udowadniał, że potrafi „odrodzić się na nowo”. Czy będzie tak i tym razem?

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej