RAPORT

Wojna na Ukrainie

Rosja otwiera wenezuelski front starcia z USA

Kreml jest głównym sojusznikiem reżimu Nicolasa Maduro (fot.  REUTERS/Sergei Karpukhin)
Kreml jest głównym sojusznikiem reżimu Nicolasa Maduro (fot. REUTERS/Sergei Karpukhin)

Wysłanie przez Kreml do Wenezueli rosyjskich żołnierzy wywołało ostrą reakcję Waszyngtonu. Amerykanie mają świadomość, że Rosja chce wykorzystać konflikt polityczny w tym kraju do poprawy swojej pozycji w rywalizacji z USA. Wenezuela, po Syrii i Ukrainie, staje się w ten sposób kolejnym frontem pośredniego starcia Rosji ze Stanami Zjednoczonymi.

Moskwa: Nasi specjaliści są w Wenezueli na podstawie międzyrządowej umowy

Rosyjscy specjaliści przybyli do Wenezueli na podstawie umowy o współpracy wojskowo-technicznej między Moskwą i Caracas zawartej w 2001 r. -...

zobacz więcej

Informacja o wylądowaniu w stolicy Wenezueli – Caracas dwóch rosyjskich samolotów wojskowych – pasażerskiego Iła-62M i ciężkiej maszyny transportowej An-124 – z około stu żołnierzami na pokładach, wśród których znalazł się też szef sztabu rosyjskich wojsk lądowych, generał Wasilij Tonkoszkurow, to dowód, że Kreml postanowił podwyższyć stawkę swojej rywalizacji z USA. Znamienne, że oba samoloty dotarły do Wenezueli z Rosji z międzylądowaniem w Syrii.

To właśnie w tym doświadczonym od wielu lat krwawą wojną domową kraju interwencja rosyjska po stronie reżimu Baszara al-Asada umożliwiła dyktatorowi zachowanie władzy. To właśnie z niego też niedługo mają się wycofać prawie wszyscy amerykańscy żołnierze Stanów Zjednoczonych. USA od lat nie potrafiły bowiem znaleźć rozwiązania syryjskiego konfliktu i ostatecznie pod rządami prezydenta Donalda Trumpa postanowiły wycofać się z niego, pozostawiając go na łasce Asada, Rosji, Iranu i Turcji.

Obecnie tak ostentacyjna postawa Rosji w kwestii kryzysu w Wenezueli jest nie lada problemem dla Waszyngtonu, który jednoznacznie opowiedział się po stronie opozycji, popierając jej lidera Juana Guaido, który ogłosił się tymczasowym prezydentem kraju. Od samego początku konfliktu – Moskwa ustawiła się jako obrońca reżimu socjalistycznego prezydenta Nicolasa Maduro. Ten zaś, podobnie jak Asad, wyczuł, że dzięki oddaniu się pod „opiekę” Kremla ma szansę przetrwać kryzys i utrzymać się u władzy.

Rosyjskie zaangażowanie w Wenezueli ostro skrytykował doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton. „Stany Zjednoczone nie będą tolerować tego, by wrogie obce mocarstwa utrudniały realizację wspólnych celów Zachodniej Półkuli – demokracji, bezpieczeństwa i rządów prawa. Wenezuelskie wojsko musi stać po stronie narodu wenezuelskiego” – napisał na Twitterze Bolton. „USA wysyłają żywność i lekarstwa, aby pomóc Wenezuelczykom. Zamiast wysyłać bombowce zdolne do przenoszenia broni jądrowej i siły specjalne, by wspierać skorumpowanego dyktatora, Rosja powinna współdziałać ze wspólnotą międzynarodową, aby pomagać narodowi wenezuelskiemu” - podkreślił w kolejnym wpisie.

Wcześniej rosyjskie działania potępił Departament Stanu USA, który określił je jako „lekkomyślną prowokację”, a szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo w rozmowie telefonicznej z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem zapowiedział, że USA i kraje regionu „nie będą bezczynnie przyglądały się”, jak Rosja potęguje napięcia w Wenezueli.

Maduro podejrzewa spisek. „Odkryliśmy plan diabelskiej marionetki”

Lewicowy prezydent Wenezueli Nicolas Maduro oskarżył w sobotę swego przeciwnika Juana Guaido, który ogłosił się tymczasowym prezydentem, o...

zobacz więcej

Amerykanom opowiedziała rzeczniczka rosyjskiego MSZ Marija Zacharowa, która podkreśliła, że przylot rosyjskich żołnierzy do Caracas nie jest niczym zaskakującym, gdyż oba kraje wiąże porozumienie o współpracy wojskowej podpisane w 2001 r.

– Federacja Rosyjska rozwija współpracę z Wenezuelą, przestrzegając zapisów konstytucji tego kraju i szanując inne normy prawne – zapewniła Zacharowa. Według Radia Swoboda rosyjscy żołnierze mają prowadzić szkolenie techniczne i treningi związane z obsługą sprzętu wojskowego.

W grudniu niezależne rosyjskie media informowały, że do Wenezueli przyleciały dwa rosyjskie bombowce strategiczne Tu-160. W styczniu pojawiły się doniesienia o dotarciu do tego kraju najemników z Grupy Wagnera, którzy mieli wspierać służby siłowe i wojsko Maduro. Wagnerowcy „wsławili się” walkami m.in. w Syrii, na Ukrainie, a ostatnio w Sudanie.

Portal Defence24 przypomina, że Rosja nie tylko wspiera politycznie reżim Maduro, ale również zainwestowała w tamtejszy sektor naftowy. „Trwają również przygotowania do podjęcia licencyjnej produkcji broni strzeleckiej systemu Kałasznikowa. Jeszcze w czasach poprzednika Maduro, Hugo Chaveza, Caracas dokonało znacznych zakupów broni w Rosji, w tym m.in. myśliwców Su-30MK oraz zestawów przeciwlotniczych S-300 i Buk-M2.” – podkreśla Defence24.

W grudniu „Niezawisimaja Gazieta” pisała, że Kreml może rozmieścić bazę wojskową na wyspie La Orchilla na Morzu Karaibskim, położonej około 200 km na północny wschód od Caracas. Na wyspie tej działa już baza marynarki wojennej i lotnisko wojskowe.

Nie wiadomo jeszcze, jak na zwiększenie zaangażowania Moskwy w Wenezueli zareaguje Donald Trump. Amerykański przywódca, chociaż wcześniej bardzo krytycznie wypowiadał się o Maduro, to zapowiadał, że nie wyśle do Wenezueli armii. Nie wykluczył jednak zastosowania w przyszłości wszelkich środków, łącznie z militarnymi.

Na razie jednak Amerykanie uderzają w reżim Maduro politycznie, przez przekonywanie coraz większej liczby krajów do wyrażenia poparcia dla wenezuelskiej opozycji – i ekonomicznie, wprowadzając kolejne drastyczne sankcje. Kilka dni temu Bolton zapowiadał nałożenie kolejnych finansowych sankcji na reżim Maduro.

„Jak jasno powiedział prezydent Trump, najsurowsze sankcje dopiero nadejdą. Jeśli nie skończy się uzurpacja Maduro, to on i jego poplecznicy zostaną finansowo zduszeni” - napisał Bolton na Twitterze.

Zwolennicy Juana Guaido przejęli placówki dyplomatyczne Wenezueli w USA

Przedstawiciele lidera wenezuelskiej opozycji Juana Guaido przejęli kontrolę nad trzema placówkami dyplomatycznymi swojego kraju na terenie Stanów...

zobacz więcej

W tym tygodniu Izba Reprezentantów będzie głosowała nad trzema projektami ustaw dotyczącymi Wenezueli: o pomocy humanitarnej, ograniczeniu transferów uzbrojenia, a także o ocenie zagrożenia powodowanego przez działania Kremla w tym kraju. Przyjęcie ostatniego projektu spowoduje, że sekretarz stanu będzie musiał w ciągu 120 dni przedstawić raport na temat stanu współpracy wojskowej między Rosją a Wenezuelą, a także oceny zagrożenia, jakie ona za sobą niesie. W ciągu kolejnych 30 dni będzie zobowiązany do przedstawienia strategii przeciwdziałania tym zagrożeniom.

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

Kongresmenów będą zapewne najbardziej interesować informacje o potencjalnym zagrożeniu dla bezpieczeństwa energetycznego Stanów Zjednoczonych w związku z mającą siedzibę w tym kraju wenezuelską firmą CITGO. Przed trzeba laty państwowy wenezuelski koncern naftowy PDVSA użył bowiem 49,9 proc. akcji CITGO jako zabezpieczenia pożyczki zaciąganej w rosyjskiej firmie Rosnieft. To oznacza, że w przypadku bankructwa PDVSA Rosnieft mógłby przejąć fragment infrastruktury energetycznej na terenie USA. Jest to możliwe, gdyż pod koniec stycznia USA nałożyły sankcje na eksport ropy przez PDVSA. Wenezuela czerpie 96 proc. przychodów właśnie ze sprzedaży ropy naftowej.

Stany Zjednoczone systematycznie zwiększają presję na władze Caracas i co raz bardziej odcinają Wenezuelę od systemu finansowego. Blokują również aktywa osób z otoczenia dyktatora. USA nałożą również restrykcje na zagraniczne banki i instytucje finansowe, które udzielą wsparcia wenezuelskiemu reżimowi. Odbierze to możliwość udzielania Wenezueli kredytów, ograniczy dochody tego kraju, a także posługiwanie się zagranicznymi walutami. USA mogą również uniemożliwić przeprowadzanie w nim transakcji bezgotówkowych.

Sytuacja ekonomiczna tego kraju jest dramatyczna. Brakuje pożywienia, lekarstw, a inflacja ma według prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego wynieść 10 mln proc.

Skalę problemów Wenezueli powiększyła ponowna awaria prądu, w wyniku której 80 proc. kraju pogrążyło się w ciemnościach. Do awarii doszło w jednej z największych hydroelektrowni na świecie – Guri na rzece Caroni. Reżim znów oskarżył o dokonanie sabotażu Stany Zjednoczone i przeciwników politycznych rządu. Do wcześniejszej awarii doszło w tym kraju 7 marca. Przez tydzień nie działały m.in. szkoły, sklepy i transport publiczny. Ogromne problemy mieli pacjenci szpitali, które nie miały własnych generatorów.


Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej