Geniusz bez parcia na szkło. Gromee odkrywa karty
 #PolskaToWięcej

Andrzej Gromala, czyli DJ Gromee, wraz ze szwedzkim wokalistą Lukasem Meijerem reprezentowali Polskę na Eurowizji w 2018 r. Na scenie w Lizbonie zaprezentowali piosenkę „Light Me Up”, która przypadła do gustu telewidzom i doskonale poradziła sobie na listach przebojów w całej Europie. Krakowski DJ, producent muzyczny, malarz pojawił się na rynku fonograficznym już w 2011 r. wraz z premierą utworu „Open Up Your Heart”. Od tamtej pory polski artysta jest obecny na światowych listach przebojów, a na rodzimej scenie muzyki klubowej brak mu równych. Na co dzień skromny człowiek, który najchętniej spędza czas ze swoją żoną i synkiem. Poznajmy bliżej znanego na całym świecie chłopaka z grodu Kraka.


„Nie umiem siedzieć spokojnie bez muzyki”. Szczery wywiad z Kortezem #PolskaToWiecej

- Trzeba wyjść i się ogołocić. Stanąć na golasa tak przed sobą samym, dać sobie w ryj i napisać mocny tekst. To jest ciężkie. (…) Cała ta zabawa z...

zobacz więcej

Polski DJ zdobył popularność na całym świecie, nagrywając m.in. hity „Follow You”, „Runaway” czy „Spirit”. Jego piosenki osiągnęły milionowe wyświetlenia na YouTubie. 
Andrzej Gromala występował już ze światową czołówką, artystami z najwyższej półki. Dzielił scenę m.in. z Nervo, Steve’em Aokim, Deorro czy R3HAB & Olivier Heldens. Rozgrzewał przed koncertami m.in. Mariah Carey, Davida Guettę, Alana Walkera czy Enrique Iglesiasa. Występował na Sylwestrze Marzeń w Zakopanem, gdzie występy Alvaro Solera, Gromeego, Zenka Martyniuka i innych gwiazd obejrzało ponad 7,5 mln osób.



Portal tvp.info: W muzyce elektronicznej jest pan takim polskim Orlenem, wizytówką naszego kraju. Przez wielu recenzentów Andrzej Gromala umieszczany jest na jednej półce z takimi wykonawcami jak David Guetta czy Bob Sinelar.



Gromee: Ciekawe porównanie, chyba pierwszy raz w życiu ktoś mnie stawia na równi z naszym rodzimym kolosem. To już zacna światowa marka. Zawsze wieczorem czy w niedzielę robię na ich stacji zakupy. Co do muzyki, to uważam, że w Polsce jest mnóstwo młodych zdolnych ludzi, o których świat już usłyszał. Cieszę się, że światowi krytycy muzyczni tak wysoko mnie punktują. Moimi kompozycjami staram się zawsze Polsce dawać powody do dumy, jak wspomniany koncern Orlen.




Na przeprowadzenie tego wywiadu czekaliśmy bardzo długo. Wyczuwam, że należy pan do tej grupy artystów „bez parcia na szkło”, którzy cieszą się, że ich dzieła i praca są doceniane przez innych.



Chcę robić to, co lubię. Produkować i bawić się muzyką. Przyznam, że moja popularność troszkę mnie zaskoczyła. Mimo mojego dojrzałego wieku nie byłem na to przygotowany. Ciągłe afiszowanie się mnie krępuje. Proszę mnie dobrze zrozumieć, ja uwielbiam spotykać się z ludźmi, rozmawiać z nimi, robić dla nich muzykę. Jednak zawsze będę ich kompanem, nie chcę, żeby ktoś mnie porównywał do rozkapryszonej gwiazdy z plotkarskich portali czy pism dla celebrytów. Tak, nie mam parcia na szkło, więc musieliście troszkę poczekać.

Przed waszym występem na Eurowizji czytałem w internecie dużo miłych tekstów i opinii, komentarzy na facebookowym fanpage’u Gromeego i nie tylko. Jednak także natknąłem się na „nienawiść w sieci”. Zarzucano panu, że Gromee jest za skromny. Rozpoznawalny czarny kapelusz to za mało, żeby powalić tłumy na kolana. Krytycy domagali się większej żywiołowości, chcieli w panu widzieć muzyka z RUN-DMC czy Michaela Jacksona u szczytu kariery. Pocieszające jest to, że wszyscy krytycy mieli zastrzeżenia do otoczki występu, jednak o samej piosence wypowiadali się z szacunkiem. By muzyka podobała się widowni, w dzisiejszych czasach trzeba być jednocześnie kompozytorem, tancerzem, kulturystą?



To tak, jak czepiać się do Chopina, że był genialny, jednak kruchej budowy, a mógł przecież zastosować kurację sterydową. A poważnie, uważam, że muzyka obroni się sama, czy komuś to się podoba, czy nie. Żyjemy jednak w czasach, gdzie do tworzenia wymagana jest otoczka, właśnie wszystko to, o czym pan wspomina. Jedni artyści odnajdą się w tym, inni nie.




Kapelusz noszę, bo lubię. Jak go zapomnę, to ludzie pytają się, czemu go zostawiłem.




Hejt w sieci mnie nie zniechęci do tworzenia, bo zdaję sobie sprawę, że to zjawisko niestety się nasiliło. Zapewniam państwa, że jestem na to odporny.




Bardzo cenię sobie merytoryczną rozmowę na temat muzyki. Żeby było jasne, ja nie obrażam się na moich krytyków. Jeśli robią to w kulturalny sposób. Z ich uwag często czerpię wskazówki, zastanawiam się, że może mają rację, poprawiam i dziękuję, bo dzięki nim zrobię jeszcze coś lepszego.




Co do internetu, jestem za całkowitym blokowaniem stron, gdzie artysta, sportowiec, osoba publiczna jest wulgarnie obrażana, bez szans na obronę. Z taką patologią w sieci trzeba walczyć.

Znany muzyk ranny w groźnym wypadku na Ursynowie

W wypadku, do jakiego doszło wczesnym popołudniem na warszawskim Ursynowie, poszkodowany został Wojciech Łuczaj-Pogorzelski, lider zespołu Oddział...

zobacz więcej

DJ jest od tworzenia dobrych bitów, podkładów, a nie musi być mistrzem tańca?



Dokładnie. Internautów mogę zapewnić, że ja nigdy nie będę „pajacować” na scenie. Moją siłą jest dobra nuta, a resztę show zostawiam tym, którzy kochają taniec i lubią robić show.




Dobrze pan wspomina występ na Eurowizji w 2018 r.



Jestem szczęśliwy, że mogłem pojechać do Portugalii, wystąpić na tym festiwalu. Według mnie nasz duet z Lukasem Meijerem wypadł bardzo dobrze.




Zaobserwowałem, że część państw postrzega tę imprezę jako bardzo prestiżową, jednak zdarzają się i takie państwa, na których ta impreza nie robi większego wrażenia. Po tym występie jestem dużo mądrzejszy. Magia Eurowizji jest taka, że nie trzeba wygrywać, żeby być wygranym.




Byli artyści, którzy zajęli lepsze miejsca od mojego. O nich obecnie już się nie mówi, zniknęli z obiegu. Dzięki Bogu, fanom ten utwór i wiele innych moich kawałków funkcjonuje, budzą ludzi do życia. I tyle na temat.

W Krakowie mieszka dwóch polskich genialnych kompozytorów: Jan Kanty Pawluśkiewicz i Zygmunt Konieczny, których, podobnie jak pana, światowa publika darzy ogromnym szacunkiem. Odnoszę wrażenie, że tych wielkich Polaków oprawiono już w ramki i młodzi artyści boją się ich zaprosić do wspólnych projektów. Czy odważy się Gromee?



Z tymi wielkimi artystami bardzo chciałbym nagrać wspólne utwory, mało kto by nie chciał.
 Łączenie odległych gatunków muzycznych bardzo mi się podoba. Cenię tych panów, dla mnie to mistrzowie świata. Jeśli taki projekt doszedłby do skutku, byłbym rad. Na świecie takie krzyżowanie platform muzycznych ma miejsce od lat. U nas to niestety kuleje, obawiam się, że rodzimi artyści nie są jeszcze na to gotowi.




Jest jakaś obawa, m.in. przed wspomnianym hejtem. Muzycy na pewno mają obawy, czy to się uda, czy też będzie wielka klapa. Oczywiście te lęki są niepotrzebne, bo próbowanie jest dla ludzi ciekawych, odważnych.




Czy to muzyka elektroniczna, poważna, opera, zawsze można usiąść w studiu i bawić się nią. Efekt to już jest druga sprawa. Najważniejsza jest twórczość, szukanie nowych inspiracji, dźwięków, które przy tych kombinacjach zadowolą twórców i dadzą radość jej odbiorcom. Jak wspomniałem już wcześniej, obawiam się, że rodzimi artyści nie są jeszcze gotowi, tu naprawdę trzeba zaryzykować, bo może wyjść wielka klapa albo życiowy hit.

Anna Popek: Wierzę w wywodzący się z Biblii przepis na dobre życie [WYWIAD]

Anna Popek jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Telewizji Polskiej. Wierzy w Boga, dobrze gotuje, kocha sen, który w prowadzonym przez...

zobacz więcej

Jak już jesteśmy przy nowych projektach, warto przypomnieć o pana najnowszym pomyśle. Już 17 maja w Warszawie odbędzie się Orcheston. Będą wykonywane klasyki muzyki elektronicznej w symfonicznych aranżacjach. Swoją obecność na imprezie potwierdzili już Lukas Meijer i Reni Jusis. Będzie się działo?



Najważniejsze, że będę ja, największa światowa gwiazda. Zapewniam, że wystąpi dużo ciekawych dla mnie muzyków, jednak mamy jeszcze czas, żeby pochwalić się uczestnikami imprezy. Zdradzić wszystkie tajemnice za jednym razem to bez sensu. Powiem przy kolejnym wywiadzie.




Pierwsza edycja Orchestonu miała miejsce w Krakowie 14 grudnia 2018 r., pochwalę się, że na koncert Gromeego i Orkiestry Akademii Beethovenowskiej bilety rozeszły się całkowicie. ICE Kraków Congress Centre był wypełniony po brzegi. Przyznam, że strasznie się denerwowałem, czy mój pomysł wyjdzie, czy w razie klapy będę miał pieniądze na pokrycie swoich wizji. Udało się, ludzie wychodzili zadowoleni, więc postanowiłem zaryzykować po raz drugi.




Pierwszy Orcheston odbył się w dniu moich urodzin, był dla mnie superprezentem. Mam nadzieję, że 17 maja warszawski Torwar także zapełni się w całości. Serdecznie zapraszam.




Tworzy pan muzykę nowoczesną, jednak w duszy jest takim „krakowskim kredensem”. Za co tak pan kocha Kraków, czy jest jeszcze miasto, z którym można dzielić tę miłość?



Nie, miłość do tego miasta jest ślepa. Wydaje mi się, że wszyscy kochają Kraków, i każdy za coś innego. Uwielbiam okolice starego Podgórza, Kazimierza. Tu chodzę na spacery z rodziną, jeżdżę na rowerze. W Krakowie czuję się najlepiej. To miasto tętni życiem, kulturą, artystami. Tu mało rzeczy może kogoś zaskoczyć. Będąc dzieckiem, nie rozumiałem opowieści mamy o magii tych uliczek. Po latach ten urok dotarł do mnie. Najważniejsze, że w Krakowie paparazzi mnie nie szpiegują, mam święty spokój, czego nie mogą powiedzieć moi rozpoznawalni znajomi mieszkający w Warszawie. W stolicy kocham Pragę, ma swój klimat.




Bardzo lubię Barcelonę, bywam w niej kilka razy w roku. Cenię to hiszpańskie miasto właśnie za to, że przypomina mi Kraków. Tu płynie Wisła, tam można wykąpać się w morzu. Bardzo lubię także miasta w Portugalii i wszystkie stare, klimatyczne zakątki świata.

Praga i reszta świata. Stara warszawska dzielnica dalej budzi respekt i podziw turystów

Warszawska Praga dalej budzi respekt przyjezdnych i podziw miłośników starych zabudowań. Na pewno drugiego takiego miejsca na Ziemi nie znajdziemy....

zobacz więcej

W tym roku na Eurowizję, która odbędzie się w Izraelu, uda się polski zespół Tulia. Według pana rodzima folkowa grupa może porwać tłumy?



Trzymam kciuki za dziewczyny i apeluję do nich, żeby nie przejmowany się krytyką, która pojawiła się pod ich adresem. Na łamach portalu tvp.info zapewniam, że jeśli potrzebujecie jakiejś pomocy, walcie śmiało. Wspieranie naszych artystów jest patriotycznym obowiązkiem rodzimych twórców i wszystkich Polaków.




Eurowizja jest przejrzysta? Zadać następne pytanie?



Muszę się zastanowić. Dobrze, porozmawiajmy o tym. Niech się dzieje wola nieba. 
Trzeba mieć „duże jaja”, żeby zgłosić się na Eurowizję. Nie każdy artysta jest w stanie zgodzić się na to, żeby być ocenianym. Ładny, brzydki, głupi, gruby, chudy. Krytyka nie jest miła, w dodatku taka publiczna. Podziwiam modelki, muszą mieć mocne psychy. Szacun!




Wracając do Eurowizji, jak pamiętacie państwo, w tych rozgrywkach znaleźliśmy się z Lukasem w górnej części tabeli. Telewidzowie głosowali na nas, im się podobał nasz kawałek. Niestety jury festiwalowemu już mniej. Jednak jesteśmy dorośli i z Lukasem zdawaliśmy sobie sprawę, że nasz numer jest dobry. Rządził i wymiatał na światowych listach przebojów.




Trzymam kciuki za Tulię, jednak wygrana tam to nie tylko muzyka i zdolności. Na wygraną składa się sytuacja polityczna w naszym kraju, pozytywne głosy krajów siedzących w jury. Niestety, niektóre kraje mogą zagłosować pozytywnie, inne nie. Festiwal jest taką wielką maszyną, musi tam wszystko zażreć. Wiem, jest to straszne, jednak postanowiłem się tym podzielić z państwem. Sposób wejścia do finału jest niejasny dla ludzi.




Występ Tulii będzie reżyserował sam Konrad Smuga, więc jeśli wszystko będzie przejrzyste, Tulia poradzi sobie.

Rekordowy Sylwester Marzeń w TVP2

zobacz więcej

Skoro jesteśmy przy ciężkich pytaniach, to czy to prawda, że nawet genialny artysta nie będąc gwiazdą, jest gorzej traktowany na scenie?



To jest rola supportu. Wycisza się dźwięki, żeby wszystko zagrało na tip-top podczas występu głównej gwiazdy. Na jej koncercie ludzie mają skupić całą uwagę. Na dobre nagłośnienie składa się wiele czynników. Wiem, że to może denerwować twórców i fanów, ale niestety tak jest.




Wystartuje pan jeszcze w jakiejś edycji Eurowizji? Fani widzą i widzieli Gromeego solo?



Utwór „Light Me Up” nie był pisany na Eurowizję. On już istniał. Pojechaliśmy tam „na żywioł”, bo nasi fani tak chcieli. Bez moich wielbicieli ja bym się tam nie pojawił. Gdybym wiedział wcześniej, że tam pojadę, pewnie chciałbym napisać specjalny kawałek. Zrobiłbym coś specjalnego, innego. Czemu nie, mogę wystąpić solo, może rodzinnie z żoną Sarą – zobaczymy.




Bardzo mało pana prac malarskich można zobaczyć.



Ponad 500 prac można zobaczyć już dziś, jednak nie są na sprzedaż. Kilka rozdałem, żeby wspomóc aukcje dobroczynne, podarowałem znajomym. Jeśli dojdzie do mnie, że któryś z nich sprzedał któryś z tych obrazów, będzie mi bardzo przykro.




Malarstwo jest moją najpiękniejszą pasją. Od dziecka w ten sposób staram się zrelaksować, wyciszyć, rozładować napięcie. Żeby malować, trzeba być pięknym w środku. Kiedy mam zły dzień, maluję. Kiedy jestem szczęśliwy, tworzę. Często w wolnych chwilach uciekam do farb.




Znajomi się dziwią, że mogę siedzieć godzinami i wręcz gapić się w nie. Mam bardzo dużo obrazów niedokończonych, rozbabranych, które oczekują na wielki finał.

Eurowizja 2019. Wiemy, kto będzie reprezentował Polskę w Tel Awiwie

Wiemy już, kto w maju pojedzie na Eurowizję w Tel Awiwie. Komisja TVP zadecydowała, że reprezentantem Polski na 64. Konkursie Piosenki Eurowizji...

zobacz więcej

Zdobył pan popularność. Wiadomo, że jest miło przybijać piątki, rozdawać autografy. Znam niewielu artystów, którzy bez ciężkiej pracy doszli tak daleko. Na hobby trzeba zapracować czy rodzice sponsorowali dojście do kariery syna?



Wychowywałem się na wsi, od dziecka ciężko pracowałem dosłownie na wszystko. Wykonywałem różne zawody, pracowałem w polu, często zdarzały się roboty budowlane, mocno siłowe. Także zarabiałem na życie na stacji benzynowej wspomnianego Orlenu.




Zdarzało się, że wypłata szybko się rozeszła i pracując w centrum Krakowa, musiałem wracać 30 kilometrów piechotą do domu.




Chyba stąd się wzięło, że ja mało sypiam. Musiałem na budowie być o 5 rano, przygotować murarzowi warsztat, i na godzinę 8 biec do szkoły. Moja mama była wściekła.




Na wszystko, co było mi potrzebne do rozwijania muzycznych pasji, musiałem ciężko zarobić. Fortepianów, płyt, sprzętu do tworzenia dźwięków nikt za darmo mi nie dał.




Rodzina jest najważniejsza.



Tak, mój synek, żona, rodzice, rodzeństwo.

źródło:
Zobacz więcej