Masakra w słonecznej Gamie

Pięciu mężczyzn zostało zastrzelonych 31 marca 1999 r. w warszawskiej restauracji Gama przez trzech zamaskowanych osobników (fot. arch. PAP / Radek Pietruszka)

Za tydzień minie równa 20. rocznica najkrwawszej gangsterskiej masakry w stolicy. Do dziś w internecie znaleźć można wstrząsające zdjęcie pięciu martwych mężczyzn, leżących pokotem na podłodze wokół stolika w restauracji Gama na warszawskiej Woli. Organom ścigania do dziś nie udało się kogokolwiek postawić przed sądem. Wytypowano wprawdzie zleceniodawcę rzezi, ale nigdy nie zebrano dowodów pozwalających na postawienie go w stan oskarżenia. Ci, którzy mogliby wnieść mocne przeciwko niemu argumenty, nie żyją.

Były asystent Bieńkowskiej zatrzymany. „Kierował grupą przestępczą”

W poniedziałek został zatrzymany b. asystent obecnej polskiej komisarz UE – Lech B. Jak informuje rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej prokurator...

zobacz więcej

Środa 31 marca 1999 r. był bezwietrznym, ciepłym, pełnym słońca dniem. W południe termometry wskazywały 15 st. C. Restauracja Gama w tamtym czasie słynęła z pysznych pierogów z mięsem, przysmażaną cebulką i boczkiem. Toteż stała się ulubionym lokalem gangsterów. Od początku lat 90. przewaliły się przez nią tabuny ludzi z kryminalnego podziemia. Sprzyjało temu też jej położenie – niby w centrum stolicy, a na uboczu. Może nie gwarantowała, ale dawała poczucie dyskrecji. To sprawiło, że knajpa ta stała się ulubionym miejscem spotkań i narad wołomińskiego bossa Mariana Klepackiego, pseud. Maniek.

Mimo legendy, jak otaczała Henryka Niewiadomskiego, pseud. Dziad, to „Maniek” był rzeczywistym hersztem gangu wołomińskiego. Był przebiegłym i bystrym gangsterem, mimo, że skończył tylko zawodówkę ze specjalnością tokarza. Jak młodociany, jeszcze w czasach PRL, zaczynał od włamań do kiosków, sklepów i hurtowni. Od początku lat 90 zajął się przemytem spirytusu, papierosów. Miał też na koncie porwania dla okupu i brutalnie wymuszane haracze. Oficjalnie – jako właściciel kantoru i lombardu – najczęściej w czasie przesłuchań na policji i prokuraturze jako zawód podawał dumnie: „biznesmen”.

„Maniek” restaurację na Woli nazywał swoim „biurem”, ponieważ tu prowadził negocjacje z innymi gangami, uzgadniał plany gangsterskich przedsięwzięć, a także zamierzeń, które pozwalały stworzyć zasłonę w operacjach prania brudnych pieniędzy, głównie w interesach związanych z handlem nieruchomościami.

„Bratobójcze” porachunki

Strzelanina w Gamie była dramatycznym finałem wewnętrznych porachunków „bratobójczych” członków gangu wołomińskiego – zwanymi też „bratobójczą wojną Wołomina”. Wojna ta zaczęła się na dobre pod koniec 1998 r., ale poprzedzały ją ważne wydarzenia blisko rok wcześniej. Używając języka filmowego scenariusza, można powiedzieć, że punktem zwrotnym było zabójstwo w styczniu 1998 r., Andrzeja G. ps. Junior.

Wielka obława na „vatsterów”. Rozkręcali wielomilionowe karuzele

Fikcyjne faktury na kwotę ponad 76 mln zł wystawiły dwa gangi rozbite w ostatnich dniach przez CBŚP, KAS i prokuraturę. Łącznie zatrzymano 30 osób,...

zobacz więcej

W dniu śmierci odwiedził on bossów „Wołomina” Mariana Klepackiego, „Mańka” i Ludwika Adamskiego, ps. Lutek w ich kantorze, który mieścił się w przejściu podziemnym w pobliżu Dworca Centralnego. Jak twierdzą policjanci, „Junior” był wysłannikiem Jeremiasza Barańskiego „Baraniny”, rezydenta mafii pruszkowskiej na Austrię i Niemcy. Miał też pełnomocnictwo tego największego gangstera wiedeńskiego. W imieniu „Baraniny” zażądał, aby obydwaj wołomińscy gangsterzy współpracowali z rezydentem pruszkowskim, co w praktyce oznaczało, że wcześniej lub później będą musieli dzielić się z nim swoimi zyskami.

„Junior” miał usłyszeć od nich, że nie mają zamiaru pracować na rzecz kapusia. W środowisku gangsterów warszawskich krążyła pogłoska, że „Baranina” jest konfidentem polskich służb specjalnych. Potwierdzeniem tego miała być łatwość z jaką uzyskiwał zgody MSW w czasach PRL na podróże po Europie Zachodniej. Kilka dni potem „Juniora” zastrzelił zawodowy zabójca w podziemnym przejściu między hotelem Marriott, a Dworcem Centralnym. Najprawdopodobniej zanim „Junior” zginął, zdążył „Baraninie” przekazać informację o „nieposłuszeństwie” wołomińskich gangsterów. „Baranina” swoimi kanałami – a w świecie warszawskich gangsterów miał ich bez liku – po kilku miesiącach znalazł następcę „Juniora”.

Nowym utajnionym „pełnomocnikiem” został jeden z najbardziej zaufanych ludzi bossa, Karol S., pseud. Karol. Był to strzał w miękkie podbrzusze „Mańka”. „Baranina” wiedział dokładnie, kto z radością przyjmie rolę mściciela, ponieważ wcześniej „Maniek” w zarodku brutalnie zdusił ambicje „Karola”, żeby dostawać większe premie za gangsterkę. Drugim mocnym elementem planu „Baraniny” była wiedza, że wokół „Karola”, traktowanego jako lidera gangsterskiej młodzieży, jest spora grupa dążąca do większej samodzielności i lepszych zarobków.

Te systematycznie powtarzające się wojenki gangsterskie doprowadziły do krwawego finału w dniu 31 marca 1999 r. Wczesnym popołudniem w ulubionej knajpie „Mańka” – Gamie dawnej Dorotce, przy ul. Wolskiej – pięciu gangsterów zasiadło razem do stolika. Jest bardzo prawdopodobne, że spotkali się na naradzie, aby wydać wyroki na „Karola” i jego ludzi. Obok „Mańka” był też drugi dowódca gangsterów Wołomina „Lutek”. Obydwu bossom towarzyszył Olgierd W. ps. Łysy, który był nowym ochroniarzem i kierowcą Mariana Klepackiego. Dwóch innych ochroniarzy, „Maniek” z niewiadomych powodów, puścił na miasto. Po południu do bossów dołączyli Piotr Ś. Ps. Kurczak i Mariusz Ł., „Piguła”.

Wielka obława na „vatsterów”. Rozkręcali wielomilionowe karuzele

Fikcyjne faktury na kwotę ponad 76 mln zł wystawiły dwa gangi rozbite w ostatnich dniach przez CBŚP, KAS i prokuraturę. Łącznie zatrzymano 30 osób,...

zobacz więcej

„Filmowy” krwawy finał

Restaurację Gama na warszawskiej Woli w środę 31 marca 1999 r. jej menedżerka jak zwykle otworzyła ok. godz. 9 rano. Pod restauracją czekali już na nią dwaj kelnerzy, kelnerka i szatniarz – starszy gość na emeryturze.

Wchodząc do środka nie wiedzieli, że są obserwowani przez mężczyznę, który stał na schodach ośrodka zdrowia, znajdującego się naprzeciw, po drugiej stronie ulicy Wolskiej. Około godz. 12.30 kolejny „obserwator”, był nim Cezary P., ps. Popo, zadzwonił z komórki do „Karola”, mówiąc, że wszystko jest gotowe do decydującego kroku. „Karol” przekazał sygnał trójce mężczyzn oczekujących od niedawna w zaparkowanym polonezie na ul. Staszica, sąsiadującej bezpośrednio z Gamą.

Przypomnę, że 35-letni wówczas Karol S., ps. Karol, był z zawodu blacharzem, urodził się i wychował w Wesołej pod Warszawą. Jego specjalnością były porwania dla okupu i napady na tiry. W światku przestępczym słynął z bezwzględności. Chcąc się usamodzielnić, nawiązał kontakty z Rosjanami, co w gangu wołomińskim było źle widziane. Od 1998 r. kontrolował m.in. peryferyjne dzielnice Anin i Rembertów. Zainspirowany zachętami „Baraniny” do całkowitego usamodzielnienia się, aby przejąć pełnię władzy w gangu wołomińskim, musiał jednak pozbyć się bossów: Klepackiego i Adamskiego, „Mańka” i „Lutka”.

Kilka minut przed godz. 13.00 do restauracji weszło trzech zawodowych zabójców. Obecni w Gamie świadkowie spierali się później, czy byli zamaskowani. Jedni mówili, że mieli na sobie jakieś mundury, inni, że kombinezony. Jeszcze inni twierdzili, że trzej „egzekutorzy” weszli do restauracji w kominiarkach, od stóp do głów ubrani na czarno. Wszyscy są zgodni co do tego, że byli uzbrojeni po zęby. Po wejściu do lokalu zabójcy minęli sparaliżowaną ze strachu obsługę. Szybkim krokiem przeszli drugiej sali, znajdującej się w głębi restauracji. Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia otworzyli ogień.

Parchimowicz: Pismo, które wysłałem do prokuratorów nie stanowiło polecenia

zobacz więcej

Każdy z nich używał innej broni: na miejscu masakry policjanci znaleźli łuski od karabinu maszynowego, myśliwskiej dubeltówki i pistoletu. Uznawani powszechnie za ówczesnych szefów „Wołomina”, należący do starej gwardii warszawskiego świata przestępczego, 51-letni Marian Klepacki, ps. Klepak vel „Maniek” i 48-letni Ludwik Adamski, ps. Lutek, zginęli na miejscu podziurawieni kulami. Razem z nimi zginęli ich ochroniarze: 38-letni Olgierd W., ps. Łysy, 26-letni Mariusz Ł., ps. Przeszczep, 34-letni Piotr Ś., ps. „Kurczak”. Na szczęście o tej porze dnia Gama zwykle świeciła pustkami. Nikomu z kilkuosobowego personelu nic się nie stało. W miejscu, w którym siedzieli gangsterzy, pociski przebiły szyby lokalu z okien wychodzących na ulicę, ale żadna nie trafiła w przechodzące osoby. Jedynie kilkanaście pocisków zniszczyło karoserię i szyby w wysokich samochodach, stojących na pobliskim parkingu. Kule też przebiły kaloryfery umieszczone pod oknami, a wyciekająca z nich woda zmieszała się z krwią zabitych mężczyzn.

Po egzekucji zabójcy wsiedli do srebrnego poloneza i odjechali. Już po paru godzinach w lesie w pobliżu Falenicy znaleziono spalonego poloneza. Jego właściciel, uczeń aktorskiego studium policealnego, stał się pierwszym podejrzanym. Zatrzymano go i zwolniono, bo okazało się, że auto wcześniej mu skradziono, a on ma niezbite alibi. Śledztwo rozpoczęto dwutorowo. Sprawdzano i badano świat przestępczy, czy zbrodnia nie była sprawą bandytów całkowicie oderwanych od realiów wołomińskich, ale mających wspólne interesy z „Mańkiem” i „Lutkiem”. Drugi kierunek poszukiwań to wewnętrzne wołomińskie porachunki.

W tym drugim przypadku wszystkie tropy prowadziły do „Karola”. Najpierw zatrzymano Roberta B. ps. Bieniasty, po nim Andrzeja M., ps. Niuniek. Kilka dni później Pawła J., ps. Japa. W momencie zatrzymania próbował wyrzucić pistolet z tłumikiem. Po kilku tygodniach wpadł też Cezary R., ps. Popo. Sam „Karol” ukrywał się skutecznie przed policją ponad trzy miesiące. Pogoń zmylił jedynie Andrzej T., ps. Tyburek, który ukrywał się przez 10 lat. Ten ostatni usłyszał tylko drobne zarzuty. Pozostali stanęli przed sądem. Wszyscy poza „Popo”, który wcześniej popełnił w areszcie samobójstwo, zostali w lutym 2013 r. ostatecznie skazani na kary dożywocia za strzelaniny przed warszawską restauracją Friday’s oraz w Aninie. Żaden z nich nigdy nie przyznał się do zarzutów, a także do jakichkolwiek związków z masakrą w Gamie, która pozostaje wciąż niewyjaśnioną zagadką.

źródło:
Zobacz więcej