Bezcenny Lewandowski. Polska pokonała Łotwę!

Robert Lewandowski cieszy się z gola podczas meczu eliminacyjnego mistrzostw Europy z Łotwą (fot. PAP/Piotr Nowak) )

Uff! Dużo nerwów, dużo niedokładności, ale udało się. Po słabej pierwszej i obiecującej drugiej połowie, Polacy pokonali Łotwę 2:0. Obie bramki padły po uderzeniach głową: najpierw Pavelsa Steinborsa pokonał Robert Lewandowski, a w końcówce spotkania wynik ustalił Kamil Glik. Po dwóch meczach eliminacji do Euro 2020 mamy na koncie sześć punktów.

Mecze Ekstraklasy w TVP jeszcze w tym sezonie

Wybrane mecze piłkarskiej Ekstraklasy tego sezonu zostaną pokazane w Telewizji Polskiej. TVP wykupiła sublicencję na transmisję jednego meczu w...

zobacz więcej

Wiosnę zaczęliśmy udanie. Skromna, ale ważna wyjazdowa wygrana z Austrią (1:0) dała nadzieję, że najgorsze już za naszą reprezentacją. Że Jerzy Brzęczek dotarł do piłkarzy, którzy za chwilę, za moment będą grać tak, jak sobie wymarzył.

Mecz z Łotwą miał być formalnością. Na palcach jednej ręki można policzyć europejskie reprezentacje, z którymi piłkarze Slavisy Stojanovicia mogliby wygrać. Na Stadionie Narodowym, naszej dumie, w sercu Warszawy? Wykluczone, nie ma mowy.

Tak się przynajmniej wydawało.

Udany początek eliminacji. Polacy lepsi od Austriaków!

Polacy nie zachwycili, nie powalili na kolana, ale wygrali. Z trudnego terenu w Wiedniu, być może najtrudniejszego w tych eliminacjach, wywieźli...

zobacz więcej

Pierwsza połowa w wykonaniu Polaków wyglądała jednak fatalnie. Dośrodkowania – za lekkie, podania – niedokładne, strzały – niecelne. A jak już piłka zmierzała do bramki, to skutecznie interweniował Steinbors.

Co smutne: nie był to czas biało-czerwonej dominacji. Łotysze mieli swoje okazje, próbowali, kontrowali, ale w kluczowych momentach brakowało im zimnej krwi. Gola mógł strzelić Lewandowski, pięknie przyjął długie podanie Grzegorza Krychowiaka, ale miał za mało miejsca, by odpowiednio ”zakręcić” piłkę i minąć bramkarza. Poza tym: źle lub bardzo źle. Zero do zera.

Druga połowa, na szczęście, to już zupełnie inna historia. Polacy przystąpili do niej zdeterminowani, świadomi celu, jaki jest do wykonania. Rywalom długo nie pozwalali nawet na wyjście z połowy: udało im się raz, ale kontrę Artursa Karasauskasa ofiarnym wślizgiem przerwał w ostatniej chwili Kamil Glik.

Bili, bili, kopali w stronę bramki, aż w końcu się udało. Na kwadrans przed końcem piłkę na lewym skrzydle dostał Arkadiusz Reca, poprowadził ją aż w pole karne i precyzyjnie dośrodkował na siódmy metr. Tam, niczym taran, wbiegł na nią Lewandowski, uderzając nie do obrony w prawy róg bramki.

Zgromadzeni na Stadionie Narodowym kibice oszaleli z radości, a Polacy – już spokojni, zrelaksowani – kontynuowali ataki. W 83. minucie losy spotkania powinien przesądzić Przemysław Frankowski, ale po znakomitym zagraniu Lewandowskiego spudłował z metra. Co nie udało się jemu, udało się Kamilowi Glikowi, który znakomitą „główką” wykończył dośrodkowanie z rzutu rożnego Jakuba Błaszczykowskiego.


Dwa wiosenne mecze, dwa zwycięstwa. Na papierze – wymarzony początek. Gra Polaków długimi fragmentami nie wygląda jednak dobrze. Wypada wierzyć, że czas zadziała na korzyść reprezentacji...

Kolejne mecze o punkty dopiero w czerwcu: z Macedonią (07.06) i Izraelem (10.06).

źródło:
Zobacz więcej