Ciężkie żarty polityków. „Kto się nie śmieje, ten nienawistnik” [OPINIA]

Wiceprezes PSL Adam Struzik (fot. arch.PAP/Marcin Obara)

Doklejanie wąsików Hitlera, wzywanie ze sceny do zabójstwa, żarty z czyjegoś cierpienia – boki zrywać, a kto się nie śmieje, ten nienawistnik i nie-Europejczyk. No, chyba że ktoś chlapnie coś z głupkowatą miną o lesbijkach. Oj, wtedy żarty się kończą jak nożem uciął. Otoczony śmiertelną powagą trefniś, choćby nie wiem jak przepraszał, musi ponieść karę, zwłaszcza, gdy ma się z nim stare porachunki.

„Histeryczny śmiech” Tomasza Lisa z hołdu prezydenta Dudy

Redaktor naczelny „Newsweeka” Tomasz Lis udostępnił na Twitterze wpis, w którym internauta zakpił z prezydenta Andrzeja Dudy i ze sposobu, w jaki...

zobacz więcej

Gdyby nie poczucie humoru, czasem ciężko byłoby znieść naszą scenę polityczną. W sieci można znaleźć szereg memów, kawałów i żartów wszelkiego rodzaju produkowanych przez zwolenników jednej czy drugiej strony lub po prostu ludzi dowcipnych, którzy patrzą na politykę z dystansem i błyskotliwie docinają to jednym, to drugim.

Nieżyjący już znany wszystkim dziennikarz TVN Grzegorz Miecugow powiedział, że „prawica światopoglądowa nie śmieje się. Nie zna dowcipów. Nie rozumie, jak można się śmiać z polityki, a jeżeli pojawia się jakiś dowcip, to musi on zawierać jakieś ciężkie słowa, przekleństwa albo komuś dokopać”. Jego spostrzeżenie niejednokrotnie trafnie opisywało rzeczywistość. Co jednak z poczuciem humoru szeroko rozumianej lewicy światopoglądowej? Politycy i celebryci związani z liberalno-lewicowymi poglądami od lat również próbują używać humoru jako broni politycznej. A ta, umiejętnie użyta, jest orężem, który może dać się we znaki przeciwnikowi. Ciężko jednak udawać, że operuje się samurajskim mieczem, stosując technikę młócenia cepem. W ostatnich tygodniach na swoje poczucie humoru, z kunsztem nawiązującym do tych swojskich praktyk, powoływało się kilku polityków Koalicji Europejskiej, w tym dwóch z PSL.

Mieszkowski: Scena zbiórki na zabójstwo Kaczyńskiego była dowcipna i przewrotna

Scena zbiórki na zabójstwo Jarosława Kaczyńskiego w „Klątwie” „była dowcipna i bardzo przewrotna, a publiczność miała dużo radości w związku z tym”...

zobacz więcej

Zaczął jednak polityk Nowoczesnej Krzysztof Mieszkowski, który wziął w obronę słynną już nieszczęsną scenę z przedstawienia „Klątwa”. Aktorka Julia Wyszyńska, mówi, że gdyby to nie było niezgodne z prawem, to w tym miejscu spektaklu zrobiłaby zbiórkę na płatnego zabójcę, który zabiłby Jarosława Kaczyńskiego. Opisuje przy tym aksamitnym głosem, jak tanio by wyszło.

Tylko raz zrezygnowano z tej sceny, w dniu pogrzebu zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Dobre i to, choć powody takiej decyzji były dość enigmatyczne, biorąc pod uwagę, że w następnym przedstawieniu monolog przywrócono. Wyjaśnił to ostatnio Krzysztof Mieszkowski, poseł Nowoczesnej i krytyk teatralny. Stwierdził, że właśnie ta scena jest dowcipna i przewrotna. Wniosek jest więc prosty, autorzy i aktorzy chcieli wyciszyć tego dnia komediowy charakter swojego spektaklu. Przy następnym przedstawieniu znowu było wesoło, a sama aktorka mogła dalej skarżyć się w pismach Agory na prześladowania, jakie musi znosić ze strony kołtunów niewrażliwych na sztukę. Niesłusznie, być może śledzący jej karierę hejterzy wyrażają ten sam poziom wrażliwości, co aktorka i próbują wczuć się jeszcze mocniej w konwencję, jaką zaproponowała.

„Porwany przez Marsjan”, „co Pani dziś doiła?”. Chamski atak rzecznika PSL na premiera i posłankę PiS

Premier Mateusz Morawiecki w przeszłości, z powodu opozycyjnej działalności ojca, wielokrotnie został pobity przez służby PRL. Gdy miał 15 lat,...

zobacz więcej

Kilka dni później wyrafinowanym humorem błysnął dużo młodszy polityk (rocznik 1981), tym razem z PSL-u. Nie chodzi tu o zwykłe szczeniackie zaczepki z memami, bo to obecnie norma. Rzecznik partii Jakub Stefaniak starał się być bardziej błyskotliwy i zażartował z Mateusza Morawieckiego, że w młodości nie porwali go z ulicy zomowcy tylko Marsjanie...

Tak to jest, gdy ktoś uczy się historii z filmów o gwiezdnych wojnach i tym podobnych. Wszystko w końcu może mu się pomylić, zwłaszcza, że w czasach, gdy zomowcy rzeczywiście prześladowali ludzi, jedynym zajęciem obecnego rzecznika PSL-u było robienie awantur, gdy mu nie zmieniono na czas pieluchy. Ostatecznie jednak przeprosił, gdy jego pryncypał, Władysław Kosiniak-Kamysz odbył z nim rozmowę dyscyplinującą. Tak to przynajmniej określił lider PSL.

Podobnej rozmowy nie zdążył już jednak przeprowadzić z innym swoim podwładnym, wiceprezesem PSL Adamem Struzikiem. Ten z kolei promował mem ze zdjęciem Jarosława Kaczyńskiego, stylizowanym na podobiznę Hitlera. Koncept niewyszukany, bo wpis z analogicznym porównaniem dużo wcześniej umieściło na swoim koncie choćby Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Zresztą szybko się z tego wycofało, przeprosiło i odsunęło od obowiązków swojego administratora mediów społecznościowych. Wiceprezes jednak nie zamierzał przeprosić i słowa oburzenia ze strony internautów skomentował tak: „Nie będzie żadnych przeprosin, bo nikogo nie obraziłem. Pozdrawiam wszystkich nienawistników, ludzi zawziętych, oszczerców, kłamców, pogardliwców, wszystkich bez elementarnego poczucia humoru.”

Wiceprezes PSL porównał Kaczyńskiego do Hitlera. Nie przeprasza, pozdrawia „nienawistników”

„Nie będzie żadnych przeprosin” – oświadczył wiceprezes PSL Adam Struzik po tym, jak na swoim koncie na Twitterze udostępnił grafikę z prezesem PiS...

zobacz więcej

Tweet został ostatecznie usunięty po kilkunastu godzinach, Kosiniak-Kamysz przyjął tłumaczenia wiceprezesa i sprawa została uznana za niebyłą.

Wiceprezes nie rzecznik, to stary chłop i nie mnie tłumaczyć mu, co oznacza w Polsce porównanie do Hitlera. W każdym razie, gdyby jemu domalowano charakterystyczny wąsik i ludowiec uznałby to za dobry żart, to powinien się zgłosić do specjalisty, bo oznaczałoby to, że najwyraźniej stracił kontakt z rzeczywistością.

Ale już najgorzej dla opowiadającego, gdy rzuci bon motem we własne towarzystwo. Wówczas niewinna krotochwila może być bezwzględnie wykorzystana w wewnątrzpartyjnych gierkach. Nieśmiertelny były poseł PO Robert Węgrzyn wprawdzie wrócił do partii po ośmioletniej banicji, ale przyznał jednocześnie, że cytowany przez niego dowcip Andrzeja Czumy, jak to fajnie sobie popatrzeć na lesbijki, stał się jedynie wygodnym narzędziem zastosowanym do wyrzucenia go z polityki. W tle majaczyły konflikty partyjne.

Ciężkostrawne żarty długo leżą na wątrobie. Bez względu na to, kto je wypowiedział. Można je reinterpretować, dorabiać pospiesznie filozofię i opowiadać, że igraszki słowne typu „a państwo mają tu-polew” to protest przeciwko upolitycznianiu tragedii smoleńskiej. Jednak niektóre żarty pozostają słabe nawet wtedy, gdy wielu się z nich śmieje.

źródło:
Zobacz więcej