Akcja T4, czyli mord na pacjentach szpitali psychiatrycznych. Wystawa w Gliwicach

Urna z prochami niepełnosprawnych ofiar nazizmu w placówce w pobliżu dawnej wsi Grafeneck w Badenii-Wirtembergii. W Pałacu Myśliwskim Grafeneck, w którym do 1939 r. Fundacja Samarytan prowadziła dom opieki, między styczniem a grudniem 1940 r. w garażu przekształconym w komorę gazową zostało zamordowanych ponad 10 tys. osób (fot. ullstein bild via Getty Images)

Wystawę poświęconą ofiarom nazistowskiej eutanazji, w tym pacjentom śląskich szpitali psychiatrycznych, można oglądać w Domu Pamięci Żydów Górnośląskich w Gliwicach. Historycy przypominają, że ofiarą kaźni chorych w ramach tzw. Akcji T4 padło ok. 2,5 tys. osób ze Śląska.

Pierwszy na ziemiach polskich. KL Kulmhof powstał 75 lat temu

Mija 75 lat od hitlerowskiej zbrodni, która miała miejsce w Chełmnie nad Nerem. Niemcy zamordowali wówczas za pomocą spalin samochodowych ok. 700...

zobacz więcej

Na dwujęzyczną ekspozycję, przygotowaną przez Saksońskie Miejsce Pamięci Pirna-Sonnenstein, składa się ponad 20 plansz. Jej organizatorem w Polsce jest Muzeum w Gliwicach; partnerem został katowicki oddział Instytutu Pamięci Narodowej.

Wystawa opowiada o śląskim epizodzie Akcji T4, czyli akcji eutanazyjnej. W tej pierwszej masowej kaźni zorganizowanej przez nazistów zginęło co najmniej kilkadziesiąt tysięcy osób. – Chodziło o to, co autorzy tej akcji nazywali »życiem niewartym życia«, czyli o eliminację osób uznanych za nieprzydatne dla społeczeństwa z rozmaitych względów – powiedział dr hab. Grzegorz Bębnik z oddziałowego biura badań historycznych w Katowicach. Były to najczęściej osoby obłożnie chore i niepełnosprawne. Akcja T4 rozpoczęła się w październiku 1939 roku antydatowanym poleceniem Adolfa Hitlera, które zachowało się w oryginale.

Antydatowanie polecenia Hitlera nie jest – zdaniem historyka IPN – przypadkiem. Całość wydarzeń związanych z wojną miała bowiem odsunąć na dalszy plan zainteresowanie Niemców tym, co dzieje się z ich krewnymi, którzy mieli być poddani Akcji T4 (sam kryptonim wywodzi się od nazwy siedziby sztabu akcji przy berlińskiej Tiergartenstraße 4).

Akcja polegała na organizacji sieci placówek medycznych, szpitali, zakładów opiekuńczych i innych punktów, w których ofiary miały być selekcjonowane. Następnie transportowano je do kilku wyselekcjonowanych placówek na terenie Niemiec, gdzie były mordowane; najbardziej osławioną z nich był zamek Pirna-Sonnenstein.
Komora gazowa w Grafeneck (fot. ullstein bild via Getty Images)

Nauka w służbie Zła

Świat naukowy jest w szoku po ujawnieniu, że wybitny pediatra i psychiatra Hans Asperger był zamieszany w zbrodnie nazistów. Pojawiły się dowody,...

zobacz więcej

– Główny etap akcji zakończył się w sierpniu 1941 r., co było związane z przedostającymi się do opinii publicznej coraz żywszymi pogłoskami, co dzieje się z chorymi odstawionymi rzekomo do placówek opiekuńczych i z oficjalnymi wystąpieniami przedstawicieli Kościołów, przede wszystkim katolickiego – powiedział historyk.

– Akcja nie została zawieszona; od tej pory robiono to, ale w sposób – jeżeli to w ogóle odpowiednie słowo – dyskretny: na osobach przeznaczonych do zgładzenia wypróbowywano inne techniki. O ile wcześniej było to trucie tlenkiem węgla, to później podawano zabójcze dawki medykamentów, starano się doprowadzić do wycieńczenia, czyli zagłodzenia pacjentów – kontynuował Bębnik.

– Co godne uwagi, osoby, które przygotowywały pierwszy etap Akcji T4, związany z truciem w de facto komorach gazowych za pomocą tlenku węgla, później »doskonale sprawdziły się« przy organizacji obozów zagłady. Sobibór, Bełżec, Majdanek – wszędzie tam znajdujemy nazwiska, które wcześniej pojawiały się przy Akcji T4 – podkreślił.

Kluczowymi na Górnym Śląsku miejscami akcji – związanej głównie z eliminacją pacjentów szpitali psychiatrycznych – były dwa duże zakłady psychiatryczne w Lublińcu i Rybniku. – Szczególnie znany jest przypadek Lublińca i dyrektora tej kliniki Ernsta Buchalika. Po wojnie on i jego podwładna Elisabeth Hecker kierująca oddziałem dziecięcym, na którym zanotowano ok. 200 zgonów, byli sądzeni przed sądem Republiki Federalnej. Z braku dowodów proces został umorzony. – Praktycznie trudno odszukać nazwisko lekarza, który z tego tytułu zostałby skazany – podkreślił historyk katowickiego IPN.
Dwujęzyczną objazdową wystawę czasową „Zapomniane ofiary nazistowskiej eutanazji – mord na pacjentach śląskich zakładów leczniczych w latach 1940-1945” można oglądać do 28 kwietnia w Domu Pamięci Żydów Górnośląskich. To neogotycki żydowski dom przedpogrzebowy z 1903 roku stojący przy gliwickim kirkucie.

źródło:

Zobacz więcej