„Nie umiem siedzieć spokojnie bez muzyki”. Szczery wywiad z Kortezem #PolskaToWiecej

– Trzeba wyjść i się ogołocić. Stanąć na golasa tak przed sobą samym, dać sobie w ryj i napisać mocny tekst. To jest ciężkie. (…) Cała ta zabawa z fastfoodową muzyką się kiedyś kończy. Jesteś tak gruby, że stwierdzasz, że wreszcie musisz iść na siłownię, bo masz już problem z wchodzeniem po schodach – mówi Kortez, zdobywca Fryderyków w 2016, 2018 i 2019 roku, w wywiadzie dla portalu tvp.info. Z muzykiem rozmawia Samuel Pereira.

„Jestem dumną polską Żydówką”. #PolskaToWiecej

Yasmine Chancer urodziła się w Jerozolimie. Jest polsko-żydowską aktorką i śpiewaczką. Niedawno zamieniła Nowy Jork na Los Angeles. W rozmowie z...

zobacz więcej

Siedzisz i coś nagrywasz, jak widzę. Te demówki, które teraz nagrywasz, mogą być zalążkiem nowej płyty?

Na bank, pewnie tak. Potem zrobię selekcję, do których numerów powstaną konkretniejsze teksty. To jest niezależne od tego, jaki zrobisz numer. On może być najlepszy ze wszystkich, które mi mogą się podobać, ale np. nie mam żadnego pomysłu, pod żadnym kątem i w żadnym języku, żeby napisać do niego tekst.

Jak sprawdzasz, czy kawałek jest „dobry”?

Gdzieś tam w głowie krąży miliard myśli, miliardy pomysłów. Na tych samych trzech, czterech fontach możesz zrobić milion melodii, zrzucić milion myśli. Musisz wtedy w „dyni” wykonywać bardzo szybką pracę, żeby zapamiętać te, które są najlepsze. Możesz tak naprawdę wyrzucić longiem na sto minut, które nagrasz, milion pomysłów i potem z tego wybierać. Możesz też ten proces mieć w głowie i samoistnie on się wybierze. Który kawałek jest mocniejszy, silniejszy, który bardziej mnie przekonuje, tzn. którego bardziej czuję i który bardziej zmusza mnie do tego, żeby puścić go jeszcze raz. A jak sobie to zbansuję (połączę brzmienia – przyp. red.), to puszczam w kółko wszędzie, gdzie mogę być.

I wtedy wiesz, że to jest twój kawałek. Czym w takim razie się inspirujesz? Jaką inną muzyką?

Słucham własnej, ale żeby nie wyjść na takiego totalnego buca, który słucha tylko swojej muzy... Ostatnio miałem przygodę z Maxem Richterem, takim minimalistą muzyki klasycznej.

No właśnie, czy to prawda, że masz tzw. zajawkę na muzykę klasyczną?

No na maksa. Mam od zawsze. Kiedy jest taki moment, gdy nie mam czego słuchać albo ciągle siedzę przy komputerze i robię to wszystko, to następuje zmęczenie nawet nie tyle organizmu, ale już psychiki, „dyni”, emocji, wszystkiego. Musisz wtedy albo od tego odejść albo zmienić centralnie muzę, której słuchasz. Ja nie umiem odejść, bo nie potrafię czegoś nie słuchać, bo słuchanie muzyki daje mi dużo więcej niż nawet porozmawianie z kimś na jakiś temat. Muza mnie odcina, muza mi pomaga. Nie umiem bez niej siedzieć spokojnie i myśleć nad jakimś problemem albo nad jakąś sprawą, sytuacją; snuć pomysły, jak je zrealizować.

Muza zawsze mi towarzyszy i dla mnie dzień bez muzy jest takim dziwnym dniem. Jak mam zmęczenie materiału, czyli mojego mózgu, tym wszystkim, co się dzieje, to zawsze wracam do klasyki. No i ona potrafi mnie uspokoić.

Nie rozbudzić?

Uspokoić. A jednocześnie to też rozbudza.

Lukas Podolski: Każdy ma swoją szansę i trzeba z niej skorzystać. #PolskaToWiecej

Od 2014 r. na warszawskiej Pradze działa świetlica dla dzieci z ubogich środowisk, prowadzona przez fundację Arka. Jej patronem jest słynny piłkarz...

zobacz więcej

Notujesz sobie teksty piosenek?

Głównie używam telefonu, bo tak jest najprościej. Notuję w pociągu, samochodzie, samolocie czy w domu albo studiu. Jasne, można chodzić z notesem, nawet kupiłem sobie jakiś tam mały notes, ale niezręcznie się z nim czuję. Mam telefon i mam go przy sobie, więc zawsze można sobie wpisać wszystko w notatnik, niezależnie od miejsca i czasu.

Przechodząc do tekstów piosenek - większość z nich jest smutna, melancholijna, nawet depresyjna.

Czy one są depresyjne? To chyba mogą stwierdzić wszyscy ci, którzy byli w depresji. Jeśli chodzi o teksty, które składają się na „Mój dom”, „Bumerang” i na te wszystkie epki, to zdarzają się sytuacje, że przychodzą do mnie pary po koncertach i mówią, że nie rozumieją, jak można się przy tej muzyce dołować. Że ona jest taka piękna i uprawiają przy tej muzyce seks. I oni nie czują depresji. Dla niektórych te teksty są przestrogą, inni mówią, że to były słabe, złe doświadczenia z przeszłości i tak dalej. Gdzieś na pewno jest tam jakiś wspólny mianownik.

Czy miewasz problemy z natchnieniem?

Przychodzi taki moment, kiedy nie ma żadnego natchnienia, ale potrafię też bawić się z synem klockami Lego i nagle idę do pianina. Czasem dostanę świra, a czasem go nie dostanę. Jak wpadnie mi pomysł, myślę sobie wtedy, że jest na tyle zapamiętywalny, że odstawię go i potem sobie go zrobię, jak będzie taka możliwość. Każdy ma dyktafon w telefonie, więc czasem mogę nagrać coś na niego, kiedy idę ulicą i mam jakiś superpomysł. To musi śmiesznie wyglądać.

Jest jakaś jedna rzecz, którą poprzez swoje płyty chcesz przekazać słuchaczom?

Powiem szczerze. Gdy zaczynałem, nie wychodziłem z żadnym zamiarem, że muszę komuś coś przekazać czy dać lekcję. Samo gdzieś to ze mnie wypływa i gdzieś to jakoś zapisuję, ale nie było takiego podejścia, że chcę coś przekazać. Po prostu chciałem wyrzucić coś z siebie. Samo to wyrzucenie dało mi totalny luz, bo pomogło mi przejść przez różne dziwne rzeczy. Każdy potrzebuje się gdzieś wyskakać, jak się jest wkur***nym albo wypłakać, jak jest smutno. Jak jesteś nabuzowany i kipią w tobie różnego rodzaju emocje, sytuacje czy zdarzenia, to potrzebujesz to z siebie wyrzucić. Ja jestem ogromnie wdzięczny, że nauczyłem się to wyrzucać w formie muzyki. Nie muszę iść na ulicę napierd***ć się browarami i zrobić rozpier***l, tylko mogę przyjść do studia i tam to wszystko wywalić. Tam jest wszystko. Tak jak się czujesz, tak możesz to wywalić. Totalnie ekstra. Chcesz spokojnie, bo jest ci smutno, to masz spokojną muzę. Jesteś wkur***ny, to zrobisz bit, fajny bas i takie synthy mocne, że ci rozwali czachę i w ten sposób się wyżyjesz. Posłuchasz sobie muzy.

Barber shop. Miejsce, gdzie mężczyźni czują się wyjątkowo. #PolskaToWiecej

Od kilku lat cieszą się ogromną popularnością, śmiało można je nazwać męskimi salonami urody, a mowa o… barber shopach. W takim zakładzie można...

zobacz więcej

Tych drugich kawałków na twoich płytach nie ma.

No nie ma. Gdzieś to wszystko nie jest spójne. Może kiedyś wydam taką płytę, ale umówmy się, taki numer zrobi każdy, więc dla mnie to jest bez sensu, żeby zrobić jakieś techno, czy coś w tym stylu, skoro można coś innego, coś więcej, głębiej. Ja przyszedłem się wyżyć, ty też się możesz wyżyć, ale czy chcesz z tego wydać płytę? Może są tacy ludzie i dzięki nim są też osoby, które chcą takiej muzy słuchać, bo to też jest emocjonalne, to też są emocje. Muzyka jest rozrywką, muzyka jest wszystkim. Przy muzyce możesz się zastanawiać, możesz się kochać, gotować, prać, sprzątać, szaleć, wariować na imprezie, pić. Wszystko można robić przy muzyce. Więc muzyka jest takim wspólnym mianownikiem nas wszystkich, odpowiedzialnym za emocje w danej chwili. Na „Mój dom” złożyło się kilka osób, które pisały teksty. Oczywiście byłem to ja i Agata Trafalska głównie, ale był też Mateusz Dopieralski, Max Kucharski. Każdy dodał coś od siebie. Każdy miał jakieś przeżycie, jakieś rozstanie czy inne rozterki. Mnie jest łatwiej napisać melodię niż słowa, które będą mocne, trafne, dosadne i w punkt, że ty je zrozumiesz. Mam jakąś tendencję do owijania w bawełnę, chodzenia naokoło, i bardzo ciężko mi się przez to przebić. W rozmowie nie mam z tym problemu, ale żeby napisać tekst, prosty tekst, który jest mocny, to trzeba się naprawdę wysilić. Trzeba wyjść i się ogołocić. Stanąć na golasa tak przed sobą samym, dać sobie w ryj i napisać mocny tekst. To jest ciężkie.

Masz swój własny pancerz?

Każdy ma jakiś system obronny. Widzę to nawet u dzieci. Mój mały syn boi się i wstydzi powiedzieć, że jest mu smutno. Wstydzi się powiedzieć, że coś nabroił albo że ktoś mu zrobił jakąś przykrość. Wstydzi się tego, jaką ja mogę wydać opinię, co mu mogę powiedzieć, jak mogę zareagować. To samo dotyczy dorosłych. Kiedy powiesz, co czujesz, to albo usłyszysz, że jesteś pi***ą, albo „wow! super, że mówisz o takich rzeczach i jak dobrze, że są tacy ludzie, którzy mówią o tym, co czują i myślą”. Więc zdania są podzielone. Wszystko jest zależne od tego, czy masz na tyle siły, jaj, żeby powiedzieć komuś prosto w twarz to, co czujesz i co myślisz. Bez żadnego owijania w bawełnę. No, ja w tekstach nie mam takich umiejętności super ekstra, więc korzystam z pomocy Agaty.

Która z twoich piosenek jest w takim razie najbardziej szczera, najbardziej twoja, numer w którym się „ogołociłeś”?

Na pewno „Zostań” takie było. „Zostań” jest takie wprost. Na przykład „Joe” napisałem sam, ale to nie jest numer, który jakoś mnie „ogołocił”. Po prostu wystarczyło, że siedziałem obok syna i patrzyłem na niego, coś tam pisałem. No to pewnie „Zostań”.

Szymon Godziek – człowiek, który przeleciał Tour de Pologne i ciągle mu mało. #PolskaToWiecej

Pasja, ciężka praca i rodzina. To trzy podstawowe zasady którymi kieruje się w swoim życiu. Człowiek który odnosi sukcesy na międzynarodowej...

zobacz więcej

Po wygranej Eurowizji w 2017 r. Salvador Sobral powiedział: Żyjemy w świecie plastikowej, jednorazowej muzyki. Muzyka to nie fajerwerki. Muzyka to uczucia (…) Spróbujmy to zmienić i przywróćmy muzykę, która jest naprawdę ważna.

Ekstra, superzdanie. Jest dużo różnych spłyceń, czym jest muzyka i jaką muzykę dostajemy. Wiadomo, że prosto wcale nie oznacza, że gorzej, ale czasami prosto oznacza słabo, jeżeli ktoś się do tego nie przykłada. Wszystko jest zależne od jednostki, od człowieka. Bo jak chcesz zarabiać hajs, no to każdy, mówię ci, każdy może ściągnąć program z neta albo kupić za dwieście funtów, kupić klawiaturę i dzieciaki robią muzę. To się skończy. Wszystko, co fajne, i cała ta zabawa się kiedyś kończy.

Co masz na myśli?

Fast foody. Będziesz tak gruby, że stwierdzisz, że wreszcie musisz iść na siłownię, bo masz już problem z wchodzeniem po schodach.

Wtedy włączysz Korteza?

Nie, pewnie nie. Myślę, że klasyka. Klasyczna muzyka jest na tyle mocniejsza i na tyle według mnie ważniejsza, że tam naprawdę musisz poczuć. Tam nie możesz przyjść na koncert, siedzieć i myśleć „ale nuda, ale wieje ch***em”. Musisz się naprawdę wysilić, żeby wejść w tą muzykę i móc poczuć, móc coś z niej wziąć. Taka forma muzyki jest o wiele bardziej wymagająca. Łatwiej jest ludziom robić coś prostszego, przyswajalnego, bo nawet popatrz, w jakich czasach żyjemy dzisiaj. Mamy zapie***l. Ja ostatnio się pomyliłem i w studiu wszedłem nie w te drzwi co trzeba – a to miejsce, które bardzo dobrze znam. Albo ktoś do ciebie ciągle dzwoni, albo z tym jest problem, albo z tamtym. Żyjemy w ciągłym stresie, jakichś szybkich akcjach. Jedyne, co może do ciebie dojść, to coś prostego. Wtedy się zatrzymasz i pomyślisz: „o k***a!” - wiesz, o co chodzi. Dla jednych jest to disco polo, dla innych jest to rap albo jazz czy muzyka klasyczna albo jakikolwiek inny rodzaj muzyki.

W każdej muzyce są wspólne mianowniki, coś, co jest po prostu dobre. Jak chcesz sobie posłuchać Headhunters, bo Headhunters jest spoko, to puszczasz Headhunters. Tak samo puścisz Chopina. Ludzie się dziwią, jak mogę słuchać metalu i rapu jednocześnie, a ja lubię Dimmu Borgir, taki symfoniczny black metal. Lubię bardzo dużo klasyki, lubię rap, i w każdym tym stylu czy rodzaju muzyki znajdzie się coś, co jest fajne, co jest dobre, co jest warte tego, żeby się zatrzymać i posłuchać.

Czy jest coś w twoim życiu prywatnym i zawodowym, czego żałujesz?

Kiedyś sobie powiedziałem, że jak będę umierał, to nie chcę niczego żałować. Nie chcę wrócić pamięcią do chwil, w których mogłem coś zrobić, a tego nie zrobiłem, albo mogłem czegoś nie zrobić, a to zrobiłem. Ale to się wyklucza, bo zawsze robisz to, co chcesz, bo boisz się, że będziesz żałować na samym końcu.

Nie, nie zawsze robisz to, czego chcesz.

Zawsze robisz to, co chcesz. Chyba o to w tym chodzi, że każdy stawia na swoim gdzieś tam na końcu. Konsensusy konsensusami, możesz iść gdzieś tam na ustępstwa, ale ciągle będziesz ciągnął w swoją stronę.

Albo ustąpisz.

Tylko jak ustąpisz, to musisz przyznać, że przegrałeś. Będziesz miał minus jeden do swojej pewności siebie.

Ty zawsze wygrywasz?

Nie, ale umiem też przegrywać.

Wracając do tematu. Są momenty w życiu, których teraz żałujesz?

Są, jakieś takie głupie, które nie musiały się wydarzyć. Wyciągasz z nich wtedy wnioski i nie popełniasz więcej tych samych błędów.

Mądry po szkodzie…

Prababcia zawsze mówiła mi, żebym uczył się na błędach starszych. I jakoś nigdy mnie to nie przekonywało. To nie smakuje tak, jak sam czegoś skosztujesz. To tak jak babcia powie ci, jak smakuje jabłko, a ty nigdy nie miałeś jabłka w ustach. Wtedy będziesz żył tą nadzieją, że wiesz, jaki to smak, chociaż nigdy go nie doświadczyłeś. Taki głupi, prosty przykład. Wszystkiego musisz spróbować samemu, żeby móc to ocenić.

Czujesz się częścią show-biznesu?

Zawsze byłem outsiderem, nie udziela mi się to. Mam jakieś takie klapki na oczach, że żyjesz tak, jak stworzysz sobie swoje życie. Bardzo często możemy ulegać pokusie, żeby stworzyć coś fikcyjnego w swoim życiu, ale wcale tak nie musi być. Znam superludzi z tego świata, ale całe te spędy, ścianki itp. to trochę niepoważne dla mnie.

Kibice Górnika, Polonii i Legii razem grają w piłkę. Victoria London – klub polskich emigrantów. #PolskaToWiecej

O polskim klubie piłkarskim Victorii London występującym na Wyspach porozmawialiśmy z jednym ze współzałożycieli, a zarazem trenerem Emilem Kotem....

zobacz więcej

Zostałeś nominowany za Męskie Granie z Dawidem Podsiadło i Krzysztofem Zalewskim. Jak się z nimi pracowało?

Super, choć było różnie na początku. Spotkało się trzech typów w studiu. Ja nie znałem żadnego z nich, czasem zbiłem z Dawidem piątkę, jak gdzieś na siebie wpadliśmy. Z Krzyśkiem się nigdy nie znałem. Nie wiem, jak wyglądały ich kontakty przed naszym projektem. Poszło hasło, że mamy zrobić coś razem. Każdy z nas ma jakąś swoją siłę, moc. Na początku to się jakoś zacierało. Mało się udzielałem, ja wolę się zamknąć i robić coś samemu. To ewidentnie problematyczna kwestia, jeżeli chcesz pracować ze mną. Bardzo ciężko mi się otworzyć w takich warunkach na tyle, żeby wyrzucić z siebie wszystko, co mogę. To jest jeszcze głębsze. Wyrzucasz swoje emocje, swoje pomysły przy kimś obcym, kogo nie znasz. Ale jak będziesz rozmawiał ze swoją kobietą, to też to robisz. Tylko że nie na aż tak głębokim poziomie. To jest naprawdę głęboki poziom. Ogólnie praca była super. Trochę nie chodziłem na próby, trochę się spóźniałem, no ale wreszcie się spiąłem. Ja już tak mam, że robię wszystko na ostatnią chwilę i nigdy nie miałem tak, że coś mi się nie udało albo nie zdałem egzaminu w szkole, bo zawsze na sam koniec się przygotuję. Jestem wkurzony na siebie i jest źle, bo zawsze mam tę samą myśl, że przecież mogłem zrobić to wcześniej i miałbym luz. Zawsze jest ta sama myśl i zawsze jest robienie na ostatni gwizdek. Więc jestem zadowolony z tego Męskiego Grania, pod takim kątem, że dużo mi to dało. Chodzi tu o jakąś pewność siebie i to, że uświadomiłem sobie, że praca w grupie czasem jest dużo lepsza niż siedzenie samemu.

Myślisz, żeby częściej nagrywać w grupie?

Mam swoich ziomków typu Krzysio, Lechu, Robert, Jaca i czasami sobie coś gramy przed koncertami. Muzykujemy sobie na jednym dźwięku.

Ten „smutny Kortez”. Na ile to jesteś ty, a na ile image?

Image, właśnie tu mówimy o tym świecie show-biznesu. Tak zostałem stworzony, że muszę być smutny. Muszę robić smutną muzę, stary, i się wku***am tak po prostu. Zamykają mnie tu w studiu i każą mi robić smutne piosenki, ku***a. Weźcie mnie stąd ku***a (śmiech). A tak na poważnie, to wynika to chyba z jakiegoś nastroju, nastawienia. Jakoś się taki urodziłem. Jak byłem mały, zamiast kopać w piłkę, słuchałem muzyki klasycznej. Siedziałem w domu, mama się zastanawiała, czy jestem normalny, czy nie jestem jakiś dziwny, bo wszystkie normalne, małe chłopaki gonią na podwórku z piłką - a ten siedzi przy oknie i słucha muzyki. Z tym chyba rodzi się człowiek, z jakimś charakterem, który musi oszlifować, a potem wziąć. Nie wiem, ja po prostu tak mam. Jestem też totalnie zabawny i śmieszny. Czasami sobie pożartuję i tak dalej. To nie jest tak, że jestem totalnym smutasem i jakąś taką… (śmiech)

Kaskaderzy - ludzie od zadań specjalnych. #PolskaToWiecej

Ich zawód obrósł legendą. Kaskaderzy skaczą z mostu, dachują samochodem, płoną, odbierają potężne ciosy podczas krwawych bójek. To zawód...

zobacz więcej

Możesz spokojnie chodzić po ulicy? Czy fani na to nie pozwalają?

Nie mam jakichś takich sytuacji, że ktoś biegnie za mną. Czasem są nachalne prośby, ale czasem idę ulicą i idzie jakiś pan z panią lat trzydzieści parę, no i mówią „o Kortez, siema”, zbiją piątkę i idą dalej. Takie postawy są ekstra.

Co czujesz na koncertach?

To jest tak, jakbyś wyłączył teraz światło i nie ma cię. Mnie tam nie ma. Wszyscy to wiedzą, którzy przychodzą na koncerty. Ja nie skupiam się na tym, czy tam siedzi pięć osób czy pięćset. Czy tam w ogóle są ludzie, co oni sobie pomyślą i jak to odbiorą. Ja zamykam gały i zamykam się na wszystkich. Ta godzina czy dwie godziny to musi być moja przyjemność. Jest to egoistyczne, ale chyba tylko o to chodzi, bo jak pokazać coś szczerze, jak ciebie tam nie ma. To tak jak mówić o doświadczeniu, którego nigdy nie doświadczyłeś.

Jak oceniasz ostatni rok?

Szał, szał, szał. Chciałem zrobić sobie takie podsumowanie, ile dni spędziłem w samochodzie, busie i w pociągach (śmiech). No ale przywyka się do tego. To jest totalnie inny tryb życia, może nawet niezrozumiały dla tych, którzy tego nie robią, ale też co innego dostajesz w zamian. Wszystko ma swoją cenę. Więc zwariowany był tamten rok. Dużo się działo w przestrzeni prywatnej i zawodowej, te wszystkie koncerty.

Zaszczepiasz synowi miłość do muzyki?

Mamy czasem taki lot, że przychodzi do mnie i mówi, że będziemy teraz malować. Żebym usiadł do pianina, grał mu, a on będzie malował. Kupiłem mu ostatnio takie małe płótna i farby akrylowe i maluje. Mówi mi: „tato, teraz coś wesołego” i ja mu gram, a on maluje. No nie możesz być cały czas smutny. Jest dużo takich momentów, że on potrzebuje posłuchać muzy. Nie mojej, bo on lubi dużo różnej muzy. Ostatnio wjeżdża mu „Dam dam dam, dam da dam” - jest taki numer. Tam jest taki chór chłopięcy z Rosji, śpiewa taką melodię, potem wjeżdża stopa, jest troche rave’u ("Gam Gam" Marnik & SMACK - przyp. red.). On lubi taką muzę. Przecież nie będę mu wyłączał i mówił, żeby nie słuchał tego, bo to jest płytkie. Posłuchaj tego, tamtego, słuchaj, czego tam chcesz, maluj to, co chcesz. Zamykać się na potrzeby emocjonalne innych ludzi to jest największa głupota.

Roksana Węgiel – 14-latka, którą pokochały miliony Polaków. #PolskaToWiecej

Jest młoda, piękna i utalentowana o Roksanie Węgiel słyszał już prawie każdy. Pierwsza Polka, która wygrała Eurowizję Junior zdradziła w rozmowie z...

zobacz więcej

Synowi zagrałeś coś wesołego, więc może coś takiego usłyszymy też na twojej płycie?

Nie, nie, nie. To był numer na życzenie, i to na życzenie mojego syna, czyli pierwszej osoby, która może sobie życzyć czegoś ode mnie. Więc spełniam jego prośbę, żeby zagrać coś wesołego. Czasami gramy burzę, czasami gramy jakies pitu-pitu. On też gra na tym pianinie. Na takiej zasadzie, że nie kuma nic, ale też zauważyłem, że jak to pianino stoi w mieszkaniu i on ma jakiś zły dzień w szkole, albo jest wręcz fajnie, to widać to, co on zrobi, jak siądzie sobie przy pianinie, bo czasem ma potrzebę przy nim posiedzieć. Wtedy wali w to pianino, albo gra coś w dole, albo gra jakieś takie delikatne dźwięki tiru-riru. Mój młody wpadł jakiś czas temu na pomysł bycia skrzypkiem, teraz chciał gitarę elektryczną. Więc znalazłem jakąś tam małą gitarę, kupiłem mu. Łapie gitarę do góry nogami, bo jest leworęczny, no i jest zabawnie. Jak przyjdzie i powie mi, że chciałby to robić, że chciałby się tego nauczyć, tak szczerze, to wtedy będziemy działać. Wiesz, dzieci co chwilę mają co innego do powiedzenia. Nowe pomysły na życie i cały czas bardziej zaskakują tym, czego teraz chcą.

Czym jest dla Ciebie ojcostwo?

Nie wiem, czym jest ojcostwo, ale wiem, kim dla mnie jest mój syn. Ta relacja, co ja czerpię od niego i co on czerpie ode mnie. Dla mnie osobiście ojcostwo to podejmowanie decyzji, to jest bycie odpowiedzialnym. To jest chodzenie ramię w ramię z tym małym człowiekiem. Żeby się nie potknął, musisz podejść szybciej i go złapać za rękę. Ciężko jest to opisać. To jest nieustanne czuwanie nad tym, żeby dziecku nie stało się nic złego, żadna krzywda, ale czasami musisz mu pozwolić, żeby poczuł, że ta miłość jest twarda. Ta miłość nie może być miękka. Czasami musisz mu pozwolić się sparzyć, żeby on sam zobaczył, że coś jest nie OK albo że tak nie powinno się robić. Ciągłe przestrogi i dawanie kar jest bezsensowne. Czasami trzeba pozwolić dziecku na jakiś błąd, żeby nauczyło się i go nie powtarzało.

„Społeczeństwo się wzbogaciło, a auta klasyczne potaniały”. Nastąpiła moda na klasyki. #PolskaToWiecej

– Ostatnio w Polsce wzrosło zainteresowanie klasycznymi autami. Nie jest to już tylko hobby dla wybranych, stało się wręcz dostępne dla szerszej...

zobacz więcej

Jakie są twoje cele?

Ku***a, też się mnie zapytałeś, kiedy obudziłem się i nie mam żadnych celów. Może cela? Tak cela (śmiech). U mnie to wszystko jest takie nienazwane. Na przykład teraz mam możliwość zrobienia muzyki do filmu, o czym zawsze marzyłem. To był jakiś mój cel. Nagle on się pojawił, nie musiałem do tego dochodzić, nie musiałem się o to z kimś bić, zgłaszać się do konkursów i tak dalej. To przyszło. To się stało. Mam chyba taki cel, że ciągle dłubię od czterech lat takie małe formy na fortepian, na całą orkiestrę i na chór, i to spisuję. To jest jakimś tam moim marzeniem, żeby usiąść w pierwszym rzędzie w filharmonii i posłuchać swojego godzinnego repertuaru. To jest moje marzenie i to jest wyzwanie. O to chodzi w życiu. Bo jak tak już coś osiągniesz, nie masz co robić, siedzisz w domu. Tu zrobisz to, no to już to zrobiłeś i takie wszystko jest rozmemłane, beznadziejne, bo nie masz celu, nie masz o co walczyć. Jak masz cel na takiej zasadzie, że masz pragnienie i chciałbyś je zrealizować, to ta walka jest sensowna.

Jak się czułeś, oglądając „Kamerdynera” i słysząc swój numer, który powstał do tego filmu?

Tak dziwnie. Byłem wtedy w teatrze i pomyślałem, ale fajnie. OK, to się stało, to się wydarzyło, zajebiście, bardzo się cieszę, że ktoś o mnie pomyślał przy tym filmie i że mogłem to zrobić. To było wyzwanie, to było coś, ale to już było, to już minęło. Czułem się tam fajnie, ale nie czułem się tak, jak myślałem, że mógłbym się czuć, jak siedziałem kilkanaście lat temu z kumplami, oglądaliśmy filmy i mówiliśmy: „ku***a, ale zajebisty numer w tym filmie jest, ku***a, też bym tak chciał. I byłoby super być na takiej gali, przyjść w garniturze” i tak dalej. Nie, że się rozczarowałem, tylko to było takie „aha, OK, czyli się stało”. Więc trzeba zrobić kolejny krok, coś wymyślić, mieć jakieś wyzwanie.

źródło:
Zobacz więcej