„Srebny” układ i inne przypadki [OPINIA]

„Dla polityków nadchodzące wybory mają wymiar dramatyczny, wszyscy biją się bowiem o wszystko” – pisze Karnkowski (fot. Shutterstock/marchello74)

Dla polityków nadchodzące wybory mają wymiar dramatyczny, wszyscy biją się bowiem o wszystko. Dla każdego jest to być albo nie być, a co więcej większość z nich – a wraz z nimi też i wyborcy – uważa, że decydują się losy Polski, może nawet jej być albo nie być. I połowa z nich – a czytelnik w swoich własnych sympatiach rozstrzygnie, która – zapewne się nie myli. Efektem ubocznym tej atmosfery nieustannego uniesienia jest niesamowity wzrost liczby wydarzeń i wypowiedzi, które oblewają to wszystko sosem komedii, może nawet farsy.

Nagła „aktywizacja” Broniarza. Wkrótce kończy mu się kadencja

Od kilku tygodni Związek Nauczycielstwa Polskiego na czele z jego prezesem Sławomirem Broniarzem grożą protestem i paraliżem egzaminów maturalnych....

zobacz więcej

Nie tak dawno marzący o przejażdżce autem Jarosława Kuźniara młody lider AgroUnii zasypał centrum Warszawy jabłkami i świńskimi łbami, zaś warszawski smog rozmnożył paląc opony. Nie minęło wiele czasu, jak uczniowie, pod hasłem „Młodzieżowego Strajku Klimatycznego”, zrobili sobie przerwę w lekcjach z błogosławieństwem zamiłowanych w aktywizmie dorosłych.

Niektórzy nie wiedząc, o co chodzi, inni wiedząc trochę, ale nie za dużo. Zapewne byli też tacy, którzy wiedzieli o wiele więcej, tych jednak kamery jakimś fatalnym dla klimatu zbiegiem okoliczności nie uchwyciły. Chyba, że za takiego uznamy młodego przeciwnika węgla, znającego się dobrze na problemach z trawieniem, lecz mającego deficyty kultury osobistej. Autorowi szeroko komentowanego w mediach społecznościowych transparentu „węgiel dobry tylko na sraczkę” częste pobyty w toalecie radziłbym wykorzystać na lekturę i ubogacenie języka, również tego, dotyczącego spraw przyziemnych.

Ze szkoły można wyskoczyć na strajk klimatyczny, ale niedługo może nie być dokąd wrócić. Szef ZNP Sławomir Broniarz grozi, że nauczyciele mogą nie tylko zablokować egzaminy, ale i promocje do następnej klasy jako takie. Inaczej rzecz biorąc, w imię własnego interesu, na ogół zresztą przez wszystkich rozumianego, poświęcić nie tylko sporo stresu i pracy swoich uczniów, ale pójść o krok dalej i odebrać rok z życia całemu, uczącemu się w szkołach pokoleniu.

Takiej formy i rozmiaru protestu jeszcze nie przerabialiśmy i wydawać by się mogło, że tu już poparcie społeczne trochę stopnieje. Skoro jednak zrobiło się już krok za daleko, a zawrócić najwyraźniej nie wypada, pozostaje iść jeszcze dalej – dochodzi groźba strajku również w szkołach specjalnych. Czy to desperacja, terroryzm, czy polityka, każdy oceni zapewne kierując się z początku partyjnymi sympatiami, później jednak pewnie jednak przede wszystkim interesem, czy raczej losem swoich dzieci.

Łukaszenka: Nie mogę nie kandydować w wyborach prezydenckich

Nie mogę nie kandydować w najbliższych wyborach prezydenckich – powiedział prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka podczas „Wielkiej Rozmowy z...

zobacz więcej

Kolejny dzień nie przynosi przełomu, choć egzaminowy deadline coraz bliżej. Lecz gdy komentarze dotyczące wszystkich tych wątków można by już zebrać i wyciągnąć z nich pewne wnioski, na scenę wkracza Jan Śpiewak. Śpiewak, który niedawno odszedł z polityki, rozgoryczony, całkiem słusznie zresztą, wyrokiem sądu w sprawie jaką wytoczyła mu córka ministra Ćwiąkalskiego, na dobre już zdaje się do niej wrócił. – A gdyby tak 8 kwietnia zastrajkowali razem nauczyciele, Młodzieżowy Strajk Klimatyczny i rolnicy z AgroUnii? Tak naprawdę cel mają taki sam: sprawne, solidarne państwo, które dba o swoich obywateli i myśli o tym, co będzie z nimi w przyszłości! – rozmarza się miejski aktywista, delikatnie mówiąc mocno idealizując obie grupy.

Cóż, wizja, gdy na kolejnym placu stolicy rolnicy palą opony, nauczyciele dzienniki i karty egzaminacyjne, a szarość kłębów dymu ubarwiają proekologiczne transparenty młodzieży jest tyleż kusząca, co mało spójna. Choć oczywiście nie takie cuda polska ulica już przez ostatnie lata widziała.

Z dialektyką dobrze radzi sobie „Gazeta Wyborcza”. „Naprawdę macie tupet...” – pisze na Twitterze do „Gazety” Paweł Praneta, rzeszowski działacz Partii Razem, zestawiając obok siebie świeżą deklarację pełnego poparcia dla postulatów nauczycieli, z nie tak dawną okładką zarzucającą rządowi przekupywanie kolejnych grup zawodowych, krytykującą między innymi… podwyżki dla pedagogów. „Wyborcza” talent ma jednak do zupełnie innych zestawień. Gdy dowiadujemy się, że potomkowie ofiar II wojny światowej pozwali wydawcę nazistowskiej książki, ilustruje to zdjęcie półki, na której obok pozycji, o którą zapewne chodzi, rzucają się w oczy dwa tytuły, poświęcone Lechowi Kaczyńskiemu. Ot, subtelna gra skojarzeń.

Ta sama „Wyborcza” publikuje też w ostatnich dniach poruszającą i całkowicie zmyśloną historię mądrej i pracowitej matki, której rząd odmawia 500+, by przyznać tę pomoc – bez żadnej procedury, ot, na żądanie – ojcu dziecka, alkoholikowi. Dzięki temu on PiS jeszcze bardziej pokocha, a przejęte czytelniczki – znienawidzą. Równowaga w politycznej przyrodzie zostanie więc zachowana. Na tym można by już „Gazecie” dać spokój, gdyby nie kolejna odsłona afery Srebrnej, czy też, jak się ostatnio pisze „Srebnej”. Gazeta postanowiła bowiem wspomóc polityków Platformy Obywatelskiej, którzy w Sejmie przez kilka dni wystawiali, ku utrapieniu Straży Marszałkowskiej, mało czytelną tablicę, obrazującą tzw. układ Kaczyńskiego. Gdy zniknęła ona z sejmowego korytarza, postanowiono wydrukować ją i dołączyć do czwartkowego wydania dziennika.

Broniarz: To, czy dojdzie do strajku, zależy wyłącznie od minister Zalewskiej

To, czy dojdzie do strajku i jak on będzie przebiegał, zależy tylko i wyłącznie od minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej – powiedział...

zobacz więcej

Niechlujstwo lub rewolucyjny zapał sprawiły jednak, że na egzemplarzu, jaki z dumą zaprezentował szef gazety, widzimy wielki napis „SREBNY UKŁAD KACZYŃSKIEGO” (słowa „srebny” pisanego wielkimi literami słownik nie podkreśla, może tu też można znaleźć jakiś trop…). Niczym w kultowych historyjkach z jednej z kolorowych gazetek, śmiechom nie było końca. Przez noc polski Twitter bawił się znakomicie, rano zaś pewnie czytelnicy rzucili się po nowy gadżet, część zapewne z ciekawości czy błąd się ostał, czy ktoś jednak ogarnął temat. Ponoć w sprzedaży pojawiła się ostatecznie poprawna wersja. Czyżby dziennikarze wynaleźli swój własny, oryginalny literówkowy „clickbait”?

Na dziennikarzach jednak świat się nie kończy. Politycy PSL ewidentnie dość mają maglowania ich w kwestiach obyczajowych, postanowili więc sprytnie odwrócić uwagę od tego tematu i zająć wyborców i krytyków innymi sprawami. Rzecznik partii zabłysnął, wyśmiewając się na Twitterze z porwania w młodości premiera Morawieckiego przez ZOMO. – A może przez Marsjan? – pyta Jakub Stefaniak, wykazując się raczej niewiedzą i nonszalancją, niż poczuciem humoru, choć oczywiście nie ma o tym pojęcia.

Specyficzną definicję humoru ma też marszałek Mazowsza Adam Struzik, podający dalej gif, na którym Jarosław Kaczyński przedstawiony jest jako Adolf Hitler. Lider nielubianej przez Struzika partii zostaje przez niego zrównany z mordercą milionów ludzi, odpowiedzialnym za komory gazowe i obozy koncentracyjne. A może spojrzeć na to inaczej – morderca milionów ludzi, odpowiedzialny za komory gazowe i obozy koncentracyjne, zostaje zrównany z liderem nielubianej przez Struzika, lecz mieszczącej się w ładzie demokratycznej partii. Czy to więc głupota, brak hamulców, czy może negacjonizm? Stefaniak na odczep się przeprasza tych, którzy poczuli się obrażeni, Struzik nie przeprasza nikogo, brnąc w obrażanie swoich krytyków.

– Nie chciałbym, żeby wyłączną twarzą Polski w PE była twarz PSL-owca, to nie jest coś, z czego powinniśmy być dumni – mówi Ryszard Petru i po ostatnich wyczynach Adama Struzika czy Jakuba Stefaniaka trudno mi się, pomimo pewnej sympatii do kilku polityków PSL, nie zgodzić. I tak, w miarę wesoły nastrój tekstu szlag trafił.

Kopacz: Kiedy były dinozaury, ludzie nie mieli strzelb, ale rzucali w nie kamieniami

– Przypomnę trochę strasznie dawne czasy. To wtedy, kiedy jeszcze dinozaury były, a ludzie nie mieli żadnych strzelb, nie mieli żadnej broni...

zobacz więcej

Spróbujmy więc przywrócić go na koniec razem z premier Ewą Kopacz i aktywistami Wideo-KOD, którzy dumnie wkraczają do Koalicji Europejskiej z najnowszą produkcją filmową. Trzech ni to historycznie, ni to dziwacznie przebranych niemłodych już panów śpiewa „Polexit nie przejdzie, nie przejdzie nie”, udając przy tym coś między choreografią i rekonstrukcją historyczną. Nie da się tego opowiedzieć, trzeba zobaczyć, ponieważ ewidentnie mamy do czynienia z dziełem kultowym.

Na status kultowego zasługuje też fragment rozmowy Marka Kacprzaka, którego o sympatię do PiS posądzać bardzo trudno, z Ewą Kopacz. Gdy Kacprzak nawiązuje do dawnej wypowiedzi premier, że ktoś z jej rodziny rozważał emigrację w przypadku dojścia PiS do władzy, Kopacz przerwa słowami: „Zna pan moją córkę?”, po czym na słowa, że słyszał on tę wypowiedź, rozpędza się i do osłupiałego dziennikarza mówi: „Ja też w kolejce słyszałam, że ponoć jakiś pański znajomy zgwałcił nieletnią córkę sąsiada, mam w to uwierzyć?”. Mina nieszczęsnego Kacprzaka jest lepsza, niż wszystkie memy o dinozaurach z ostatnich tygodni.

źródło:
Zobacz więcej