Janusz Szewczak: Wielka Brytania nie zatonie po brexicie jak Atlantyda

Wielka Brytania miała według wcześniejszych ustaleń opuścić UE 29 marca (fot. PAP/EPA/OLIVIER HOSLET)

– Berlin, Paryż i unijni biurokraci od początku negocjacji dążą do ukarania Brytyjczyków za ich decyzję ws. brexitu – przekonuje w rozmowie z portalem tvp.info poseł PiS, analityk gospodarczy Janusz Szewczak.

Jest zgoda w UE na opóźnienie brexitu do 12 kwietnia

Unia Europejska zaoferowała Wielkiej Brytanii bezwarunkowe przedłużenie brexitu do 12 kwietnia. Decyzję podjęli europejscy przywódcy na szczycie w...

zobacz więcej

Petar Petrović: Unijni przywódcy uzgodnili dwa scenariusze przedłużenia brexitu. W pierwszym, jeśli Izba Gmin zaakceptuje porozumienia w przyszłym tygodniu, przedłużenie nastąpi do 22 maja, jeśli jednak nie zaakceptuje – to 12 kwietnia. Podkreślono również, że nie ma możliwości renegocjowania umowy o wystąpieniu. W komentarzach do tej decyzji często pada opinia, że Londyn utracił kontrolę nad brexitem, że został upokorzony.

Janusz Szewczak: mamy do czynienia z kolejnym dowodem na oderwanie się elit politycznych, biznesowych od emocji i stanu ducha narodów. Brytyjczycy w demokratyczny sposób podjęli decyzję o wyjściu ich kraju z Unii Europejskiej. Widać jednak, że w tej sprawie każdy ma inny interes, począwszy od brytyjskiego rządu, poprzez tamtejszy parlament, a kończąc na eurobiurokratach, którzy w ogóle nie tolerują żadnej specyfiki narodowej, chyba że chodzi o niemiecki biznes. Wtedy dbanie o jego interesy jest przez nich rygorystycznie przestrzegane. Widać, że ani Donald Tusk, ani Jean-Claude Juncker kompletnie nie liczą się z decyzją obywateli Zjednoczonego Królestwa i nie wyciągają z niej żadnych wniosków. To wprowadza chaos, zamieszanie i prowadzi do upokarzania Brytyjczyków.

Polski rząd wielokrotnie apelował o wyciągnięcie ręki do Brytyjczyków, budowania już teraz jak najlepszych relacji na przyszłość, gdy opuszczą oni Wspólnotę. Nie spotkało się to jednak ze zrozumieniem w szczególności Paryża i Berlina, które to stolice najmocniej naciskały na postawienie Londynowi jak najtwardszych warunków. Często padały komentarze, że chcą one w ten sposób zniechęcić innych potencjalnych chętnych do opuszczenia Wspólnoty.

Od początku tego procesu mamy do czynienia z chęcią ukarania Brytyjczyków. Nie udało się ich jednak upokorzyć w takim stopniu, w jakim to wcześniej zrobiono z Grecją, która stała się właściwie państwem w dużej mierze niesuwerennym. Z powodu posiadania euro nie mogła wyjść z tarapatów przy pomocy własnej waluty. Postawa wobec Zjednoczonego Królestwa świadczy o pewnym paraliżu idei wewnątrz UE, która nie jest zainteresowana poważnym, solidarnościowym i równoprawnym traktowaniem Londynu. Najważniejszy jest bowiem interes niemiecko-francuski i oligarchii biurokratycznej UE.

„Brexit może być szansą dla polskich portów”

Minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk ocenił, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej może stanowić szansę...

zobacz więcej

Co się stanie, gdy dojdzie do tzw. twardego brexitu? Czy jest on aż tak niebezpieczny dla obu stron, jak to często słyszymy?

Ta wizja strasznych skutków twardego brexitu jest przesadzona. Oczywiście są minusy takiego opuszczenia UE, ale są i plusy. Myślę, że Polska może stosunkowo najmniej ucierpieć na tych relacjach. Znacznie większe straty poniosą Niemcy, Włosi czy Holendrzy. Twierdzę, że Wielka Brytania była potężnym krajem przed wejściem do UE i będzie po wyjściu z niej. Nie zatonie jak Atlantyda z tego powodu, że Juncker, Tusk czy Timmermans nie pałają sympatią do Wyspiarzy. Wprost przeciwnie, myślę, że po wyjściu z UE, kraj ten stanie się rajem podatkowym, znacząco obniży cła, być może do zera i wprowadzi konkurencyjnie niskie opodatkowanie. To zaś na nowo przyciągnie wielki kapitał, który mimo hiobowych wieści gremialnie tego kraju nie opuścił. Nie załamał się funt ani gospodarka.

Wielka Brytania prawie połowę swoich kontaktów handlowych ma z krajami spoza UE. Z pewnością wyrośnie również na wielkiego partnera USA. Myślę, że Donald Trump nie będzie oszczędzał UE. Całkiem realne w nieodległej perspektywie jest wprowadzenie przez Stany Zjednoczone ceł na samochody niemieckie czy francuskie, co będzie powodować jeszcze większe kłopoty Wspólnoty. Uważam również, że w wyniku wyborów majowych dojdzie do szoku, gdy środowiska krytyczne wobec Brukseli, eurosceptyczne, „rozwałkują” unijne struktury liberalno-socjalistyczne, które robiły tam do tej pory, co chciały.

A co Pan myśli o licznych wezwaniach formułowanych przez najważniejszych europejskich polityków do przeprowadzenia ponownego głosowania w sprawie brexitu?

Pomysły te są głupie, poniżające i naruszają fundamenty demokracji, a także podstawy suwerenności państwowej. Wielka Brytania to nie Irlandia, na którą można było wywierać niekończącą się presję w sprawie konstytucji europejskiej, czy też Grecja, którą można było upokarzać z powodu długów i posiadanego euro.

Autor wywiadu jest dziennikarzem Polskiego Radia.


źródło:
Zobacz więcej