Niemcy nadal oszczędzają na armii. Kreml może być dumny z postawy Berlina [OPINIA]

Bundeswehra jest od lat niedofinansowana (fot. REUTERS/Fabian Bimmer)

Niemieckie władze nie przejmują się krytyką sojuszników z NATO i nie zamierzają zwiększać nakładów na armię. Postawa ta wpływa na osłabienie całego Sojuszu Północnoatlantyckiego, a w tym i bezpieczeństwa Polski. Jest to na rękę Rosji, która dąży do maksymalnego osłabienia paktu.

„Biurokratyczny potwór”. Niemiecki parlament krytycznie o Bundeswehrze

Niedostatki wyposażenia, niesprawne zarządzanie i rekordowo niska liczba nowego personelu – to główne zarzuty stawiane Bundeswehrze w dorocznym...

zobacz więcej

Przedstawione przez niemieckiego ministra finansów Olafa Scholza (SPD) założenia budżetowe nie pozostawiają wątpliwości, co do braku chęci po stronie Berlina do realizacji przyjętego przez NATO celu przeznaczania 2 proc. PKB na obronność. Nie dość, że niemieckie władze nie zamierzają w latach 2020-23 osiągnąć tego pułapu, co udaje się choćby Polsce, która w ostatnich latach przeprowadza gruntowną reformę i unowocześnia armię, to jeszcze nie planują zrealizować własnych zobowiązań, czyli przeznaczania 1,5 procent PKB do 2024 r. na obronność.

Z przedstawionych danych wynika, że Niemcy mają na armię wydawać 1,37 proc. PKB w 2020 r., a do 2023 r. odsetek ten spadnie do 1,25 proc. Czy decyzje te wynikają z wyhamowania niemieckiej gospodarki? Oczywiście, że nie, gdyż wciąż prężnie się ona rozwija. Niemcy jednak nie traktują tych wydatków jako priorytetowych. Kraj ten wciąż liczy na potencjał odstraszający wojsk amerykańskich stacjonujących w Europie i nie obawia się, że Rosja może wobec niego prowadzić agresywną politykę, tak jak to czyni wobec państw sąsiednich.

Cięcia na obronność sprawiają, że niemieckiej armii może nie udać się zrealizować już uzgodnionych projektów: budowy nowej fregaty MKS 180, będącej również szansą na wyjście z kryzysu dla hamburskich stoczni, budowy, w kooperacji z Norwegią, sześciu okrętów podwodnych, a także wymiany do 2030 r. floty śmigłowców transportowych typu CH-53 na maszyny nowszej generacji. Zagrożone jest także dalsze rozwijanie systemu obrony przeciwlotniczej TLVS/MEADS, a także sfinansowanie wspólnych projektów w ramach NATO, w tym planu wzmocnienia gotowości 4X30. Zakłada on, że do 2020 r. NATO ma być zdolne do wystawienia 30 batalionów zmechanizowanych, 30 eskadr lotniczych i 30 okrętów wojennych w mniej niż 30 dni. W razie konfliktu, oddziały te miałyby wzmocnić natowskie Siły Odpowiedzi (NRF). Projekt ten jest niezwykle ważny dla obronności Polski i państw naszego regionu.

Rząd kanclerz Angeli Merkel zamierza zaś łączyć niemieckie wydatki na obronność z pomocą rozwojową, na którą planuje przeznaczyć 5,1 mld euro. W założeniach Berlina ma to przyczynić się do wzmocnienia globalnego bezpieczeństwa. Decyzja ta wzbudza zrozumiałą niechęć za oceanem. „Wall Street Journal” podkreśla, że „pomoc rozwojowa nie powstrzyma rosyjskich czołgów i nie stanowi usprawiedliwienia dla złamania przez Berlin obietnic wobec swych sojuszników”.

Wiceszef sił zbrojnych NATO w Europie ostrzega przed Rosją

Aneksja Krymu przez Rosję i jej agresja na Ukrainie fundamentalnie zmieniły euroatlantyckie środowisko bezpieczeństwa; NATO ma obecnie jednego...

zobacz więcej

Gazeta zwraca uwagę, że Berlin daje w ten sposób argument dla innych krajów sojuszniczych NATO, które również zamiast dążyć do przeznaczania 2 proc. PKB, chciałyby oszczędzać na wydatkach na obronność. „WSJ” nie ma też wątpliwości, że niemiecka decyzja zostanie skrytykowana przez amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, który wielokrotnie apelował o większe zaangażowanie części europejskich krajów w zapewnienie wspólnego bezpieczeństwa w ramach Sojuszu. Szczególnie negatywnie oceniał postawę Niemiec, które są jedną z najlepiej rozwiniętych gospodarek świata.

Postawa Trumpa wobec Berlina była jak najbardziej uzasadniona, co potwierdziły wychodzące na światło dzienne kolejne dowody na spadek jakości niemieckich sił zbrojnych. Po ogłoszeniu pod koniec stycznia raportu pełnomocnika Bundestagu ds. sił zbrojnych, okazało się, że z Bundeswerą jest gorzej niż do tej pory sądzono. W dokumencie zwrócono uwagę na braki w wyposażeniu, niesprawne zarządzanie i rekordowo niską liczbę nowego personelu.

„Gotowość bojowa głównego wyposażenia także w roku sprawozdawczym pozostawała przeważnie niezadowalająca. Ponieważ w przypadku czołgów, okrętów i samolotów sprawnych do użytku była często mniej niż połowa, nie można mówić o odczuwalnej zmianie trendu” - czytamy w raporcie.

O słabości niemieckiej armii i wieloletnich zaniedbaniach świadczy również fakt, że w drugiej połowie 2018 r. tamtejsza marynarka wojenna nie miała choćby jednego sprawnego tankowca. Również żaden z sześciu okrętów podwodnych nie był w pełni zdolny do służby. Wszystkie jednostki miały poważne defekty techniczne, brakowało również dla nich części zamiennych i przedłużały się ich remonty stoczniowe. W raporcie podkreślono również, że transport powietrzny niemieckiego kontyngentu wojskowego w Afganistanie realizowany jest w znacznym stopniu za pomocą wynajętych śmigłowców cywilnych.

Zwrócono również uwagę na niedobory kadrowe. Liczba żołnierzy rozpoczynających służbę zmniejszyła się w porównaniu z rokiem 2017 o 3 tys. – do 20 tys. – czyli do poziomu najniższego w jej historii. Tendencja ta może uniemożliwić planowane zwiększenie stanu osobowego Bundeswehry z obecnych 180 tys. do 203 tys. w roku 2025.

Stąd też pomysł władz w Berlinie, by rekrutować pracowników cywilnych z innych krajów Unii Europejskiej. Po tym, jak w 2011 r. Niemcy przekształciły swoją armię poborową w zawodową, ma ona coraz większe problemy by pozyskać pracowników, których brakuje na całym niemieckim rynku pracy.

Będzie więcej żołnierzy amerykańskich w Polsce. Waszyngton szykuje ofertę

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, Waszyngton szykuje lepszą, niż się do tej pory spodziewano, ofertę wzmocnienia sił zbrojnych w Polsce –...

zobacz więcej

Przedstawiciele Bundeswehry argumentują, że ich pomysł nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa kraju, gdyż w wojsku i tak jest wielu żołnierzy z rodzin imigranckich i mających podwójne obywatelstwo. Większe kontrowersje wywołała ujawniona w lipcu zeszłego roku propozycja zatrudniania zagranicznych żołnierzy. Na razie niemieckie władze nie wróciły oficjalnie do tego pomysłu.

To jednak niejedyne problemy niemieckiej armii. Niedawno tamtejsza Służba Kontrwywiadu Wojskowego (MAD) przyznała, że w ostatnich latach wzrosła liczba żołnierzy z poglądami rasistowskimi i neonazistowskimi. Jak podawał tygodnik „Der Spiegel” – informacje o tym przekazał w lutym na zamkniętym posiedzeniu członkom parlamentarnej komisji spraw wewnętrznych przedstawiciel kontrwywiadu wojskowego. Oficjalnie w zeszłym roku z tych przyczyn zwolniono z wojska czterech żołnierzy, a rok wcześniej – sześciu. Kontrwywiad przyznał jednak, że w rzeczywistości było ich co najmniej 10 razy tyle. Znanych jest 450 takich przypadków.

W swojej analizie „Niemiecko-amerykańskie spory o bezpieczeństwo” ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich Justyna Gotkowska zwraca uwagę, że niemieckie podejście do kształtowania międzynarodowego ładu z perspektywy wschodniej flanki NATO jest bardzo problematyczne. Uważa ona, że kraj ten nie chce uznawać Rosji i Chin za strategicznych rywali, gdyż nie jest gotowy na przyjęcie politycznych, gospodarczych i wojskowych konsekwencji takiego podejścia.

„Widzą konieczność przeciwstawienia się chińskim i rosyjskim działaniom szkodzącym niemieckim i europejskim interesom, ale generalnie uznają za konieczne wypracowanie kompromisowych rozwiązań »multilateralnych«, dających podstawy do pokojowego współistnienia i rozwoju gospodarczego” – czytamy w analizie.

Zdaniem Gotowskiej w przypadku Rosji Berlin jest gotowy podtrzymywać sankcje UE za łamanie prawa międzynarodowego, a także do pewnego zwiększenia wydatków na cele wojskowe i zaangażowania w uzgodnioną w NATO strategię obrony i odstraszania, która obejmuje obecność Bundeswehry na Litwie i udział w natowskich Siłach Odpowiedzi. „Jednocześnie Niemcy nadal podnoszą kwestię obowiązywania Aktu Stanowiącego NATO-Rosja, co ma na celu ograniczenie natowskiej (i amerykańskiej) obecności wojskowej na wschodniej flance dla uniknięcia »antagonizowania« Rosji” – czytamy w opracowaniu.

Gotkowska podkreśla przy tym, że władze w Berlinie nie chcą zdecydowanej, symetrycznej odpowiedzi NATO na rozwijanie i rozmieszczenie rosyjskich systemów rakietowych łamiących traktat INF i zamiast tego podkreślają konieczność dialogu na temat kontroli zbrojeń. Nie chcą też ograniczać relacji gospodarczych i zażarcie bronią projektu Nord Stream 2.

To pokazuje, że dla Niemiec, w przeciwieństwie do choćby Polski, Rosja nie stanowi realnego zagrożenia. W efekcie z dużą dożą lekceważenia Berlin podochodzi do apeli o wzmocnienie wschodniej flanki (chociaż niemieccy żołnierze biorą udział w tym projekcie) i do potrzeby łożenia większych kwot na unowocześnienie armii. Taka postawa Niemiec stanowi zagrożenie dla Polski i innych krajów regionu szczególnie zagrożonych agresywną polityką Kremla.

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.


źródło:
Zobacz więcej