Austriacki dziennikarz: Pożyczcie nam Piątka na 90 minut

Napastnik pokroju Krzysztofa Piątka bardzo przydałby się reprezentacji Austrii... (fot. Getty)

W Wiedniu, meczem z Austrią, Polacy rozpoczną walkę o awans na przyszłoroczne mistrzostwa Europy. Choć gospodarze uważani są za faworytów czwartkowego starcia, zespół zmaga się z wieloma problemami. – Nie mamy klasycznego napastnika. Pożyczcie nam Piątka na 90 minut – żartuje Alexander Strecha, dziennikarz austriackiego „Kuriera” w rozmowie z portalem tvp.info.

Austriacy, czyli kto? Poznaj pierwszego rywala Polaków

Większość kibiców w Polsce kojarzy tylko Davida Alabę, bo to przecież klubowy kolega Roberta Lewandowskiego. Bardziej zaangażowani słyszeli o...

zobacz więcej

Adrian Pudło, TVP.Info: Polska to dla Austriaków „Lewandowski i spółka”?
Alexander Strecha, „Kurier” – Ludzie oczywiście znają Lewandowskiego, choćby dlatego, że gra w Bayernie z Davidem Alabą. Oglądamy wiele meczów z jego udziałem, znamy dobre i złe strony… Nie sądzę jednak, by był jedynym polskim piłkarzem, którego kojarzą nasi kibice. Ostatnio Red Bull Salzburg grał przecież z Napoli w Lidze Europy, więc przez dłuższy czas mogli podziwiać też Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego.

Jak wrażenia?
– Mamy świadomość tego, jak mocni są Polacy. Graliście na mundialu w Rosji, na który nam nie udało się zakwalifikować, macie w składzie bardzo dobrych graczy z czołowych europejskich klubów… Biorąc pod uwagę czysto piłkarskie umiejętności, pewnie jesteście faworytem.

A co jeszcze można brać pod uwagę?
– W czwartek gramy u siebie, na Praterze. Tu możemy pokonać każdego, fani pchają nas do boju.

Takie będzie nastawienie? Ofensywne?
– Na pewno.

W Polsce pisze się o reprezentacji Austrii jako zespole, który nastawiony jest raczej na kontrataki, szukanie szans, walkę w środku pola…
– Nie, nie sądzę. Trenerowi Franco Fodzie na pewno będzie zależało na tym, by przed własnymi kibicami zaprezentować się z najlepszej możliwej strony. A to oznacza, że nie będzie chciał oddać inicjatywy, że będziemy próbowali jak najdłużej utrzymywać się przy piłce… Nie spodziewam się niczego innego.

Eliminacje ME 2020. Brzęczek: Przeciwko Austrii nie wystarczy ładna gra

Przeciwko Austrii nie wystarczy ładna gra – powiedział na konferencji prasowej Jerzy Brzęczek, selekcjoner reprezentacji Polski. Biało-Czerwoni...

zobacz więcej

Jakie są najmocniejsze strony reprezentacji Austrii? Czego my, Polacy, powinniśmy obawiać się najbardziej?
– Mamy dobrą obronę i jeszcze lepszą pomoc. Trener naprawdę ma z czego wybierać, to nasza siła. Szczególnie w drugiej linii, tak mi się wydaje, wypadamy lepiej od Polaków. Brakuje nam jednak napastników. Michael Gregoritsch i Guido Bugstaller to dobrzy piłkarze, ale nie są typowymi „łowcami bramek”.

A Marko Arnautović?
– On tak naprawdę nie jest napastnikiem. Może schodzić z lewej strony, może grać za czyimś plecami, ale nie jest to „lis pola karnego”. Jasne, czasem zdobywa bramki, ale znacznie lepiej czuje się w innej roli. Brakuje nam kogoś takiego jak Lewandowski czy Piątek.

Piątek prawdopodobnie nie będzie grał nawet w pierwszym składzie…
– Tak? W takim razie musicie nam go wypożyczyć na 90 minut. Na pewno się jakoś dogadamy (śmiech).


Będzie za to Lewandowski.
– Wiemy, bardzo się go obawiamy, bo to piłkarz światowej klasy. Można usłyszeć w różnych miejscach, że spala się w ważnych meczach, ale z naszej perspektywy nie ma to większego znaczenia. Zawodnik taki jak on może krzywdzić twoją drużynę za każdym razem. Strasznie trudno go upilnować. Inna sprawa, że nasi obrońcy radzili sobie nie tak dawno temu ze Zlatanem Ibrahimoviciem i kilkoma innymi wielkimi napastnikami, więc i tym razem na pewno nie stoją na straconej pozycji.

Na kogo, poza Alabą, trzeba uważać w reprezentacji Austrii?
– Zdecydowanie na Arnautovicia. I to nawet bardziej niż na Alabę. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w ostatnich dwóch-trzech latach miał większy wpływ na grę reprezentacji niż David. Ma wspaniałą mentalność, świetną technikę, potrafi poderwać zespół, zrobić coś niespodziewanego, nieoczekiwanego… W dodatku to taki piłkarz, który w reprezentacji zawsze gra trochę lepiej. Czuje wielką wdzięczność wobec Austrii, a każdy mecz w Wiedniu traktuje jak „powrót do domu”. Tu się wychował, to dla niego szczególne miejsce.

Wiele wskazuje na to, że Prater się w czwartek nie zapełni.
– W Austrii kochamy narty i piłkę. Sezon zimowy dobiega końca, więc powoli skupiamy się na futbolu. Problem w tym, że atmosfera wokół kadry nie jest teraz najlepsza. Nie poradziliśmy sobie w Lidze Narodów, gdzie zremisowaliśmy i przegraliśmy z Bośnią. Kibiców bardzo to zabolało. Tu wszystko jest „białe” lub „czarne”. Gdy idzie dobrze – kochają piłkarzy, szaleją, bilety sprzedają się na pniu. Gdy nie idzie – obrażają się na kadrę i nazywają zawodników „nieudacznikami”. Nie ma stanów pośrednich. Teraz jest źle, więc choć to pierwszy mecz od kilku miesięcy, a rywalem jest Polska, sprzedało się mniej więcej 40 tysięcy biletów. Na Praterze jest kilka tysięcy miejsc więcej…

Kto wygra?
– Myślę, że będzie remis. To dobry wynik dla obu stron.

źródło:
Zobacz więcej