Newrozowe ognie oznajmiły koniec Państwa Islamskiego

Tłumy obdartych, brudnych i zarośniętych mężczyzn, ustawiały się w długich kolejkach, kapitulując przed kurdyjskimi i arabskimi żołnierzami SDF (fot. REUTERS/ Goran Tomasevic/File Photo)

Zgodnie z irańskim mitem dawno, dawno temu światem rządził zły król Zahhak, z którego ramion wyrastały dwa czarne węże. Ciągle głodne, codziennie karmione były mózgami dwóch chłopców. Ta makabryczna opowieść ma jednak szczęśliwy finał, który wiąże się z historią Kurdów i kurdyjsko-irańskim nowym rokiem, zwanym przez nich Newrozem, a przez Persów – Nowruzem. Wiele tradycji związanych z tym świętem nieprzypadkowo bardzo przypomina staropolskie zwyczaje.

Trump: ISIS w Syrii zniknie dziś w nocy

Prezydent USA Donald Trump powiedział, że Państwo Islamskie „zniknie do nocy”. Przyniósł też dziennikarzom kilka map, na których pokazał jak bardzo...

zobacz więcej

„Kowal Kawe znów pokonał króla-smoka Zahhaka” – napisał w newrozową wigilię jeden z moich znajomych z syryjskiego Kurdystanu (Rożawy). Swój wpis zilustrował zdjęciem tradycyjnego, newrozowego ogniska (pali się je wieczorem 20 marca, czyli w przeddzień Newrozu) rozpalonego przez grupę kurdyjskich żołnierzy Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) w dopiero co zdobytym, ostatnim bastionie Państwa Islamskiego w wiosce Baghouz, na pograniczu syryjskiej prowincji Dajr az-Zaur i irackiego Anbaru.

Ponad 20 tys. terrorystów Państwa Islamskiego broniło się tam przez ponad miesiąc, ostrzeliwując się z „miasteczka namiotowego”, gdzie przebywało też kilkadziesiąt tysięcy członków ich rodzin: kobiet i dzieci. Wiele z tych osób do Syrii przybyło z Europy.

Bitwa w „miasteczku namiotowym” Baghouz była ostatnim starciem długiej operacji „Burza Dżaziry”, którą SDF zaczął we wrześniu 2017 r. W sierpniu 2018 r., po zakończeniu II fazy tej ofensywy, terytorium samozwańczego „kalifatu” skurczyło się do tzw. enklawy Hadżin, leżącej na lewym brzegu Eufratu w prowincji Dajr az-Zaur. III faza zaczęła się we wrześniu, a same Hadżin, ostatnie miasto kontrolowane przez Państwo Islamskie, zostało zdobyte w połowie grudnia.

Terroryści nie dawali jednak za wygraną, choć wkrótce potem zaczęli masowo poddawać się SDF-owi. Tłumy obdartych, brudnych i zarośniętych mężczyzn ustawiały się w długich kolejkach, kapitulując przed kurdyjskimi i arabskimi żołnierzami SDF. Ich zdjęcia, zestawiane z tymi zrobionymi kilka lat wcześniej, gdy konwoje „kalifatu” wkraczały do zdobytych przez siebie miast, by siać w nich terror, krzyżować, ścinać i palić żywcem, przypominały zdjęcia niemieckich żołnierzy Hitlera w maju 1945 r. Tamci również, niegdyś butni, doczekali się żałosnego końca.

Kolejna klęska ISIS. To ostatnie dni Państwa Islamskiego w Syrii

Kolejna grupa partyzantów z ISIS poddała się i uciekła z oblężonego terytorium w rejonie Baghouz w Syrii. To ostatnie miejsce w tym kraju...

zobacz więcej

W ostatnich tygodniach istnienia „kalifatu” skapitulowało ok. 25 tys. członków IS, którzy przeważnie starali się przekonywać zwycięzców, że byli tylko lekarzami, kucharzami albo sprzątali, słowem „pojechali na zmywak”. Niektórzy, bardziej pomysłowi, utrzymywali, że opanowały ich dżiny i dlatego nie mogą odpowiadać za swoje czyny.

W ręce SDF dostało się również kilkadziesiąt tysięcy kobiet i dzieci. Przeważnie były to zatwardziałe dżihadystki, ale odnaleziono też wiele jazydek porwanych 3,5 roku temu i przemienionych w niewolnice seksualne zwyrodnialców „kalifatu”. Kurdowie wciąż szukają też jazydzkich i szyickich chłopców porwanych w 2014 r. Dzieciom tym wyprano mózgi i często nie zdają sobie nawet sprawy ze swojego prawdziwego pochodzenia.

Ognie znów płoną, współczesny Zahhak pokonany

Bitwa o ostatnią redutę Państwa Islamskiego, owo miasteczko namiotowe w Baghouz, w którym broniło się kilka tysięcy terrorystów, trwała ponad miesiąc. Prawie 2 tys. z nich zginęło. Gdy SDF wkroczył do tego bastionu, przypominał on jeden wielki śmietnik, gdzie gruzy i śmieci mieszały się ze stertami trupów. Był 20 marca, wigilia Newrozu, więc Kurdowie przystąpili tam do rozpalania ognisk. Tak samo jak ich przodkowie po zabiciu Zahhaka.

„Aby ratować ludzi od zagłady, zgłosili się na kucharzy królewskich dwaj szlachetni mężowie, Armail i Garmail. Spośród przeznaczonych na śmierć młodzieńców jednego tylko zabijali i mózg jego mieszali z mózgiem owczym, drugiemu zaś kazali chronić się w góry. Od tych urodzonych pochodzą Kurdowie, bezdomnie tułający się po górach. Gdy Zahhak został pokonany, zapalono wielkie ogniska na stokach gór, by im dać znak, że zagrożenie minęło” – tak w XI wieku pisał wielki irański pisarz Ferdusi (cytat na podstawie tłumaczeń Władysława Dulęby i Marii Składankowej).

Irakijczycy zamieszkają w polskich domach

Kilkuset Irakijczyków wróciło w ostatnich dniach do swojego dawnego miejsca zamieszkania. Dostali oni nowe, tymczasowe domy modułowe. Wszystko...

zobacz więcej

Kluczową rolę w pokonaniu tyrana odegrał kowal Kawe, który przybył do króla-smoka i w twarz rzucił mu wyzwanie. Syn Kawego miał być jedną z ofiar dla węży Zahhaka, więc kowal oskarżył króla o niesprawiedliwość i okrucieństwo. Tyran, przerażony taką zuchwałością, oddał ojcu jego syna, licząc na to, że w zamian Kawe mu się pokłoni. Kowal jednak wybiegł z pałacu i wzniósł skórzany sztandar, który był sygnałem do buntu. Dni Zahhaka były już policzone.

W historii opisanej przez Ferdusiego to nie Kawe, lecz pochodzący z królewskiego rodu Feridun objął rządy po zgładzeniu Zahhaka. Jednak Kawe pozostał największym, legendarnym bohaterem Kurdów, a po 2011 r. zbudowali oni jego pomnik w kontrolowanym przez nich wówczas Afrin, w północno-zachodniej Syrii. Statuę tę zburzono w marcu 2018 r., gdy wkroczyła tam armia turecka i wspierani przez nią arabscy i turkmeńscy dzihadyści.

Nawiasem mówiąc, według wybitnej polskiej iranistki prof. Marii Składankowej historia o buncie przeciwko Zahhakowi związana jest z walką między starożytnymi Ariami (od których pochodzą i Kurdowie, i Persowie oraz inne ludy irańskie) a semicką Babilonią i Arabami. Opowieść ta jest bowiem oparta na Aweście, świętej księdze Ariów, przy czym Zahhak występuje tam jako Ażi Dahaka, pochodzący z kraju Bawri, który utożsamiany jest z Babilonem.

Baba Jaga była Iranką

Co ciekawe, Składankowa wskazuje na związek Ażi Dahaki ze znaną każdemu dziecku w Polsce Babą Jagą. Łącznikiem jest wąż Ahi, indyjski odpowiednik irańskiego Ażi. Jak wskazuje nieżyjąca już iranistka w swej fascynującej książce „Bohaterowie, bogowie i demony dawnego Iranu”, Baba Jaga to „symbol przezwyciężonego zagrożenia, polegającego przede wszystkim na tym, że schwytane dzieci stara się ona upiec czy ugotować i zjeść”. Zważywszy na to, że wszystkie ludy indoeuropejskie, a więc zarówno Polacy, Irańczycy jak i Kurdowie pochodzą od Ariów, a Słowianie we wczesnym średniowieczu mieli bliskie kontakty z irańskimi Scytami, trudno uznać te podobieństwa za przypadkowe.

Jazydzi dziękują Polsce za pomoc

Hazem Tahsin, syn przywódcy społeczności jazydów, podziękował polskim władzom za wsparcie projektu Fundacji Orla Straż, która pomaga jego...

zobacz więcej

Składankowa zwraca zresztą uwagę na to, że bajka o Babie Jadze wywodzi się ze starosłowiańskiego mitu, w którym podobieństwo to jest jeszcze bardziej widoczne. Ponadto Awesta w stosunku do Ażi Dahaki używa też określenia Drudża, czyli „kłamstwo” (dziś po persku jest to słowo „dorugh”) i Składankowa zwraca uwagę na podobieństwo do innego określenia Baby Jagi na niektórych terenach słowiańskich: Baba Drasznica.

Podobieństw między tymi dwoma mitami jest zresztą więcej, ale występują one również między nowruzowymi tradycjami perskimi i starosłowiańskimi zwyczajami, których część przetrwała do dziś także w Polsce, zwłaszcza w obchodach związanych z Wielkanocą. Jedną z takich tradycji jest malowanie nowruzowych jajek, inną zaś – oblewanie wodą w to święto.

Szczęśliwego Nowego Roku

Nowruz czy Newroz, dosłownie oznacza „nowy dzień” i jest to pierwszy dzień tradycyjnego nowego roku, przy czym w Iranie i Afganistanie jest to też faktycznie pierwszy dzień nowego roku kalendarzowego. Lata w irańskim kalendarzu liczone są od hidżry, czyli ucieczki Mahometa z Mekki w 622 r., ale w przeciwieństwie do arabskiego kalendarza muzułmańskiego jest to kalendarz oparty na latach słonecznych, a nie księżycowych.

Austriaccy bojownicy IS bez prawa do opieki konsularnej

Rząd Austrii zamierza odebrać prawo do opieki konsularnej swoim obywatelom, którzy walczyli w szeregach dżihadystycznej organizacji Państwo...

zobacz więcej

Nowy rok zaczyna się dokładnie wtedy, gdy Słońce przechodzi przez punkt Barana na niebie. Dlatego nie zawsze dzień ten wypada 21 marca, czasami jest to 20 marca. Jako święto Nowruz/Newroz obchodzony jest nie tylko przez Kurdów i Irańczyków ale we wszystkich krajach znajdujących się pod wpływem tej kultury, a więc w całej środkowej Azji i części Bliskiego Wschodu.

W Iranie tradycją jest przygotowywanie specjalnego ołtarzyka, zwanego haft sini, złożonego z siedmiu tradycyjnych elementów: zielonej roślinki wysianej na tą okazję (co przypomina rzeżuchę wielkanocną), jabłka, czosnku, octu, sendżedu (rodzaj perskiej oliwki), sumaku (rodzaj perskiej przyprawy) i samanu (rodzaj deseru).

Na ołtarzyku kładzie się też lustro, pisanki, zapalone świece, złote rybki w akwarium, wazę z wodą, monety i kwiaty. W Kurdystanie mężczyźni wkładają swoje tradycyjne stroje zwane dżylu-barg, na głowę wkładają turbany zwane dżamadani; kobiety wkładają barwne suknie z długimi wstążkami i masowo rozbijają pikniki rodzinne, tańcząc przy tym tradycyjny taniec o nazwie szaji. Świętowanie zwykle trwa dwa tygodnie.


Pozostaje więc życzyć, szczęśliwego Nowego Roku. Po kurdyjsku „newroz piroz be”, czyli „niech nowy dzień będzie dla ciebie zwycięski”. Irańczykom dedykuję zaś krótki wierszyk: ey ruze to dżowedone nouruz, nouruze to dżowedone piruz! (niech twój dzień zawsze będzie nowruzem, a twój nowruz zawsze będzie zwycięstwem).

źródło:
Zobacz więcej