„Człowiek Zachodu jest uzależniony od pędu do wolności. Nie znajduje jednak satysfakcji”

„Jeżeli dochodzimy do tej ostatecznej konkluzji – jaki sens ma zło czy cierpienie – to nie ma innej dobrej odpowiedzi jak teologia chrześcijańska” (fot. arch.PAP/Tomasz Gzell)

– Współczesny człowiek próbuje wymyślić sobie płeć, zaczyna być na tyle mądry, że produkuje sobie tkanki, ogranicza swoje cierpienia, będzie być może żyć wiecznie. Jest to utopia raju na ziemi. Tyle tylko, że kroki, które podjęto w celu tego osiągnięcia, pchają człowieka dokładnie w drugą stronę – mówi w rozmowie z portalem tvp.info prof. Wojciech Roszkowski, autor książki „Roztrzaskane lustro. Upadek cywilizacji zachodniej”.

„Przywódcy Unii mają instynkt samobójczy, chcą ją rozsadzić od środka”

– Unia Europejska ma kłopoty, jest najbardziej rozbita w historii integracji europejskiej – przekonywał w programie „O co chodzi” prof. Ryszard...

zobacz więcej

Petar Petrović: Gdybym miał jednym zdaniem opisać pana najnowszą książkę „Roztrzaskane lustro. Upadek cywilizacji zachodniej”, powiedziałbym, że odpowiada ona na tak często stawiane pytanie – dlaczego świat wygląda tak jak wygląda. Sam tytuł zmusza do zadania pytania – kto jest odpowiedzialny za tytułowe „roztrzaskanie”? Co łączyło w pana opinii dekonstruktorów zachodniej cywilizacji?

Prof. Wojciech Roszkowski: Powiem tak, odpowiedzialność za to spada na bardzo dużą liczbę osób – tych najbardziej odpowiedzialnych czytelnicy znajdą na kartach mojej książki. A wspólny mianownik? Jeden z greckich filozofów powiedział, że człowiek jest miarą wszechrzeczy – mamy więc w tym przypadku do czynienia z antropologią nieograniczoną. Jest to złudzenie, wynikające z założenia, że ponieważ nie ma Boga, to człowiek jest wolny i może zrobić co tylko chce. Może sobie stwarzać swoje reguły postępowania i właśnie wtedy zrealizuje się jako człowiek. To jest mit, który okazał się w praktyce destrukcyjny – dlatego, że demontując naturę człowieka, likwidując w nim to, co boskie – wolną wolę i sumienie – i ograniczając go do bytu ekonomicznego – tak jak Marks, biologicznego – tak jak Darwin, czy seksualnego – jak Freud, w gruncie rzeczy zlikwidowano naturę.

Współczesny człowiek jest wolny, ale sam wie, do czego i po co. Próbuje wymyślić sobie płeć, zaczyna być na tyle mądry, że produkuje sobie tkanki, ogranicza swoje cierpienia, będzie być może żyć wiecznie. Jest to utopia raju na ziemi. Tyle tylko, że kroki, które podjęto w celu tego osiągnięcia, pchają człowieka dokładnie w drugą stronę. To Francis Fukuyama doskonale opisał, jako koniec człowieka.

Poruszył pan w tej odpowiedzi kwestię kategorii wolności – jest to słowo klucz, hasło, wytrych, które słyszymy na każdym kroku. Słowo, które podobnie jak inne – choćby prawda czy tolerancja – przechodzą metamorfozę i znaczą już dziś zupełnie coś innego niż wcześniej.

One ewoluują i są coraz bardziej zakłamywane. Komuniści byli pod tym względem mistrzami i przyczynili się do destrukcji cywilizacji. Odwracali znaczenia słów. Dla nich postęp, nauka, demokracja – to były słowa, których znaczenie zmieniali. Stalinizm przecież był demokratyczny. Nauka – to był marksizm. W gruncie rzeczy ideologia materialistyczna została podniesiona do rangi wszechwiedzy. W tej chwili też mamy do czynienia z zakłamywaniem słów. W mojej książce jest podrozdział poświęcony liberalnej demokracji – twierdzę, że wcale nie jest ona liberalna i wcale nie jest demokracją. Czynniki, na które powołują się jej architekci, pchają ten system dokładnie w drugą stronę – przeciwko wolności i człowiekowi.

Mamy do czynienia z oświeconą elitą, która wszystko wie lepiej i która ogranicza wolność przy pomocy bardzo różnych, na razie dosyć aksamitnych środków, takich jak choćby kształtowanie opinii publicznej. Czyni to jednak bardziej skutecznie niż to robiono w przeszłości. Dotąd zgadzaliśmy się, że istnieją trzy władze: ustawodawcza, wykonawcza, sądownicza. Twierdzę, że obecnie coraz większą rolę odgrywają trzy inne władze: biznes, media i służby.

Sondaż: Większość Polaków przeciwna karcie LGBT

Polacy nie chcą karty LGBT – pisze „Super Express” i publikuje wyniki sondażu IBRIS. Zdecydowana większość respondentów, bo aż 67,3 proc. uważa, że...

zobacz więcej

Wrócę jeszcze do kwestii semantycznych, języka, znaczenia słów. Jeśli nie zgadzamy się co do znaczenia słów, jeśli taka kategoria wolności znaczy dla konserwatystów coś innego niż dla liberałów-lewicowców – to jak możemy dyskutować, spierać się, dochodzić do czegoś, co nas łączy?

Isaiah Berlin mówił o wolności od i wolności do. Wolność od - to zniesienie ograniczeń, a wolność do – to dążenie do jakichś ideałów. On twierdził, że wolność do jakiegoś ideału grozi przymusem, że ogranicza wolność, że jeżeli ktoś uzurpuje sobie prawo do posiadania prawdy, to ją będzie narzucał – stąd rodzi się tęsknota do totalitaryzmu, faszyzmu i wszystkiego co najgorsze. Podniesienie kwestii stałych wartości – żeby nie powiedzieć dekalogu – grozi oskarżeniem o ciągoty totalitarne i chęć narzucania innym wartości, których oni nie chcą. Otóż te wartości istnieją jako drogowskaz naszego życia, niezależnie od tego, czy tego chcemy, czy nie. To są wartości, które można nazwać prawem naturalnym.

Histeryczni – tak o nich mówię – relatywiści bardzo często szukając jakiegoś wspólnego mianownika czy jakiejś filozofii prawa, odwołują się do wartości ogólnoludzkich, co jest kompletną bzdurą. Pytam więc – wartości ogólnoludzkie, ale którego człowieka? Charlesa Mansona czy Matki Teresy, świętych czy morderców? Wartości ogólnoludzkie to jest wytrych, który ma przykryć brak filozofii prawa, tego odniesienia moralnego, które już zostało dostrzeżone w starożytnym prawie rzymskim, czyli w pogańskim prawie. Zrozumiano wtedy, że prawo skuteczne, sprawiedliwe, musi odnosić się do wartości moralnych.

Dziś od tego odchodzimy. Może też dlatego, że mało kto rozumie, czym jest cywilizacja zachodnia, jakie ma osiągnięcia, tradycje?

Słyszymy stwierdzenia – „my nie chcemy wartości narzuconych z zewnątrz”. To może w takim razie wyskoczmy przez okno? Prawo grawitacji czy prawo moralne – nie zabijaj – jest drogowskazem naszego postępowania. Czy będziemy głosowali nad piątym przykazaniem? Kto za, kto przeciw? Mamy do czynienia z niezwykłym pogubieniem się dużej części intelektualistów.

Słyszymy jednak stwierdzenia, że kierunek, w którym zmierza Zachód, jest właśnie pożądany, gdyż poszerza się przestrzeń wolności, jesteśmy coraz bardziej tolerancyjni, odrzucamy tabu, przesądy, ograniczenia takie jak płeć, rodzina, małżeństwo, Kościół.

Spójrzmy jednak na statystyki wskazujące, jak cywilizacja zachodnia ma się do reszty świata. Pod względem gospodarczym i demograficznym Zachód się cofa. Statystyki badające subiektywne poczucie szczęścia wskazują, że jest ono skorelowane z wiarą w Boga i z tradycyjnymi przekonaniami wobec rodziny i wartości moralnych. Ludzie, którzy kwestionują te sprawy, są, w statystyczny sposób, mniej szczęśliwi.

Aborcja w czasie porodu? Szokujący projekt w USA

Należąca do partii Demokratów Kathy Tran przedstawiła szokujący projekt dotyczący przerywania ciąży. Zgodnie z tym, co zaproponowała, aborcję...

zobacz więcej

Michel Houellebecq w swoich książkach pokazuje ludzi zachłyśniętych współczesnością. Nowoczesnych, czerpiących z życia pełnymi garściami, których już prawie nic i nikt nie ogranicza. Daleko im jednak do poczucia szczęścia.

Stoją nad przepaścią. Nienawidzą siebie, życia, ludzi, wszystkiego…. Oczywiście, że życie jest trudne, żyjemy w niepewności, cierpimy, nie do końca rozumiemy, jaki jest tego wszystkiego sens. Jednak wmawianie sobie, innym, że to wszystko nie ma sensu - jest szkodliwe i dla pojedynczych osób, i dla zbiorowości. W gruncie rzeczy, jeżeli dochodzimy do tej ostatecznej konkluzji – jaki sens ma zło czy cierpienie – to nie ma innej dobrej odpowiedzi jak teologia chrześcijańska.

Tyko, że dziś dla wielu chrześcijaństwo, Kościół, kojarzy się już tylko z pedofilią, klerykalizmem, patriarchalizmem, przemocą, walką z nauką itd. Podobnie jest z małżeństwem, rodziną. Na Zachodzie instytucje te znajdują się w głębokim kryzysie.

To jest samobójczy pęd. Ludzie, którzy temu pędowi podlegają, powinni się zatrzymać i zastanowić. Może niech zapoznają się z tymi statystykami. Poszukiwanie jeszcze większej wolności ich zabija, a nie daje im poczucia zadowolenia czy sensu życia. Podobnie – symbolicznie – dotyczy to też np. narkomanów czy alkoholików. Współczesny człowiek Zachodu jest uzależniony od pędu do wolności. Nie znajduje jednak satysfakcji i chce jeszcze więcej. Niemal symboliczny jest przebój Micka Jaggera „(I Can't Get No) Satisfaction”.

W Polsce mamy do czynienia z nasileniem się postępowej ideologii. Kampanię przed majowymi wyborami zdominowały kwestie związane z prawami środowisk LGBT. I znów – lewicowo-liberalne media szybko ustawiły konserwatystów w roli prześladowców mniejszości seksualnych.

Moja książka pojawiła się na rynku w dramatycznym momencie, gdy władze Warszawy grożą administracyjnym wprowadzeniem seksualizacji dzieci w szkołach. To jest horrendalny pomysł. Pochodzące z demokratycznego wyboru władze narzucają przy hasłach dotyczących tolerancji i niedyskryminacji swoją, moim zdaniem, kompletnie chorą wizję natury człowieka, w której jest on, stworzony wyłącznie do przyjemności.

Wierzy pan w możliwość kontrrewolucji?

Zawsze jest na to szansa, tylko trzeba wiedzieć, na czym się oprzeć. Za cywilizację zachodnią każdy z nas odpowiada, każdy, kto poczuwa się do bycia jej członkiem, nosicielem, zwolennikiem. Wszyscy codziennie dokonujemy licznych wyborów, które składają się na jakichś ruch, w którymś z kierunków. Jeżeli wybory życiowe są dokonywane według fałszywych kryteriów, które wskazuję w książce, to idziemy w złą stronę. Dlatego musimy podejmować zdroworozsądkowe wybory.

Autor wywiadu jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej