Austriacy, czyli kto? Poznaj pierwszego rywala Polaków

Austriacy to jedna z najbardziej solidnych reprezentacji w Europie (fot. REUTERS/Leonhard Foege)

Większość kibiców w Polsce kojarzy tylko Davida Alabę, bo to przecież klubowy kolega Roberta Lewandowskiego. Bardziej zaangażowani słyszeli o kontrowersyjnym Marko Arnautoviciu, reszta to już w większości „smakołyki” dla fanów Bundesligi. To, że nie recytujemy z pamięci pierwszego składu reprezentacji Austrii, wcale nie oznacza, że jest to zespół słaby. Wręcz przeciwnie.

21 marca, w pierwszy dzień wiosny, Polacy zmierzą się na wiedeńskim Praterze z jedną z najbardziej solidnych europejskich reprezentacji ostatniej dekady. Futbol Austriaków nie porywa, ich gra nie przyprawia o ciarki, ale piłkarze Franco Fody potrafią być do bólu skuteczni.

Że to nie tylko Alaba, Arnautović i dziewięć wkładów do koszulek, przekonuje analiza „jedenastki”, która najpewniej zostanie oddelegowana do rywalizacji z Polską. Z kim właściwie rywalizujemy o awans na mistrzostwa Europy? Kogo najbardziej trzeba się obawiać? Gdzie szukać słabych punktów rywala? Zapraszamy do lektury.



Heinz Lindner (bramkarz)


Klub: Grasshoppers Zurych
Wartość: 3,5 mln euro

Grasshoppers szoruje po dnie szwajcarskiej Superligi, stracił aż 47 goli w 24 meczach (drugi najgorszy wynik) i wiele wskazuje na to, że powoli kończy przygodę z najwyższą klasą rozgrywkową. Trudno w to uwierzyć, ale najmniejszą winę za taki stan rzeczy ponosi… bramkarz. „Wyrzućcie wszystkich poza Lindnerem!” – krzyczeli niedawno kibice z Zurychu.

Żaden z niego wielki talent. Szansę na poważną karierę już zresztą raczej przegapił: wypatrzony w Austrii Wiedeń przez władze Eintrachtu, spędził we Frankfurcie dwa sezony, zaliczając... trzy występy. Przegranie rywalizacji z Lukasem Hradeckym nie jest może powodem do wstydu, ale sporo mówi o miejscu Lindnera w światowej hierarchii.

Solidny. Tylko tyle i aż tyle. Unika ryzyka, stara się operować prostymi podaniami do obrońców, rzadko kopie na oślep. Lepszy na linii niż na przedpolu, gdzie zdarzają mu się proste błędy. Panikuje, gdy pod naporem obrońców musi pozbyć się piłki – zdecydowanie woli mieć ją w rękach niż przy stopie.



Stefan Lainer (prawy obrońca)


Klub: Red Bull Salzburg
Wartość: 12,5 mln euro

Z Red Bullem Salzburg awansował w 2018 r. do półfinału Ligi Europy. Latem chciało go Napoli, włoscy kibice już zdążyli powitać Austriaka w klubie, aż… transfer upadł. – Wiemy, że to dla niego wielka szansa, wyjątkowa okazja, ale jest dla nas niezastąpiony – ogłosili Austriacy, tłumacząc odrzucenie wartej 12 mln euro oferty.

Czy jest wart aż tyle? Na pewno dobrze mieć go po swojej stronie. Szybki, waleczny, może biegać od linii do linii przez 90 minut. Znakomicie czyta grę, lubuje się w przechwytach, nie stroni też od pojedynków ze skrzydłowymi. Cenniejszy w defensywie niż ofensywie, co wynika nie tylko z predyspozycji, ale i faktu, że zarówno w Salzburgu, jak i reprezentacji musi ubezpieczać grającego po drugiej stronie obrony Andreasa Ulmera. Wychodzi im to zresztą całkiem nieźle: w 22 meczach tego sezonu mistrzowie Austrii stracili tylko 18 goli.



Martin Hinteregger (środkowy obrońca)


Klub: Eintracht Frankfurt
Wartość: 10 mln euro

Jeszcze w styczniu walczył z Augsburgiem o utrzymanie w Bundeslidze. Nie wyróżniał się na boisku, „błysnął” za to poza nim. Po porażce z Borussią Moenchengladbach dziennikarze zapytali 26-letniego obrońcę o pracę z trenerem Manuelem Baumem. „Nie mogę powiedzieć o nim niczego dobrego, ale niczego złego też nie powiem” – rzucił, załatwiając sobie poniekąd rozstanie z klubem.

Wypożyczono go, z opcją pierwokupu, do Eintrachtu, dokąd ściągnął go rodak – Adi Huetter. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Hinteregger stał się nie tylko pierwszoplanową postacią zespołu, ale i całej Bundesligi. – Przeżywam najlepszy czas w karierze – mówił niedawno, a na zgrupowanie reprezentacji pojechał uskrzydlony zwycięskim golem w starciu z Norymbergą.

We Frankfurcie gra jednego z trzech środkowych obrońców. Zwykle bliżej lewej strony, choć i operowanie prawą nogą wychodzi mu coraz lepiej. Lubi długie, dokładne podania z pominięciem środkowej linii, których próbuje średnio dwa-trzy razy na mecz. Najmocniejszy jest jednak w powietrzu: silny, nieustępliwy, groźny zarówno we własnym polu karnym, jak i blisko bramki przeciwnika.

„Nietypowy” – powtarzają koledzy. W wolnych chwilach chodzi na polowania, otwarcie żałuje, że nie urodził się kilkadziesiąt lat wcześniej („wtedy piłka nożna była bardziej autentyczna, teraz to tylko presja i wymiotowanie przed meczem”), stroni od nowoczesnych technologii. Telefon z przełomu wieków służy mu tylko do wymiany SMS-ów, rozmów i gry w „Węża”.



Aleksandar Dragovic (środkowy obrońca)


Klub: Bayer Leverkusen
Wartość: 9 mln euro

W Bayerze Leverkusen jest „tym trzecim”, w cieniu Jonathana Taha i Svena Bendera. Trudno się dziwić: wiele dobrego można powiedzieć o Dragoviciu, ale na pewno nie jest to obrońca, na którym można polegać zawsze i wszędzie. „Elektryczny”, znakomite zagrania przeplata z takimi, po których trenerowi pozostaje tylko złapać się za głowę. U perfekcjonisty Petera Bosza gra więc najczęściej wtedy, gdy któryś z dwóch podstawowych stoperów nie może. Nic dziwnego, że coraz bardziej otwarcie mówi o odejściu…

W reprezentacji wciąż jednak – wiele na to wskazuje – gracz podstawowego składu. Pewny przy piłce, często od niego Austriacy rozpoczynają konstruowanie kolejnych akcji. Jeśli będzie w stanie utrzymać koncentrację od pierwszego do ostatniego gwizdka, może napsuć polskim napastnikom sporo krwi.

Co gorsza, na zgrupowaniu pojawi się w niezłym humorze: wobec urazu Bendera rozegrał „od deski do deski” trzy ostatnie mecze w Bundeslidze.



Andreas Ulmer (lewy obrońca)


Klub: Red Bull Salzburg
Wartość: 1 mln euro

Żywa legenda i kapitan Red Bulla Salzburg, w którego barwach rozegrał niemal 400 spotkań. Znacznie gorzej u niego z doświadczeniem reprezentacyjnym: choć zadebiutował już w 2009 r., wieloletni selekcjoner Marcel Koller (2011-17) zupełnie lekceważył jego dobre występy na austriackich boiskach. Franco Foda, doskonale znający tamtejsze realia, podobnego błędu już nie popełnił.

W klubie – maszyna. Asysta za asystą i regularne wizyty pod polem karnym przeciwnika, gdzie dzielnie wspiera napastników i skrzydłowych. Nie jest tak szybki, jak grający z drugiej strony defensywy Lainer, ale braki w dynamice nadrabia doskonałą kondycją.

W reprezentacji, jak mogłoby się zdawać, nie zaprezentował jeszcze pełni potencjału. Oby nie miał takiej okazji w czwartek. Uwaga na dobrze ułożoną lewą stopę.



Julian Baumgartlinger (defensywny pomocnik)


Klub: Bayer Leverkusen
Wartość: 4 mln euro

Serce i płuca reprezentacji Austrii. Kapitan, wojownik, niezmordowany w środku pola. Zdecydowanie bardziej przydatny z tyłu niż z przodu, typowa „szóstka”, choć piłka przy nodze też mu nie przeszkadza.

W Bayerze Leverkusen długo nie dostawał szans. Po kontuzji Karima Bellarabiego Peter Bosz przesunął jednak na skrzydło Kaia Havertza, dzięki czemu na pozycji Baumgartlingera zrobił się wakat. W czterech ostatnich meczach grał więc od pierwszej do ostatniej minuty i spisywał się co najmniej solidnie.

Typowy defensywny pomocnik: świetny w odbiorze, dobrze się ustawia, z nikim się nie patyczkuje. Co ważne, po odebraniu piłki rywalowi wcale nie musi wybijać jej na oślep. Potrafi podnieść głowę, przeprowadzić futbolówkę przez linię środkową i zaskoczyć dobrym zagraniem. Nierzadko cofa się też po piłkę do linii obrony.



Peter Zulj (środkowy pomocnik)


Klub: Anderlecht Bruksela
Wartość: 4 mln euro

Imponował w barwach Sturmu Graz, gdzie nie tylko często asystował, ale i sporo strzelał. Wybrany piłkarzem sezonu w lidze austriackiej, zwrócił na siebie uwagę kilku większych klubów. Mówiło się o zainteresowaniu Fulham, ponoć odzywał się ktoś z Niemiec, ale Zulj trafił ostatecznie – za 2,5 mln euro – do Anderlechtu Bruksela.

W Belgii gra regularnie, choć na nieco innej pozycji: bardziej cofnięty, schowany, nie ma tylu okazji, by uczestniczyć w grze ofensywnej zespołu. Z perspektywy selekcjonera Fody to dobra zmiana: u boku Bamgartlingera potrzebuje on bowiem kogoś kreatywnego, ale i odpowiedzialnego. Starszy kolega lubi wycieczki pod pole karne rywala, więc dobrze byłoby, gdyby ktoś go asekurował...



Valentino Lazaro (prawy pomocnik)


Klub: Hertha Berlin
Wartość: 17 milionów euro

Takiego piłkarza w reprezentacji Polski nie mamy: szybki, obdarzony znakomitym dryblingiem, mogący występować na właściwie każdej pozycji za napastnikiem. Porównywany do Williana, słusznie uznawany za „najlepszego austriackiego piłkarza od czasów Davida Alaby”. Egzotyczne, bardzo melodyjne imię i nazwisko to nie przypadek: choć urodził się i wychował w Austrii, Valentino Lazaro jest synem Greczynki i Angolczyka.

Miał nieco ponad 16 lat, gdy zagrał w barwach Red Bulla Salzburg, stając się najmłodszym debiutantem w historii klubu. Był jeszcze nastolatkiem, gdy na liczniku meczów stuknęła mu „setka”…

Zaczynał na ulicy. To tam, jak twierdzi, nauczył się gry na małej przestrzeni, doskonaląc technikę i kolejne sztuczki. – Grałem wszędzie, na każdej pozycji, więc i w profesjonalnej karierze mogę występować gdziekolwiek zechcą trenerzy – reklamuje się. Od dwóch lat reprezentuje barwy Herthy Berlin, gdzie ma pewne miejsce w „jedenastce”. Raczej skrzydłowy, choć Pal Dardai zrobił z niego prawego obrońcę, okazjonalnie „wahadłowego”.

Zakochany w Ronaldinho: o karierze Brazylijczyka wie wszystko, w wolnych chwilach podziwia jego popisy na YouTube, chciałby kiedyś grać jak on. Nawet jeśli trochę mu jeszcze brakuje, i tak stanowi jedną z najgroźniejszych broni w arsenale Franco Fody.



Xaver Schlager (ofensywny pomocnik)


Klub: Red Bull Salzburg
Wartość: 15 mln euro

Od 2009 r. w niezwykle szanowanej i cenionej akademii Red Bulla Salzburg. Trafił tam jako 12-latek, gra do dziś, choć nikt nie ma wątpliwości, że sufit tego chłopaka zawieszony jest znacznie wyżej.

Austriacka odpowiedź na Piotra Zielińskiego: niewysoki (174 cm wzrostu), kreatywny, kocha mieć piłkę przy nodze, potrafi strzelić, a kibiców zachwyca idealnymi prostopadłymi podaniami. W przeciwieństwie do pomocnika Napoli, Schlager – mimo młodego wieku – cechuje się wyjątkowymi zdolnościami przywódczymi: tak na boisku, jak i poza nim.

Przez wielu porównywany do Paula Scholesa, który – jak Schlager – w środku pola mógł zrobić wszystko, a do tego jeszcze posłać kilkudziesięciometrowe podanie „na nos”.

Przyszłość jest jego, choć i z teraźniejszością zdaje się żyć w zgodzie.



David Alaba (lewy pomocnik)


Klub: Bayern Monachium
Wartość: 55 mln euro

Kibice reprezentacji Austrii zamarli, gdy w trakcie meczu z Mainz, tuż przed zgrupowaniem, musiał przedwcześnie opuścić boisko. Choć najważniejszy zawodnik kadry Fody, prawdopodobnie jedyna międzynarodowa gwiazda w zestawieniu, narzekał na ból uda, wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że z Polską zagra od pierwszej minuty.

W Bayernie lewy obrońca, w kadrze zwykle występuje w środku pomocy. Jego atuty zna każdy, kto w miarę regularnie śledzi mecze Bundesligi: świetny strzał, dobre dośrodkowania, szybkość, technika… Nieprzypadkowo Alabę długo uważano za jednego z najlepszych bocznych defensorów świata.

Po dwóch słabszych latach przy Niko Kovacu wreszcie wrócił na dawny, wysoki poziom. Trochę zasiedział się w Monachium, pewnie nie zaszkodziłaby mu zmiana otoczenia, ale to nie nasze zmartwienie. Martwić będziemy się wtedy, gdy podejdzie do piłki ustawionej na 25., 30. metrze od bramki Polaków. Rzuty wolne w stylu Cristiano Ronaldo strzela lepiej od… Cristiano Ronaldo.



Marko Arnautovic (napastnik)


Klub: West Ham United
Wartość: 35 mln euro

Najbardziej doświadczony i najbardziej charyzmatyczny, niekoniecznie najlepszy. Ostatnie miesiące były dla niego trudne: z powodu kontuzji stracił miejsce w składzie West Ham United, chciał odejść do Chin, ale że transfer nie wypalił, to na nowo musi odbudowywać zaufanie i trenera, i kibiców.

Silny jak tur, wysoki, świetny tyłem do bramki i niezwykle groźny w pojedynkach powietrznych. Wzoruje się na Zlatanie Ibrahimoviciu i z dumą do Szweda porównuje. Podobnie jak starszy kolega, błyszczy nie tylko na boisku…

Jose Mourinho twierdził, że ma „mentalność dziecka”, którego nawet Portugalczyk nie potrafił wychować. Łukasz Fabiański twierdzi, że gdy Arnautović „ma dzień, jest nie do zatrzymania”. Zwraca jednak uwagę na samolubność kolegi ze składu „Młotów”, który czasami „sprawia wrażenie, jakby grał sam”.

Choć zdecydowanie więcej w nim Serba niż Austriaka, reprezentuje barwy tych drugich. – Z wdzięczności – tłumaczy. Związek ma również z… Polską. Jego żona, Sarah, pochodzi z Gdańska. – Między innymi dlatego traktuje ten mecz wyjątkowo. Musimy na niego uważać. Od miesiąca chodzi i przechwala się, co z nami zrobi – przestrzega Fabiański.

źródło:
Zobacz więcej