Ekspert: To nie przypadek, że rzecznik TSUE ogłosi opinię chwilę przed wyborami

Zdaniem prof. Kazimierza Kika, instytucje unijne chcą w ten sposób wpłynąć na wynik wyborów w Polsce (fot. REUTERS/Belenos)

Decyzja, by na trzy dni przed wyborami ogłosić opinię rzecznika generalnego TSUE, ma stanowić wyraz politycznego nacisku zmiękczającego polski rząd. Jeśli to się nie uda, potencjalnie krytyczna opinia rzecznika ma wpłynąć na wynik wyborów w Polsce, uważa prof. Kazimierz Kik. – To jest oczywiste, tu nie ma żadnego przypadku – powiedział politolog w rozmowie z portalem tvp.info.

Rzecznik TSUE ogłosi opinię w sprawie pytań prejudycjalnych trzy dni przed wyborami do PE

Rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE ogłosi opinię w sprawie pytań prejudycjalnych Sądu Najwyższego trzy dni przed wyborami do...

zobacz więcej

W TSUE w Luksemburgu odbyła się rozprawa ws. pytań prejudycjalnych Sądu Najwyższego, dotyczących m.in. niezależności KRS. Duże kontrowersje wzbudziła informacja, że rzecznik generalny TSUE ogłosi opinię w sprawie pytań prejudycjalnych Sądu Najwyższego zaledwie trzy dni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Do sprawy odniósł się prof. Kik.

– Choć mogę tylko domniemywać, to myślę, że tego typu sytuacja jest oczywistą, nie ma takich przypadków. Będzie ta sprawa rozgrywana jako jeden z instrumentów niedopuszczenia do sukcesu politycznego ugrupowań, które nazywa się „populistycznymi”. Musimy pamiętać, że instytucje wspólnotowe, w tym sądownicze, jak TSUE, nasycone są przez elity liberalne o odcieniu czy to socjaldemokratycznym, czy liberalnym, czy chadeckim. Tak jak polski aparat sądowniczy znajdował się w kręgu oddziaływania PO, tak również na szczeblu unijnym ma on określone afiliacje polityczne – mówił prof. Kik.

Zdaniem politologa decyzja, by na trzy dni przed wyborami ogłosić opinię, ma dwa wymiary.

– Pierwszy to wymiar nacisku politycznego na PiS, który niczym miecz Damoklesa będzie miał nad sobą potencjalnie krytyczna decyzję w przeddzień wyborów. Służy to do zmiękczenia rządu. Jeśli nie uda się go zmiękczyć, to tuż przed wyborami może to poważnie wstrząsnąć atmosferą polityczną, w duchu ostrzeżenia wyborców przed głosowaniem na „partię przeklętą” przez unijny establishment. To jest oczywiste, tu nie ma żadnego przypadku – dowodził naukowiec.

Kandydat KE do PE pełnomocnikiem sędziów w rozprawie przed TSUE. „Przecież to jest jakaś kpina”

Kandydat Koalicji Europejskiej do PE Michał Wawrykiewicz reprezentuje sędziów Sądu Najwyższego przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej,...

zobacz więcej

Jak uważa, wszystkie instytucje wspólnotowe mają swój cel – „wstrzymywanie fali »populizmu« w Europie i marszu »populistów« do PE i innych instytucji wspólnotowych. Ponieważ rząd PiS znajduje się na tej liście, to decyzja wygląda na jeden z instrumentów tej taktyki”.

Profesor odniósł się do faktu, że z formalnego punktu widzenia strona polska powinna zostać poinformowana o składzie sędziowskim rozpatrującym sprawę na 15 dni przed wysłuchaniem, tymczasem stało się to dopiero w poniedziałek. Jego zdaniem również w tym należy widzieć „element składowy taktyki mającej na celu osłabianie partii takich jak PiS”.

Prof. Kik skomentował także sprawę nierównego traktowania różnych państw przez instytucje unijne. Jego zdaniem mimo że niemiecki system sądownictwa wykazuje wiele cech upolitycznienia, to Berlinowi wolno więcej niż Warszawie.

– Niemcy stanowią fundament liberalnego establishmentu UE. W związku z tym establishment nie będzie szkodził własnym konstrukcjom. To jest tożsamość establishmentu niemieckiego i brukselskiego. Nie ma tożsamości establishmentu warszawskiego i brukselskiego. To nie tyle podwójne standardy, co polityka ochrony swoich. Wiemy dziś na pewno, że nie mamy do czynienia z obiektywnym podejściem instytucji unijnych do różnych ugrupowań na europejskiej scenie politycznej. Instytucje UE robią wszystko, by stworzyć tamę dla nurtów nieakceptowanych – stwierdził prof. Kik.

źródło:
Zobacz więcej