Polacy polubili socjal? Raczej doceniają szacunek rządzących [OPINIA]

Całe mnóstwo ludzi w Polsce wie już dobrze, że polityka prorodzinna państwa, także transfery finansowe z budżetu do obywateli, naprawdę nie są niczym niezwykłym (fot. arch.PAP/Wojciech Pacewicz)

PiS o wiele lepiej niż opozycja zrozumiał demograficzne, ekonomiczne i komunikacyjne wyzwania stojące przed Polską. Stąd wciąż wysokie notowania rządzącej partii.

Mocne uderzenie PiS: nowe „500 plus”, program dla młodych i pieniądze dla emerytów

Program „500 plus” od pierwszego dziecka – to pierwszy punkt nowego programu wyborczego PiS – ogłosił podczas konwencji w Warszawie Jarosław...

zobacz więcej

Wbrew temu, co mówiono o niemałej części polskiego społeczeństwa nie tylko na początku transformacji, byliśmy i jesteśmy jednym z najbardziej zapracowanych społeczeństw Europy. Polki i Polacy szukali pracy w całym kraju, a gdy często nie mogli znaleźć jej na miejscu, albo była naprawdę marna – decydowali się na emigrację zarobkową, legalną i nielegalną.

Te długie rozłąki zaszkodziły zresztą niejednej rodzinie, choć wielu dały po prostu finansowy oddech i wyjście z totalnej beznadziei. Bo w III RP, której główną ideologią był lumpenliberalizm, zwykły człowiek, przeciętny pracownik był często po prostu niczym. „Jak ci się nie podoba, to tam są drzwi/brama” – to proste stwierdzenie szefa przyswajały sobie kolejne roczniki wchodzące na rynek lub próbujące utrzymać się na rynku pracy.

Dziś sprawy mają się inaczej. Może nie zupełnie inaczej – ale zauważalnie. Gdy chodzę po ulicach wielu miast, a podróżuję także po Polsce B, widzę znacznie częściej niż kiedyś ogłoszenia na drzwiach lokali: „szukam pracownika”. Dla wielu pracodawców (naprawdę rozumiem te problemy i nie cieszą mnie one, bo potrzebujemy dobrze funkcjonujących biznesów) to naprawdę duży problem. Dla lokali gastronomicznych brak kucharza (nie tylko bardzo dobrego) oznacza problem z funkcjonowaniem.

A to oznacza odpływ klientów, tak po prostu, bo kogo obchodzi, że kelner mówi przepraszająco: „na obiad trzeba poczekać dłużej, bo brak nam jednego kucharza”. Klient decyduje nogami i portfelem – odchodzi, a wraz z nim jego pieniądze. Z wielu przyczyn jest to sytuacja znacznie groźniejsza dla średniego i mniejszego biznesu, który, niestety, przez lata przyzwyczaił się, że ma na podorędziu rezerwową armię bezrobotnych i że nie trzeba ludziom za dużo płacić.

Liberałowie i lewica a 500 plus. Wciąż są głupi [OPINIA]

Pieniądze szerokim strumieniem mogą płynąć z budżetu państwa nie do aferzystów, ale do zwykłych ludzi – PiS udowodniło to społeczeństwu. I to jest...

zobacz więcej

A teraz druga część tej historii: najnowszy sondaż IBRiS pokazuje, że także część elektoratu opozycji, zarówno Koalicji Europejskiej, jak i Wiosny Roberta Biedronia, pozytywnie ocenia „nową piątkę” Prawa i Sprawiedliwości. I to zarówno podniesienie kosztów uzyskania przychodu, jak i 1110 złotych dla emerytów i 500 plus na każde dziecko. A przypomnijmy sobie, jak niedawno szydziły z tego reprezentantki Platformy Obywatelskiej: Julia Pitera i Joanna Mucha. Ale jak ludzie z politycznego establishmentu mają rozumieć ciężko zapracowanych, ale mało zamożnych Polaków? To są zupełnie inne, nieprzystające do siebie rzeczywistości.

Wiele wskazuje na to, że opozycję, wspieraną przecież przez znaczną część opiniotwórczych mediów, dusi własne odklejenie od rzeczywistości. Odklejenie od świata, w którym żyło się od pierwszego do pierwszego, pożyczało pieniądze po rodzinie, czyli zwykle od dziadków emerytów i drżało na myśl przed kolejną chwilówką na początku roku szkolnego, bo przecież na dziecko/dzieci trzeba było wydać.

Inna rzecz: jak media zaprzyjaźnione z totalną opozycją miałyby pomóc coś zrozumieć ze współczesnej Polski jej politykom, skoro same żyją w innym wymiarze? Oto niedawno redaktor Piotr Kraśko dziwił się niepomiernie, że w Polsce na wsi i w miasteczkach nie ma transportu publicznego. Syty głodnego nie zrozumie, a ten, kto ciągle przejeżdża przez Polskę pierwszą klasą Pendolino, przelatuje nad nią drogimi liniami lotniczymi albo omija szybko na autostradzie w wypasionej bryce – naprawdę nie musi wiedzieć, że całe połacie Polski za rządów Platformy Obywatelskiej wcześniej odcięto od autobusowej, i w znacznej mierze też kolejowej, komunikacji publicznej.

Beata Mazurek: Budujemy program w oparciu o rozmowy z Polakami

Pokazaliśmy, że jako Prawo i Sprawiedliwość budujemy program w oparciu o rozmowy z Polakami, pokazaliśmy, że realizujemy ten program i mamy...

zobacz więcej

Gdy słyszę, że PiS jest partią „staroświecką” i „populistyczną”, to śmiać mi się chce. Przecież to niejednokrotnie wyszydzony „inteligent z Żoliborza”, czyli Jarosław Kaczyński, posłuchał ludzi, którzy wprost mu powiedzieli, jakie są problemy modernizacyjne Polski po trzech dekadach od wyjścia z PRL.

A to między innymi paraliż komunikacyjny na prowincji, który utrudnia na co dzień funkcjonowanie milionom Polek i Polaków, mnóstwu polskich rodzin, w których – na przykład – rodzice zamienili się w taksówkarzy, żeby nadążyć za potrzebami edukacyjnymi, towarzyskimi, społecznymi swoich dzieci. I ci rodzice świetnie wiedzą, że często kursujący autobus, choćby między miastem a podmiejską wsią, po prostu by się przydał.

I dziś, jak Polska długa i szeroka, widać, jak przybywa dyskusji i projektów dotyczących reaktywowania całych nitek komunikacyjnych: linii kolejowych i autobusowych. Ludzie, nawet jeśli jeżdżą samochodami, mają dość tego, że są zawsze na nie skazani. Także ze względu na korki i smog. Także ze względu na spędzany w samochodzie coraz dłuższy czas i wydatki na paliwo.


A cała ta gamoniowata opozycja, partyjna i KOD-owska, cała ta wielkomiejska zadowolona z siebie elitka co najwyżej potrafi skandować: „DE-MO-KRA-CJA”. Ale znacznie gorzej sobie radzi z odpowiedziami na pytanie o jakość życia we współczesnej Polsce – właśnie dla zwykłych ludzi, którzy powinni być beneficjentami decyzji i działań polityków.

Sasin o „piątce Kaczyńskiego”: To nie jest rozdawnictwo

– To nie jest rozdawnictwo. To jest coś absolutnie naturalnego, że jeśli wspólnie wypracowujemy pewne walory finansowe, te pieniądze powinny wracać...

zobacz więcej

I podobnie: całe mnóstwo ludzi w Polsce wie już dobrze, że polityka prorodzinna państwa, także transfery finansowe z budżetu do obywateli, naprawdę nie są niczym niezwykłym. I że w krajach o dłuższych lub nieprzerwanych sowieckim socjalizmem tradycjach kapitalistycznych państwo też prowadzi taką politykę, nawet hojniejszą. Polacy dobrze się o tym przekonali, wędrując za chlebem na Wyspy, do Francji, Niemiec, krajów skandynawskich itd. Zatem, owszem, w tej sprawie PiS także jest o wiele bardziej prozachodni, niż wielu się wydaje.

Tylko że rządząca partia jasno mówi, że chce dla Polaków Europy zamożnej, a nie Europy rewolucji obyczajowej – i to na modłę pana Rabieja. A to wkurza niektórych bardzo, naprawdę bardzo mocno. Nigdy tego PiS-owi nie wybaczą, bo ograł i zdyskredytował lewicę obsługującą liberałów: oferując realne wsparcie dla mnóstwa ludzi tam, gdzie jego adwersarze mieli tylko obietnice bez pokrycia. Zresztą Warszawa Trzaskowskiego jest najlepszym przykładem, pokazującym, z kim dobrze żyje Ratusz – przecież nie z autentycznie lewicowym ruchem lokatorskim.

Polacy pokochali socjal? Polacy naprawdę nie chcą nic za darmo. I wciąż ciężko pracują. Ale doceniają to, że ktoś wreszcie zauważył też ich potrzeby.

źródło:
Zobacz więcej