Eksplozja 10 razy silniejsza od bomby atomowej, ale… nikt jej nie zauważył

Asteroida eksplodowała z siłą 173 kiloton (fot. TT/New Scientis)

W grudniu ubiegłego roku w ziemskiej atmosferze doszło do eksplozji ogromnego meteoru. Co ciekawe, nikt tego nie zauważył. Dopiero później fizyk prof. Peter Brown z University of Western Ontario w Kanadzie odnalazł ślady fascynującego zjawiska.

Kosmiczny nietoperz w oku teleskopu

Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO) opublikowało niezwykle zdjęcie mgławicy NGC 1788, nazywanej „kosmicznym nietoperzem”. Obraz uzyskany z...

zobacz więcej

Do zdarzenia doszło 19 grudnia o godz. 1.50 w nocy czasu polskiego nad wodami Morza Beringa na Pacyfiku, miedzy wybrzeżami Rosji i Alaski, niedaleko Kamczatki. Meteor, który wpadł w atmosferę ziemską, miał około 10 metrów średnicy i ważył około 1400 ton.

Asteroida mierząca kilka metrów średnicy weszła w atmosferę z prędkością 32 km/s i eksplodowała 25,6 km ponad powierzchnią Ziemi z siłą 173 kiloton. Wyzwolona energia była dziesięciokrotnie większa niż energia wybuchu bomby jądrowej zrzuconej na Hiroszimę w sierpniu 1945 roku.

Był to drugi największy wybuch tego typu w ciągu ostatnich trzech dekad, zaś największy od czasu meteorytu nad Czelabińskiem, który eksplodował sześć lat temu. Zjawiska nie odnotowano jednak, gdyż miało miejsce na dużej wysokości i w odległym zakątku Ziemi.

Wybuch zarejestrowała aparatura do pomiaru dźwięków o niskiej częstości, czyli niesłyszalnych, choć wyczuwalnych przez człowieka infradźwięków. Ślady eksplozji wykazały także urządzenia rejestrujące promieniowanie podczerwone i świetlne emitowane przez podobne kule ognia. Moment wybuchu odnotował też japoński satelita pogodowy Himawari-8.

– To musiała być spektakularna eksplozja – przyznaje w rozmowie z magazynem „New Scientist” prof. Alan Fitzsimmons z Queen’s University Belfast w Wielkiej Brytanii. – Jeśli aparatura wskazuje na pojawienie się tych infradźwięków, wiadomo, że gdzieś doszło do uderzenia lub innej formy wydzielenia się dużej ilości energii. Dokładne ustalenie miejsca zdarzenia wymaga porównania danych z wielu stacji monitorujących, to wymaga czasu i tłumaczy, dlaczego dopiero teraz ta informacja trafia do opinii publicznej – wskazuje astronom.

źródło:
Zobacz więcej