Francuski rząd zakaże protestów „żółtych kamizelek” na Polach Elizejskich

Władze zaostrzają kurs wobec protestujących (fot. REUTERS/Philippe Wojazer)

Po ostatnim marszu „żółtych kamizelek” premier Francji Edouard Philippe ogłosił, że protesty na Polach Elizejskich będą zakazane. Media i politycy mówią o fiasku polityki rządu i nieadekwatnych działaniach policji po zamieszkach. Podczas ostatniego protestu którego doszło do zamieszek, podpaleń i zdewastowano blisko 100 sklepów.

Francja: Rząd wprowadzi „nowe, odpowiednie do sytuacji środki” po zamieszkach w Paryżu

Narastająca przemoc podczas cotygodniowych protestów „żółtych kamizelek”, która w sobotę przybrała szczególnie groźną formę na Polach Elizejskich,...

zobacz więcej

Rząd każe zablokować każdy marsz „żółtych kamizelek”, w którym będą brały udział agresywne grupy, zidentyfikowane podczas wcześniejszych zamieszek – ostrzegł Philippe.

– Od przyszłej soboty zakażemy protestów „żółtych kamizelek” w dzielnicach, które najbardziej ucierpiały, jeśli tylko pojawią się grupy radykałów i jasne będzie, że ich zamiarem jest spowodowanie zniszczeń – dodał premier.

Po sobotnim marszu, podczas którego zdewastowano blisko 100 sklepów, paryska Izba Handlowa poprosiła rząd o pomoc. Według firm ubezpieczeniowych koszt zniszczeń spowodowanych przez demonstrantów od początku ruchu „żółtych kamizelek” to 170 mln euro, nie licząc ostatniej soboty.

Izba Handlowa domaga się pomocy od rządu po szczególnie niebezpiecznych zamieszkach w Paryżu, w czasie których podpalono budynki i kioski, zdewastowano kino, luksusowe sklepy, biura linii lotniczych i słynną restaurację Fouquet, zniszczono wiaty na przystankach i powybijano szyby eleganckich sklepów, a nawet firmowego butiku Disneya. Centrum tych zamieszek stały się Pola Elizejskie.

Uczestnicy manifestacji podpalili m. in. budynek w centrum miasta, w którym na parterze siedzibę ma bank. Strażacy uratowali matkę z dzieckiem w chwili, gdy pożar docierał do ich mieszkania na drugim piętrze. Dziewięć osób mieszkających w tym budynku i dwóch strażaków odniosło niegroźne obrażenia.

Zamieszki na proteście „żółtych kamizelek”. Gaz łzawiący i plądrowanie sklepów

W stolicy Francji doszło do zamieszek podczas protestów „żółtych kamizelek”. – Do Paryża przybyli demonstranci z różnych regionów Francji. Żądają...

zobacz więcej

Skala zniszczeń jest tak duża, że – jak pisze Agencja Reutera – główna arteria Paryża stała się ponurą atrakcją, którą turyści zwiedzają również po to, by zobaczyć ślady po zamieszkach.

Według Izby Handlowej w całej Francji odnotowano spowolnienie w handlu ze względu na powtarzające się co sobotę akty wandalizmu. AFP przytacza poniedziałkowe nagłówki gazet: „Jak to zatrzymać?”, „To nie do wytrzymania!” czy „Impas”.

Prezydent Francji Emmanuel Macron spotkał się rano z ministrem spraw wewnętrznych Chiristophe'em Castanerem i minister sprawiedliwości Nicole Belloubet, by omówić metody poradzenia sobie z tym kryzysem. Według osoby z otoczenia prezydenta Macron uznał, że „nie można prowadzić dialogu z ekstremistami” z ruchu „żółtych kamizelek”.

Przedstawiciel związku zawodowego policji Alliance Frederic Lagache powiedział dziennikarzom, że od policjantów oczekuje się teraz bardziej zdecydowanej reakcji na wybryki agresywnych demonstrantów, a to oznacza „pełną konfrontację i, być może, rannych”.

Minister gospodarki Bruno Le Maire chce, aby od tej pory „żaden handlowiec i żaden rzemieślnik nie musiał już zabijać gwoździami drzwi (do sklepu) z powodu powtarzających się protestów”.

ONZ potępia agresję policji w czasie protestów „żółtych kamizelek”

Wysoka komisarz ONZ ds. praw człowieka Michelle Bachelet potępiła nadmierne użycie siły przez policję w czasie protestów „żółtych kamizelek” we...

zobacz więcej

Tygodnik „L'Obs” zauważa, że ruch „żółtych kamizelek”, który nadal nie ma „struktury ani programu”, przede wszystkim po to „rozbija sklepowe witryny i podpala kioski z gazetami, by być zauważonym”. „Wszystko jest lepsze niż brak reakcji BFMTV” – kontynuuje „L'Obs”, odnosząc się do popularnej telewizji prywatnej.

Prokurator Orleanu poinformował, że przed sądem stanie pięć osób, które brały udział w sobotnich protestach na Polach Elizejskich, a następnie zostały zatrzymane w pociągu za posiadanie przedmiotów skradzionych ze zniszczonych sklepów, w tym naszyjnika od jubilera Swarovskiego, ekspresu do kawy marki Nespresso i ubrań marek Celio i Hugo Boss.

Protesty „żółtych kamizelek” rozpoczęły się w listopadzie. Ruch ten odrzuca politykę gospodarczą Macrona, nastawioną – jak twierdzi – na duże koncerny i bogatych kosztem zwykłych pracowników. Domaga się podniesienia płac, emerytur i zasiłków dla bezrobotnych.

Zniszczenia, podpalenia i obrabowanie około stu placówek handlowych na Polach Elizejskich przy okazji 18. sobotniej manifestacji „żółtych kamizelek” uznane zostały przez komentatorów za „fiasko taktyki politycznej i taktyki policyjnej” władz.

Zgodnie z przewidywaniami mediów i polityków usunięto ze stanowiska prefekta policji paryskiej. Jego miejsce zajmie prefekt regionu Nowej Akwitanii. Wkrótce po ogłoszeniu tych decyzji przez premiera były deputowany Philippe Goujon, specjalista od spraw bezpieczeństwa wewnętrznego w partii Republikanie, stwierdził, że rząd „nie ma naprawdę nowej strategii” zapewnienia porządku publicznego.

Prezydent Francji obwinia „żółte kamizelki” o „najgorsze”

Prezydent Francji Emmanuel Macron oskarżył „żółte kamizelki” o to, że od trzech miesięcy są „współsprawcami” ekscesów odbywających się podczas ich...

zobacz więcej

W wypowiedzi dla radia „France Info” za przemoc podczas manifestacji „żółtych kamizelek” polityk obwinił „niezdecydowaną i niewyraźną politykę rządu”. Doprowadziło to do tego, że – jak mówił – „cotygodniowe zgromadzenia to już nie manifestacje, ale partyzantka miejska”.

Goujon wezwał do zmobilizowania wojska „nie w celu utrzymywania porządku, ale do ochrony budynków państwowych”, co odciąży policję. „Żółte kamizelki” i chuligani biorący udział w manifestacjach próbowali już dostać się do Pałacu Elizejskiego.

Komentator prywatnej telewizji BFMTV Laurent Neumann ocenił dotychczasowe postępowanie władz wobec manifestantów jako „fiasko”. – To katastrofa dla (międzynarodowego) wizerunku Francji – dodał.

Były redaktor naczelny tygodnika „L'Express” Christophe Barbier uznał, że władze miały nadzieję, iż kres ruchowi „żółtych kamizelek” położy zakończona właśnie, zwołana przez prezydenta Emmanuela Macrona „wielka debata narodowa”, w której Francuzi pokazywać mieli swe bolączki i proponować rozwiązania. Według komentatora prezydent, nadzwyczaj obecny w tej debacie, przecenia własne siły i „łudził się, że jego spektakl wystarczy, by zagasić pożar »żółtych kamizelek«”. Podczas gdy wielu komentatorów i polityków za zniszczenia i odejście od pokojowych manifestacji obarcza odpowiedzialnością lewackich zadymiarzy, inni zwracają uwagę na radykalizację „żółtych kamizelek”, wśród których pojawili się „ultra żółci”, gotowi do użycia przemocy. – Wygląda na to, że przemoc to jedyna rzecz, która powoduje, że rząd coś robi – powiedział jeden z bardziej znanych przedstawicieli „kamizelek” Eric Drouet.

źródło:

Zobacz więcej