Tańce na linie wokół deklaracji LGBT, wciągniętej na maszt Koalicji Europejskiej [OPINIA]

Uczestnik manifestacji środowisk LGBT w Krakowie w maju 2017 r. (fot. Beata Zawrzel/NurPhoto via Getty Images)

Deklaracja LGBT, będąca pierwszym taranem, który ma rozbić tradycyjne więzy rodzinne, sprawia duży kłopot zwolennikom lewackiej ideologii wobec masowego oporu zdecydowanej większości Polaków przywiązanych do systemu chrześcijańskich wartości. Kłopot mają nieostrożni politycy, do tej pory wstrzemięźliwi wobec zachodnich nowinek, najbardziej ci z PSL, którzy nie będąc świadomi pułapek, jakie na nich czyhają, dali się wciągnąć w obręb obcego sobie świata homoseksualizmu, forsowanego przez Koalicję, stworzoną przez sprytnego Grzegorza Schetynę na potrzeby bieżącej polityki.

Sondaż: Większość Polaków przeciwna karcie LGBT

Polacy nie chcą karty LGBT – pisze „Super Express” i publikuje wyniki sondażu IBRIS. Zdecydowana większość respondentów, bo aż 67,3 proc. uważa, że...

zobacz więcej

Schetyna dałby się pokroić na talarki, obedrzeć ze skóry, byleby choćby przez jedną kadencję nosić koronę premiera. Jedna jest tylko droga do tego celu. Trzeba wcześniej odsunąć PiS od władzy. Wcześniejsze próby – Schetyny i skupionej wokół niego opozycji – siłowego odebrania władzy obozowi „dobrej zmiany” nie powiodły się. Zawiódł grudniowy pucz z 2016 roku, nie przyniosły pożądanych rezultatów rozbuchane ambicje „ulicy” pod dowództwem pajacowatego Mateusza Kijowskiego i jego KOD, mało skuteczną siłą okazała się „zagranica”, jeśli nie liczyć kolejnych kłód rzucanych pod nogi reformom, próbującym naprawić nasiąknięte patologiami sądownictwo. Zamiary obalenia władzy siłą okazały się być mrzonkami.

Na nieco ponad pół roku przed wyborami parlamentarnymi Schetynie pozostała ostatnia nadzieja. Zwycięstwo nad PiS w demokratycznych wyborach. Platforma Obywatelska idąca do wyborów samodzielnie nie miałaby żadnych szans na wygraną. Schetyna więc skrzyknął sfrustrowaną i tęskniącą za władzą opozycję, tworząc jednolity front antypisowski, obiecując koalicjantom „gruszki na wierzbie”.

Brak programu społecznego i gospodarczego tego tworu „jednorazowego użycia”, jakim jest Koalicja Europejska, powoduje, że nie jest on w stanie doprowadzić do konfrontacji programowej. Zresztą biorąc pod uwagę wcześniejsze ośmioletnie rządy Platformy i PSL oraz obecne „domorosłe koncepcje ekonomiczne Ryszarda Petru”, Koalicja Europejska w takiej konfrontacji poniosłaby sromotną klęskę.

Wobec tego sięgnięto po narzędzie ideologiczne i kulturowe, jakim jest deklaracja warszawska, zainicjowana przez prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego. I to jest właśnie ten kłopot, który prowadzi do niewiarygodnych wygibasów liderów partyjnych spod różnych znaków politycznych.

Ważnym, w jakimś stopniu reprezentatywnym liderem dla KE, jest Władysław Kosiniak-Kamysz, przywódca PSL. To, w jaki sposób próbuje uzasadnić pogodzenie obecności swojej partii w Koalicji Europejskiej z umacnianiem całego wachlarza homoseksualnych zachowań, w dodatku wśród dzieci w szkołach, zakrawa na kabaret. Przytoczę jego słowa: „Tęczowe barwy to również barwy spółdzielczości. Spółdzielczość zawsze była zawiązana z ruchem ludowym”. Nieprawdopodobne, jak można udawać naiwnego. I zakładać, że ktokolwiek w to uwierzy.

Rzecznik Praw Dziecka pyta Trzaskowskiego o podstawę prawną deklaracji LGBT

Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak zwrócił się do prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego, aby podał podstawy prawne odnoszące się do podpisanej...

zobacz więcej

Kłopot mają też nawet ci, dla których deklaracja LGBT jest tak bliska jak koszula ciału. Stąd z innych powodów na śmieszność wystawił się Paweł Rabiej, oficjalnie eksponujący swoją odmienność seksualną. Obecny wiceprezydent Warszawy w jednym z wywiadów szczerze odkrył prawdziwe intencje deklaracji Trzaskowskiego jako pierwszego kroku ku rewolucji kulturowej w Polsce. Ku nowym horyzontom cywilizacyjnym. Oto jego wykładnia w tej rozmowie: Najpierw ludzie przyzwyczają się do związków partnerskich, a dzięki temu będzie można posunąć się do kolejnych kroków. Zawierać homoseksualne małżeństwa, adoptować dzieci – przedstawił perspektywy Rabiej.

Ale już następnego dnia zorientował się, że odbiór społeczny tych planów spotkał się z dużą nieprzychylnością. Niezależnie od protestu społecznego uwagę na szkodliwość tego rodzaju wizji zapowiadanych przez Rabieja zwrócił swemu zastępcy Rafał Trzaskowski, kończąc informacją, że od tej chwili polecił Pawłowi Rabiejowi wstrzemięźliwość jego aktywności medialnej oraz ograniczenie wyłącznie do spraw, które sam mu wyznaczy.

Reprymendę udzieloną Rabiejowi przez Trzaskowskiego poprzedziła prawdopodobnie interwencja Grzegorza Schetyny, skierowana do prezydenta Warszawy. Lider Platformy szybko zrozumiał, jak niefortunna może okazać się wypowiedź Rabieja dla wyników najbliższych wyborów majowych. Od razu więc odciął się od najdalej idącej tezy Rabieja. – Nie akceptuję wypowiedzi wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja na temat adopcji dzieci przez pary homoseksualne. To nie jest wypowiedź nikogo z Koalicji Europejskiej ani z PO – oświadczył Schetyna. Dla asekuracji dodał, że sprawa adopcji dzieci nie będzie składnikiem programu wyborczego koalicji.

Po tak zdecydowanej reprymendzie Rabiejowi nie pozostało nic innego jak skorygowanie swojej wizji i odebranie jej urzędowej pieczęci. – To były moje prywatne przemyślenia. Jeśli idzie o adopcję dzieci, jestem bardzo sceptyczny – stwierdził.

A więc propagator spraw środowiska homoseksualnego musiał wykonać jakieś akrobacje „w tym temacie”. Mnie jednak to wycofanie się z wypowiedzianych wcześniej słów nie przekonuje.

źródło:
Zobacz więcej