„My, dzieci ze związków jednopłciowych, boimy się mówić o swoim bólu”

„Wiele z nas boi się mówić o swoim cierpieniu, bo nie chcecie słuchać” – pisze Heather Barwick (fot. pixabay/Wokandapix)

„Małżeństwo jednopłciowe zabiera dziecku mamę lub tatę, mówiąc, że to nie ma znaczenia. A ma. Wielu z nas, waszych dzieci, cierpi. Codziennie boleśnie tęskniłam za tatą. Kochałam partnerkę mamy, ale druga mama nie mogła zastąpić straconego ojca. My, dzieci ze związków jednopłciowych, boimy się mówić o naszym bólu” – to słowa listu Heather Barwick, kobiety wychowanej przez dwie lesbijki, skierowanego do społeczności homoseksualnej.

„Można obronić dzieci przed zapisami Karty LGBT”

- Podpisana przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego Karta LGBT stanowi zapowiedź działań ograniczających wolność ludzi; wprowadza...

zobacz więcej

„Społeczności gejowska, jestem waszą córką. Moja mama i jej partnerka wychowywały mnie w latach 80. i 90. Partnerka mamy traktowała mnie jak własną córkę. Kocham was. Ale nie popieram małżeństwa jednopłciowego” – pisze Barwick w swoim liście do homoseksualistów zatytułowanym „Wasze dzieci cierpią”.

Jak wyjaśnia, jej matka wyszła za mąż za jej ojca, uważając się za lesbijkę. Dwa lub trzy lata po urodzeniu córki porzuciła go („nie był wspaniały” – pisze Heather, dodając, że nie interesował się nimi później) i związała się z kobietą.

„Pamiętacie książeczkę »Heather ma dwie mamy« (wydana w 1989 r. książeczka dla dzieci promująca rodzinę homoseksualną)? To było moje życie. Z mamą i jej partnerką mieszkaliśmy w przytulnym domku na osiedlu, które miało bardzo liberalnych, otwartych mieszkańców” – czytamy w liście do wspólnoty LGBT.

Choć Barwick deklaruje przywiązanie, a nawet miłość do społeczności homoseksualnej, z którą się zżyła od dawna, choć wspomina, że w młodości popierała małżeństwa jednopłciowe, jasno komunikuje, że już nie udzieli wsparcia tej idei ze względu na samą naturę takich związków.

„Dopiero po pewnym czasie, mając dystans do własnego dzieciństwa, jestem w stanie dokonać refleksji nad własnym doświadczeniem i zauważyć długotrwałe konsekwencje jednopłciowego rodzicielstwa. I dopiero teraz, patrząc codziennie na miłość moich dzieci do ich ojca i jego do nich, dostrzegam piękno i mądrość tradycyjnego małżeństwa i rodzicielstwa” – pisze Heather, obecnie żona i matka czwórki dzieci.

Sondaż: Większość Polaków przeciwna karcie LGBT

Polacy nie chcą karty LGBT – pisze „Super Express” i publikuje wyniki sondażu IBRIS. Zdecydowana większość respondentów, bo aż 67,3 proc. uważa, że...

zobacz więcej

„Nie mówię, że nie umiecie być dobrymi rodzicami. Umiecie. Miałam jednych z najlepszych. Nie mówię też, że u rodziców obu płci wszystko musi być idealnie” – zastrzega autorka listu, wyjaśniając, że pojęcie małżeństwa jednopłciowego redefiniuje nie tylko samo małżeństwo, ale również rodzicielstwo.

„To promocja struktury rodzinnej, która z zasady odbiera nam coś bardzo cennego i podstawowego. Coś, czego potrzebujemy, czego pragniemy, wmawiając nam jednocześnie, że nie potrzebujemy tego, czego tak nam brak” – wyjaśnia Heather Barwick.

Przypomina, że o ile dzieci rozwodników czy adoptowane mają prawo mówić o swoim zranieniu, dzieciom ze związków jednopłciowych prawa tego się odmawia.

„To nie tylko ja. Nas jest wiele. Wiele z nas boi się mówić o swoim cierpieniu, bo wygląda na to, że z jakiejś przyczyny nie słuchacie. Nie chcecie słyszeć. Jeżeli mówimy, że cierpimy z powodu wychowania przez jednopłciowych partnerów, jesteśmy albo ignorowani, albo klasyfikowani jako hejterzy” – tłumaczy córka lesbijki, odżegnując się przy tym od nienawiści wobec homoseksualistów.

źródło:
Zobacz więcej