pilne

Do godz. 12 frekwencja w eurowyborach wyniosła 14,39 proc.

Sondaż z jednorożcem [OPINIA]

Sześcioletnia Sophie napisała z Wielkiej Brytanii do Donalda Tuska (fot. PAP/EPA/PATRICK SEEGER; Instagram.com/donaldtusk)

W czwartek rano polskim internetem wstrząsnął przełomowy sondaż. Na zlecenie „Wysokich Obcasów” firmie Kantar Public wyszło bowiem, że Koalicja Obywatelska może liczyć na trochę więcej procent niż Prawo i Sprawiedliwość w wyborach do europarlamentu.

Sondaż wyborczy do PE: PiS 24 mandaty; PO – 20; Wiosna i SLD po 4

PiS z 40-proc. poparciem może liczyć na 24 miejsca w PE, natomiast PO popierane przez 32 proc. ankietowanych na 20 - wynika z opublikowanej w...

zobacz więcej

Nigdy dość przypominania, że nie wpłynie to na fakt, że PiS, nawet zdobywając mniej mandatów, będzie miał największą reprezentację w PE, ponieważ wybrani z list koalicji politycy lewicy zasilą na miejscu inną frakcję niż europosłowie Platformy i ludowcy. Jeszcze gdzie indziej poszliby przedstawiciele Nowoczesnej, jednak aż takiego cudu chyba nawet sondaż „WO” nie obejmuje.

Zastanawia jednak, czemu sondaż ma być przełomem, skoro nie jest przecież pierwszym badaniem, dopuszczającym przewagę KE nad Zjednoczoną Prawicą. Czyżby w ten sposób ktoś niechcący wygadał się, że poprzedni, prezentujący podobne wyniki, lecz przedstawiony przez inną firmę (IBRIS dla Radia Zet), był dęty, podkręcony wyłącznie po to, by wpłynąć na decyzję ludowców, zastanawiających się wówczas nad wejściem do koalicji?

W takich sytuacjach zwolennicy strony, która wypada słabiej, mogą przypominać sobie i zachwyconej wynikami konkurencji dwa sondaże, które bez cienia przesady nazwać można kultowymi. Pierwszy z nich to ten z 16 grudnia 2015 roku, gdy w badaniach IBRIS dla „Super Expressu” Nowoczesna przegoniła PiS, zyskując niemal 40-procentowe poparcie społeczne. Drugi, ze stycznia tego samego roku, przeprowadzony przez Millward Brown dla „Faktów TVN”, dawał Bronisławowi Komorowskiemu 65 proc., a więc zwycięstwo już w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Ten sondaż miał zresztą bardzo liczne rodzeństwo, ale jako jedyny zrobił ponadczasową karierę. Wyszło tymczasem, jak wyszło.

Sondaż PE: 37,5 proc. dla Koalicji Europejskiej; 36,3 proc. dla PiS

37,5 proc. poparcia dla Koalicji Europejskiej, 36,3 proc. dla PiS i 10,6 proc. dla Wiosny – to wyniki opublikowanego w piątek przez Parlament...

zobacz więcej

Kolejny dzień przyniósł oczywiście kolejny sondaż, w którym przewaga zmieniła się w minimalną przegraną, jednak w kategorii wyrwanych z kontekstu liczb wszystko to o kant co tam będzie pod ręką potłuc. Poza wspomnianą już sprawą rozejścia się europosłów z jednej listy do różnych partyjnych rodzin, mamy jednak także porównanie do wyników sprzed pięciu lat. I tu robi się ciekawiej, ponieważ PiS, wzmocniony koalicjantami, w najgorszym wypadku zachowuje swój stan posiadania, ale według większości prognoz wręcz zwiększa liczbę mandatów, stając się jedną z liczniejszych jednolitych reprezentacji partii narodowych (w znaczeniu pochodzenia, nie doktryny politycznej), co więcej, prawdopodobnie we wzmocnionej, pomimo spodziewanego z powodu brexitu zniknięcia Brytyjczyków, frakcji.

Tymczasem połączone siły Platformy, PSL, Nowoczesnej, SLD i kilku mniejszych partii nawet w najlepszych sondażach zyskują wyraźnie słabszy wynik, niż ich zsumowane poparcie z 2014 roku, dający im sześć mandatów mniej, niż w tamtym rozdaniu. Zwraca na to uwagę Błażej Poboży, politolog związany z warszawskim PiS. „W poprzednich wyborach środowiska skupione dziś w Koalicji Europejskiej uzyskały 48,69% (PO 32.13, SLD 9.44, PSL 6.8, Zieloni 0.32, celowo nie dodaję Europy+ Twój Ruch bo ten elektorat poszedł raczej do Biedronia). Najlepszy wczorajszy (czwartkowy – KK) sondaż (…) daje im 35.0%. A zatem już na wejściu Koalicja notuje sporą stratę. W mandatach wygląda to jeszcze gorzej. Poprzednio środowiska te miały 28 mandatów (PO 19, SLD 5, PSL 4), a dziś wg wspomnianego sondażu mogą liczyć na 22 mandaty” – liczy Poboży, konkludując, że wybory przyniosą wygraną Prawa i Sprawiedliwości.

Znany analityk sondaży Marcin Palade podsumowując dostępne już sondaże z ostatnich dni pisze, że PiS i Koalicja Europejska bliskie są remisu, zwraca też jednak uwagę, że aby wrócić do rezultatu sprzed 5 lat do sondażowych wskazań na koalicję należy dodać również głosy na „Wiosnę” Roberta Biedronia. Zważywszy jednak na wcześniej cytowanego Błażeja Pobożego trudno uznać, czy rzeczywiście przekłada się to na sympatie z 2014 roku.

Wybory do Parlamentu Europejskiego 26 maja. Prezydent podpisał postanowienie

Wybory do Parlamentu Europejskiego odbędą się w niedzielę 26 maja; prezydent Andrzej Duda podpisał postanowienie w tej sprawie – poinformowała w...

zobacz więcej

Jest jednak zupełnie inną sprawą, jak taki bliski remisu i będący stratą wobec dotychczasowego stanu posiadania wynik zostanie przedstawiony w mediach, a w konsekwencji odebrany przez społeczeństwo. Jest niemal pewne, że jeśli procentowo KE zrówna się z partią Jarosława Kaczyńskiego lub ją choćby minimalnie przegoni, będzie to pokazywane jako przełomowe zwycięstwo i prognoza na wybory parlamentarne. Kluczowy jest tu efekt psychologiczny – część przeciwników rządu, którzy do tej pory zniechęceni byli miernym przywództwem Grzegorza Schetyny, może spojrzeć cieplej na jego przywództwo i udzielić mu ponownie kredytu zaufania.

Zagadką jest dalsze zachowanie wyborców Zjednoczonej Prawicy. Poczucie (nieważne, czy uzasadnione, czy nie, mówimy bowiem o emocjach) przegranej zaowocować bowiem może zarówno zniechęceniem, jak i, co przy tak ostrym podziale sceny politycznej jednak bardziej prawdopodobne, mobilizacją. Zwłaszcza, że wybory europejskie zawsze dotąd mobilizowały raczej elektorat liberalny, a sondażowy ostrzał służy zapewne w jakimś stopniu podtrzymaniu tego zjawiska, zaś dominująca w prawicowych mediach narracja, w której w kolejnych badaniach wyborczych preferencji PiS miażdży, masakruje i zostawia w tyle konkurencję, raczej nie pomagają zmienić tego stanu rzeczy.

To dość zaskakujące, bo świadomość tego faktu sprzyjać powinna zachęcaniu wyborców do udziału w głosowaniu. Spodziewać można się przecież, że znów, jak w przypadku wyborów samorządowych, opozycja będzie prowadzić dodatkowo kampanię na rzecz wysokiej frekwencji, być może nie wymierzoną wprost, lecz choćby aluzyjnie, w Zjednoczoną Prawicę.

Rabiej: Najpierw wprowadzimy związki partnerskie, potem czas na adopcję dzieci

– Najpierw przyzwyczajmy ludzi, że związki partnerskie to nie jest samo zło, że nie niszczą tkanki społecznej i polskiej rodziny. Potem łatwiej...

zobacz więcej

Robotę „prawych” mediów bierze na siebie, jak zwykle w takich przypadkach, opozycja. Kolejny tydzień opinię publiczną rozgrzewa temat karty LGBT+, który staje się szerszą dyskusją na temat wychowania, tolerancji i narzucania innym swoich przekonań, ideologii i politycznej poprawności. Koalicji Obywatelskiej teoretycznie powinno zależeń na minimalnym choćby wyciszeniu tematu, jednak wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej ma najwyraźniej inne zdanie na ten temat.

W wywiadzie dla „Dziennika” przedstawia coś w rodzaju swojej obyczajowej mapy drogowej, na której kolejnymi przystankami są związki partnerskie, małżeństwa homoseksualne i adopcja dzieci. Wypuszcza się tak daleko, że dyscyplinować, po kilku godzinach, musi go sam Rafał Trzaskowski, a i Grzegorz Schetyna czuje się zobowiązany odciąć. Można więc napisać, że Rabiej obnażył hipokryzję liderów PO w kwestiach obyczajowych, choć chyba nie to było jego celem.

Nieoficjalnie: Żona Pawła Adamowicza „dwójką” na listach Koalicji Europejskiej

Żona zmarłego po ataku nożownika prezydenta Gdańska Magdalena Adamowicz kandydować będzie z list Koalicji Obywatelskiej w wyborach do Parlamentu...

zobacz więcej

Skoro jednak jesteśmy przy hipokryzji… W innych wypowiedziach wiceprezydent Warszawy przeciwników zmian forsowanych przez siebie w stolicy porównuje do krytyków Pawła Adamowicza, rzekomo odpowiedzialnych za jego śmierć. I nad tym warto zatrzymać się na dłużej, i to nawet pomijając kwestię rzekomej odpowiedzialności realizujących swoje obowiązki dziennikarzy, nie tylko naszej stacji. Skoro wiceprezydent Warszawy o tym nie pamięta, wypada przypomnieć, że najostrzejszymi krytykami Pawła Adamowicza byli jego partyjni koledzy, a zwłaszcza koleżanki – szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer i kandydatka na prezydenta Gdańska Ewa Lieder.

Z mocnych słów na temat nieżyjącego prezydenta można skompilować artykuł na kilka tysięcy znaków. To Lubnauer nazywała Adamowicza politykiem skompromitowanym i miała nadzieję, że „Grzegorzowi Schetynie uda się powstrzymać pana prezydenta”. Wystawienie innego kandydata, wbrew opinii części działaczy PO, dla Nowoczesnej było warunkiem zawarcia koalicji w tym mieście, zaś sam Rabiej mówił, że sprawa Adamowicza jest między dwiema partiami kością niezgody. Może więc przydałoby się trochę umiaru w powoływaniu się na nieżyjącego włodarza Grodu Neptuna.

Spór o drugie referendum w sprawie brexitu. Izba Gmin podjęła decyzję

Brytyjska Izba Gmin odrzuciła propozycję wprowadzenia poprawki do niewiążącej uchwały parlamentu ws. ewentualnego opóźnienia wyjścia kraju z Unii...

zobacz więcej

W 1982 roku Jacek Kaczmarski napisał tekst piosenki „List do redakcji Prawdy”, wykonywany od chwili powstania, nawet zanim artysta stworzył do niego muzykę, dotykał bowiem spraw wówczas najbardziej aktualnych. Narrator prześmiewczo opisywał zdradę Polaków, nielojalnych wobec Związku Radzieckiego i całego bloku socjalistycznego. Pełną żalu, pretensji i propagandowych kalk piosenkę wieńczyły słowa: „I chyba na tym koniec. / Papieros w ręku drga… / A, jeszcze podpis: pionier / Iwan, let szest´, Moskwa”.

Nie mam pojęcia czy (i co) paliła sześcioletnia Sophie, pisząca z Wielkiej Brytanii wzruszający list do Donalda Tuska. Dziewczynka pisze, że choć jej kraj opuszcza Unię, powinniśmy zostać przyjaciółmi, a na znak przyjaźni wysyła Tuskowi narysowanego przez siebie jednorożca. Media, rzadko skore do wzruszeń, tym razem pełne są ciepłych emocji, Tusk odpowiada na Instagramie, wszyscy są bardzo poruszeni i, mimo ponurej perspektywy brexitu, choć przez chwilę szczęśliwi. I tym optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć to podsumowanie, zauważając przy tym, że i tu komuś chyba zabrakło umiaru – ku radości zwolenników, lecz i uciesze przeciwników szefa Rady Europejskiej. Cóż, bądźmy więc dalej przyjaciółmi!

źródło:
Zobacz więcej