RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Zagadka śmierci Marilyn Monroe. Zginęła za romans z braćmi Kennedy?

Marilyn Monroe była jedną z największych gwiazd w historii kina (fot. Frank Worth, Courtesy of Capital Art/Getty Images)
Marilyn Monroe była jedną z największych gwiazd w historii kina (fot. Frank Worth, Courtesy of Capital Art/Getty Images)

Choć od śmierci Marilyn Monroe minęło już niemal 60 lat, tragiczny los największej seksbomby w historii Hollywood nie przestaje fascynować. Oficjalnie zmarła w wyniku przedawkowania środków nasennych, ale pojawiło się dużo wątpliwości, a te zawsze są pożywką dla teorii spiskowych. Oskarżano już mafię, CIA, FBI. Swoją wersję przedstawił właśnie były kochanek gwiazdy Gianni Russo. Aktor znany m.in. z filmu „Ojciec chrzestny” twierdzi, że zlecenie przyszło od brata prezydenta USA...

Seksowna szatynka w roli próżnej blondynki. Marilyn Monroe i jej tajemnica

Przed 56 laty zmarła Marilyn Monroe. Okoliczności jej śmierci do dziś są niejasne. Oficjalna wersja głosi, że legendarna aktorka zmarła po...

zobacz więcej

Russo wydał właśnie autobiografię, a w takich wypadkach zawsze należy zadbać o jakiś skandal. Aktor spisał się w tym zakresie na piątkę, co zapewne będzie miało niebanalny wpływ na wyniki sprzedaży. Postawił na jedną z największych zagadek w historii Hollywood, do której z racji domniemanego bezpośredniego kontaktu może mieć klucz. Jego zdaniem Marilyn Monroe została zamordowana.

Sam Gianni Russo jakiejś szczególnej kariery nie zrobił. W „Ojcu chrzestnym” wprawdzie miał znaczącą, choć niewielką rolę Carlo Rizziego, męża Connie Corloene, który wystawia cynglom rodziny Barzini Sonny'ego Corleone, syna don Vita. Poza tym epizodem szczególnie w pamięci widzów nie zapadł. Być może znaczenia próbuje nadać sobie u schyłku życia, ale nie nam oceniać. Faktem jest, że przedstawiona jego wersja wydarzeń poprzedzających śmierć Monroe jest jedną z najciekawszych. Ale po kolei.

Marilyn Monroe na stałe zapisała się w historii nie tylko kinematografii, ale także całej popkultury. Była spełnieniem mitu o amerykańskim śnie. Choć urodziła się zaledwie kilka kilometrów od Fabryki Snów, zaś jej matka pracowała w branży filmowej jako montażystka, to jednak jej droga na szczyt była długa i wyboista.

Zagadki i tajemnice

Zagadki i tajemnice były tym, co towarzyszyło Marilyn od najmłodszych lat. Urodziła się jako Norma Jeane Mortenson 1 czerwca 1926 r., córka Gladys Pearl Baker i niejakiego Edwarda Mortensona, choć tak naprawdę nie wiadomo, kto był jej ojcem. Dwa tygodnie po narodzinach Normy matka oddała ją do rodziny zastępczej. Razem zamieszkały dopiero 13 lat później, ale też niezbyt długo, gdyż matka zachorowała na schizofrenię paranoidalną i resztę życia spędziła w szpitalu, odizolowana niemal całkowicie od świata zewnętrznego.

Mała Norma wkrótce trafiła do sierocińca. „Rodzice wszystkich dzieci umarli. Ja miałam co najmniej jednego rodzica – matkę. Ale ona mnie nie chciała. Zbyt się wstydziłam, aby próbować wyjaśnić to innym dzieciom. Szczęśliwa byłam tylko wtedy, gdy zabierano nas do kina” – wspominała. Była trudnym dzieckiem i uczyła się średnio.

Zaprogramowany morderca. Kto naprawdę stoi za zamachem na Roberta Kennedy’ego?

Klątwa Kennedych zebrała przez lata krwawe żniwo wśród przedstawicieli najsłynniejszej dynastii politycznej USA. Dwie tragedie już na zawsze będą...

zobacz więcej

Na pewien okres trafiła pod opiekę ciotki i wujka, który miał ją molestować seksualnie. Gdy zagroził jej powrót do sierocińca, w wieku zaledwie 16 lat wyszła za mąż za 21-letniego robotnika Jamesa Dougherty’ego. – Małżeństwo nie smuciło mnie, ale też nie cieszyło. Bardzo mało rozmawiałam z mężem, nawet nie dlatego, że się kłóciliśmy, po prostu nie mieliśmy sobie nic do powiedzenia. Umierałam z nudów – wyznała później.

W 1944 r. Norma podjęła pracę w fabryce Radioplane Munitions Factory zajmującej się produkcją sprzętu wojskowego. Wiadomo, II wojna światowa. Harowała po 10 godzin dziennie. Wkrótce wpadła w oko fotografa Davida Connovera. Wstydliwa i nieśmiała Norma przed obiektywem przechodziła transformację, stawała się odważną i pewną siebie kobietą. Odpowiadało jej to. Rzuciła pracę w fabryce, wyprowadziła się od męża i podpisała kontrakt z Blue Book Model Agency. Niedługo potem zaczęła zmieniać swój wizerunek; na początek przefarbowała się na blond.

Odbijała się od drzwi

Dystans do Hollywood znacznie się skrócił. Wprawdzie początkowo odbijała się od drzwi wytwórni filmowych, ale w końcu załapała się na półroczną umowę w 20th Century Fox, choć i tam wielkich nadziei z nią nie wiązano. Robiła to, co inni początkujący aktorzy – statystowała, ale głównie stała z boku, obserwowała i czekała na szansę.

W erze pin-up jej uroda szczególnie się nie wyróżniała. W ogóle Norma Jane Mortenson była mało chwytliwa. Imię miała jak kura domowa, a nazwisko było zbyt etniczne. Potrzebowała mocnego pseudonimu artystycznego. Jak jej idolka Jean Harlow. Razem z cenionym aktorem Benem Lyonem wymyśliła Marilyn Monroe. Marilyn na cześć gwiazdy Broadwayu Marilyn Miller, zaś Monroe było panieńskim nazwiskiem jej matki.

Wkrótce kariera Marilyn znowu znalazła się w martwym punkcie. Szybciej od liczby ról zaczęła rosnąć liczba kochanków. Niektóre romanse miały potencjał. Związała się m.in. z łowcą talentów o nazwisku Johnny Hyde, ale w tym przypadku zamiast przełomowej roli jedyną korzyścią były operacje plastyczne nosa i podbródka. Gdy straciła kontrakt w Columbii, wzięła udział w nagiej sesji zdjęciowej. Wyznała potem, że zdecydowała się na ten krok w akcie desperacji; sama miała uważać, iż „porządne dziewczyny nie pozują nago”. Za sesję otrzymała marne 50 dolarów.

Nieoczekiwanie fotografie pomogły jej dalszej karierze. Po czterech latach kupił je niejaki Hugh Hefner i wykorzystał w pierwszym numerze magazynu dla mężczyzn, który nazwał „Playboy”. Pisemko ukazało się na rynku w grudniu 1953 r. W tym czasie Monroe ponownie zaczęła piąć się po szczeblach kariery w Hollywood. Doceniano jej kolejne kreacje, trafiła nawet na okładkę magazynu „Life”. Wtedy na rynek wyszedł „Playboy” i Spirala sławy oraz skandalu zaczęła się sama nakręcać.
Monroe prowadziła bujne życie towarzyskie (fot. Ed Feingersh/Michael Ochs Archives/Getty Images)
Monroe prowadziła bujne życie towarzyskie (fot. Ed Feingersh/Michael Ochs Archives/Getty Images)

Nieznane zdjęcia Marilyn Monroe wystawione na aukcji. Zrobiono je na trzy tygodnie przed śmiercią gwiazdy

Zdjęcia aktorki wystawił na sprzedaż dom aukcyjny Dreweatts & Bloomsbury. Wykonane zostały na plaży w Santa Monica oraz w rezydencji Monroe. Przez...

zobacz więcej

Symbol seksu

– Nigdy do końca nie zrozumiałam tego bycia symbolem seksu. Zawsze myślałam, że symbole kolidują ze sobą. To jest właśnie ten problem, bycie symbolem seksu sprawia, że jest się przedmiotem. Wprost nienawidzę uprzedmiotowienia. Ale jeśli mam być czegoś symbolem, to już lepiej seksu niż innych spraw, które też mają swoją symbolikę! – przyznała z wyraźną ironią w wywiadzie dla magazynu „Life”.

Choć Marylin marzyły się poważne role, spotkała ją zmora aktorów – zaszufladkowanie. Status seksbomby sprawił, że producenci dawali jej głównie role słodkich idiotek. Pojawiły się również symptomy poważnych problemów, z którymi zmagała się gwiazda. Cierpiała na bezsenność, do tego walkę z tremą i niską samooceną prowadziła przy użyciu alkoholu, amfetaminy i barbituranów, silnych środków znieczulających i nasennych.

Zdarzało się, że zapominała tekstu, spóźniała się, czasem w ogóle nie przychodziła na plan, a jak przychodziła, chowała się w garderobie i nie było siły, która mogła ją stamtąd wyciągnąć. Nie były to zwykłe kaprysy gwiazdy, którą już wtedy była. Gdy odmówiła gry w jednym z filmów, który jej zdaniem nie spełniał jej ambicji aktorskich, straciła kontrakt w 20th Century Fox. Wytwórnia nie mogła sobie oczywiście pozwolić na stratę największej gwiazdy i wkrótce Marilyn wróciła do gry.

Monroe pozornie była szczęśliwa. Pozowała na taką, będąc żoną wybitnego bejsbolisty Joe DiMaggio, choć twierdziła, że znęcał się nad nią psychicznie. Potem wyszła za cenionego pisarza Arthura Millera, ale coraz bardziej staczała się w mroczne otchłanie. Wpływ na to miały także jej trzykrotne poronienia. Terapie, m.in. u szemranego psychoanalityka dr Ralpha Greensona, niewiele pomagały. Na pewien pewien czas trafiła nawet do kliniki psychiatrycznej.

W klatce

„Czułam się jakbym była w więzieniu, chociaż nie popełniłam żadnego przestępstwa. (...) Wszystko tutaj było pod kluczem. Drzwi miały okna, żeby można było obserwować pacjentów” – napisała w liście do Greensona.

Gdy pozbawiono ją prawa do rozmów telefonicznych, rozbiła szybę i zagroziła pracownikom kliniki. „Jeśli będziecie mnie traktować jak wariatkę to będę się tak zachowywać” – grzmiała. Po tych słowach nie patyczkowano się z nią. Z kliniki wyciągnął ją DiMaggio.

Poznamy prawdę o śmierci Kennedy'ego? Trump odtajnia dokumenty

Prezydent Donald Trump zgodził się na ujawnienie kolejnej partii odtajnionych dokumentów związanych z zamachem na prezydenta Johna F. Kennedy'ego....

zobacz więcej

Kolejne romanse, także z kobietami, nie poprawiły jej stanu. Karuzela alkoholu, narkotyków i barbituranów kręciła się w najlepsze. Podejmowała nawet próby samobójcze. Do tego dochodziły wprawdzie także wybitne role, ale i kłótnie z szefami wytwórni filmowych. Monroe nie zdołała podnieść się i wyjść na prostą. Zmarła w wieku zaledwie 36 lat. Dość dokładnie znamy jej ostatnie chwile.

Wiadomo, że ostatni dzień przed śmiercią, 4 sierpnia 1962 r., spędziła w domu przy 12305 Fifth Helena Drive w Los Angeles. Spotkała się z fotografem oraz dr Greensonem. Wieczorem rozmawiała przez telefon z DiMaggio, z którym zbliżyła się w ostatnim czasie i para miała nawet planować drugi ślub. DiMaggio zeznał potem, że w jej głosie nie słyszał niczego niepokojącego ani podejrzanego.

Około godz. 20 weszła do swojej sypialni i rozmawiała przez telefon z Peterem Lawfordem, większym lowelasem i żigolakiem niż aktorem, prywatnie w tym okresie także szwagrem prezydenta Johna F. Kennedy'ego. Ten zeznał, że przypuszczalnie Marilyn znajdowała się pod wpływem jakichś środków. Później do aktorki zajrzała jej gosposia Eunice Murray, ale ta już oceniła, że z gwiazdą nic niepokojącego się nie dzieje.

Martwa na łóżku

Gdy około godz. 3 w nocy Murray dostrzegła, że w sypialni Monroe nadal świeci się światło, a jej pracodawczyni nie odpowiada, wezwała dr Greensona. Ten rozbił szybę, żeby dostać się do pokoju Marilyn i znalazł ją nagą na łóżku ze słuchawką telefoniczną w ręku. Lekarz stwierdził zgon.

– Marilyn Monroe nie żyje, popełniła samobójstwo – taką informację otrzymał dyżurny policji sierż. Jack Clemmons o godz. 4.25. Sekcja zwłok przeprowadzona przez Dr Thomasa Noguchiego jako przyczynę śmierci wskazała przedawkowanie środków nasennych (barbituranów). Oceniono, że było to „prawdopodobne samobójstwo”.

Informacja o śmierci największej gwiazdy Hollywood lotem błyskawicy obiegła Amerykę i cały świat. Pojawił się nawet efekt Wertera, gdyż w Los Angeles odnotowano wzrost liczby samobójstw. Zaraz też zaczęły pojawiać teorie spiskowe dotyczące śmierci Marilyn Monroe, tajemniczej o tyle, że ludziom do głowy nie przychodziło, że młoda aktorka, uśmiechnięta, bogata i adorowana, może tak nagle umrzeć.

Gwiazda zmagała się z wieloma problemami (fot. Ed Feingersh/Michael Ochs Archives/Getty Images)
Gwiazda zmagała się z wieloma problemami (fot. Ed Feingersh/Michael Ochs Archives/Getty Images)

Polski wątek w sprawie zabójstwa Johna F. Kennedy'ego. Tajne akta USA udostępnione

Polski wątek pojawia się w odtajnionych w piątek materiałach ze śledztwa w sprawie zabójstwa Johna F. Kennedy’ego. Chodzi o polskiego...

zobacz więcej

Prywatne śledztwo przeprowadził prokurator John Miner i doszedł do przekonania, że gwiazda została zamordowana w – jak ją nazwał – „najbardziej dziwacznej sprawie w historii Stanów Zjednoczonych”. Miner brał udział w sekcji zwłok aktorki. Zwrócił uwagę, że poziom substancji toksycznych w jej ciele był niezwykle wysoki, jakby przyjęła „60-70 pigułek”, tymczasem jej żołądek i dwunastnica były puste. Można to oczywiście wytłumaczyć tym, że inaczej przyjęła leki, które doprowadziły do jej śmierci – przez zrobienie zastrzyku albo lewatywy. Ta pierwsza metoda była wykluczona. „Obejrzano pod lupą każdy milimetr jej ciała i nie zauważono żadnych śladów po igle” – odnotował Miner.

Prokurator przeczytał transkrypcje rzekomych taśm, które Monroe miała nagrać tuż przed śmiercią i przekazać Greensonowi. Opowiadała o planach na przyszłość, co zdaniem śledczego wykluczało chęć popełnienia samobójstwa. Miała opowiadać, że „wszystko co złe, ma już za sobą i teraz może rozpocząć nowe życie”.

Lewatywa z pentobarbitalu

Wspominała także o lewatywach, które przyjmowała, przypuszczalnie ze względów higienicznych, oraz żeby schudnąć. Miner uznał, że winę za jej śmierć ponosi gosposia, która miała wykonać jej lewatywę z rozpuszczonego pentobarbitalu, środka używanego przy egzekucjach w amerykańskich więzieniach.

Faktem jest natomiast, że gdy policja przybyła do domu gwiazdy, Murray akurat zebrało się na pranie pościeli, najwyraźniej wyglądało to, jakby chciała zatrzeć ślady i zniszczyć dowody. „Kiedy Marilyn zapadła w śmiertelną śpiączkę, płyn z lewatywy musiał zostać wydalony, stąd pranie prześcieradeł” – ocenił dr Arnold Abrams badający sprawę.

Miner przyznał już w latach 90., że „zawsze czuł, iż kluczem do wyjaśnienia zagadki jest pani Murray”. W jego ocenie mogła ona działać na polecenie Greensona, którego uznał za podejrzanego o kierowanie morderstwem. Na dziwne zachowanie Eunice Murray zwrócił też uwagę detektyw sierż. Robert Byron. „Pani Murray dawała niejasne i możliwie wymijające odpowiedzi na pytania o to, co robiła panna Monroe w tym czasie” – odnotował.

Śmierć na Górze Umarłych. UFO doprowadziło do zagłady studentów?

Kosmici, tajna broń, wilkołaki, potwór Menk, diabli wiedzą co – nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, co zaszło w obozie studentów i...

zobacz więcej

Są też inne hipotezy, wskazujące na rzekomo bezpośredni udział dr Greensona, a także innego lekarza aktorki, dr Hymana Engelberga. Ten pierwszy miał jej ponoć zaaplikować lewatywę z wodzianu chloralu – albo raczej zlecić zabieg Eunice Murray – nie wiedząc o tym, że Engelberg zapisał Monroe nembutal. Mieszanina śmiertelnie niebezpiecznych związków miała spowodować zgon gwiazdy.

Trucizna dosercowo

Jeszcze inna teoria dotyczy rzekomej relacji jednego z ratowników medycznych, który po przyjeździe do domu Monroe miał widzieć, jak Greenson wstrzykuje kobiecie truciznę do serca. W tych wersjach wciąż przewija się nazwisko lekarza, ale dlaczego psychoanalitykowi miałoby zależeć na śmierci swojej znanej pacjentki? Jest odpowiedź na to pytanie. Otóż mieli oni mieć romans, a gdyby informacja o tym przedostała się do izby lekarskiej, złamałoby mu to karierę i mógłby nawet trafić do więzienia.

Ponoć Lawford dowiedział się, że Marilyn i dr Greenson romansują, a według innej teorii dowodów dostarczyły mu nagrania z pluskiew założonych w domu gwiazdy na rozkaz bossa mafii chicagowskiej Sama Giancany. Swoją wiedzą na ten temat miał się nawet podzielić z innym kochankiem Marilyn, a swoim teściem – samym prezydentem Johnem F. Kennedym. Miało wręcz do tego dojść, że Kennedy skontaktował się z Greensonem i powiedział mu, iż Marilyn zamierza ujawnić, co ją łączy z psychoanalitykiem. Można się domyślać, że jeżeli tak faktycznie było i Greenson był mordercą, motywu by mu nie zabrakło.

Kolejne hipotezy są jeszcze bardziej fantastyczne. Są takie, które wskazują, że za śmiercią Marilyn Monroe miały stać CIA bądź FBI. Faktycznie, ze względu na mocno lewicowe poglądy znalazła się ona pod obserwacją FBI, którą prowadzono od 1955 r. aż do jej śmierci. Rozpracowywany przez służby był także jej mąż Arthur Miller, którego podejrzewano związki z Komunistyczną Partią Stanów Zjednoczonych (CPUSA). Wiadomo też, że sama aktorka spotkała się w Meksyku z emigracyjnym działaczem CPUSA Frederickiem V. Fieldem. Należy jednak między bajki włożyć, że tajniacy zabili ją ze względu na poglądy.

Biograf Monroe Anthony Summers rzucił z kolei cień na klan Kennedych. Wskazał, że aktorka romansowała zarówno z prezydentem Johnem F. Kennedym, jak i jego młodszym bratem Robertem Francisem. Summers dowodził, że gdy burzliwy romans z Robertem się zakończył, kobieta miała zagrozić upublicznieniem tego, co ich łączyło. Ciąg dalszy – wskazywał – był taki, że Marilyn ponoć przypadkowo przedawkowała lekarstwa i umarła w karetce pogotowia w drodze do szpitala.

Aktorkę znaleziono martwą w sypialni, okoliczności jej śmierci nie są jasne (fot. E. Murray/Fox Photos/Getty Images)
Aktorkę znaleziono martwą w sypialni, okoliczności jej śmierci nie są jasne (fot. E. Murray/Fox Photos/Getty Images)

Zagadka śmierci giganta jazzu rozwiązana? Historyk wyklucza winę RAF-u

Był największą gwiazdą muzyki przełomu lat 30. i 40. ubiegłego wieku. Wylansował więcej numerów 1 niż Elvis Presley i Beatlesi. Subtelnym jazzem...

zobacz więcej

Upozorowali samobójstwo?

W dniu śmierci w jej domu miał gościć RFK, co zresztą potwierdziły Eunice Murray oraz Deborah Gould, późniejsza trzecia żona Petera Lawforda. Ówczesny prokurator generalny Stanów Zjednoczonych nie mógł sobie pozwolić na skandal i chciał opuścić Los Angeles przed ujawnieniem informacji o śmierci aktorki, w związku z czym jej ciało miało zostać przewiezione do domu i upozorowano samobójstwo.

Co ciekawe, twierdzenia te są zbieżne z relacją byłego kochanka Monroe, Gianniego Russo. Aktor twierdzi, że jako 16-latek wdał się w romans ze starszą wówczas od niego o 17 lat aktorką. Ich związek miał trwać od ok. 1958 r. aż do jej śmierci, choć z przerwami. Russo twierdzi, że za „zamordowaniem z zimną krwią” gwiazdy stał właśnie Robert Kennedy. Motyw miał być podobny jak w przypadku rzekomego sprawstwa dr Greensona – niechęć do upublicznienia przez aktorkę kompromitującego polityka i jego brata prezydenta romansu.

– To musiał być Bobby. Nikt inny by jej nie zabił. Szczególnie mafia (jedna z teorii spiskowych zakłada udział mafii chicagowskiej – przyp. red.). Gangsterzy lubili ją. Była imprezową dziewczyną. Dało się jej kilka tabletek, kilka drinków i szła z każdym – przekonywał w wywiadzie dla dziennika „New York Post”. – Marilyn była najlepszą kochanką. Zawsze chciała zaspokoić swojego partnera – chełpił się podstarzały aktor.

Russo przedstawił dowód mający wskazywać na łączącą go zażyłość z Monroe. To zdjęcie wykonane – jak zapewnia – 2 sierpnia 1962 r. w motelu CalNeva Lodge przy granicy stanów Kalifornia i Nevada, a więc zaledwie trzy dni przed jej śmiercią. Na fotografii widać, jak nastolatek bez koszuli przygląda się aktorce, która ma na głowie szal i okulary przeciwsłoneczne.

Mafia zarzuca sieci

75-letni obecnie Russo przekonywał, że mafia chciała wywrzeć wpływ na Monroe, żeby dobrać się do prezydenta Kennedy'ego. Dowodził, że przestępcy zamierzali przyłapać aktorkę podczas seksu grupowego z prezydentem Kennedym i jego bratem Robertem, a potem szantażować JFK taśmą, żeby zmusić go do inwazji na Kubę, aby mafia mogła odzyskać kasyna przejęte przez reżim Fidela Castro. Plan się nie powiódł, gdyż bracia Kennedy nie stawili się w hotelu. Zresztą dlaczego akurat mieliby się tłuc taki kawał z Waszyngtonu gdzieś na pustynię? – to pytanie pozostaje otwarte.

Mimo to Robert Kennedy miał się obawiać – przekonywał Russo – że gwiazda Hollywood i tak będzie opowiadała w mediach o ich związku. Ponoć prokurator generalny zdecydował się więc zorganizować zamach na jej życie, o co zadbał wynajęty zabójca.

– Gość nazywany „Doktorem” był zabójcą na zlecenie i autentycznym doktorem. Wykonał kilka dużych zleceń dla mafii. Właśnie on wstrzyknął powietrze w żyłę Marilyn w okolicach łona. Zmarła na zator powietrzny, ale dla lekarzy wyglądało to jak przedawkowanie środków usypiających – dowodził.

Kosmiczne Archiwum X. Pentagon na tropie UFO

Tunele czasoprzestrzenne, napęd nadświetlny, niewidzialność – to nie wytyczne dla scenariusza filmu science-fiction, ale zakres prac tajnego...

zobacz więcej

Hipoteza ciekawa, ale pojawiają się nieścisłości. Prokurator Miner, który brał udział w sekcji zwłok, wskazał, że na ciele aktorki nie znaleziono śladów ukłuć. Nie wiadomo też, kim był „Doktor”. Czy to Greenson? Wiele osób twierdziło, że on raczej zlecał wszelkie zabiegi, takie jak zastrzyki czy lewatywy.

Russo zarysował jednak ciekawy obraz zależności między mafią chicagowską a klanem Kennedych. Relacje między nimi faktycznie miały funkcjonować przez lata. Już ojciec JFK i RFK Joseph Kennedy miał prosić Sama Giancanę, który m.in. kontrolował związki zawodowe, o wpłynięcie na związkowców, by ci poparli jego starającego się o prezydenturę syna. Kennedy senior miał też prosić o wsparcie finansowe jego kampanii prezydenckiej. Pośrednikiem w tych kontaktach miał być znany piosenkarz Frank Sinatra, co ciekawe – także jeden z kochanków Marilyn Monroe.

Fałszywe głosy

Ponoć mafia sfałszowała również na korzyść Johna Kennedy'ego wyniki prawyborów w stanie Wirginia Zachodnia, które miał wygrać jego kontrkandydat Hubert Humphrey. Istnieje podejrzenie, że Giancana sfałszował także same wybory prezydenckie, jego ugrupowanie miało dorzucić do urn 200 tys. głosów. Faktycznie różnica między Kennedym a Richardem Nixonem wyniosła zaledwie 118 tys. głosów w skali kraju. Mafioso miał się potem chwalić, że to on wybrał Kennedy’ego na urząd prezydenta.

Po wyborze JFK mianował swojego brata Bobby'ego prokuratorem generalnym i wkrótce rzekoma współpraca przeszła do historii. RFK włączył się aktywnie w walkę ze zorganizowaną przestępczością. Także dlatego Giancanie skompromitowanie Kennedych było na rękę. Mafia wiedziała, że prezydent nie stroni od kochanek i że jedną z nich była właśnie Marilyn Monroe, która była także kochanką samego Giancany (powiązania z mafią miała też inna nałożnica prezydenta, Judith Campbell Exner – przyp. red.).

Rzeczywiście więc, jak twierdzi Russo, mafia chicagowska mogła chcieć wykorzystać Marilyn Monroe przeciwko prezydentowi Kennedy'emu i jego bratu. Robert Kennedy mógł to zwietrzyć i zlecić zabójstwo aktorki, która mogła zagrozić potężnym braciom. Czy tak było naprawdę, zapewne już nigdy się nie dowiemy. Faktem jest jedynie, że główni bohaterowie tego dramatu zginęli śmiercią tyleż tragiczną, co tajemniczą. Jak u Szekspira.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej