Chciał podładować teslę, ta wjechała do rzeki. Na nic próby hamowania

To nie pierwszy przypadek, gdy auto Tesli manewruje w sposób, według właściciela, niekontrolowany (fot. Shutterstock/TierneyMJ)

Elektryczna tesla model S z kierowcą i pasażerką wjechała do rzeki, gdy właściciel podjechał nią do stacji ładowania. Według niefortunnego posiadacza auto ruszyło „w sposób niekontrolowany” i nie zatrzymało się mimo naciskania na pedał hamulca.

Właściciel auta twierdzi, że podjeżdżał do stacji ładowania bardzo powoli, ostrożnie i naciskał pedał hamulca. W opinii niektórych mediów kierowca, co się zdarza, niechcący nacisnął pedał przyspiesznika (nie gazu, ponieważ mowa o aucie elektrycznym).

Niezależnie od tego, która wersja jest prawdziwa, tesla wyrwała metalowe ogrodzenie i wpadła do rzeki. Kierowcy i jego żonie nic się nie stało. Wydostali się z samochodu, a nawet zrobili sobie selfie na jego dachu. Informacje o samoczynnych manewrach tesli, które doprowadzały do wypadków, pojawiają się w mediach co jakiś czas. W maju 2018 r. w Salt Lake City w USA tesla S kierowana autopilotem nagle przyspieszyła i uderzyła w stojący w miejscu wóz bojowy straży pożarnej. Dwa lata wcześniej zaparkowana tesla X nagle ruszyła i przebiła ścianę między garażem a salonem, powodując obrażenia ciała u właściciela i jego żony.

źródło:
Zobacz więcej